poniedziałek, 21 stycznia 2013

16


--------------------------------------------------------------
Życie, egzystencja człowieka. Zastanawialiście się kiedyś na tym? Co to właściwie jest? Życie jest łatwo określić. Chyba każdy wie co to jest. Rodzimy się, dorastamy, starzejemy i umieramy. Taka kolej rzeczy i nikt tego nie zmieni. A egzystencja? Co to właściwie jest? Zaskoczę was. To jest coś podobnego do życia. Egzystencja jest to istnienie czegoś żywego. Mogłoby się wydawać, że roślina też ma egzystencję. Nie. Egzystencję mają organizmy żywe które muszą utworzyć swoją naturę. To my decydujemy o tym co będzie dla nas ważne, o tym co będziemy robić w przyszłości, o tym jak potoczy się nasze życie. 
Dziwne prawda? Dwa inne pojęcia i wytłumaczenia podobne. Chociaż nie którzy mówią, że trzeba cieszyć się i korzystać z życia. A jak ktoś tego nie potrafi? Jeżeli jest obecny ciałem ale nie duchem to wtedy nie żyję? Już sama tego nie rozumiem. Na prawdę. I właśnie w tym momencie można by było się kłócić co to właściwie jest życie, a co egzystencja. 
Mój telefon zabrzęczał pod poduszką. Sięgnęłam po niego ręką właściwie sama nie wiedząc czemu to robię. 
Od: Louis.
  Przyjdziesz do nas? Chyba musimy pogadać....
Teraz chociaż wiem który do mnie piszę. Wczoraj wpisali mi się do telefonu także mogę spokojnie odpisywać i nie pomylę ich imion. 
Do: Louis.
  Będą za godzinę, lub dwie ewentualnie za trzy.
Co się będę spieszyć. Poczekają sobie na mnie. Nadal leżałam i wpatrywałam się w sufit myśląc co dalej. Nie zbyt odpowiada mi ta przyjaźń między mną, a Harrym. Ale co ja mogę? Nic. Właśnie to jest moja wina. Moja i mojej zrypanej psychiki. Boję się mu zaufać całkowicie. Boję się, że mnie skrzywdzi i będę cierpieć a tego bym nie chciała. Co ja gadam nikt by tego nie chciał. A tak.... No gdy się ''przyjaźnimy'' to chociaż gdy mnie skrzywdzi nie będę mogła mieć do niego żalu ponieważ my się przyjaźnimy, a nie jesteśmy razem. Jestem pewna w 100%, że będzie mnie całował, przytulał i takie tam ale wiecie jesteśmy tylko przyjaciółmi na stopniu zaawansowanym także... Nie nadal mi się to nie podoba, ale teraz już czasu nie cofnę. Mogę tylko czekać i spokojnie przyjmować wszystko co mi los przyniesie. 
Postanowiłam już wstać i doprowadzić się do porządku. 
Wykonałam poranną toaletę, uczesałam swoje siano w wysokiego koka, podkreśliłam oczy i ubrałam przyszykowane ubrania. 
Zeszłam na dół, a tam pusto. No tak dzisiaj czwartek więc wszyscy są w pracy. Zrobiłam sobie dwie kanapki, zjadłam w ekspresowym tempie i zamykając za sobą drzwi na klucz ruszyłam w stronę domu chłopaków. Byłam strasznie ciekawa reakcji Harry'ego na mój widok. Zdziwi się? Ucieszy? Wścieknie? A może wszystko na raz? Jej chyba będzie ciekawie.
Zapukałam do drzwi ale nikt mi nie otworzył więc nacisnęłam klamkę, a drzwi ustąpiły. Weszłam po cichu i skierowałam się do jedynego pomieszczenia w tym domu w którym mogli siedzieć. Zresztą nie wiem gdzie co jest oprócz salonu także nie mam mam wyboru. Stanęłam w wejściu, a oni siedzieli do mnie tyłem i oglądali chomiki które...powiększały swoją rodzinkę, o to ładniej brzmi.
- Cześć przygłupy!.- Na mój krzyk każdy podskoczył, a Naill(?) spadł z kanapy. Zaśmiałam się i zajęłam jego miejsce. Znaczy prawie. Głowę położyłam na kolanach Zayn'a, a nogi na kolanach Liam'a, więc tylko mój tyłek był na kanapie. Nie no to można zaliczyć do zajęcia jego miejsca prawda?
- Cześć Harriet.- Liam jako pierwszy ogarnął to co się przed chwilą stało i uśmiechnął się do mnie miło. Ciekawe jak ten gościu to robi, że dla wszystkich jest taki miły. Może coś bierze?
- Gdzie Lou? Chciał pogadać, więc się pospieszyłam i przyszłam w dwie godziny.- Uśmiechnęłam się szeroko dumna z siebie, że nie musiał na mnie czekać trzech godzin. 
- Do tego debila nic nie dociera, no nic. Ciekawe jak on chce ją zdobyć skoro....- Louis ucichł gdy zobaczył, mnie leżącą na chłopakach. Domyśliłam się, że mówi o mnie i Harrym. Cóż nie trzeba być Bondem aby na to wpaść.
- Lou jak i reszta zgromadzonych dajcie już spokój jasne? My sobie wszystko wyjaśniliśmy i jest okej.- Sama nie wierzyłam w to co mówię. Cóż oni też niezbyt mi uwierzyli.
- Czyli co ten wasz układ jest niby normalny? Coś mi się nie wydaję.- Louis usiadł na fotelu obok tego blondyna co nie jestem pewna jego imienia i założył ręce na piersi. 
- Dla nas tak. A poza tym to nasz życie więc może odpuście co?- Spojrzałam na każdego z nich. Ale gdy zobaczyłam minę Lou wpatrującego się w schody szybko się podniosłam i luknęłam na co on tam się tak gapi. Na schodach stał Harry w samych spodniach i całował się z jakąś brunetką. Nie powiem zabolało. Do oczu napłynęły mi łzy więc szybko położyłam się z powrotem z zamkniętymi oczami. Nie chciałam aby zobaczyli coś co nikt nie może u mnie zobaczyć.
- Tak Harriet nadal twierdzisz, że jest dobrze?- Louis chyba chciał pokazać, że miła rację i nawet nie zdawał sobie sprawy jak ja cierpię. Tam gdzieś głęboko w sobie krzyczałam, ale na zewnątrz starałam się przybrać pozę która nie zdradzałaby moich uczuć. 
- Louis odpuść.- Liam szeptał ale ja wszystko słyszałam. Dlaczego przy nich pokazuję, że nie podoba mi się to? Dlaczego przy nich pokazuję, że jednak cierpię i mam te zjebane uczucia? Otworzyłam oczy i starałam się uspokoić. 
- Ooo, Harriet cześć.- Harry usiadł na podłodze i oparł się o nogi Lou. Dlaczego on musi tak wyglądać? Rozczochrane oczy dodawały mu uroku, świecące zielone oczy były takie szczęśliwe. I jeszcze palant siedzi bez koszulki. No jak tak można.
- Cześć Harry. Mógłbyś ubrać koszulkę? Nie chcę mieć koszmarów w nocy.- Usiadłam normalnie i omijałam wzrokiem jego twarz.
- Na twoich urodzinach jakoś ci to nie przeszkadzało. A wręcz przeciwnie.- Oo, tak pogrywamy? Ja ci dam ty wstrętny przystojny szczurze. 
- Byłam pijana, i było mi wszystko jedno.- Zayn zaśmiał się pod nosem, a Harry posłusznie poszedł ubrać na siebie jakąś koszulkę. Myślałam, że docinanie mu mi pomoże ale się pomyliłam. Właściwie to poczułam się przez to jeszcze gorzej. 
- Dlaczego nie powiesz mu prawdy? Tak ciężko ci to zrobić? Przyszedł wczoraj do domu kompletnie nawalony z jakąś panienkom. Jak tak dalej pójdzie to wszystko zniszczy. Ale nieee, wielmożna Harriet nie może powiedzieć mu tych dwóch głupich słów.- Louis chyba chciał się wyżyć na mnie. No świetnie jeszcze tego mi brakowało. Nic nie zrobiłam, a jeszcze opierdol zgarnę. Kumulację dziś mają czy coś?
- Co mam mu powiedzieć? To jest jego życie i ja nie mogę mu rozkazywać. Podobno jesteście takimi świetnymi przyjaciółmi, to zrób coś. Porozmawiaj z nim na spokojnie.- On jak i ja byliśmy wściekli. Nie wiem dlaczego on, ale ja byłam po prostu zła bo zaatakował mnie bez powodu.
- A myślisz, że nie próbowałem? Nie chcę mnie słuchać bo podobno ty się zgodziłaś na tą całą waszą przyjaźń. Ale wiesz to gówno prawda. Prawie się poryczałaś jak zobaczyłaś go z tą laską na schodach. Wtedy w parku też ryczałaś. Myślisz, że nie widziałem? Mylisz się. A gdybyś mu powiedziała, że go kochasz tak jak powiedziałaś to Jackowi to nie byłoby problemu.- Louis wstał zdenerwowany więc ja nie chciałam być gorsza i również wstałam. Nie sądziłam, że jest aż taki wysoki, albo ewentualnie ja taka niska.
- A skąd pewność, że nie kłamałam? Przecież jestem wredną suką bez uczuć która rani innych. I wiesz co? Gdyby nie wasz zjebany plan pogodzenia nas nie byłoby problemu. On sobie tylko uroił te uczucia do mnie i nic więcej. Ja bym wyjechała, a on znalazł sobie dziewczynę która jest jego warta. Ja nie mogę go okłamywać. Nie mogę mu powiedzieć tego jebanego kocham cię bo nie chce go ranić.- Mój ton głosu był poważny i nawet mi nie zadrżał chociaż czułam łzy napływające do oczu. 
- Harry...- Louis spojrzał na coś za mną, a ja się odwróciłam i zobaczyłam stojącego tam Harry'ego. Wyglądał na zdziwionego i zdołowanego za razem. Chciałam coś powiedzieć już otwierałam usta, ale on podniósł rękę do góry i wbiegł po schodach i można było tylko usłyszeć głośny trzask drzwi i cisza. Głęboka ciągnąca nas za sobą cisza. Spojrzałam na Louisa który wyglądał nie gorzej niż Harry.
- Zadowolony?- Nie czekając na jego odpowiedź poszłam na górę i stanęłam przed kilkoma parami drzwi. Chwila byłam już u niego w pokoju. Który to.... Tak. Poszłam na koniec korytarz i zobaczyłam ponaklejane na drzwiach naklejki z Pokemonami i innymi postaciami z kreskówek. To na pewno jego pokój. Zapukałam do drzwi ale odpowiedziała mi cisza. Spróbowałam jeszcze raz ale tym razem mocniej. Nacisnęłam na klamkę, zamknięte. Włącz to. :D Jak się skończy to jeszcze raz...
- Harry otwórz te pieprzone drzwi.- Nasłuchiwałam czy może je od klucza ale oprócz jego korków nic nie było słychać. Usiadłam na podłodze na przeciwko drzwi i postanowiłam tutaj siedzieć dopóki nie wyjdzie z pokoju. Wiedziałam, że ktoś może tutaj wejść i zobaczyć, że płaczę ale nie obchodziło mnie to. Po prostu tam siedziałam i ryczałam z powodu własnej głupoty jak i bezradności. On nie miał tego usłyszeć, teraz wszystko jeszcze bardziej się skomplikuję. To nie tak, że go nie kocham, bo kocham. Ale wiem, że jeżeli mu to powiem to wtedy on na pewno sobie na pewno nie odpuści. Chciałabym się cofnąć i nigdy go nie poznać. Chciałabym aby to był jeden wielki sen, abym znów szła drogą spóźniona i wściekła. Wtedy bym nie wsiadła do tego pieprzonego samochodu. Nie pojechałabym z nim. Na balu bym z nim nie rozmawiała, nie przespałabym się z nim, nie umówiła. A tak? Wszystko poszło się jebać.
A teraz? Teraz siedzę pod jego drzwiami i czekam aż je otworzy bo chcę z nim porozmawiać. Ale co ja mu mam powiedzieć? Nie mogę powiedzieć prawdy bo to zniszczy nas oboje, ale kłamać też nie mogę. Cokolwiek teraz zrobię to nie będzie dobre. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o ścianę. Zobaczyłam jego uśmiechniętą twarz, jego zielone oczy wpatrujące się we mnie z tańczącymi iskierkami, jego usta wykrzywione w szczerym uśmiechu, z dołeczkami w policzkach. Szybko otworzyłam oczy i znów zaczęłam płakać. Tyle, że tym razem ze złości.
Obok mnie usiadł Liam, a ja nawet nie starałam się ukryć swoich łez. Po co? Na pewno już zauważył, że ryczę więc nie było sensu.
- Idź sobie. Nie chce mi się gadać.- Może to nie było miłe z mojej strony, ale ja już taka jestem. Jestem wredna, arogancka, potrafię ranić ludzi. Taka już moja natura.
- Nie musimy rozmawiać. Możemy sobie pomilczeć.- Objął mnie ramieniem, a ja odruchowo się w niego wtuliłam. Liam przytulił mnie do siebie, a ja płakałam i nie przejmowałam się tym co sobie o mnie pomyśli. Życie mi się wali więc może sobie myśleć do chce. A tak na marginesie to wydaję mi się, że tylko on ma inne zdanie o mnie. Chyba nie uwierzył, w tą moją wredną wersję. Czy to dobrze? Nie wiem, ale fajnie jest wiedzieć, że nie wszyscy uważają cię za wredną szmatę.

Harry.

