środa, 13 lutego 2013

10


----------------------------------------------------------
Matt otworzył mi drzwi od domu, a ja posłusznie weszłam do środka. Wszystko wydawało się inne. Z kuchni wyszła uśmiechnięta Katie która chyba mieszkała z nim przez tydzień mej nieobecności.
- Witaj Harriet.- Uśmiechnęła się do mnie jeszcze szerzej, a ja ją zignorowałam i udałam się do swojego pokoju. Zamknęłam cicho drzwi i usiadłam na łóżku. Wszytko się wali. Znów. Chociaż chwila czy kiedyś cokolwiek było dobrze? Jakoś nie pamiętam. Cały czas miałam w głowie słowa lekarza. Musiałam podjąć decyzję i dziś im o tym powiedzieć. Chociaż właściwie to nie mam nad czym się zastanawiać. Muszę tylko poczekać na mamę, Josha i Harry'ego. To nie będzie łatwe ale co w moim życiu jest łatwe? Nic. Nawet wstanie z łóżka sprawia mi trudności. Chciałabym zginąć. Chciałabym zniknąć z tego świata. Podciągnęłam rękawy mojej rozciągniętej bluzy i spojrzałam na moje nadgarstki. Nigdy tego nie robiłam. Do wczoraj. Właśnie wczoraj pierwszy raz moje nadgarstki poczuły nacisk żyletki, poczuły zimno przesuwające się po nich. Czy to pomogło? Tak, trochę. Wiem, że to jest złe, ale... musiałam. Musiałam choć na chwilę poczuć ulgę. Tylko, że teraz.... Teraz mam wielkie wyrzuty sumienia. Obiecałam sobie kiedyś, że nigdy nie będę się ciąć, a właśnie to wczoraj zrobiłam. Ale szczerze co mnie to obchodzi? Teraz wszystko traci sens. Ja albo zginę albo przeżyję. Mam wybrać. To tak można? Można wybrać kto ma zginąć? Ja czy nie ja? Przecież to chore. Żaden człowiek nie powinien decydować o czyjejś śmierci prawda? To dlaczego ja miałam to zrobić? Dlaczego miałam zadecydować? Przecież tak nie idzie.... Ja nie umiem.
- Gdzie ona jest?- Usłyszałam stłumiony głos Harry'ego. Czyli teraz się zacznie. Co mam powiedzieć? Co mam zrobić? Wyjść? Zostać? Nie wiem. Czekałam aż będzie próbował wejść do pokoju, ale to nie nastąpiło. Weszłam do łazienki i wzięłam jedną żyletkę do ręki. Rany były jeszcze świeże, a za chwilę miały powstać nowe. Opłaca się? Na chwilę ulgi? Na chwilę błogiego spokoju? Tak. Dla mnie to będzie chwilowa odskocznia. Wiem, że niewłaściwa ale zawsze coś.
Przyłożyłam zimne ostrze i przycisnęłam. Poczułam ukłucie bólu i zimno przedostające się do moich żył. Pociągnęłam żyletką, a po niej pozostał ślad który zaczął wypełniać się krwią. Z moich oczy popłynęły łzy, a z nadgarstków krew która zabierała ze sobą cierpienie. W przypływie frustracji zaczęłam po prostu w różnych miejscach zostawiać kreski po zimnym ostrze żyletki. Wypuściłam ją z rąk i spojrzałam na swoje dzieło. Pełno kresek z których sączyła się krew. Teraz po chwili ulgi naszły mnie wyrzuty sumienia i poczułam jak moje ręce przeszywa ból. Wyciągnęłam z szafki bandaże i mocno zabandażowałam obie ręce. Naciągnęłam na ręce bluzę i wyszłam z łazienki. Nie chciałam tutaj siedzieć, ale wyjście wiązało się ze spotkaniem wszystkich zgromadzonych. Zamknęłam na chwilę oczy i westchnęłam głośno. Przeczesałam rękami włosy i od kluczyłam drzwi. Jeszcze tylko nacisnąć klamkę. Położyłam rękę na zimnym przedmiocie i nacisnęłam. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem zwracając tym uwagę wszystkich zgromadzonych. Jego twarz. Załzawione oczy. Brak uśmiechu. Bolało. Wszystko bolało jeszcze bardziej gdy on tutaj był. Spuściłam wzrok na dół i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia. Ktoś chwycił mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Poczułam przeszywający ból dlatego wyrwałam rękę i spojrzałam w jego zielone oczy.
- Harriet kochanie....- Przytuliłam się do niego zamykając oczy aby łzy nie spłynęły mi po policzkach. Przyjemnie było poczuć jego ciepło, zapach przy sobie ale to raniło. Przecież moja decyzja wpłynie też na niego w jakimś stopniu. Wyswobodziłam się z jego uścisku i jak najszybciej opuściłam dom. Zaczęłam biec. Gdzie? Nie wiem. Po co? Chciałam uciec. Od czego? Od życia. Od wyborów. Od odpowiedzialności. Znalazłam się w jakimś zagajniku(?) Chuj wie jak to nazwać. Pełno drzew krzaków. Przebrnęłam przez złączone ze sobą gałęzie i znalazłam się nad jakimś zbiornikiem wodnym. Nie wiem co to było, ale widok był przepiękny. Mimo jesieni której szczerze nie znoszę wszystko wydawało się jakieś lepsze.
Usiadłam na trawie pokrytej żółtymi i pomarańczowymi liśćmi. Podciągnęłam kolana po brodę i objęłam je swoimi zmarzniętymi i obolałymi rękoma. Teraz mogłam pomyśleć. Chociaż jest nad czym? Chyba jasne jest co zrobię. Tylko nie wiem czy to dobrze, znaczy to jest dobre ale czy odpowiednie? Nie wiem ale słowa lekarza które cały czas miałam w głowie były dość jasne. Musisz wybrać. Ty albo dziecko. Tylko jak mam kurwa wybrać?! Mogę skazać na śmierć niewinną istotkę która nic nie zawiniła, która nie zrobiła nic złego, która nie zobaczyła świata, która tak na prawdę nie wie co się dzieje. Ale mogę też skazać siebie. Osobę która skrzywdziła tak wiele osób, która doprowadziła do śmierci jednego niewinnego człowieka, która nie potrafi czerpać radości z życia. Wybór niby prosty. Chciałam śmierci ale się jej boję. Boję się co będzie po tym jak moje oczy się zamkną. Czy jest tam jakiś inny świat? Czy będę mogła obserwować z góry poczynienia ludzi których kocham? A może to tylko bujda? Może nic potem już nie ma. Tak jak ze spaniem. Zamykasz oczy, czujesz jak odpływasz gdzieś daleko, a potem nie wiesz co się z tobą dzieję, nie wiesz co  się dzieje, nie wiesz co robisz. No po śmierci to raczej nic nie robisz. Ale coś chyba musi być no nie? Przecież tyle ludzi mówi o jakiś cudownych uleczeniach, o jakiś nadprzyrodzonych rzeczach. Może to właśnie jest opatrzność Boża? Może każdy z nasz ma przypisanego jakiegoś Anioła który chodzi za nami i pilnuje nas? Dowiemy się. Kiedyś każdy z nas się o tym dowie prędzej czy później. W moim przypadku to chyba prędzej. Czyli postanowione. Wstałam z zimnej ziemi i znów przedarłam się przez gałęzie. Sprawdziłam na jakiej jestem ulicy i zaczęłam kierować się w stronę domu. Wrócę tam. Kiedyś jeszcze tam wrócę.
Przez całą drogę do domu kopałam kamyk tak dla uspokojenia. Nie pomogło. Stanęłam przed drzwiami i zastanawiałam się czy aby jeszcze gdzieś nie uciec. Jesteś tchórzem ale musisz tam wejść. Im szybciej tym lepiej. Odruchem było naciśnięcie klamki i wejście do środka.
-Harriet gdzie ty się włóczysz? Zaraz pojedziemy do lekarza i ustalimy datę zabiegu.- Mama była bardzo pewna tego co mówi. Spojrzałam na Harry'ego który siedział ze spuszczoną głową i wcale się nie odzywał. Nie miałam pojęcia co czuł, co myślał.
- Nie.- Podniósł głowę na mój głos i spojrzał mi głęboko w oczy.- Nigdzie nie jadę. Decyzja należy do mnie, a ja zdecydowałam.- Stałam tam z wysoko podniesioną głową. Mama zamarła w połowie ruchu i spojrzała na mnie swoimi dużymi oczyma nie wierząc w to co usłyszała.
- Córeczko co ty mówisz? Przecież to cię zabiję! Ja się nie zgadzam!- Upuściła swoją torebkę i podeszła do mnie o kilka kroków.
- Proszę cię skończ dobra? Nie jestem twoją córeczką i nigdy nie byłam. Ty mnie tylko urodziłaś i nic więcej. Tata mnie więcej wychowywał niż ty. Jasne nie zawsze był gdy go potrzebowałam ale chociaż raz na jakiś czas ze mną rozmawiał tak szczerze. A ty? Ty miałaś mnie w dupie. Myślałaś, że jakimś drogim prezencikiem udobruchasz córeczkę? Gdy tata odszedł to straciłam jedynego rodzica jakiego miałam.- Wszyscy patrzyli na mnie w osłupieniu. Fakt nie miałam dobrych stosunków z matką ale jeszcze nigdy nie powiedziałam jej prawdy. Prawdy o moich uczuciach co do niej. Jasne zdarzały się chwilę radości ale to były tylko małe przebłyski w tej szarej codzienności.
- Harriet ale co ty... Przecież....- Chciała coś powiedzieć ale nie wiedziała co. Cokolwiek by nie powiedziała i tak pogrążyła by się jeszcze bardziej. Dobrze wiedziała, że mam rację.
- Urodzę to dziecko nawet jeżeli to wiążę się z moją śmiercią. Nikt ale to nikt nie wpłynie na moją decyzję.- Przy tym spojrzałam na Harry'ego. Chyba wszyscy załapali moją aluzję.
Wyminęłam zdezorientowaną mamę i weszłam ze spokojem do pokoju. Usiadłam na łóżku i poczekałam chwilę. Wiedziałam, że Harry tutaj przyjdzie. Nie myliłam się. Zamknął za sobą drzwi i usiadł obok mnie na łóżku i złączył nasze dłonie bez żadnych słów. Był zły? Nie wiem. Cieszył się? Nie wiem. Wiem jedno. Mimo wszystko, mimo mojej decyzji jest tutaj ze mną. Nie wyszedł, nie krzyczy na mnie. Po prostu jest i za to jestem mu wdzięczna.
- Dziękuję.- Chłopak spojrzał na mnie zdezorientowany. Uśmiechnęłam się do niego lekko. Dla innych mogę znów być oschłą suką, ale nie dla niego. On jest kimś wyjątkowym. Nie mogę go skrzywdzić. Już to zrobiłaś.
- Za co ty mi dziękujesz?- Usiadłam na jego kolanach i przytuliłam się do niego mocno chcąc poczuć się jak mała dziewczynka która chce zapomnieć o koszmarze jaki jej się przyśnił.
- Za to, że jesteś, nie krzyczysz, nie mówisz mi jaka to jest nieodpowiedzialna.- Jego silne ręce oplotły się wokół mojej talii i mocno trzymały przy sobie.
- Nie masz za co dziękować. Nie ważne jaką byś podjęła decyzję ja zawsze będę przy tobie.- Odsunęłam się na kawałek i spojrzała w jego oczy.
- Nie będziesz próbował wpłynąć na mnie abym zmieniła zdanie?- Odgarnęłam mu z czoła kilka niesfornych kosmyków.
- A jest sens? Poznałem cię na tyle, że wiem że nie zmienisz zdania. Cokolwiek bym zrobił to ty i tak zostaniesz przy swoim.- Pocałowałam go lekko w usta.
- Kocham cię. Wiesz nie wszyscy są zadowoleni z mojej decyzji ale nie mogę skazać niewinną istotkę na śmierć nawet jeżeli ona jeszcze nie czuję.- Harry dotknął mojego policzka i uśmiechnął się lekko.
- Nikt nie musi nikogo skazywać na śmierć. Ty przeżyjesz i nasze dziecko też. Zobaczysz.- Odwzajemniłam uśmiech. Położyliśmy się razem. Przytuliłam się mocno do niego , a on gładził mnie po plechach i co chwilę szeptał, że mocno mnie kocha i nigdy nie opuści. Zamknęłam oczy i pozwoliłam porwać się w głęboki sen.