T co powiedziała dało mi do myślenia, ale za razem strasznie mnie zabolało. Nie jest łatwo usłyszeć od osoby którą się kocha coś takiego. A może nie kocha? Sam już nie wiem. Gubię się we własnych uczuciach. Wiem, że mnie do niej ciągnie, serce biję mi przy niej szybciej, mam motylki w brzuchu czuję się szczęśliwy, ale... Właśnie. Czy zawsze musi być te pierdolone ''ale''? Może to moja wina? Może gdybym wczoraj był stanowczy to teraz nie byłoby problemu i bylibyśmy razem albo osobno i próbowalibyśmy o sobie zapomnieć. To byłoby lepsze niż ta niewiedza która nam teraz towarzyszy. 
Pukała do mnie, ale nie otworzyłem. Poszła sobie? Nie. Przynajmniej tak mi się wydaję. Słyszałem jak rozmawiała z Li. No jeżeli dwa zdania można nazwać rozmową. Chcę ją zobaczyć i przytulić ale nie wiem czy dam radę. Nie wiem czy to wszystko jest odpowiednie. Mimo wszystko otwieram drzwi i widzę coś dziwnego. Li przytulał Harriet, a ona płacze. Tak, Harriet płacze. Poczułem mocny uścisk. Ona płacze przeze mnie. To ja do tego doprowadziłem. 
- Liam zostawisz nas?- Dziewczyna nie spojrzała na mnie. Cały czas chowała twarz przytulona do Li, ale teraz gdy on wstał nie miała jak się zakryć. Zająłem miejsce przyjaciela i zastanawiałem się co mam powiedzieć. Chyba powiedzenie czegokolwiek byłoby lepsze niż ta dołująca cisza między nami.
- Przepraszam.- Jej głos był zachrypnięty i cichy, ale dobrze słyszalny dla moich uszu. Spojrzałem na nią, a ona na mnie. W jej oczach wzbierały się nowe łzy. Przytuliłem ją do siebie, a ona wtuliła się we mnie jakby ktoś miał mnie jej zabrać. Znów płakała. 
- Za co ty mnie przepraszasz? To ja powinienem cię przeprosić, za to, że doprowadziłem do tego, że płaczesz Harriet.- Zacząłem głaskać jej plecy, ale jej szloch nie ustawał.
- To przeproś.- Uśmiechnąłem się po nosem. Chyba jest jej lepiej. Powraca do nas stara Harriet która wszystkim będzie dyrygować. I dobrze, wolę ją wredną niż smutną. Odsunąłem ją od siebie i chwyciłem jej twarz w dłonie ocierając przy tym łzy z jej lekko różowych policzków.
- Przepraszam Harriet.- Uśmiechnęła się smutno i spojrzała w moje oczy. Ona jak i ja cały czas spoglądaliśmy sobie w oczy szukając czegoś co zgubiliśmy bardzo dawno temu. Różnimy się to fakt ale jest coś co sprawia, że jesteśmy tacy sami. Wszystko co do tej pory przeszliśmy, co przeżyliśmy to nas łączy. Ona na pewno wycierpiała więcej niż ja ale sam kolorowego życia nie miałem. 
Popychany jakąś niewidoczną siłą przybliżałem się do niej tonąc w jej niebieskich oczach. Nie chciałem być uratowany. Chciałem tam zginąć i być na zawsze z nią. Żyć w jej oczach. Dziwne prawda? Ale tak się czułem.
 Byłem wystarczająco blisko by poczuć jej przyspieszony oddech na swojej twarzy. Oderwała wzrok od moich oczu i spojrzała na moje usta. Chciała tego. Chciała abym ją pocałował, ale sama nie wykonała żadnego ruchu. Na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Pokonałem ostatnie dzielące nas milimetry i znów mogłem poczuć to ciepło rozchodzące się w środku mego ciała.
Dotknąłem delikatnie jej usta swoimi i czekałem na jej reakcję. Nie odepchnęła mnie więc to chyba dobrze prawda? Tym razem pocałowałem ją i mocno przyciągnąłem do swojego ciała. Ona rozchyliła usta i pozwoliła na to abym mógł ją całować. Nie bała się. Sama objęła moją szyję rękami, a ja jedną wczepiła w moje włosy przyciskając mnie bardziej do siebie. Podobało mi się to. Zacząłem całować ją namiętniej tak jakby od tego zależało moje i jej życie. Nasze języki prowadziły dziką wojnę i nie zamierzały przestać. Potrzebowałem tego. Potrzebowałem jej. Teraz moje początkowe obawy zniknęły i liczyło się to co jest teraz. Tutaj. Z nią. Odsunęła się ode mnie i spojrzała w moje oczy.
- Harriet nie. Nie tym razem. Wiem co wczoraj mówiłem ale mi to nie odpowiada. Musisz zdecydować.- Dotknąłem jej policzka, i oparłem swoje czoło o jej. Zamknęła oczy i odsunęła się ode mnie. 
- Nie umiem Harry. Po prostu nie umiem.- Wyszeptała i unikała moje wzroku. Nie mogłem tego zostawić. Nie mogłem znów spaprać tej sprawy tylko dlatego, że nie mam odwagi powiedzieć jej prawdy. 
- Kocham cię Harriet. Wiem, że nie znamy się długo ale jestem tego pewny. Nie mogę żyć bez ciebie. Nie umiem żyć bez ciebie.- Po jej policzku spłynęła łza która mówiła wszystko. Ona na prawdę nie wiedziała co ma robić. Nie wiedziała czy może mi zaufać.
- Boję się Harry. Boję się tego co będzie.- Dlaczego? Przez co ona musiała przejść, że teraz tak bardzo boi się zaufać innym?
- Nie ma czego Harriet. Jestem przy tobie.- Przytuliłem ją do siebie i źle się poczułem, że kazałem jej wybierać. 
- Teraz. Ale potem? Potem mnie zostawisz tak jak wszyscy. Jak Nick, tata... Nie chcę tego.- Ja też nie Harriet, ja też nie. 
- Będę przy tobie zawsze. Rozumiesz? Zawsze gdy będziesz chciała przyjadę i będę przy tobie. Nie musimy rozmawiać, nie musimy nic robić. Tylko musisz mi zaufać.- Tym razem to ona się odsunęła i spojrzała na mnie załzawionymi oczyma. Wyglądała tak niewinnie i bezbronnie. 
- A co jeśli nie potrafię? Co jeśli ja już nigdy nikomu nie zaufam?- Uśmiechnąłem się i starłem ostatnie widoczne łzy. 
- To mam przerąbane?- Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.- Harriet oczywiście, że potrafisz tylko musisz się przełamać. Musisz uwierzyć, że na świecie są też ludzie którzy chcą twojego szczęścia.- Zagarnąłem kosmyk włosów który wyleciał z jej koka i założyłem za jej ucho. 
- Poczekasz? Wiem, że chcesz poznać odpowiedź już teraz ale ja.... Nie mogę. Muszę to wszystko przemyśleć. Oczywiście, nie będę na ciebie zła gdy dojdziesz do wniosku, że jednak masz mnie gdzieś tylko mi o tym powiedz nie kłam. Dobrze?- Czyli dała nam szansę. 
- Jasne, że poczekam Harriet. Będę przy tobie cały czas. I oczywiście nie będziesz na mnie zła ponieważ do tego nie dojdzie rozumiesz? Nikt nie zajmie twojego miejsca u mnie w sercu.- Uśmiechnęła się z widoczną ulgą. Nawet teraz z zaczerwienionymi oczami, rozmazanym makijażem wyglądała pięknie. Wyglądała jakby nic nie mogło jej się stać, jakby nie cierpiała ale gdzieś tam głęboko w sobie dusi te wszystkie emocję, uczucia i kiedyś wybuchnie. Kiedyś wszyscy poznamy prawdziwą Harriet. Harriet która zadziwi nas swoim wnętrzem, Harriet która pokaże, że człowiek może przezwyciężyć wszystko. Trzeba tylko czekać. Trzeba być cierpliwym i uważnie śledzić wszystko co się dzieje wokół nas. Ja i ta zapłakana dziewczyna obok mnie jest tego dowodem. 

Harriet.

4 październik
  po dzisiejszej rozmowie z Harrym czuję się lepiej(?). Tak chyba tak można to kreślić. Powiedział, że poczeka, powiedział, że mi pomoże. Jestem mu za to wdzięczna. Stwierdziliśmy, że możemy się najpierw przyjaźnić i zachowywać tak jakby tej chorej sytuacji wcale nie było. Muszę mu zaufać, muszę zaakceptować to wszystko co się teraz dzieje. Może opiszę końcówkę dnia? Tak to dobry pomysł...

Przesiedziałam u chłopaków cały dzień. Oczywiście nie wspomniałam im z Harrym o naszej rozmowie na korytarzu. Louis był cały czas na mnie zły, a ja po prostu się do niego nie odzywałam. Gdy miałam iść do domu Harry zaproponował, że mnie odprowadzi. Zgodziłam się, bo niby czemu nie skoro mam mu zaufać? Drogę do mnie przebyliśmy w ciszy ale wcale nie było jakoś nieswojo. On się uśmiechał, a ja na niego spoglądałam. Przed drzwiami mnie przytulił i wyszeptał do ucha:
- Będę o tobie śnił. I obiecuję, że zrobię wszystko abyśmy byli razem.- Po czym pocałował mnie w policzek i odszedł zostawiając mnie uśmiechniętą.

Narrator.

On krążący myślami wokół blondynki i dzisiejszych wydarzeń. 
Ona wspominająca ich pocałunek i piękne zielone oczy które pochłaniały ją całą.
Chłopak zakochany ale czy aby na pewno szczęśliwie?
Dziewczyna bojąca się zaufać. Dziewczyna która opanowała do perfekcji ranienie innych.
Obaj leżący w ciemności wpatrujący się w sufit z uśmiechem na twarzy. Obaj szczęśliwi, ale nie całkiem pewni przyszłości jaka ich czeka. 
Kto może wiedzieć co będzie z nimi dalej? Teraz wszystko zależy od zaufania i obietnic złożonych drugiej osobie.
Jęstę Mistrzę i Staśk. 
----------------------------------------------------------
nie sądziłam, że dziś dodam ten rozdział.... 
cóż trochę namieszane ale jest gicior, od razu się bronię NIE MOJA WINA.
Tak wincie za to Staśka. To on to wymyślił i znów pomógł w pisaniu -.-
Życzenia babią złożone? 
Przepraszam za błędy które mogły się wkraść i dziękuję za wszystkie wyświetlenia, (jest ich ostatnio sporo) i za wszystkie komentarze.... :D

niedziela, 20 stycznia 2013

15


----------------------------------------------
Robiłam bo musiałam. Wykonywałam wszystkie czynności jak co rano ale jakby nie przytomna. Nie miałam pojęcia kiedy wstałam z łóżka, kiedy się ubrałam, kiedy pomalowałam.
Teraz siedzę na dole przy stole i zastanawiam jak ja to wszystko zrobiłam. Nie, nie chodzi o przygotowanie się do szkoły. Chodzi o to jak udało mi się odsunąć od innych, wygasić w sobie wszystkie uczucia, stać się obojętnym. Chyba nie wszyscy to potrafią, prawda? Przecież takie stanie się obojętnym na krzywdę innych nie jest łatwe. Nie jest łatwo patrzeć na osobę którą się kocha, a nie może się z nią być. Albo nie chce bo boi się, że ją zrani. Mam to na co dzień. Wczoraj zaczęłam czytać artykuły o nas. Zszokowała się. Niektórzy piszą, że mamy romans, że jestem w ciąży, że wykorzystuję Harry'ego. No po prostu zrobili ze mnie jeszcze gorszą jędzę niż jestem na prawdę. 
Odstawiłam talerz i zaczęłam się kierować ku wyjściu.
- Harriet idziesz na bal?- Mam mnie dogoniła i wpatrywała się we mnie z oczekiwaniem na odpowiedź. Po co się pyta skoro widziała wczoraj, że kupiłam sukienkę?
- Nie idę na murzyńskie mambo-dżambo.- Ominęłam ją i spokojnie wyszłam z domy. Przywitałam się z Jackiem i ruszyliśmy w stronę szkoły.
- Myślisz, że będzie alkohol?- Jack poruszał śmiesznie brwiami i szturchnął mnie w ramię. Cóż jak dla mnie to było dwuznaczne ale może tego mu nie mówmy.
- Ja sama mam zamiar załatwić kilka flaszek więc tak, Jack będzie.- Chłopak wypuścił z ulgą powietrze, a w mojej głowie pojawiła się myśl: Przez kogo on piję? Zaśmiałam się sama do siebie. No przecież przez mnie. Nawet moje myśli są egoistyczne. Nie ma co. Jestem na wskroś przesiąknięta złą mocą!
- Harriet a byłabyś zła gdybym ingerował w twoje życie prywatne?- Ska ten głąb zna takie mądre słowa? Za dużo telewizji się naoglądał.
- Co ty pierdzielisz? Na haju jesteś?- Moje oczy za pewne zaświeciły się z podniecenia. Ćpałam z nim raz albo dwa razy i szczerze to go nie poznawałam. Gadał wszystko o czym pomyślał i robił wszystko co chciał. Więc jeżeli w szkole się o tym dowiedzą to od razu skapną się kto w tamtym roku na sylwestra biegał nago.
- Ej, ja się tylko pytam. Jesteś dla mnie jak siostra więc się martwię. Proste nie?- Spojrzałam na niego i zaczęłam się śmiać. Na prawdę. Szłam korytarzem przed siebie i śmiałam się jak głupia.
- Ostatni raz tak się uśmiałam jak chodnik kosiłam idioto.- Spoważniałam gdy do mnie doszedł ale tym razem to on się zaczął śmiać. Chyba nie zajarzył, że ja tym śmiechem z niego kretyna robiłam. No idioci, wszędzie idioci!
- Jeszcze mi podziękujesz.- Objął mnie ramieniem, a ja szybko zgarnęłam jego rękę. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Mówiłam ci, że naruszasz moją przestrzeń osobistą. A tak wracając do tematu nie wiem coś ty wykombinował ale radzę ci to odwołać jeżeli chcesz mieć w przyszłości dzieci.- Poklepałam go po plechach i zaczęłam iść w kierunku szafek. Gdy mijałam Nick i jego grupkę klonów dziwnie się poczułam. Byłam świadoma, że mi się przygląda, ale to było dość irytujące. Nie wiem o co chodzi temu człowiekowi ale powinien się leczyć. Tak na pewno. Oo, może mu na urodziny dam numer do tego psychologa co mama mnie zapisała. To nie byłoby takie głupie. I zrobiłabym dobry uczynek, albo pozbyła się jednego idioty z tego irytującego świata. Same plusy, jak by nie patrzeć.
- O czym myślisz?- I znów sytuacja z rana. Siedzę na sali gimnastycznej, obok Jacka który ma zwolnienie z wychowania fizycznego. Jak ja to robię? Mam super moce! Taaaaaaaak.!!
- O wariatach.- Uśmiechnęłam się do niego, a on uderzył się w czoło i poszedł do swoich zakichanych kumpli. Ja natomiast zaczęłam przypatrywać się dziewczyną które zaczęły się rozgrzewać. Oczywiście ja miałam zwolnienie lekarskie i nie ćwiczyłam. Nie mogę za dużo biegać, ponieważ gdy byłam mała miałam astmę dziecięcą i teraz nie mogę się przemęczać. I wiecie co? Jakoś się tym nie martwię i nie żałuję.
Kilka dziewczyn również nie ćwiczyło i dokładnie słyszałam jak nawijają o dzisiejszym balu. Nie wiem co w tym takiego świetnego. W ogóle bym tam nie szyła gdyby nie Jack. Czego nie robi się dla przyjaciół.
- O Matko! Na prawdę?!- Jedna z dziewczyn zaczęła się drzeć i wstała z miejsca podekscytowana. Spojrzała na mnie razem ze swoimi koleżaneczkami. Nie wiem o co im chodziło. Wpatrywały się we mnie jak w obrazek i jakby czekały aż coś powiem. Wzruszyłam ramionami i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Nawet się nie skapnęłam, że dostałam SMS-a.
Od: jeden z pedałów.
 Możemy się spotkać? Jestem u cb w szkole.
Do: jeden z pedałów.
 Jestem na sali gimnastycznej.
Nie wiem który to debil, ale na pewno nie Harry ponieważ mam jego numer normalnie zapisany. Trochę to dziwne, że oni mają mój numer, a ja nie wiem który jest którego. Ciekawe czy tu przylezie. Jak tak to serio sobie nagrabi, przecież te napalone laski mu spokoju nie dadzą ale to już nie mój problem.
Drzwi się otworzyły, a w nich stanął... Zayn?! No tego to jeszcze nie było. Wszyscy na niego patrzyli, a on jakby trochę się zmieszał ale zaczął kroczyć w moją stronę. Usiadł obok i uśmiechnął się lekko.
- Co cię do mnie sprowadza inteligentny inaczej człowieku?- Usiadłam prosto i spojrzałam na niego. Po chwili razem zaczęliśmy się śmiać.
- A tak chciałem pogadać. Co u Harry'ego?- Zmarszczyłam czoło i wpatrywałam się w jego facjatę próbując odgadnąć o co mu chodzi.
- Przecież to ty z nim mieszkasz debilu.- Zayn jakby pierwszy raz usłyszał coś takiego bo odwrócił ode mnie wzrok i zaczął wpatrywać się w dziewczyny grające w siatkówkę. No może nie tyle w dziewczyny co  w ich tylne części ciała.
- Wiesz on jest teraz taki cichy, że zapomniałem o tym.- Jej długo wymyślał tak banalne wytłumaczenie. Już chyba nawet Jack wymyśliłby coś bardzie sensownego.
- Taaa. Na pewno. Zayn jeżeli przyszedłeś pogadać o nim to możemy już zakończyć tą konwersację.- Poklepałam go po ramieniu i zaczęłam się zastanawiać czy nie przydałoby się wyrwać jakiegoś chłopaka. Tak wiecie na pokaz. Ale szczerze po co? Przecież nie długo mnie tu nie będzie to bez sensu.
- Nie przyszedłem rozmawiać o nim tylko chciałem zobaczyć jak się trzymasz.- Tym razem wydawał się poważny i nawet przybrał taką pozę. Oparł łokcie na kolanach i wpatrywał się we mnie tymi swoim czekoladowymi oczami jakby to miało coś zmienić.
- Jak się trzymam? Cholera Zayn ja z nim nie zerwałam więc jak mam się trzymać? Przecież mnie i Harry'ego nic nie łączy, a on sobie to wszystko po prostu wymyślił i tyle.- Nie mogłam wytrzymać jego spojrzenia. Wzięłam swój plecak i zaczęłam zmierzać ku wyjściu.
- Ja i tak wiem swoje!- Krzyknął za mną, a ja odwróciłam się do niego. Byłam prawie przy wyjściu więc jedynie zostało nam krzyczeć do siebie.
- A ja swoje! I ja mam rację!- Usłyszałam śmiech Malika i wyszłam z sali aby nie wciągać się z nim w jeszcze dłuższe i bezsensowne konwersację.
Udałam się do toalety aby posiedzieć sobie chwilę w ciszy. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam się wpatrywać w swoje odbicie. Dlaczego nie mogę przyznać, że go kocham? Zrobiłam to raz, więc chyba powinno być już łatwiej, co nie? Tylko nie jest. Jest jeszcze gorzej. Im bardziej staram się o nim zapomnieć on tym bardziej pojawia się w moich snach i myślach.
- Jesteś jebnięta.- Zaczynam wariować, i gadam sama do siebie. No świetnie.

Wpatrywałam się w swoje błękitne paznokcie i stwierdzam, że wyglądają niesamowicie! Sprawdziłam czy są już suche i zrzuciłam z siebie szlafrok. Ubrałam bieliznę i wzięłam się za makijaż który wykonywałam sama. Wystarczy, że byłam u fryzjera tyle wystarczy. Czym bliżej tej zakichanej szopki tym bardziej nie chce mi się tam iść, ale przynajmniej będę miała wymówkę żeby zostać jutro w domu. Powiem, że jestem zmęczona i tyle. I tak pewnie nikogo jutro nie będzie. Albo te kujonki przyjdą.
Wyciągnęłam z kartonu sukienkę i buty po czym się w nią wcisnęłam.  Buty jednak zdjęłam, a zaczęłam ubierać kolczyki i naszyjnik. Wszystko co kupiłam to z myślą o zielonookim debilu. Nie wiem dlaczego, ale po prostu pomyślałam sobie, że spodobało by mu się to co kupiłam. Głupie, nie?
Spojrzałam w lustro i uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie wyglądałam aż tak źle. Chociaż ta kiecka to mogłaby być dłuższa ale Jack się nie zgodził. Także ten jak zawieję to wszyscy dowiedzą się, że mam na sobie czerwone gatki. Ale będzie się działooo..... Wzięłam do ręki buty i zeszłam na dół. Akurat do środka wszedł Jack ubrany w garnitur w lekko zawiązanym krawacie. Cóż wyglądał... dobrze, a nawet lepiej niż dobrze ale wiecie to mój przyjaciel więc nie wypada.
- Łał Harriet ty jednak jesteś dziewczyną.- Jack za swoją wypowiedź zgarnął w łeb ode mnie. Usiadłam na krześle i zaczęłam ubierać te głupie buty które mogłyby posłużyć do samoobrony.
- Kurwa! Znaczy Harriet szybko.- Jack zaczął mnie ciągnąć w stronę wyjścia, a ja skakałam za nim w jednym bucie.
- Jack! Daj mi chociaż buta ubrać.- Wyrwałam się z jego uścisku i zaczęłam zapinać drugiego buta przed taksówką.
- W środku.- Wepchnął mnie do środka i kazał jechać szybko do szkoły. Nie wiem po co mu się tak śpieszy przecie jak nie przyjedziemy na czas to nic nie się nie stanie, a on mi tu jakieś murzyńskie tańce urządza. Zapięłam tego przeklętego buta akurat gdy podjechaliśmy pod szkołę. Tak samo szybko jak weszliśmy do taksówki tak samo wyszliśmy. Jack ciągnął mnie za rękę w stronę sali gimnastycznej. Prawie bym się zabiła ale pomińmy ten fakt.
Sala była dość ładnie udekorowana. Na suficie były poprzyczepiane serpentyny, a na nich balony. Małe kolorowe światełka były poprzyczepiane pod parapetami, na końcu sali były poustawiane jakieś instrumenty, światło były maksymalnie przyciemnione i tylko kolorowe lasery dawały trochę światła. Chyba im się dyskoteka pomyliła z balem ale po naszej szkole można było się tego spodziewać.
- Już mam ochotę wrócić do domu.- Powiedziałam do Jacka gdy w końcu stanęliśmy gdzieś na środku. Nie wiem dlaczego wszyscy się na mnie patrzyli i lekko uśmiechali, albo zabijali spojrzeniem.
- Nie marudź. Zaraz się zacznie.- Powiedział i zatarł ręce wyraźnie czymś podekscytowany. Wpatrywałam się w niego, aż światło całkowicie zgasło i wszystko owinęła ciemność. Po chwili dwa reflektory zostały skierowane na koniec sali tam gdzie stały instrumenty. Moje serce zamarło gdy zobaczyłam tam całe 1D. Od razu w oczy rzucił mi się Harry ubrany w ... zbroje. Spojrzałam zmieszana na Jacka a on uśmiechnął się lekko.
- Jack jak.... przecież wiesz, że....- Nie mogłam nic sensownego powiedzieć. Mogłam jedynie wpatrywać się w jego niespokojną minę.
- Że go kochasz i mam dość tej twojej barykady przed ludźmi.- Popchnął mnie lekko do przodu, a ja zrobiłam jeden krok. Harry wziął mikrofon do ręki i nie spuszczając ze mnie wzroku zaczął swoją przemowę.
- Pewnie co niektórzy z was wiedzą po co tu jesteśmy. Ale nie wszyscy. Zapewne każdy czytał o tym, że ja i Harriet mamy romans.- Po sali przeszły jakieś pomruki.- Ale to nie prawda. Znaczy tak była ze mną na tym wieżowcu i uciekła stamtąd ale z mojej winy. Chciałem cię przeprosić, i chyba tylko tak mi się to uda bo inaczej mnie unikasz. Nie dziwię się.- Na jego twarz spadła klapka od hełmu. Uśmiechnęłam się lekko.
Odwrócił się do swoich kolegów i kiwnął głową na znak zgody. Zaczęli grać piosenkę której nie słyszałam, ale co się dziwić skoro ich nie słucham. Zdziwiło mnie to, że on opisuję sytuację między nami.
Nie mogę uwierzyć, że pozwoliłem Ci odejść kiedy...
...kiedy powinienem był Cię pocałować...
Dobra zdziwiłam się jeszcze bardziej gdy zaczął iść w moim kierunku. Chciałam się wycofać i wyjść, ale Jack stał za mną i nie mogłam tego zrobić. Po skończonej piosence nastała taka cisza, że masakra. Harry widocznie chciał coś powiedzieć.
- Nie tu Harry.- Chwyciłam go za rękę i wyszłam z nim ze sali. Szarpnęłam za pierwsze lepsze drzwi, a one otworzyły się z cichym kliknięciem. Jak się okazało była to klasa biologiczna. Usiadłam na stoliku i zaczęłam machać nogami jak dzieci w przedszkolu gdy nie sięgają ziemi.
- Nie wyjeżdżaj.- Podniosłam głowę i napotkałam jego wzrok. Stał tak wystarczająco blisko mnie abym mogła poczuć jego oddech na twarzy i zapach perfum.
- Wszystko ci powiedział?- Uśmiechnął się lekko i ściągnął hełm. Poprawił swoje włosy i spojrzał w moje oczy wielką tęsknotą.
- Nie bądź na niego zła. On chciał pomóc.- Zeskoczyłam z ławki i podeszłam do okna. Na dworze stali chłopaki i wyraźnie na jakiś temat dyskutowali.
- Po co to zrobiłeś? Dlaczego? Masz dziewczynę, więc daj mi spokój. Przyznaj się sam sobie, że miałam rację co do twoich urojonych uczuć.- Chciałam stamtąd wyjść, ale on mi nie pozwolił.
- Nie mam dziewczyny. Zostawiła mnie gdy zobaczyła jak na ciebie patrze. Gdyby nie ona nie byłoby mnie tutaj. To ona kazała mi o ciebie walczyć. Gdyby nie ona poddałbym się i pozwolił ci odejść.- Dotknął mojego policzka, a ja mimowolnie zamknęłam oczy ciesząc się jego dotykiem.
- Harry wiesz, że to się nie uda.Mogę ci jedynie zaproponować przyjaźń.- W jego oczach zgasły te wesołe iskierki które zawsze mu towarzyszyły. Nie powiem zrobiło mi się przykro.
- A jaki rodzaj przyjaźni masz na myśli?- On chyba za wszelką cenę chciał mieć ze mną zbliżone kontakt. Ale nie powiem kusiło mnie to.
- Robimy co chcemy nie mamy do siebie oto pretensji, możemy się pocałować ale nie w miejscach publicznych.- Uśmiechnęłam się lekko.
- Czyli przyjaźń.- Pokiwałam głową i wyciągnęłam ku niemu rękę, ale on jej nie uścisnął. Przytulił mnie do siebie. Uśmiechnęłam się i zacisnęłam mocno powieki aby się nie rozpłakać.
- Pocałowałbym cię przyjaciółko gdyby nie to, że jesteśmy w klasie od biologi i jakiś starszy pan nas obserwuje..- Zaśmialiśmy się razem, a ja gdzieś głęboko w sobie poczułam się źle gdy powiedział przyjaciółko.
- Nic się nie stało przyjacielu.- Spojrzałam w jego oczy i też wiedziałam, że niezbyt mu się ta przyjaźń podoba. To jest po prostu chore ale wolę mieć go przy sobie jako przyjaciela którego mogę pocałować i przytulić niż patrzeć na niego z oddali.