- Wszystkiego najlepszego kochanie!- Dziewczynka otworzyła oczy i dostrzegła uśmiechniętego mężczyznę z małą babeczką w ręce. 
- Tatusiu!- Blondyneczka wyskoczyła ze swojego łóżka i mocno wtuliła się w mężczyznę którego dawno nie widziała, a tęskniła każdego dnia.
- Oj jak ja za tobą tęskniłem moja mała koniczynko.- Dziewczynka zachichotała cichutko i pocałowała swojego ojca w policzek.
- Ja za tobą też tatusiu. Myślałam, że będę dziś sama. Mama musiała wyjechać.- Z twarzy małej Harriet zszedł uśmiech, a powił się grymas niedowidzenia.
- Nie mógłbym dopuścić aby moja żabka była sama w dzień swoich urodzin. będziemy dziś robić wszystko na co masz ochotę. O i jeszcze po Jacka wstąpimy jeżeli chcesz.- Dziewczynka zaklaskała w dłonie szczęśliwa.
- Oczywiście, że chcę. Chodź pokażę ci co namalowałam.- Dziewczynka pociągnęła swojego tatę w stronę tablicy korkowej na której wisiał jej nowy rysunek.

Otworzyłam gwałtownie oczy. Nadal byłam przytulona do Harry'ego. Spojrzałam na niego. Chyba spał. Również zamknęłam oczy i starałam uspokoić przyspieszony oddech. Sen niby przyjemny ale wywołał u mnie jakiś dziwny niepokój. Niepokój, że ja będę taka sama, że nie będzie mnie na urodzinach naszego dziecka, że nie będzie mnie przy jego pierwszych kroczkach, pierwszych słowach. Chcę, ale nie mogę. To jest niesprawiedliwe ale najwyraźniej tak musiało być i ja już tego nie zmienię. Nikt tego nie zmieni. Trzeba się z tym pogodzić i żyć dalej. Tylko to nam pozostało.
Czułam na sobie czyjś wzrok. Z racji tego, że byłam tutaj tylko z Harrym to musiał być on.
- Gapisz się na mnie.- Mój głos był zachrypnięty i lekko zdeformowany. Nie widziałam jego twarz ale wiedziałam, że na jego twarzy widniej uśmieszek.
- Patrzę, kochanie.- Otworzyłam jedno oko i uśmiechnęłam się lekko. Harry zbliżył swoją twarz do mojej i złożył na moich ustach wyrafinowany pocałunek. Poczułam jakby ktoś w środku mnie rozpalił ognisko. Chciałam jeszcze więcej.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła hm?- Dotknęłam jego policzka i spojrzałam głęboko w jego zielone oczy. Błyszczały i śmiały się jak jego twarz.
- Pewnie byś dalej mnie szukała. Co powiesz na spacerek?- Zaśmiałam się i pokiwałam głową. Spojrzałam na swój strój i stwierdziła, że muszę się przebrać.
- Zaraz będę gotowa.- Pocałowałam go w policzek i podeszłam do szafy. Wybrałam rzeczy i udałam się do łazienki przelotnie zerkając na Harry'ego który czujnie obserwował każdy mój ruch. prze kluczyłam drzwi i rozebrałam się. Na prawej ręce bandaż był gdzieniegdzie czerwony. Pewnie gdy Harry mnie chwycił i odwrócił wszystko musiało się rozerwać. Odwinęłam bandaż i założyłam nowy nie patrząc za długo na cięcia. Czułam się z tym okropnie. Już nigdy prze nigdy tego nie zrobię.
Ubrałam się i stanęłam przed lustrem. Zrobiłam sobie lekki makijaż i ubrałam na ramiona kurtkę. Mam nadzieję, że nie zmarznę. Przeczesałam włosy i uśmiechnęłam się lekko sama do siebie. Wróciłam do pokoju i zastałam Harry'ego w tej samej pozycji. Włożyłam do torebki telefon, chusteczki i błyszczyk.
- No dawaj panie leniu. Idziemy.- Pociągnęłam go za rękę. Wstał z westchnieniem i otworzył przede mną drzwi lekko się kłaniając. Uśmiechnęłam się pod nosem i kulturalnie wyszłam pierwsza z pokoju. Z salonu dochodziły głosy mamy i Matta. Nie chciałam tam iść ale Harry zaciągną mnie siłą. Splótł nasze palce razem i uścisnął moją rękę w pocieszającym geście.
- Idziemy na spacer. Nie wiem o której wrócimy.- Harry uśmiechnął się do mamy. Ignorowałam ją. niech wie, że ja nie żartuję i wszystko co mówię traktuję na poważnie. Może teraz pozna swoją prawdziwą córkę.Nie chciałam tam dłużej przebywać więc pociągnęłam go w stronę wyjścia. Poczekałam aż ubierze kurtkę i wyszłam na dwór. Nie było aż tak zimno. Harry stanął obok mnie i znów złączyła nasze dłonie. Ruszyliśmy przed siebie co chwilę pytając się siebie o jakieś pierdoły. (*.*)
- Kochasz mnie?- Harry zatrzymał się gwałtownie i spojrzał mi w oczy. Oczekiwał ode mnie prostej odpowiedzi.
- Zadajesz pytania retoryczne?- Uśmiechnął się lekko.- Tak Harry. Kocham cię bardzo. Kocham ponad wszystko.A teraz mnie pocałują. Tak jak nigdy wcześniej tego nie robiłeś. Tak jakby od tego zależał nasz kolejny dzień razem.- Uchwycił moją twarz w swoje duże dłonie i powoli patrząc mi w oczy przysuwał się do mnie. Wreszcie poczułam jego słodkie usta na swoich. Na prawdę całował mnie jak jeszcze nigdy wcześniej. Przytuliłam się do niego i poczułam jak składa delikatny pocałunek na mojej szyi.
- Babciu ty i dziadek też tak wyglądaliście?- Odsunęłam się z nie chęcią od Harry'ego i spojrzałam na starszą kobietę trzymającą za rękę małą dziewczynkę która uśmiechała się od ucha do ucha.
- Oj tak. Zakochani są tacy słodcy.- Spojrzeliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy się lekko.
- Dziękujemy to miłe z pani strony.- Uśmiechnęłam się szerze do kobiety. Ruszyła w dalszą drogę ze skaczącą u jej bogu dziewczynką. Z daleka usłyszeliśmy jakąś melodię. Na twarzy mojego towarzysza pojawił się wielki uśmiech. Pociągnął mnie za rękę w stronę dobiegającej melodii. Okazało się, że jakiś kierowca ma włączone radio i otwarte drzwi.
- To będzie nasza piosenka.- Harry jedną ręką uchwycił moją prawą dłoń, a lewą ręką objął mnie w talii.