Narrator.

On szczęśliwy i nie pewny za razem. 
Ona z dziwnym uczuciem towarzyszącym jej w jego obecności.
Ich myśli oddzielne ale takie same. 
Ich serca bijące tak samo ale oddalone od siebie.
Ich życie złączone w jeden wielki znak zapytania. 

------------------------------
Albo mi się wydaję albo ten rozdział wyszedł dłuższy....
Cóż bywa. 
Muszę coś napisać: Dziękuję Ci Marku za pomoc.
Tak, wiem katastrofa dziękuję swojemu bratu. Powieszę się....
Ale tak na serio gdyby nie on nie byłoby tego rozdziału :D Także ten dziękuję.

piątek, 18 stycznia 2013

14





---------------------------------------------------------------

Co czuję? Pustkę. Jestem taka jakby nie kompletna. Czuję, że czegoś mi brakuję, tylko czego? Wszystko co potrzebuję do życia mam. Ale to nie o to chodzi. Brak mi miłości ale takiej innej. A właściwie to zastanawialiście się co to właściwie znaczy miłość?
Miłość to uczucie którym możemy darzyć drugiego człowieka. Wiążemy z nim perspektywy na przyszłość, chcemy mieć z nim potomstwo. 
A ja mam krótszą definicję.
Miłość to uzależnienie od drugiej osoby. 
Tak to właśnie jest. Ja nie kocham. Ja nie potrafię tego robić. Nie tęsknię za innym człowiekiem. Nie mogę tęsknić ponieważ moje uczucia jakiekolwiek znów zostały pogrzebane. Ale teraz może się nasunąć pytanie dlaczego uciekam? Bo właśnie to robię. Właśnie chcę to zrobić. Chcę uciec od Harry'ego i być samotną gdzie indziej. Ale dlaczego? Może to strach? Strach przed tym, że będę widziała jego uśmiechniętą twarz w czasie mojej wewnętrznej męki? Bo przecież inaczej nie można tego nazwać. Walczę sama ze sobą aby nadal być tą oschłą suką która nie liczy się z innymi. Jakoś nie szczególnie mi to wychodzi. Moja wina? Jasne, że tak! Gdybym tylko była na tyle silna i olała tego chłopaka to teraz prawdopodobnie byłabym nadal zamknięta w swojej klatce ze szkła i nie pozwoliła się nikomu nowemu do mnie zbliżyć. Tylko, że teraz jest za późno. Harry mnie zaintrygował. Jego zachowanie, postawa co do mnie, dobór słów. Był inny niż wszyscy. Nie zależało mu tylko na tym aby mnie przelecieć. Zależało mu na mojej przyjaźni którą stracił razem ze słowami które mi powiedział. Zrobił błąd. Ale ja nie jestem lepsza. Zrobiłam ich kilka set w stosunku do niego. Ale czasu nie cofnę. Muszę z tym żyć. I dam radę. Muszę. Jestem tylko głupią dziewczynką która żyję bo nie ma innego wyjścia. Albo nie, jest. Śmierć. Przynosi ukojenie, spokój. Tylko, że ja nie jestem aż tak odważna aby odebrać sobie coś co dali mi rodzice. Nie mam tyle odwagi aby zakończyć to wszytko jednym czynem. W tej sprawie jestem tchórzem, i to raczej się nie zmieni.
Spojrzałam na zegarek i chcąc nie chcąc musiałam się ruszyć aby zdążyć do szkoły. Jak zwykle wzięłam prysznic, ubrałam się pomalowałam i uporządkowałam swoją szopę zwaną potocznie włosami.
Dziś nie czułam się najlepiej. Było mi niedobrze i bolała mnie głowa ale postanowiłam udawać, że jest w porządku, jak zawsze.Nie lubiłam gdy ktoś się nade mną użala, a tym bardziej jeżeli ma to być matka.
A właśnie. Muszę z nimi pogadać o moim wyjeździe. Chciałam to zrobić wczoraj ale nie byłam tego pewna i musiałam wszystko jeszcze raz przemyśleć. Przemyślałam, i wyjazd to jedyne dobre wyjście z tej sytuacji.
Usiadłam przy stole i spojrzałam na mamę i Josha. Wpatrywali się we mnie jak co rano.
- Chcę wyjechać.- Spuściłam wzrok na talerz i zaczęłam rozgrzebywać jajecznicę. Chyba ich zdziwiłam nie tyle tym co powiedziałam ale tym, że cokolwiek do nich powiedziałam.
- To przez tego chłopca prawda?- Spojrzałam na mamę która chyba nie przyjmowała tego co do niej powiedziałam.
- Co za różnica przez kogo?- Spojrzałam na Josha i miałam nadzieję, że on się za mną wstawi ale po jego minie raczej nie mogłam mieć na to nadziei.
- Harriet czy on coś ci zrobił? Wiesz, że możesz nam wszystko powiedzieć my ci pomożemy.- Tym razem to Josh chyba za wszelką cenę chciał się dowiedzieć o co chodzi z Harrym. Ja tam nie wiem co oni pisali w tych wszystkich gazetach bo tego nie czytałam, ale po ich zachowaniu wnioskuję, że musi być to dość ciekawe.
- Nic mi nie zrobił. Chcę wyjechać i tyle. Jestem pełnoletnia i tylko was o tym informuję. Do końca tygodnia załatwię sprawy z przeniesieniem do innej szkoły. A teraz muszę już iść.- Odłożyłam widelec i chyba trochę zbyt mocno odsunęłam krzesło,bo prawie wywróciło się na ziemię.
- Harriet nie zjadłaś śniadania.- Matka również wstała i chciała pokazać, że mam ją szanować i słuchać. Szkoda, że ona już na szacunek nie zasługuję.
- Nie jestem głodna.- Wyszłam zostawiając ich oszołomionych. Moje zachowanie zmienia się z dnia na dzień. Staję się coraz bardziej oschła i nie miła dla innych. I dobrze. Osiągam swój cel. Znów będę znana jako laska której się nie podskakuję bo to się źle skończy.
Przez parę miesięcy budowałam mozolnie osłonę przed wszystkimi ludźmi i przed wszystkim przed tym co mi nie wyszło. Pochłania to wiele energii i pracy aby konstrukcja była trwała i mocna, ale prawda jest taka, że runęła w jeden wieczór. W wieczór w którym on wyznał mi swoje uczucia, a ja bałam się przyznać i jemu jak i samej sobie, że również mogę poczuć coś niesamowitego.
Drogę do szkoły pokonałam z Jackiem ale nie powiedzieliśmy ani słowa. Mi było trochę głupio po tym wszystkim co mu powiedziałam i jak przyznałam, że kocham Harry'ego, a on nie wiedział jak zacząć rozmowę która mogłaby się utrzymać i która nie przeszłaby na temat Harry'ego. Stałam z Jackiem przy naszych szafkach i starałam się coś wymyślić z sensem ale nic nie przychodziło mi do głowy.
- Cześć Harriet.- Podniosłam głowę razem z Jackiem i spojrzałam na osobę która się do mnie odezwała i miała pogodny jak i miły wyraz twarzy.
- Spierdalaj Nick.- Uśmiechnęłam się krzywo i spojrzałam na mojego przyjaciela, który chciał się śmiać z wyrazu twarzy Nicka ale chyba stwierdził, że to nie wypada więc zaczął się dusić.
- Możemy porozmawiać w cztery oczy?- Wskazał dwuznacznie na Jacka, a ja westchnęłam i na chwilę udawałam zamyśloną. Tak wiecie aby dodać trochę dramaturgi.
- Możemy porozmawiać w sześć oczy. Nie mam przednim żadnych tajemnic więc i tak mu wszystko powiem. Także zaoszczędź mi fatygi i wyduś co tam masz do wyduszenia abym mogła ci pojechać i odejść spełniona.- Uśmiechnęłam się szeroko i czekałam na jego odpowiedź. Widocznie się zawahał i nie wiedział czy ma mówić przy Jacku czy nie.
- Dobra. Chodzi o to, że słyszałem o tym twoim romansie z tym Stylesem i wtedy zrozumiałem coś ważnego. Nadal cię kocham Harriet. Wiem, że to co zrobiłem było złe ale żałuję. Naprawdę.- Wyglądał na poważnego, a we mnie się gotowało. Czyli piszą, że mamy romans. Jak milutko.
- Ja NIE MAM z nim żadnego romansu to kretyn i tyle. A co do twojego marnego monologu to powiem ci prawdę. NIGDY ci na mnie nie zależało i nie będzie zależeć, a ja byłam głupia, że z tobą byłam, ale wiesz miałam wtedy szesnaście lat i moje emocję nie były ustabilizowane więc robiłam głupie rzeczy, a teraz pozwól, że się oddalę i zostawię cię z twoimi dziwnymi myślami.- Razem z Jackiem odeszliśmy, i zaczęliśmy się śmiać. Serio. Chociaż to raczej nie był śmiech, tylko ryk. Weszliśmy do klasy nadal się chichrając, ale gdy zobaczyłam, że przy NASZEJ ławce jest zbiorowisko to aż mi serce podskoczyło. Podeszłam tam i zobaczyłam jaką plastik is fantastik na MOIM miejscu.
- Ja pierdolę, czy nasza klasa to schronisko dla biednych i pokrzywdzonych przez los dzieci?- Wszyscy na mnie spojrzeli wraz z blondynką. Kilka osób się do mnie uśmiechnęło miło jak zawsze gdy miałam komuś pojechać. Dopingowali mnie tak.
- Harriet!.- Odwróciłam się i zobaczyłam naszą nauczycielkę od angielskiego. Normalnie mnie przyłapała. Och zaraz się przestraszę!
- Obecna!.- Podniosłam rękę do góry, a klasa się zaśmiała. Odwróciłam się do blondynki i miło na nią spojrzałam.- A ty kochana znikasz stąd chyba, że mam przynieść szpachelkę i zetrzeć ci tapetę z twarzy.- Dziewczyna złapała się za policzki i odeszła od naszej ławki. Cóż wypadam z wprawy ale to się da naprawić.

Harry.

Czekaliśmy w domu na Jacka który spóźnia się już piętnaście minut! Mnie tu nerwy zżerają bo nie wiem czy wszystko jutro wypali, a ten się spóźnia! Co za cymbał. On sobie chyba myśli, że ja to wszystko olewam, a to nie prawda. Postanowiłem walczyć o Harriet i jeżeli jutro znów mi da kosza to wymyślę coś jeszcze i będę tak myślał i myślał dopóki ona nie będzie moja. 
- Sorki za spóźnienie.- Obok mnie usiadł Jack, a ja się lekko przestraszyłem. Nawet nie słyszałem jak przyszedł albo jak ktoś szedł otworzyć drzwi.
- Dobra, dobra zgodziła się?- Spojrzałem na niego zdenerwowany. Nawet jeżeli się nie zgodzi to i tak coś zrobię byle by z nią pogadać. Ale ten plan jest dobry i chciałbym aby doczekał realizacji. 
- A więc tak. Spóźniłem się bo byłem z nią na zakupach. Zgodził się iść na ten bal. Tylko, że ona coś podejrzewa. Zapewniałem ją, że nic nie kombinuję, a ona mi powiedziała, że lepiej aby tak było bo inaczej pożałuję i raczej nie żartowała.- Jack przeczesał palcami włosy, a ja spojrzałem przestraszony na Louisa który się nad czymś zastanawiał.
- Posłuchasz jej?- Mój paskowy przyjaciel ubiegł mnie w zadaniu tego pytania. Jack popatrzył na naszą piątkę i zaczął się śmiać.
- Pogięło was? Od kiedy ja się jej słucham? A po za tym chcę zobaczyć minę Nicka gdy cię jutro zobaczy.- Dotknął mnie palcem, a ja spojrzałem na niego jak na debila czyli jak zawsze.
- Co? Jakiego Nicka? Czego żeś się naćpał? Ja się tu denerwuję jak przed sprawdzianem, a ty masz ze mnie ubaw wielkie dzięki.- Oparłem się i zamknąłem oczy.
- Nick to jej były. Ona mniej więcej jest taka przez niego. No, a dzisiaj osioł wyznał jej miłość, ale ona go wyśmiała. Na pewno Nick jutro będzie, a jak cię zobaczy to mu ciśnienie tak podskoczy, że hoho. Już myśli, że ty i Harriet macie jakiś potajemny romans jak to w gazetach piszą.- Otwarłem oczy i uśmiechnąłem się lekko.
- Ooo, mam konkurencję. Rozgniotę go na starcie.- Przybiłem piątkę z Louisem i poszedłem do siebie z uśmiechem na twarzy.
Położyłem się na łóżku i uruchomiłem laptopa kładąc go sobie na brzuchu. Włączyłem sobie zdjęcie w które wpatruję się już od dwóch dni. Skopiowałem sobie je z jej Twittera i nie mogę przestać na nie patrzeć.
Ona jest taka piękna. Piękne oczy, pełne usta, włosy które zostawia sobie w artystycznym nieładzie co dodaje jej tylko urody. Kocham ją. Mogę to powiedzieć bez żadnego zastanowienia. Ta dziewczyna ma w sobie... coś co przyciąga do niej ludzi.
 Pamiętam jak mama kiedyś mi powiedziała: ''Miłość od pierwszego wejrzenia kończy się małżeństwem do ostatniego tchnienia.'' Czy z nami też tak będzie? A może po prostu będzie wypierała się swoich uczuć? Jeżeli tak to wiem, że będzie mi trudno. Trudno jest ignorować osobę którą się kocha. Mam nadzieję, że ja nie będę musiał nauczyć się tej trudnej sztuki. Mam nadzieję, że mi się poszczęści i będę mógł się nią cieszyć. Że właśnie ta arogancka dziewczyna stanie się moim własnym tlenem bez którego nie będę umiał żyć.

Narrator.

Ona patrząca na sukienkę którą dziś kupiła z myślą o nim.
On wpatrujący się w sufit i myślący o niej.
Głupia dziewczyna która ulokowała uczucia w nieodpowiedniej osobie.
Chłopak żyjący nadzieją.
Obaj niespełnieni, obaj pełni miłości, obaj tracący nadzieję, obaj myślący o tej właściwej osobie. 

------------------------------------------------
Przede wszystkim chciałam podziękować ANJI za polecenie bloga!
Dziewczyno jesteś niesamowita :D!
Przepraszam za błędy jeżeli się takowe pojawiły.
Pozdrawiamy: Jęstę Mistrzę i Marek :D

czwartek, 17 stycznia 2013

13


-------------------------------------------------------------
Cierpię. Bardzo. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Od dzisiaj zaczynam znów szkołę, zwolnienie się skończyło. Boję się. Boję się tam iść. Media huczą od plotek na mój temat. Kim jestem? Dlaczego uciekłam od Stylesa z płaczem? Co mnie z nim łączy? To nie pomaga. Dziś zaczyna się październik i wszystko jest jakieś szare, monotonne. Ale ja nie jestem lepsza. Nic nie robię tylko siedzę w pokoju i próbuję odpędzić od siebie wszystkie myśli związane z Harrym. Zapewne napisałabym o tym w zeszycie ale nie. Wolę znów zamknąć się w sobie i tłumić wszystkie emocję. Chcę znów zbudować swój zamek z piasku i zamknąć w nim wszystkie uczucia. Albo nie! Zbuduję fortecę, tak to jest dobry pomysł. 
Stanęłam przed lustrem w łazience i wpatrywałam się w swoje odbycie które wyglądało lepiej. Przytyłam trochę i więcej śpię co mi służy. Ubrałam się i związałam włosy w koka. Pomalowałam się i wyszłam z łazienki zabierając po drodze swoją torbę z książkami zeszłam na dół. Usiadłam do stołu bez żadnego słowa przywitania się. Zaczęłam jeść normalne śniadania, ale tylko dlatego, że grozili mi wysłaniem mnie do kliniki dla anorektyczek, chociaż nią nie byłam. 
- O której dziś wracasz?- Mama starała się odbudować nasze stare relację ale ja na to nie pozwalałam. Nie odzywałam się do nich ani słowem. Wiem, że i mamę i Josha zżerała ciekawość o co chodzi z Harrym ale nie pytali i dobrze i tak bym im nic nie powiedziała. 
Dokończyłam swoje tosty i wyszłam z domu bez słowa. Miałam nadzieję, że przed domem będzie na mnie czekał Jack ale go nie nie było. Jest na mnie zły. Nie odbierałam od niego telefonu, nie odpisywałam na SMS, nie wpuszczałam go do pokoju. Jednym słowem ignorowałam go, a teraz on zaczął ignorować mnie. 
Dziwnie mi było iść tak samej w stronę szkoły. Pewnie gdyby on był ze mną nie zwróciłabym żadnej uwagi na wścibskie spojrzenia w moją stronę, ale go nie było. Zauważałam wszystko. Słyszałam wszystko. Źle się z tym czułam. Jestem pewna, że cała szkoła wie o moim małym wypadku, co pewnie ich zdziwiło, że komuś się coś takiego udało i na pewno też wiedzą o całej sprawie ze sławnym Harrym Stylesem. 
Starałam się zachowywać normalnie i kroczyłam po korytarzu jak zawsze dumnie, ale w środku czułam się nie pewnie. Jak nie ja. Koło mojej szafki zobaczyłam mojego przyjaciela. Opierał się nonszalancko o moją szafkę i wpatrywał się w swoje buty. Na jego twarzy nie było uśmiechu jak zawsze. Był smutny, i to nie było okej bo to moja wina. Podeszłam do niego niepewnie i spojrzałam na niego. Gdy mnie ujrzał wyprostował się i lekko uśmiechnął. Zagryzłam dolną wargę aby się nie rozpłakać, ale jakoś to nie pomogło. Kilka łez spłynęło mi po policzkach, a Jack od razu mocno mnie przytulił. Potrzebowałam tego. Wszytko co zbudowałam do tej pory ucieka mi przez palce i nie mogę tego uratować. Zawsze sobie powtarzałam, że świata już nic nie ocali, ale tym światem jestem ja. Mnie już nic nie ocali od samotności. Targa mną zbyt wiele uczuć abym mogła być szczęśliwa. Z jednej strony chcę być sama, ale z drugiej potrzebuję kogoś kto mnie przytuli, pocieszy. Tylko ja odpycham od siebie ludzi gdy zobaczę, że zaczyna mi na nich zależeć, lub gdy oni zaczynają czuć do mnie coś co może zniszczyć ich wyimaginowany świat. 
- Nie płacz mała. On nie jest wart.- Jack głaskał moje plecy i lekko mną kołysał chcąc mnie uspokoić. Zamknęłam mocno oczy i powstrzymywałam łzy które chciały wyjść na zewnątrz. Odsunęłam się od niego i otarłam mokre policzki. 
- Właśnie, że jest ale ja to zniszczyłam.- Rozejrzałam się lekko po korytarzu. Niby wszyscy szli w swoim kierunku ale spoglądali na nas zaciekawieni co się za raz stanie. 
- Harriet co się stało. Chciałem z tobą pogadać ale nie chciałaś mnie widzieć. Bałem się o ciebie.- Złapał mnie za rękę i uśmiechnął jak to miał w zwyczaju robić. Uśmiech miał piękny. Całkiem inny niż Harry ale równie piękny. Nie! Stop! Nie myśl o Harrym.
- Nie chcę o tym rozmawiać. Było minęło teraz czas na odbudowanie fortecy.- Otworzyłam szafkę i włożyłam do niej swoją chustkę i niepotrzebne książki. 
- Co?- Mina Jacka wyglądała jakbym mu powiedziała, że jestem w ciąży. Czyli już nie jest na mnie zły. I dobrze jeszcze nie raz dziś będę musiała się do niego przytulić. 
- Nie ważne. Chodź na lekcję. Muszę się pokazać.- Zamknęłam szafkę i z uśmiech na twarzy niezbyt prawdziwym ale z uśmiechem. Teraz gdy miałam obok siebie Jacka czułam się o wiele odważniejsza. Wiedziałam, że nie jestem sama, a to się liczyło.
- A tak w ogóle to w środę mamy bal.- Jack wzruszył ramionami jakby to olewał po całość co za pewne robił.
Na końcu korytarz zobaczyłam uśmiechającego się w moją stronę Nicka. Jego chyba najbardziej cieszyło to w jakim teraz jestem stanie. Prawda jest taka, że to jest mniej więcej jego wina. Moje zachowanie, moje życie. To wszystko jego wina. A ja? Pomogłam mu w zniszczeniu mnie. Jestem przecież tylko człowiekiem z wadami i zaletami które staram się ukryć gdzieś głęboko w sobie. Zaufałam mu i jak skończyłam? Skończyłam jako dziewczyna z zrytą psychiką i bojąca się zaufać innym. To był błąd, błąd którego już nigdy nie popełnię bo już nikomu nie zaufam. Moje życie to jeden wielki paradoks. Nic nie było dobrze, nie jest i nie będzie. Czas się z tym pogodzić i czekać na śmierć. Czekać na jedyne zbawienie które odciąży mnie od cierpienia.

Siedziałam na ławce w jakimś opustoszałym parku wpatrując się bezmyślnie w jeden punkt. Chciałabym choć raz kontrolować swoje marne życie. Choć raz chciałabym podjąć decyzję która sprawi, że wszystko będzie dobrze. Tylko dlaczego jest tak ciężko to zrobić? Dlaczego jest tak ciężko poświęcić wszystko aby być szczęśliwym? Co by było  gdybym nie uciekła Harry'emu? Gdybym została i powiedziała, że chcę z nim być. Że chcę być z nim szczęśliwa? Siedzielibyśmy teraz razem? Przytulalibyśmy się? A może bylibyśmy po pierwszej kłótni? Tyle pytań o to co nigdy się nie zdarzy....
- Jeżeli kocha to wybaczy.- Podniosłam głowę i zobaczyłam starszą panią.- Można?- Wskazała głową na ławkę, a ja pokiwałam głową. Nawet nie zauważyłam, że płaczę. Starłam ręką łzy i wypuściłam ciężko powietrze.
- A co jeżeli nie kocha?- Nie wiem dlaczego ją zapytałam. A może wiem? Po prostu wydawała się mądrą kobietą która nie będzie mi truć, że wszystko będzie dobrze.
- On czy ty?-Uśmiechnęłam się lekko i utkwiłam wzrok w samotnym drzewie które przypominało mi.... mnie. Oddalone od wszystkich innych, samotne wydające się mocne ale w środku spróchniałe.
- Oboje.- oparłam się o wyblakłe deski od ławki i spojrzałam na kobietę.- Zagięłam panią co?
- Nie, po prostu zastanawia mnie fakt jaka ta młodzież jest tępa. Widać po tobie, że coś do niego czujesz, i wiem też, że on też coś do ciebie czuję.- Zdziwiła mnie odpowiedź staruszki. Ale przynajmniej jest szczera.
- A skąd pani może to wiedzieć? Nawet pani go nie zna.- Kobieta uśmiechnęła się lekko pokazując lekkie dołeczki w policzkach takie jak ma Harry....
- Bo widzę jak na ciebie patrzy i jak jego przyjaciel na niego krzyczy.- Wskazała głową do przodu, a ja zdezorientowana spojrzałam w tą samą stronę co ona. ( włącz sobie w odtwarzaczu Give me Love).
Stał po drugiej stornie z Louisem który coś do niego krzyczał, ale on go ignorował. Patrzył na mnie. W moich oczach pojawiły się łzy które wyleciały i zostawiły mokre ścieżki na moich policzkach.
- Dzień dobry babciu Harry'ego!- Louis zaczął machać do nas, a raczej do starszej kobiety która zaśmiała się i odmachała szczęśliwemu Louis'owi. No tak. Dołeczki, kręcone włosy.
- On cię kocha. Uwierz mi.- Kobieta uśmiechnęła się do mnie i zostawił mnie samą. Wstałam z ławki i sama nie wiedziałam co chcę zrobić. Ale gdy już zdecydowałam i zrobiłam krok do przodu do Harry'ego przytuliła się blondynka i pocałowała go w usta.
Taylor.
Zaśmiałam się cicho i otarłam łzy. Wzięłam swoją torbę i ruszyłam przed siebie. Musiałam przejść obok nich. Nie dam mu satysfakcji, że wygrał. Przecież ja miałam rację. Mówiłam mu, że to tylko zauroczenie i wszystko minie.
- Harriet....- Louis chyba chciał jakoś ratować sytuację ale na szczęście się zamknął i chyba zrozumiał, że tutaj to już nie ma nic co można by było uratować.
- Cześć.- Przytuliłam go lekko do siebie i spojrzałam na Harry'ego. Podniósł głowę i zobaczyłam, że płakał. Ale dlaczego? Że miałam rację? Bezsensu. Uśmiechnęłam się lekko i ominęłam ich czując, że znów będę ryczeć.
Nie szłam do siebie do domu. Szłam do osoby która może mi pomóc nie pomagając. Wiem, wiem trochę pogmatwane ale prawdziwe. Weszłam bez pukania jak zawsze i od razu skierowałam się na koniec korytarza i weszłam do granatowego pokoju mojego przyjaciela. Spojrzał na mnie zdziwiony ale po chwili trwaliśmy w mocnym uścisku. Znów płakałam.... Za często to robię.
- Kochanie co się stało?- Jack posadził mnie na łóżku, a sam kucnął przede mną i położył swoje ręce na moich kolanach. Spojrzałam na niego i uznałam, że na niego nie zasługuję. Jest dla mnie zbyt dobry.
- W piątek gdy wyszłam ze szpitala Harry zawiózł mnie do nich do domu. Sam gdzieś zniknął, a mi dali sukienkę i miałam się przygotować. No to przygotowałam. Louis zawiózł mnie pod ten wieżowiec wiesz co go widać ode mnie z pokoju. Na dachu czekał na mnie Harry. Powiedział, że on nie chce się ze mną przyjaźnić, że chce czegoś więcej. Powiedziałam mu, że on tylko tak myśli i szybko zmieni zdanie, a ja będę później cierpieć. Miałam rację. Widziałam go przed chwilą z jego...dziewczyną.- Pokręciłam głową z śmiechem. Śmiałam się z własnej głupoty.
- Harriet... On nie jest ciebie wart. Jesteś wyjątkowa.- Na jego twarzy można było dostrzec troskę i współczucie. Znów mi pomagał przez moje problemy z chłopakami.
- Ja go kocham Jack.- Nie sądziłam, że powiem to z myślą o Harrym. No bo jak? I w ogóle, że to powiem. Przecież ja nie powinnam była poznać tego uczucia.
- Powiedz mu to.- Podniosłam brwi do góry i spojrzałam na niego jak na dziecko specjalnej troski.
- Pogięło cię? Nie mogę nie teraz, gdy on.... W ogóle gdzie ja zrobiłam błąd w swoim zachowaniu, że pozwoliłam sobie na poczucie czegokolwiek do tego chłopaka.- Zaczęłam się zastanawiać na głos bo to było bardzo ciekawe.
- Harriet twoje zachowanie przyciąga ludzi. Nie ma dużo takich osób jak ty. Takich szczery i zmieniających szybko zdanie.
- I może to jest ten błąd? Bo gdyby na przykład była dobra, ale plastikowa to on by się mną nie zainteresował i nie byłoby problemu.
- Nie! Nie możesz się zmieniać dla innych. Musisz być sobą i nie udawać nikogo innego tylko aby kogoś zniechęcić do siebie.- Jack przytulił mnie, a ja w myślach przyznałam mu rację.