Harry.

Wstałem ostrożnie uważając aby nie obudzić śpiącej obok mnie Harriet. Nie mogłem zasnąć. Dlaczego? moją głowę zaprzątały tysiące myśli. Co dalej? Jak to się potoczy? Przeżyję? Umrze? Jak ja sobie poradzę? nie znałem odpowiedzi,a tak bardzo pragnąłem je poznać. Powiedziałem jej, że będę ją wspierał mimo wszystko ale ona sama skazuję się na śmierć. Rozumiem, że nie chce zabić własnego dziecka ale do cholery co ze mną?! Ja już się nie liczę?! Chociaż... łatwo jest mi tak powiedzieć, ale gdybym miał wybierać pewnie wybrałbym tak samo jak ona. Poświęciłbym swoje życie dla niej i naszego dziecka. Mojego dziecka. Będę ojcem. Prawda jest taka, że to chyba jeszcze do mnie nie dotarło. Ale wkrótce musi. Chłopaki jeszcze o niczym nie wiedzą ale będzie trzeba im powiedzieć. Rodzicom. Wszystkim będzie trzeba tłumaczyć w jakiej sytuacji się znajdujemy. Jutro po szkole Harriet ma pierwszą wizytę u lekarza. Oczywiście idę z nią. Muszę dowiedzieć się jak najwięcej. Muszę dowiedzieć się czy jest sposób aby uratować ich obydwoje. A jeżeli nie ma.... Będę walczył. Będę walczył o Harriet. Może to samolubne bo w pewnym sensie skazuję własne dziecko na śmierć ale, no ale jeśli miałbym wybierać między Harriet,a dzieckiem wybiorę ją. Wiem, że to złe ale tak jest. Będę walczył i starał się aby zmieniła zdanie nim nie jest za późno.

Narrator. 

Ona leżąca i rozmyślająca nad swoimi poczynaniami. 
On wpatrzony w nią jak w obrazek nie wyobrażający sobie życia bez niej.
Chłopak upijający się z nadzieją zapomnienia. 
Chłopak zasypiający z nadzieją na jutrzejsze spotkanie się z nią. 
Każdy z osobna pragnie czegoś co jest praktycznie nie możliwe. 
----------------------------------------------------
Hejka! Jak minęła wam połowa tygodnia? Mi nie za dobrze...
Sprawdziany, sprawdziany i jeszcze raz sprawdziany! I jeszcze mój chłopak chory... Masakra. :D
Jutro Walentynki więc takie szybsze życzenia! :D
Żeby wam się życie miłosne rozwinęło i abyście wszyscy się kochali, psychicznie jak i fizycznie :**

poniedziałek, 11 lutego 2013

9


----------------------------------------------------------
(piosenka)
Krzyczałam, kopałam, płakałam, błagałam. Na nic. Nie pozwolili mi go dotknąć ten ostatni raz. Bardzo chciałam ujrzeć jego twarz nim wieko zamknie się na wieki. Nie widziałam jego spokojnej twarzy tylko blade ręce które kiedyś tuliły mnie do siebie. Wreszcie wyrwałam się z uścisku i podbiegłam do brązowej trumny. 
- Ujrzysz tam osobę którą na prawdę kochasz.- Rozejrzałam się dookoła w celu ujrzenia osoby która do mnie mówiła. Wszyscy stali i patrzyli wprost na mnie z obojętnymi minami. Z przerażeniem zerknęłam do trumny. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam tak Jacka, nie Harry'ego. Powinno mi ulżyć ale tak nie było. Odwróciłam się ujrzałam go stojącego tam i patrzącego na mnie ze smutkiem w oczach.  