Harry.

Cóż zrypałem. Ze wszystkim. Dziś gdy ją zobaczyłem, gdy zobaczyłem jak szybko ociera łzy abym tylko ich nie ujrzał coś we mnie pękło. Poczułem się jak skończony idiota. I jeszcze Taylor.... Ranię ją swoją głupotą. Kocham ją ale tylko jak siostrę, a nie jak dziewczynę z którą chciałbym iść przez życie, mieć rodzinę. No, a raczej raniłem. Dziś gdy zobaczyłem Harriet popłakałem się. Jak małe dziecko. Tay chciała wiedzieć o co chodzi i sama doszła do wniosku, że to nie ma sensu i mam walczyć o tą blondynkę która dała mi kosza. Nawet babcia mi to powiedziała. Chyba mają rację. Ale kiedy nie miały? Kobiety zawsze ale to zawsze mają rację, a ja jestem debilem, że tego nie rozumiałem. 
Tylko co zrobić żeby przekonać Harriet do swoich uczuć? Zobaczyła jak całuję się z Taylor i na pewno pomyślała, że miała rację co do moich uczuć. 
- Nic nie wymyśliłem.- Louis opadł zmęczony na kanapę obok mnie. Od jakiejś godziny siedzimy i myślimy jak przekonać Harriet, że mówię prawdę. Nawet Liam nic nie wymyślił. Sprawa nie wygląda za ciekawie.
- A nie możesz z nią po prostu porozmawiać?- Niall spojrzał na mnie, a ja westchnąłem ciężko. Może to nie jest głupie ale nic nie da.
- Horan ona nie chce ze mną rozmawiać. Dzisiaj zachowywała się jakby mnie nie było.- Schowałem twarz w dłoniach i poczułem ciepłą rękę Louisa na plechach. 
- Ale Harry cokolwiek nie zrobisz i tak musisz z nią pogadać. Więc może zrób to w jakimś publicznym miejscu może aż tak cię nie pobiję bo ktoś ją odciągnie.- Zayn wzruszył ramionami dumny ze swojego pomysłu. Ma rację, wtedy miałbym szansę aby zostać jeszcze ojcem. 
- Wiesz masz rację ale może ona będzie się krępować?- Liam chyba chciał jeszcze raz wszystko przemyśleć. I on też ma rację.
- No dobrze Li masz rację ale wiesz jak zostanę z nią sam to ona mnie ojcostwa pozbawi.- Tym razem to ja wypowiedziałem się na ten temat w swojej sprawie.
- Kupimy ci zbroję.- Louis uśmiechnął się do mnie pocieszająco. Chciałem mu odpowiedzieć ale ktoś zadzwonił do drzwi. Podniosłem się i poczłapałem aby zobaczyć kto nas nawiedza. Otworzyłem drzwi i szok. Normalnie zawał na miejscu.
- Jak chcesz ją odzyskać?- Jack chyba lubi przechodzić do konkretów. Normalnie bym go spławił ale zajarzyłem, że chodzi o Harriet, a on się z nią przyjaźni więc może mi pomóc. Wpuściłem go do środka i razem poszliśmy do salonu. Chłopaki zdziwili się na jego widok ale tego nie skomentowali. Skoro ja go wpuściłem to musi być coś ważnego. 
- Jeszcze nie wiem. Może masz jakiś pomysł?- Spojrzałem na niego pytająco, a on się cwano uśmiechnął. Pewnie Harriet go tego nauczyła. Ona też tak robi tylko, że jej to ładniej wychodzi. 
- W środę mamy w szkole bal. Ona nie chce iść bo jest w dołku mniej więcej dzięki tobie ale ja ją tam zaciągnę. Ty weź jej tam coś zaśpiewaj powiedz co do niej czujesz jeżeli czujesz i po sprawie.- Wzruszył ramionami i widać było, że jest z siebie dumny. Ale ja jakoś nie byłem do tego do końca przekonany.
- Ale to jest takie oklepane.- Westchnąłem i spojrzałem na resztę chłopaków. Im najwyraźniej się ten pomysł spodobał, albo nie chciało im się myśleć i poszli na łatwiznę.
- Harry ja się dziś dowiedziałem ciekawych rzeczy na twój temat i może ci powiem jeżeli ty odpowiesz mi na jedno pytanie. Co ty do niej czujesz?- Co ja do niej czuję?! Właśnie co... Coś silnego ale skomplikowanego, namiętnego ale spokojnego, uzależniającego ale dobrego. 
- Kocham ją.- Odpowiedziałem mu zgodnie z prawdą. Nie ma sensu go okłamywać. A po za tym ja tam lubię wygląd swojej twarzy więc wolę go nie drażnić. 
- To dobrze bo ona ciebie też.- Moje oczy zrobiły się jako pięciozłotówki.- Bo ci oczy z orbit wylecą. Dzisiaj przyszła do mnie zapłakana i opowiedziała w skrócie wszystko. Powiedziała również, że cię kocha. Więc radzę ci zrób coś i to szybko bo ona chce się stąd wyprowadzić.
-Co?!- Wykrzyknęliśmy całą piątką, ale ja to chyba najgłośniej. Nie, nie, nie! Nie teraz no! Czy ona zawsze musi pokrzyżować mi plany?
- Jajco. Powiedziała, że pogada o tym z rodzicami znaczy z mamą i przeniesie się do Los Angeles. A więc Styles radzę ci przyjąć mój pomysł z tym balem bo ci księżniczka Harriet Marie Lane spieprzy spod nosa.- Spojrzałam na niego i pokiwałem głową gotowy zrobić wszystko aby ona tylko tutaj została. Została i była ze mną. 

Narrator. 

Śniła o nim. 
Myślał o niej.
Pragnęła go, przy sobie w tej chwili.
Pragnął jej, przez resztę życia.
Chciała uciec od niego i od uczuć.
Chciał ją zatrzymać każdym możliwym sposobem. 
Chcieli różnych rzeczy ale wszystko wiązało się z jednym. Z ich szczęściem.

------------------------------------------------
Pechowa 13, za nami :D !!

wtorek, 15 stycznia 2013

12


----------------------------------------------------------------

28 wrzesień
  - Obiecasz mi coś?
  - Pewnie, co?
  - Nie zostawisz mnie?
  - Nigdy.
  - Obiecujesz?
  - Obiecuję.
 Tak wyglądała nasza ostatnia rozmowa wczoraj. Obiecał i nie zostawił. Właśnie leży bok mnie i lekko się uśmiecha przez sen. Cały czas trzymał mnie za rękę dopóki nie włączyli znów światła. Zmieniam co do niego zdanie i to diametralnie. 

- Co tam piszesz?- Harry chciał zobaczyć co napisałam ale nie pozwoliłam mu na to. Odłożyłam zeszyt i spojrzałam na mojego towarzysza. Dlaczego on się uśmiecha? Przecież nie ma powodu do śmiechu, prawda? 
- Dziękuję.- Rzadko można usłyszeć takie słowa z mojej strony, ale nie raz to się zdarza. Tak wiecie od święta. 
Ale to nie tak, że ja się jakoś wstydzę powiedzieć dziękuję lub proszę. Ja po prostu nie mam do tego szansy. 
- Za co?- Zgarnął kosmyk włosów który opadł mi na twarz. Był wobec mnie taki czuły i troskliwy. Zachowywał się jak mój brat albo bardzo dobry przyjaciel,a my przecież się nie znamy. Znaczy wiemy jak mamy na imię i te takie podstawy i nic więcej, a jednak jest dla mnie miły.
- Za uratowanie życia, i za to, że zostałeś. Wiesz nie dużo osób wytrzymuję ze mną chociażby pięć minut, a ty wytrzymałeś aż całą noc.- Uśmiechnął się lekko, co sama również odwzajemniłam.
- Chyba zasługuję na jakiś medal. Czy coś takiego.- Szturchnął mnie w ramie. Dlaczego on musi być taki... idealny? Przecież ten chłopak ma wszystko. Jest przystojny, ma nieziemskie oczy, zniewalający uśmiech, poczucie humoru i jeszcze jest po prostu sobą co jest świetne ale chyba tylko w jego przypadku.
Tutaj weźmy mnie na przykład. Niby jestem sobą i jest świetnie ale zawsze kogoś zranię swoim poglądem albo zdaniem wypowiedzianym na jego temat. Zawsze jest coś nie tak bo przecież jestem Harriet i to nie jest możliwe aby w życiu choć raz coś mi się udało.
- Jedź do domu. Spróbuję jeszcze zasnąć.- Dlaczego ja mówię jak do dziecka? Nie, nie, nie! Wszystko idzie źle...
- Wrócę za godzinę.- Zabrał swoją bluzę, wrócił jeszcze do mnie i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Uśmiechnął się i wyszedł zadowolony, że wywołał u mnie na twarzy czerwony kolor. Co za dziad!
Moja ręką powędrowała do policzka na którym przed chwilką spoczywały usta Harry'ego. Uśmiechnęłam się i spojrzałam za okno. Słońce świeciło i na niebie można było dojrzeć białe chmurki które wędrowały sobie spokojnie. No właściwie to my wędrowaliśmy ale to można pominąć.
Jakoś nie mogę zrozumieć dlaczego on tutaj ze mną jest? Zrozumiałabym jeszcze Jacka bo przecież się przyjaźnimy, ale Harry? Dlaczego on po prostu mnie nie zostawi? Przecież tak robią wszyscy więc on też może. Chociaż cieszę się, że tego nie zrobił. Czuję do niego coś co nie pozwala mi rozsądnie myśleć jeśli o niego chodzi. Był tutaj przed chwilą, a ja już za nim tęsknię, chcę aby wszedł do środka i powiedział coś co wywoła u mnie uśmiech i przyprawi mnie o przyjemne dreszcze. I właśnie teraz nasuwa się pytanie dlaczego tego chcę. Przecież nie powinnam tego czuć prawda? Tak byłoby lepiej i dla mnie i dla niego.
Może was zastanawiać fakt (albo i nie) dlaczego nie ma ze mną mamy, albo Josha. To może wyjaśnię. Mama dzwoniła wczoraj(!) i pytała się o moje zdrowie (O.O). Poświęciła się. Pytałam Harry'ego czy była tutaj gdy byłam nie przytomna powiedział, że nie. A więc zapewne wcale nie postawiła tutaj swojej nogi aby odwiedzić swoją jedyną córkę w szpitalu. A Josh? Nie winię go. Wiem, że go nie ma i może to nawet dobrze? Jeżeli on by tu przyszedł to na pewno bez mamy, a wtedy to trochę by mnie zabolało. No jak każdego tylko, że każda inna osoba powiedziałaby o tym komuś ale oczywiście nie ja.
Fajnie by było gdyby teraz zjawił się tutaj Jack i powiedział, że dla mnie zwiał ze szkoły. Ha! Marzenia... Ale serio ucieszyłabym się. Cóż znając go to nie muszę się spodziewać jego odwiedzin. Dopóki wie, że Styles jest ze mną, albo może się na niego natknąć to tutaj nie przyjdzie. Może zadzwoni ale na pewno nie przyjdzie. Na pewno nie sądzi, że NIE ma racji, więc dopóki nie powiem mu, że: Tak Jack masz rację. Nie odpuści. Ale nie mogę tego powiedzieć. Usłyszałam wczoraj ich rozmowę i wiem, że tym razem się myli. Tylko jak mu to powiedzieć? A może inaczej. Jak mu to przetłumaczyć? Nie idzie. Znam go od dziecka i wiem, że jest uparty i jeżeli już coś sobie wbiję do głowy to nie odpuści.
Nudziło mi się takie leżenie i myślenie dlatego postanowiłam wstać. Szok, ale dobra. Niby dostałam tą kulkę ale nie jest tak źle. Nie uszkodziła mi żadnych narządów także jest git. Jasne boli jak się zaśmieję, albo wykonam jakiś ruch tak wiecie szybko ale tak to jest w porządku. Odkryłam się i powoli podniosłam do pozycji siedzącej.
- Oo wiedzę, że już lepiej.- Do sali wszedł lekarz i rozwalił mój plan ucieczki z tego więzienia. Myślałam, że minie opieprzy jak to lekarze mają w zwyczaju ale nie on. Posłał mi tylko uśmiech i coś sprawdził na mojej karcie.
- Kiedy będę mogła wyjść do domu?- Ciekawe ile razy dziennie ten człowiek to słyszy. na pewno mu się nie nudzi.
- Dziś.- Spojrzałam na niego jak na kretyna ale nic nie powiedziałam tylko się sztucznie uśmiechnęłam i z powrotem położyłam do łóżka.
Lekarz opuścił mnie i poszedł dalej. Nie sądziłam, że wypuszczą mnie tak szybko. Ale nie będę się przecież wykłócać z lekarzami, prawda? Tylko... co ja ubiorę? Pff, to co miałam wtedy no chociaż spodnie bo bluzka to raczej poszła się jebać.Teraz tylko czekać na Harry'ego. Nawet nie musiałam czekać długo bo przyleciał jak na zawołanie. A najlepsze było to, że miał moje spodnie i dał mi swoją koszulkę. Czyli wiedział o moim szybkim wyjściu... Słodko, aż się zaraz porzygam. no ale nic. Chciałam sama się ubrać ale nie mogłam i byłam zmuszona zawołać naszego ukochanego Stylesa. Nie powiem ucieszył się na mój widok w samej bieliźnie.
- Jak byś od razu mnie posłuchała to już byśmy byli w drodze.- Zaczął mi ubierać spodnie co zapewne wyglądało dziwnie i śmiesznie zarazem. Cóż skoro przede mną klęka to trochę dziwne zważywszy na to, że jestem tylko w bieliźnie.
- To wyjdź sama sobie poradzę.- Spojrzał na mnie i znów jebną ten firmowy uśmiech. Eh! Co za popapraniec.
- Nie opuszczę cię kobieto w potrzebie.- Nie wiem czy specjalnie czy nie ale przejechał palcami po moim biodrze co wywołało u mnie dreszcz. Co za spryciarz! Stanął na przeciwko mnie i znów się uśmiechnął.
- Przestań to robić.- Powiedziałam do niego i spojrzałam na niego z byka.
- Ale co?- Och tak gramy? Ja ci dam! Co za nie wychowany, seksowny i tępy człowiek! Już chciałam mu powiedzieć co ale nie mogłam. Przecież to by wyszło na to, że jego uśmiech mnie rozprasza i byłoby na to, że na niego lecę co jest prawdą ale nie dla światła dziennego.
- Możesz się pospieszyć? Zimno mi trochę.- Spojrzałam na siebie. Teraz byłam chociaż ubrana do połowy a to już coś, nie?
- A przepraszam.- Mój biust chyba go dość rozpraszał, a mnie to pocieszyło. Już przynajmniej znam jego słaby punkt.