- Harriet obudź się!- Otworzyłam oczy i usiadła na łóżku. Spojrzałam na przerażonego Matta który siedział obok mnie. 
- To było mocne.- Wygrzebałam się z pościeli i weszłam do łazienki po czym przemyłam twarz zimną wodą. Oparłam ręce o umywalkę i spojrzałam na swoje nędzne odbicie w lustrze. Włosy posklejane od potu, rozmazany makijaż, cienie pod oczami.
- Mała wszystko w porządku?- Matt oparł się o framugę drzwi i spojrzał na mnie z troską wymalowaną na twarzy. Wydawał się taki dorosły i poważny. Jak nie on. Ja tam sobie na przykład nie wyobrażam go z małym dzieckiem na rękach albo przed ołtarzem.
- Tak. Ogarnę się i zrobię śniadanie.- Wzięłam z szafy pierwsze lepsze rzeczy które były pod ręką i znów weszłam do łazienki ale tym razem rozebrałam się i weszłam do kabiny prysznicowej.
Dokładnie się wytarłam i ubrałam bieliznę. Nie miałam ochoty suszyć włosów więc przetarłam je ręcznikiem i zostawiłam taki wielki nie ogar na głowie. Założyłam na siebie ubrania i wróciłam do swojego pokoju. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że bez makijażu jestem blada jak dupa. Wzięłam swój telefon i wyszłam z pokoju kierując się do kuchni w celu zrobienia śniadania. Otworzyłam lodówkę, a tam pustki. Cóż bywa. Stwierdziłam, że najszybciej będzie jak zrobię kanapki.
Postawiłam talerz na blacie i zajęłam miejsce popijając herbatkę. Zabrałam się za konsumowanie śniadania. Przypomniało mi się, że miałam dać znać Harry'emu jak wstanę. Ale u niego jest noc, to może dać mu spokój? Nie, sam chciał. Jeszcze przez chwilę wahałam się czy aby na pewno dobrze robię. Powinien teraz wypoczywać, a nie kurde robić nie wiadomo co.
Do: Harry.
Wstałam już. A ty śpij. Branoc :*
- Matt no weź, że się tu rusz! Ile można czekać?!- Zamiast Matta do kuchni wturlał się Chuck. Wielki roztyły pies który jest większym leniem niż ja. Z westchnieniem podniosłam swoje zacne cztery litery i nasypałam psu karmy do miski i nalałam świeżej wody. Nawet nie zauważyłam, że mój kuzynek się zjawił.
- Nie możesz się ubrać? Tak ciężko.?- Nasz szanowny Matt siedział w SAMYCH bokserkach. Masakra. Niby jest przystojny ale świadomość iż to mój kuzyn jakoś mnie obrzydza.
- Przeszkadza ci to? Jak mi przykro. Ja tam lubię czuć się luźno. A po za tym ciesz się, że mam bokserki.- Mrugnął do mnie, a ja wywróciłam oczami. Udałam się do salonu i rzuciłam się na kanapę. Kompletnie zapomniałam, co wczoraj się na niej działo. Tylko, że teraz gdy już siedziałam to nie chciało mi się złazić także.... A po za tym i tak już za późno. Wzięłam laptopa ze stolika i cierpliwe czekałam aż się włączy. Szczerze? Ciekawość mnie zżerała czy coś napisali o mnie i Stylesie. Weszłam na pierwszą lepszą stronę plotkarską i zjechałam na dół. BINGO! Wielki powrót? A może dopiero początek? Sam nagłówek był głupi, a artykuł za pewne jeszcze bardziej, ale co tam.


Jak wszyscy wiedzą sławny Harry Styles przebywa w szpitalu. Trafił tam gdy spłonął ich dom, a on wpadł na nóż. Nie wiemy dokładnie skąd Harriet dowiedziała się o wypadku ale już następnego dnia po tragicznej nocy zespołu była w Londynie i przebywała u Harry'ego w szpitalu. Podobno to właśnie tam powiedzieli sobie co czują i zostali parą. Tylko czy to prawda? Skoro Harry był w LA i spędził tam noc z Harriet może byli już razem? W każdym bądź razie nasze źródła donoszą iż tym razem Harry i Harriet są na prawdę razem i mocno się kochają. Naszym zdaniem to długo nie przetrwa z powodu rozhulanej duszy Harry'ego i mocnego charakterku panny Lane. A wy co o tym sądzicie?  Wyraźcie swoje opinie na naszym forum internetowym.

Ooo jak słodko połączyli nasze zdjęcia. Tylko, że moje wybrali byle jakie. Co za szuję! No! Ale ogólnie to sobie powymyślali. Ciekawe skąd oni to biorą?
- Harriet, Harry ci napisał, że masz wejść na Skype'a.- Pomacałam się po kieszeniach. No tak, telefon zostawiłam na blacie. Mądra ja. Włączyłam sobie tego zjebanego Skype'a żeby zjebać Stylesa i czekałam aż któryś z przygłupów będzie dostępny. Gdy zadzwonił do mnie nieznany numer wiedziałam, że to Harry. Odebrałam i na ekranie pojawiła się uśmiechnięta morda Harry'ego. 
- Czemu ty cwelu nie śpisz? -W tle dało się słyszeć stłumione śmiechy. Tak jakby ktoś chciał się śmiać, ale nie może albo mu głupio.
- Tak, tak ja ciebie też. Zawsze będziemy się tak witać?- Udawał oburzonego ale wiedziałam, że ma ochotę się roześmiać. Zresztą nie tylko on. Matt który stanął za laptopem zaczął odwalać jakiś swój dziwny taniec przez co chciałam wybuchnąć śmiechem.
- A ty myślałeś, że coś się zmieni?- Przez przypadek zerknęłam na Matta i zaczęłam się głośno śmiać. On też nie wytrzymał i zaczął brechtać.
- Dobraaaaa. Ja chyba nie chcę wiedzieć co tam się dzieję.- Poznałam po głosie, że to był Louis. Jeżeli jest tam jeszcze reszta to zacznie się robić dziwne.
- Harriet czy ty jesteś bez makijażu?- Harry przybliżył się do kamerki. Po chwili dało się zobaczyć jeszcze cztery ryję które się we mnie wpatrywały.
- Tak. Ale za chwilę się ocynkuję. W końcu idę na zakupy z Albertem. Trzeba jakoś wyglądać.- Matt stanął jak wryty i spojrzał na mnie z przerażeniem.
- Ooo czyli teraz już będziesz mnie ignorować? Nie widziałem, że jesteśmy już na tym etapie związku.- Harry założył ręce na piersi i wpatrywał się we mnie z przymrużonymi oczyma.
- To ty jeszcze dużo rzeczy nie wiesz kochanieńki. A właściwie to gdzie wy jesteście? Bo to raczej nie jest mój dom.- Siedzieli w jakimś pomieszczeniu pomalowanym na brązowo i beżowo, a jeżeli pamięć mnie nie myśli to u mnie w domu nie było nigdzie takich kolorów na ścianach.
- A bo wiesz my mamy już nowy dom. I mogę spać z Lou bo mamy obok siebie pokoje. Fajnie nie?- Harry wyglądał gorzej niż pod jarane gumisie gdy jest sezon na gumi-jagody.
- Aha. Tak to wiele wyjaśnia. Po co ci dziewczyna skoro wolisz spać z Lou? Albo wiesz co nie odpowiadaj. Ale teraz to ja już będę szła bo musimy jechać na zakupy chyba, że będziemy karmę jeść. No i muszę kupić sobie jakieś nowe ubranka.- Wyszczerzyłam się jak głupi do sera, a Harry chyba chciał mnie sparodiować, ale ja sądzę, że wyglądałam słodziej niż on. Zresztą zawsze tak jest.
- Kup czerwoną bieliznę. Harry'uś to lubi.- Louis wyszczerzył się i zgarnął w łeb od nie wiem kogo. Ale ten ktoś musi mieć parę bo biedny Lou aż się skrzywił.
- Tak wyśle mu paczką. Idę. Kocham cię Harry.
- Ja ciebie też misiek.- Pomachałam mu i wyłączyłam laptopa. Ku mojemu zdziwieniu i zadowoleniu w salonie zjawił się ubrany Albert. Uśmiechnęłam się do niego i skierowałam się do pokoju, a potem do łazienki. Przecież muszę się ocynkować. Nałożyłam na ryj podkład, trochę różu na policzka i podkreśliłam oczy kredką. Rozczesałam swój nie ogar na głowie i uśmiechnęłam się do swojego dobicia. Zabrałam z pokoju torbę, czapeczkę, płaszczyk i pieniądze po czym otwarłam okno i opuściłam pokój. Poczułam skurcz w podbrzuszu przez co się lekko skrzywiłam. Jednak po chwili mi przeszło więc to zignorowałam i razem z Mattem wyszłam z domu.
*
Matt szedł z moimi torbami, a ja szukałam na wystawach coś co by mnie zaintrygowało. Szlajamy się po tych sklepach już z dwie godziny, a on jeszcze nie marudził.
. Po drugiej stronie na wystawie zobaczyłam skąpą czerwoną bieliznę, a w mojej głowie rozbrzmiał głos Lou: Kup czerwoną bieliznę. Harry'uś to lubi. Parsknęłam śmiechem i pokręciłam głową.
- Może zrobimy sobie jakąś przerwę i coś zjemy? Tak, też tak sądzę.- Matt sam odpowiedział sobie za mnie po czym zaczął kierować się w stronę jakiejś knajpki. Chcąc nie chcąc ruszyłam za nim. Brzuch znów zaczął mnie lekko pobolewać. Nie było to mocne, ale trochę trudno mi było utrzymać prostą pozycję więc gdy usiadłam na krześle przy stoliku poczułam lekką ulgę  że mogę siedzieć zgięta. Wzięłam do ręki menu przyniesione przez kelnerkę. Gdy tylko zauważyłam napis Sałatka Grecka odłożyłam menu wiedząc co chcę zjeść.
- Co bierzesz?- Matt szepnął do mnie konspiracyjnie. Wzniosłam oczy ku górze i spojrzałam na tego kretyna.
- Sałatkę grecką. Tobie też polecam. Ona aż tak nie tuczy.- Albercik pokazał mi język ale zamówił to samo co ja.
- Idę to łazienki.- Powiadomiłam swojego kuzyna po czym ostrożnie wstałam. Nie chciałam wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Gdy byłam w połowie drogi do łazienki poczułam ogromne ukłucie bólu przez co mimowolnie krzyknęłam i zgięłam się w pół. Wokół mnie panowała kompletna cisza. Zapewne wszyscy się mi przypatrywali.
- Harriet? Wszystko w porządku?- Matt znalazł się obok mnie i chwycił za ramie. Jakiś chłopak podsunął mi krzesło abym mogła usiąść, ale ja zamiast z tego skorzystać upadłam na ziemię nie mogąc się podnieść. Ktoś zaczął krzyczeć, że widzi krew, ktoś że zaraz tu będzie pogotowie. Czułam się co raz bardziej słabiej, a ból wywołał na mojej twarzy łzy które swobodnie spływały i znikały w moich włosach. Przed oczyma pojawiły mi się czarne plamki i jedyne o czym teraz marzyłam to sen. Błogi stan w którym jesteśmy bezpieczni i wolni. Tam nic nie może nam się stać.
- Harriet nie zasypiaj. Kurwa weź nie śpij! Harry mnie zabiję jak coś ci się stanie. No weź nie bądź taka.- Głos Matta nie był pewny jak zawsze. Był przerażony. Kazał mi nie spać. No spoko gdyby to było takie łatwe. Ale powiedział, że Harry go zabiję. Właściwie to nie obchodzi mnie co on zrobi z Mattem ale obchodzi mnie to co Harry sobie pomyśli lub zrobi. On dopiero wyszedł ze szpitala, a ja tam trafiam. Walcz! Dla niego! Głosik w mojej głowie był co raz mniej słyszalny. Czułam się śpiąca i nie mogłam już dłużej utrzymać się w tej przerażającej rzeczywistości.
(piosenka) *.*