Myślałam, że Styles zabierze mnie do domu, ale do mojego, a nie swojego. Ale nie.... Jakby ten chłopak chociaż raz miał jakiś pomysł który mógłby się spodobać mi to byłoby święto. Przecież ja go nie znam, a już wiem, że ma dość dobrze zrytą psychikę.
- Harry ja chciałam jechać do SWOJEGO domu.- Spojrzałam na niego, a on znów się uśmiechnął. No ile można? Szczęka go nie boli?
- Nie marudź tylko chodź czekają na ciebie.- Otworzył mi drzwi i podał rękę. Trochę ciężko było mi się wygramolić z samochodu ale dałam sobie radę. Następne drzwi(czyt. od domu) również mi otworzył i przepuścił przodem ale wydaję mi się, że chciał popatrzeć na mój tyłek, ponieważ w tych spodniach wygląda on nieziemsko.
- Zajmijcie się nią! Macie godzinę!- Wydarł się i zniknął zostawiając mnie z czwórką chłopaków patrzących na mnie.
- Na górę z nią.- Louis machnął ręką na Zayn'a, a on sprawnie mnie podniósł i zaczął iść na górę. Dobra, ciężka nie jestem ale lekka też nie więc chyba musiał się trochę pomęczyć. Ale jak chciał to co będę mu mówiła, że ma mnie postawić, co nie?
Chłopcy kazali mi się umyć (były osoby chętne do pomocy), dali mi MOJĄ kosmetyczkę i jakieś pudełko. Nic nie mówiąc wykonywałam ich wszystkie polecenia. Wzięłam prysznic, ale nastąpiły komplikację. Opatrunek na moim brzuchu odkleił się ukazując brzydkie granatowe szwy. Zamknęłam mocno oczy.
- Liam? Możesz na chwilkę?- Wydawało mi się, że on chyba nie podnieci się na mój widok w czystej bieliźnie którą znalazłam w pudełku. Drzwi od łazienki lekko się otworzyły, a w szparze pojawiła się głowa Liam'a. Gdy zauważył mój brzuch pokazał mi abym poczekała i zniknął na chwilę.
Gdy się pojawił miał ze sobą jakieś opatrunki i nożyczki.
- Usiądź.- Wskazał głową na szafkę, a ja posłusznie sobie usiadłam. - Może trochę zaboleć.- Powiedział i odkleił resztę gazy. Skrzywiłam się lekko, ale nie spojrzałam na dół. Jakoś nie chciałam tego oglądać. Chyba nie mam aż tak mocnych nerwów.
Chłopak był bardzo delikatny więc prawie nie czułam aby coś mi tam robił. Znów mnie opuścił, a ja postanowiłam się już ubrać.  Nie wiem który z tych geniuszy wpadł na kieckę ale jestem mu wdzięczna, bo w spodniach to nie byłoby mi wygodnie z tym opatrunkiem. Pasek zapięłam luźno aby mnie nie ściskał, a włosy zostawiłam naturalnie lekko pokręcone i rozpuszczone swobodnie na ramionach, pomalowałam oczy i spojrzałam na buty. Skrzywiłam się lekko ale nie miałam wyboru. Ubrałam je i nawet nie było tak źle. Wyszłam z łazienki, a na twarzach chłopaków pojawił się wielki uśmiech.
- Zapraszam panią.- Louis podał mi ramię, a ja je uchwyciłam po czym razem wyszliśmy z pokoju, i z domu też. Jak się okazało Lou ma być moim kierowcą. Otworzył mi drzwi i poczekał aż usiądę, aby dołączyć do mnie. Byłam ciekawa co to wszystko ma znaczyć, ale chyba się bałam odpowiedzi.
Lou cieszył się z czegoś, a ja cała się w środku trzęsłam.
- Jedź windą na samą górę.- Louis zatrzymał się przed jakimś wieżowcem i poinstruował mnie co mam dalej robić. kiwnęłam głową, ze zrozumieniem i wysiadłam z samochodu.
Zaraz drzwi windy miały się otworzyć, a mi serce biło co raz szybciej. Denerwowałam się. Wiedziałam, że to ma coś w związku z Harrym i właśnie to mnie przerażało. Przerażał mnie fakt, że on zrobi coś co kompletnie zbiję mnie z tropu, że nie będę potrafiła się zachować. popopo <======= włącz
Drzwi się otworzyły, a ja zrobiłam krok do przodu. Wokół mnie zapalił się światła. Stał tam na środku i uśmiechał się lekko. Zatkało mnie. Wszystko było takie... romantyczne. Zaczęłam iść w jego kierunku, a on zaczął kroczyć ku mnie. Wyglądał na nie pewnego ale zdecydowanego.
- Pięknie wyglądasz.- Nasze ciała stykały się ale nasze ręce były od siebie daleko. Lekki wiatr rozwiał moje włosy, a Harry zgarnął je z czoła, i pocałował mnie w policzek tak jak rano. A może nie tak samo? Teraz włożył w to więcej uczuć. Niby taki mały gest, a tak cieszy głupiego człowieka który potrzebuję po prostu bliskości drugiej osoby.
- Dziękuję. Harry...- Pokręcił głową, więc się po prostu zamknęłam. Nie wiem co on planował, ale chciałam aby coś zrobił... Cokolwiek.
- Wiem, że mieliśmy być tylko przyjaciółmi ale nie potrafię. Twój wygląd, uśmiech, głos, zachowanie wszystko mnie do ciebie ciągnie.- Odwróciłam wzrok od jego oczu, ale on uchwycił moją twarz w swoje dłonie i nie mogłam już nie patrzeć w jego zielone oczy.
- Harry nie...
- Nie chcę być tylko przyjacielem chcę być kimś więcej. Chcę być kimś ważniejszym.
- Nie!- Nie wiem dlaczego do niego krzyknęłam ale już zaczęłam więc skończę.- nie możesz. Tobie się tylko to wydaję, a za kilka dni gdy poznasz nową dziewczynę będzie się z tego śmiał, a ja będę cierpieć przez twoje urojenia. Nie chcę tak. Jesteś wspaniałym chłopakiem ale nie dla mnie. Dla mnie nie ma nikogo na tym pierdolonym świecie. I już się chyba z tym pogodziłam, ale ty musiałeś się zjawić w moim życiu i wszystko rozwaliłeś. Zburzyłeś mój zamek z piasku w którym były ukryte moje uczucia i teraz muszę cierpieć.- Ściągnęłam jego dłonie z moich policzków,  i otarłam jedną samotną łzę z jego policzka. Przez niego w moich oczach również pojawiły się łzy, ale ja nie mogłam płakać, nie mogłam.
- Harriet proszę nie rób tego. Obiecałaś, że mnie nie opuścisz.- Zamknął oczy i mówił szeptem co jeszcze bardziej rozrywało moje serce.
- Nie Harry. To ty obiecałeś nie ja. Jestem ci bardzo wdzięczna za wszystko ale teraz chyba będzie lepiej jeżeli zerwiemy ze sobą kontakt.- Już nie panowałam nad łzami które swobodnie spływały po moich policzkach. Nawet ich nie ścierałam, bo po co? Nie było sensu.
- Nie. Nie rób mi tego Harriet. Wiem, że czujesz to samo co ja. Czytałem to co o mnie pisałaś. Wiem, że nie jestem ci obojętny.- Nie! Nie tak to miało być. Pewnie bym się wściekła na to, że czytał mój zeszyt ale po co? To nic nie da, a może pogorszyć sytuację która i tak jest już trudna dla nas obojga.
- Jeżeli czytałeś wszystko to wiesz też, że to nie ma sensu.- Pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się lekko.- Żegnaj Harry.- Puściłam jego rękę i szybkim krokiem kierowałam się do windy. Spojrzałam na niego nim drzwi się zamknęły. Stał tam lekko zgarbiony, z mokrymi policzkami. Zraniłam go i to bardzo ale w końcu zrozumie, że tak lepiej. Nie chcę aby on cierpiał. Może to dziwne bo właśnie to robi przeze mnie ale mu przejdzie. Jestem tego pewna.
Wychodząc z windy ostatni raz przetarłam swoje policzki. W holu na kanapie zastałam znudzonych chłopaków. Cóż byli znudzeni dopóki mnie nie zobaczyli.
- Harriet, co się stało?- Stanęli obok mnie, a ja znów płakałam. Jestem za słaba. Zdecydowanie za słaba, a to nie jest dobre.
- Powiedzcie mu, że przepraszam.- Ominęłam ich i wyszłam z budynku zatrzymując taksówkę. Gdy odjeżdżała z budynku wybiegł Lou ale za późno. Za późno na wszytko.

Narrator.

Siedzi sam na dachu wieżowca na którym wszystko miało się zacząć, a potoczyło się inaczej.
Siedzi na parapecie z podciągniętymi nogami pod brodę i patrzy na ten sam budynek z którego uciekła, ignorując ból który sobie sama robi.
On chciał zacząć z nią nowe życie.
Ona chciała go uratować od błędnych decyzji, ale teraz nie jest już pewna, czy dobrze zrobiła.
Chłopak nie rozumiejący słów dziewczyny i jej zachowania.
Dziewczyna nie mogąca pojąć jak on mógł coś do niej poczuć.
Obaj pewni swoich uczuć, ale bojący się nowego dnia. Dnia bez siebie.

-------------------------------------------------
Moim zdaniem nudny, ale....
 No w mojej głowie to wyglądało inaczej.
Mam czas piszę, mam pomysły piszę, ale.... Kurdę! Zawsze jest jakieś ale.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