Jasne promienie przyjemnie ocieplały moją twarz. Ptaki ćwierkały. Wszystko było takie piękne. Chociaż nie. Przede mną stał Harry. Niby fajnie, co nie? Ale ja go nie mogłam dotknąć, a z jego twarzy po woli znikał uśmiech który dodawał mu tyle uroku. Stawał się obojętny jakby wyprany z emocji. Wpatrywał się we mnie, ale jakby mnie nie widział. Odwróciłam się i zobaczyłam tam.... mnie(?). Stałam i płakałam. Coś mówiłam ale nie mogłam dosłyszeć co.
- Kłamiesz!- Krzyk, a raczej wrzask Harry'ego rozniósł się echem. Wszystko zrobiło się ciemne, ponure  ptaki ucichły, słońce zniknęło. Za to jednak zerwał się porywisty wiatr który tylko ja czułam. Oni stali i jakby go nie odczuwali. 
- Nie kłamię. Na prawdę. Uwierz mi.- Upadłam na kolana i schowałam twarz w dłoniach. Czułam ból tej drugiej mnie. Był do niezniesienia. 
- Tobie nie można wierzyć. Ty jesteś nikim.- Jego słowa ugodziły mnie jak nóż w serce. Odsunęłam się na bok abym mogła lepiej wszystko widzieć. Ta druga ja podniosła się i otarła łzy z policzków.
- Ja jestem nikim? Proszę cię? Słyszysz się w ogóle? To ty mnie zraniłeś więcej razy niż powinieneś.- Teraz poczułam ogromny gniew. 
- Widzisz dobraliśmy się. Chociaż nie. Ja nikogo nie zabiłem, a ty? Zabiłaś dwie osoby. Toma i nasze dziecko.- Moje oczy zrobiły się jak spodki i spojrzałam na tą wersję mnie którą on widzi. Uśmiechałam się. Ale kurwa dlaczego? Co to w ogóle jest?!
- Skąd pewność, że było twoje? Przecież przespałam się jeszcze z Jackiem i Kevinem. To mogło być też ich dziecko.- Chciałam krzyczeć, płakać ale nie mogłam. Czułam się słaba, sponiewierana. Harry odwrócił się i po prostu zaczął iść przed siebie i znikać. Krzyczałam aby został ale to nic nie dawało. Zniknął i zabrał jakąś cząstkę mnie. 

Otworzyłam oczy i zignorowałam rażące światło. Rozejrzałam się przerażona aż ujrzałam Matta siedzącego obok mnie. Podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi zaszklonymi oczyma.
- Harriet....- Chyba chciał coś powiedzieć ale nie miał takiej okazji bo do sali wszedł lekarz.

Narrator.

Ona wtulona w mężczyznę płacząca i nie wstydząca się łez.
On nieświadomy co w tej chwili przeżywa jego druga połówka.
Dziewczyna która nie wiedziała o niczym.
Chłopak śniący o niej, o jej pięknych oczach.
Jedna osoba decydująca o życiu innej.
Obaj daleko od siebie.
Obaj mocno się kochający.
On nieświadomy.
Ona chcąca zapomnieć, chcąc obudzić się z koszmaru jakim jest jej życie.


-----------------------------------------------
No i mamy! Ja sama nie wiem co mnie natchnęło do takiego rozdziału i dalszych wydarzeń ale spoko :D