11


--------------------------------------------------------------

Jak nazwać stan kiedy jest się obecnym, ale nie możesz nic zrobić? Czuję się jakbym grała w jakimś filmie, była główną bohaterką. Akcja toczy się wokół mnie ale ja nie mogę wypowiedzieć swojej kwestii. To jest trochę... denerwujące(?)
Słyszę wszystkie głosy. Rozpoznaję osoby, czuję dotyk kogoś na mojej dłoni ale nie mogę poruszyć palcami. Nie mogę się odezwać. Nic nie mogę zrobić. Głos. Głos Jacka denerwuję mnie. Tylko dlaczego? Przecież zawsze lubiłam jego głos, ale nie teraz. Teraz chciałam tylko na niego krzyknąć żeby się zamknął bo chcę spać. Cóż chcąc nie chcąc musiałam się obudzić. Ciężko było, ale w końcu lekko otwarłam oczy. W sali było pełno osób ale nikt na mnie nie patrzył. Każdy był zajęty Harrym i Jackiem który stali na przeciwko siebie i mierzyli się wzrokiem. 
- Kurdę chyba pójdę dalej spać.- Powiedziałam to raczej sama do siebie ale było tak cicho, że usłyszeli. Spojrzeli na mnie zdziwieni, a po chwili rzucił się na mnie Louis.
- Luis to boli.- Wychrypiałam, a chłopak odsunął się ode mnie jak poparzony. Zabawnie wyglądał z przerażeniem malującym się na twarzy. 
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Nie chciałem. Wybacz mi.- Uklęknął przy łóżku i zaczął składać mi pokłony. Zaśmiałam się lekko ale szybko spoważniałam przez ból jaki sobie tym wyrządziłam. 
- Pójdę po lekarza.- Jack chyba chciał sobie pójść i nie wrócić ale nie ma tak łatwo. No przynajmniej nie ze mną.
- Nie. Harry pójdzie po lekarza, chłopaki pójdą na kawę, a ty zostaniesz.- Chłopak spuścił głowę na dół, ale usiadł posłusznie na krześle obok łóżka. Poczekałam aż chłopaki wyjdą i dopiero zdzieliłam go w ten pusty łeb. 
- Auć. Za co?- Zaczął rozmasowywać bolące miejsce, a ja już nie miałam do niego cierpliwości.
- Za co? Żarty sobie robisz?- Jaka szkoda, że nie mogę krzyczeć. Ale na serio. Przy każdym słowie czuję jak mnie coś tam dźga w brzuchu, a jak bym miała krzyczeć to o boziu.
- Słyszałaś?- Pytanie retoryczne? Serio? Cóż jego skruszona mina trochę wpłynęła na moje zachowanie ale nadal byłam na niego zła. Pewnie bym mu coś powiedziała ale do sali weszła pielęgniarka, a za nią lekarz. Cóż Jack musiał wyjść, bo oni chcieli sobie poświecić mi czymś w oczy, pozadawać jakieś bezsensu pytania i tyle.
Co za dziwni ludzie. Podciągnęłam się trochę do góry i rozejrzałam po pokoju. W rogu stał stolik z dwoma krzesłami, po mojej prawej stronie znajdowało się jeszcze jedno łóżko, a z lewej strony było dość duże okno. Ściany były koloru beżowego, z ładnymi białymi lampami nad każdym z łóżek. Nie jest aż tak źle. Nawet fajnie tak poleżeć w ciszy.
- No witaj. Możesz już mnie wielbić jak króla Juliana.- Do sali pierwszy wpadł Lou, a za nim Harry śmiejący się z czegoś. Cóż myślałam, że za nimi wejdzie jeszcze trójka, albo czwórka chłopaków ale nikt nie przyszedł.
- A gdzie reszta?- Podciągnęłam się jeszcze trochę bo tak jakoś mi się nie wygodnie zrobiło. Mam nadzieję, że długo tu nie będę bo serio sami mnie wyrzucą gdy zacznę marudzić.
- Zayn, Niall i Liam musieli pojechać do domu się przebrać, a Jack nie wiem gdzie jest i szczerze mnie to nie obchodzi.- Harry usiadł na krześle i wyglądał na trochę zdenerwowanego.
- Z wami jak z dziećmi. W ogóle to co on ci zrobił?- Nie wiem dlaczego ale czułam, że muszę bronić swojego przyjaciela. Przecież on jest bez winny prawda? Chyba słyszałam wszystko co mówił.
- Możemy o tym nie rozmawiać?- Ooo, chyba go zagięłam! Ale czym? Prostym pytaniem? Przecież ja nie wymagam od niego skrócenia wydarzeń z jakiegoś tam okresu czasowego tylko chcę usłyszeć jedno zdanie które pomoże mi zrozumieć co się takiego stało.
- Ej nudzi mi się, a wam?- Louis położył się na wolne łóżko ale chyba trochę za mocno bo ono kawałek odjechało. Najwidoczniej blokady na kółkach nie zostały włączone.
Na twarzy Louis'a pojawił się jakiś dziwny uśmiech który chyba tak trochę mnie przeraził. Wstał i wystawił głowę na korytarz.
- Harry? Chce pojeździć?- Loczek stanął na równe nogi szczęśliwy jak dziecko w sklepie z zabawkami. E, niech sobie robią co chcą. No nic by mnie to nie obchodziło gdyby nie to, że oni wyjechali na korytarz z łóżkiem na którym leżałam JA!
- Co wy robicie? Jak ktoś zobaczy to was więcej nie wpuszczą. Odstawcie mnie na miejsce debile.- Spojrzałam na nich groźnie, ale ci tylko się szczerzyli. Obaj zaczęli pchać łóżko na którym leżałam po długim korytarzu. Louis wyprzedził łóżko i stanął kawałek od ściany.
- Jestem Supermenem i cię uratuję niewiasto!- Rozłożył ręce i stanął gotowy do zatrzymania łóżka. Harry ostatni raz pchnął mnie do przodu z całej siły, a ja wiedziałam, że Lou ucierpi i to nawet mocno ale nie chciałam popsuć sobie zabawy. Louis niby taki przygotowany ale łóżko przygniotło go do ściany. Zajęczał cicho, a Harry leżał na podłodze i tarzał się ze śmiechu. Samej mi się chciało śmiać, ale po pierwsze nie mogłam, a po drugie chciałam być dojrzalsza od Harry'ego.
- Auć.- Stęknął i odepchnął łóżko. Opadł na podłogę i leżał jak jakiś menel, a ja? Ja nic. Musiałam czekać aż któryś z nich się opanuję i odwiezie mnie z powrotem.
- Co to ma być?- Obok mnie znalazł się przestraszony Liam. Nie czekając na ich odpowiedź sam postanowił o mnie zadbać i odwiózł mnie na salę. Uśmiechnęłam się do niego lekko w podziękowaniu. Jego obecność tak trochę mnie krępowała chociaż nie było do tego powodu. No bo niby jaki? Fakt nie znam go ale przecież nigdy nie przejmowałam się tym, że ktoś mnie nie znam. Po prostu byłam sobą ale przy nim? Przy nim się tego bałam. Chciałam aby myślał, że jestem inna niż mu się wydaję. Tylko po co? Cholera no, tyle pytań.... Żadnej odpowiedzi.
- Dobra my jedziemy. Aaa, Harriet twoja mam kazała ci to przekazać.- Liam podał mi mój zeszyt w którym wszystko zapisuję. Kurdę, a jak to czytała? Liam na pewno nie, ale mama.... Po niej to wszystkiego się spodziewać można.
- Ja zostaję.- Harry usiadł na łóżku obok. Żaden z chłopaków się nie wykłócał, a ja też siedziałam cicho bo wiedziałam, że to nic nie da.
Zrobiło mi się ciepło na serduszku gdy powiedział, że zostaję. Nie chciałam zostać tutaj sama, a on chyba nie chciał mnie zostawić. Gdy zostaliśmy sami zapanowała cisza która nam jakoś nie przeszkadzała. On patrzył na mnie, a ja na niego. Nikt się nie krępował, bo nie było czym.
- Przepraszam.- Harry jako pierwszy postanowił przerwać ciszę. Jego głos był lekko zachrypnięty i cichy ale pewny za razem.
- Za co?- Chciałam usiąść ale zapomniałam o opatrunku na moim brzuchu i lekko się skrzywiłam, po czym znów opadłam na poduszki. Harry wstał i podniósł dla mnie lekko oparcie łóżka. Podszedł do okna i wpatrywał się w niebo stojąc tyłem do mnie.
- Właśnie za to.- Przeczesał palcami włosy i wydawał się bardzo zmęczony i starszy niż jest na prawdę. Niby ma tam trochę swojej racji ale nie czułam jakby to on był winien. Przecież to też moja wina. Mogłam na samym początku spławić tego chłopaka, a nie się z nim całować. Przecież potrafię się obronić, ale tego nie zrobiłam bo potrzebowałam czyjejś bliskości a, że trafiłam akurat na niego to już nie jest wina żadnego z nas.
- To nie twoja wina. No dobra tak troszeczkę, ale ja też jestem winna. Nie wiesz co się stało więc nie możesz się obwiniać.- Odwrócił się do mnie i gdy zobaczyłam smutek rysujący się na jego twarzy sama posmutniałam. Tak jakby jego emocje i wszystkie uczucia przepłynęły na mnie. Nie fajnie.....
- Właśnie Harriet nie wiem.- To chyba miała być taka prośba abym mu wszystko powiedziała, ale ja nie mogłam. Nie teraz.
Odwróciłam głowę w drugą stronę bo nie mogłam wytrzymać jego spojrzenia.
- Zaraz wracam.- Wyszedł zrezygnowany z sali, a ja poczułam się samotna? Tak to chyba dobre określenie. Przetarłam czoło ręką i sięgnęłam po swój zeszyt. Długopis był przyczepiony do okładki. Otworzyłam na czystej stronie i zaczęłam spisywać swoje uczucia.

27 wrzesień
  dawno nie pisałam. Ale nie moja wina. Może tak w skrócie. Zostałam porwana, później przylecieli mi na pomoc Louis i Harry, zostałam postrzelona i teraz leżę sobie w szpitalu. Fajnie co nie? Niezbyt, ale do rzeczy. Dlaczego czuję smutek po wyjściu Harry'ego? Przecież ja sobie zabroniłam coś do niego poczuć, a tu proszę! Kurczę muszę chyba przyznać się sama przed sobą, że on NIE jest mi obojętny i trzeba coś z tym zrobić... 

Zamknęłam zeszyt w tym samym czasie co wrócił Harry z balonami w ręce. Uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił. Albo mu przeszło albo z niego jest super aktor bo nie było widać po nim aby był smutny.
- To tak na przeprosiny.- Wzruszył ramionami i przyczepił balony do poręczy łóżka. Znów zajął miejsce obok mnie i przyglądał się w zaciekawieniu sufitowi. Nie chciałam być gorsza więc poszłam w jego ślady. Nie wiem jak on ale ja nie widziałam w nim nic ciekawego. No ale o gustach się nie dyskutuję, prawda? Zamknęłam oczy i zobaczyłam twarz Max'a. Ponownie je otworzyłam lekko przestraszona. Co to kurwa miało być?
- Harry? Przysuniesz się bliżej?- Spojrzałam na niego lekko smutna, a chłopak szybko przysunął łóżko najbliżej jak mógł. Teraz to tak jakby leżeliśmy razem ale nie przeszkadzało mi to i jemu najwyraźniej też nie. Harry splótł swoje palce z moimi. Czułam się przy nim bezpiecznie i tak... swobodnie.  Wspaniałe uczucie ale nie ma co się przyzwyczajać bo długo to nie potrwa i taka jest prawda. Przecież nikt ze mną nie wytrzyma na dłuższą metę, więc nawet nie mam co marzyć o super szczęśliwym życiu u boku jakiegoś świetnego chłopaka.

Louis.

- Ja ci mówię to zły pomysł. Ona nas zabiję.- Szliśmy szpitalnym korytarzem kierując się do piwnicy. Liam marudzi i marudzi. Dlaczego on nie może zrozumieć, że ja chcę im pomóc?
- Liaś widziałeś jak oni słodko razem wyglądają? Mówię ci będę jeszcze mi dziękować za to.- Szedłem dumny przed siebie i szukałem głupiej skrzynki która była by teraz dla mnie wielkim zbawieniem. No nie tylko dla mnie bo dla Harry'ego też. Nie wiem dlaczego ten ćwok nie bierze się za tą laskę skoro mu się podoba! Jak dobrze, że ja mam już ten zakichany stres za sobą...
- Tam.- Niall wskazał palcem czerwoną skrzynkę przyczepioną do ściany. Podszedłem do niej i otworzyłem. Na widok tylu guziczków oczy zabłysły mi ekscytacją. Teraz tylko znaleźć odpowiedni i będzie dobrze. Na drzwiczkach odszukałem napisu który mnie interesował. Dobra czerwony przycisk. Kurdę! Przecież tu jest chyba z osiem czerwonych przycisków! A właściwie to co oni mają z tym czerwonym?! Aaa, co tam zrobię wyliczankę. Wcisnąłem guzik po środku modląc się aby to nie był jakiś alarm czy coś takiego. Na moje szczęście wszystkie światła zgasły. No przynajmniej tutaj ciekawe jak u góry. Liam i Niall mieli zapalone latarki tak abyśmy się o coś nie pozabijali czasem. Otworzyliśmy  drzwi na korytarz i nadal było ciemno.
- Głupi zawsze ma szczęście.- Zayn chyba nie chciał się przyznać, że coś co JA wymyślę może być nawet dobrym pomysłem i przed wszystkim może się udać.
- Czyli możesz grać w totka.- Poklepałem go po ramieniu, a blondyn parsknął śmiechem.- Teraz tylko czekać aż Harry powie, że będziemy wujkami.

Harriet.

Leżeliśmy sobie spokojnie aż tu nagle ciemność. Wszystkie światła zgasły, a ja ścisnęłam mocniej rękę Harry'ego. Tak trochę to się przestraszyłam tej ciemności.
- Spokojnie.- Harry przykrył nasze splecione dłonie kołdrą, i zaczął coś śpiewać pod nosem aby mnie trochę uspokoić. 
- Mogę wyjawić ci sekret?- Zapytałam szeptem. Jak by nie zrozumiał mogę powiedzieć, że chcę iść na sekretarkę czy coś. Ale chciałam aby usłyszał.
- Z chęcią posłucham. To może być ciekawe.- Nie widziałam jego twarzy przez ciemność wszędzie panującą ale mogłam przysiąść, że się uśmiecha. 
- Jak ten Max postrzelił mnie w ramię to wtedy ja.... Wtedy chyba pierwszy raz w życiu się bałam. Nigdy nie odczuwałam strachu. Znaczy odczuwałam tam przed sprawdzianem czy coś ale tamto... To było coś innego, silniejszego.- Prawda. To jest prawda. Strach towarzysz nam przez całe życie ale nie taki rodzaj tego okrucieństwa. Przecież nie codziennie ktoś do ciebie strzela prawda?
- Wiem o czym mówisz. Może kiedyś opowiem ci co mnie łączyło z Max'em ale to działa w dwie strony.- Szantaż?  Dobry jest....
- Może kiedyś.- Wzruszyłam lekko ramionami uważając aby nie uszkodzić opatrunku na ręce. Ciekawe czy będę miała jakąś bliznę...
- Wiesz, że rozmawiasz ze mną?- Znów pytanie retoryczne? Jezu on serio taki głupi? 
- Nie no co ty nie powiesz. Sama bym na to nie wpadła.- Siliłam się na rozbawienie w głosie i nawet nie wyszło to tak źle. Może muszę się poważnie zastanowić na humanistyką.
- Ale chodzi o to, że nie wyzywasz mnie, nie krzyczysz. Rozmawiasz jak z przyjacielem.- Uśmiechnęłam się lekko na słowo przyjaciel.
- Nie przyzwyczajaj się Styles.- Zaśmiał się z chrypką i poczochrał mi lekko włosy. 

Narrator.

Leżeli obok siebie, szczęśliwi z obecności właśnie tej osoby. 
Obaj mieli swoje skryte marzenia które zaczynały się spełniać.  
Ona chciała być wreszcie szczęśliwa, nie chciała uciekać od uczuć.
On chciał wreszcie ją mieć, chciał móc ją całować bez obawy.
Razem chcieli podobnych rzeczy ale do tego potrzeba odwagi. Coś co oboje tracą w swoim towarzystwie.
-------------------------------------------

Taki trochę badziewny ale jest!
:D Pozdrowienia dla: ANJII :D