sobota, 9 lutego 2013

8


-----------------------------------------------------------
Przetarłam ręką oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Tak na prawdę dopiero po chwili dotarło do mnie gdzie jestem. Spojrzałam na osobę leżącą obok mnie. Na jego twarzy widniał mały uśmiech. Chęć do dotknięcia go, pocałowania była zbyt wielka. Nie chciałam go obudzić ale chciałam go dotknąć. Mimo wszystko powstrzymałam się i ostrożnie zeszłam z łóżka. Spojrzał na Harry'ego sprawdzając czy czasem się nie obudził. Nadal smacznie spał wyglądając przy tym jak małe dziecko któremu śni się coś miłego. Drzwi po cichu się otwarły, a we mnie wzrosła panika. Nie powinnam tutaj być.
- Lepiej aby pani już poszła zaraz przyjdzie lekarz na obchód.- Jakaś młoda pielęgniarka miło się do mnie uśmiechnęła co od razu odwzajemniłam.- Słodko razem wyglądacie.- Puściła do mnie oczko. Pocałowałam delikatnie Harry'ego w policzek i wyszłam wraz z pielęgniarką.
- Dziękuję, że pani przyszła mnie uprzedzić. A właściwie to od kiedy pani wie, że tam byłam?- Dziewczyna znów się uśmiechnęła. 
- W nocy zajrzałam do pana Stylesa. Musiałam sprawdzić czy nic go nie boli, a tam zastałam was przytulonych do siebie. Spaliście więc nie chciałam was budzić.- Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na zamknięte drzwi.
- Jeszcze raz dziękuję i do widzenia.- Uścisnęłam jej dłoń i zaczęłam się kierować w stronę domu. Miałam nadzieję iż mimo wczesnej pory złapię jakąś taksówkę. 
Na szpitalnym parkingu stała jedna taksówka. Zaczęłam biec w jej stronę. Na szczęście kierowca był miły i zgodził się mnie podwieźć mimo, że zakończył już swoją zmianę. Podałam adres i rozsiadłam się wygodnie. Wszystko mnie bolało, a przede mną jeszcze kilku godzinna podróż samolotem. Coś czuję, że będę się męczyć. 
Starałam się cicho zamknąć za sobą drzwi, skrzywiłam się gdy skrzypnęły. Z paniką rozejrzałam się dookoła czy aby nikt nie nadchodzi. Na szczęście nie było nikogo widać. Cicho westchnęłam i zaczęłam iść na palcach w kierunku schodów prowadzących na górę.
- Nie tak szybko młoda damo.- Skrzywiłam się i odwróciłam w stronę wejścia do salonu. Na kanapie siedział Louis z Joshem. Uśmiechnęłam się do nich niepewnie i przeczesałam nerwowo włosy.
- No hejooo.- Zrobiłam kilka kroków na przód. Po minie Lou wnioskuję, że chciało mu się śmiać, ale za to Josh był zły. (♥♠♣♦)
- Gdzieś ty się podziewała cała noc? Jack dzwonił, powiedział, że wybiegłaś z jego domu bez powodu. Nie odbierałaś telefonu.- Telefon wyłączyłam po tym jak Jack zaczął do mnie wydzwaniać i pisać SMS-y.
- Powiedział bez powodu? No co za niedorozwój genetyczny.- Pokręciłam głową i zgarnęłam włosy z twarzy.- Dobra mam go w dupie idę się spakować, a potem jadę do Harry'ego.- Poczłapałam po tych przeklętych schodach na górę i po zamknięciu drzwi rzuciłam się na łóżko. Nie chcę stąd wyjeżdżać. Chcę zostać tutaj z Harrym. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i włączyłam go. Wszystkie połączenia i wiadomości od Jacka od razu usunęłam. Stwierdziłam, że muszę doprowadzić się do porządku bo śmierdzę szpitalem. Skierowałam swoje zwłoki do łazienki i rozebrałam się po czym weszłam do kabiny prysznicowej i puściłam zimną wodę.
Gdy już się wytarłam zorientowałam się, że nie zabrałam ze sobą ani rzeczy ani bielizny. Owinęłam się ręcznikiem który ledwo mi tyłek zasłaniał i otworzyłam drzwi prowadzące do mojego pokoju.
- Wypierdalaj!- Krzyknęłam do siedzącego na łóżku Zayn'a. Spojrzał na mnie i aż otworzył szczerzej oczy ze zdziwienia. Zlustrował mnie wzrokiem i zagwizdał.
- Głuchy byłeś?. Sio!- Wskazałam ręką na drzwi, a on wstał cały czas się mi przyglądając. Zamknął za sobą drzwi, a ja przekręciłam w nich klucz aby czasem znów tutaj nie wtargnął. Wyciągnęłam czystą bieliznę i rzeczy. Ubrałam się i sprawdziłam czy mam wszystkie swoje rzeczy z którymi tutaj przyleciałam. Sięgnęłam po swój telefon i zauważyłam, że na ekranie miga biała koperta sygnalizująca wiadomość.
Od: Harry.
Gdzie jesteś? Martwię się... Wpadniesz jeszcze dziś??
Ooo jakie on słodki. Ale głupi trochę też. Gdzie mogę być? Na Hawajach?
Do: Harry.
Będę za 10-15 minut. 
Schowałam telefon do kieszeni i zabrawszy swoją torbę i torebkę wyszłam z pokoju zamykając za sobą cicho drzwi. Zeszłam po schodach i rzuciłam torbę na ziemię. Udałam się do salonu aby pożegnać się z całą bandą.
- Ja będę się już zbierać. Wpadnę jeszcze do Harry'ego.- Mama gdy usłyszała co powiedziałam od razu zaczęła mnie przytulać. Każdy zrobił to samo co ona, a ja ledwo co oddychałam. Wzięłam do ręki swoją torbę i z westchnieniem ZNÓW opuściłam swój dom. Byłam gotowa pojechać na cmentarz ale coś mnie zatrzymało. Nie mogłam... Bałam się. Ale czego? Kto to wie? Znów zaczęłam iść w stronę szpitala w którym przebywam zbyt często. Chyba dopiero teraz uświadomiłam sobie to, że spotykam się dziś z nim ostatni raz na kilka miesięcy. Nie wiem jak ja sobie dam radę, nie wiem jak wytrzymam aż do grudnia.
W wejściu minęłam się z tą pielęgniarką co rozmawiałam z nią rano. Uśmiechnęła się i odeszła bez żadnego słowa. Dobraaaa. Zapukałam do drzwi sali 158 i gdy usłyszałam ciche proszę otworzyłam drzwi i weszłam do środka nie przyglądając się niczemu zbytnio. Ale gdy już stanęłam twarzą w twarz z ubranym Harrym byłam całkiem zdezorientowana.
- Eeeee kochanie, a ty co? Nie powinieneś leżeć czy coś?- Pocałowałam go w policzek i odgarnęłam z twarzy włosy.
- Ale miłe powitanie. Ja tu się dla ciebie staram a ty co? Wypisałem się na własne życzenie.- Już otwierałam usta aby go ładnie ujmując zjebać ale on mnie pocałował. Mimo wszystko mu uległam. Oj Harriet, Harriet ale ty jesteś słaba.... 
- Harry kochanie powinieneś leżeć.- Dotknęłam jego policzka i starałam się nie rozpłakać. Na marne. Gdy jedna łza spłynęła mi po policzku reszta poleciała za nią.
- Hej, misiek nie płacz.- Harry objął mnie, a ja jak małe dziecko płakałam jeszcze bardziej. Jeszcze go nie zostawiłam, a już tęsknię.
- Kocham cię i nie chcę cię zostawiać.- Pociągnęłam nosem i spojrzał w jego zielone oczy.- To wszystko jest jakieś do dupy.- Harry zaśmiał się cicho i starł z mojego policzka resztki łez.
- Zobaczysz, że damy radę. Nie będzie tak źle.- Pocałował mnie w głowę i jeszcze raz mocno przytulił.- Chodźmy stąd. Pojadę z tobą na lotnisko.- Harry chciał wziąć moją torbę ale ja mu nie pozwoliłam. Przecież on nie może dźwigać. Złapaliśmy taksówkę i razem trzymając się za ręce jechaliśmy w stronę lotniska. Zostały nam tylko dwie godziny razem. Za mało jak na dwa miesiące rozłąki. Ale czy aby na pewno muszę wyjeżdżać? Przecież mogę olać szkołę i zostać z nim. Tylko czy to wyjdzie nam na dobre? Jasne przez jakiś czas będzie świetnie i w ogóle ale czy potem nie zaczniemy się kłócić? A jak wyjadę to mogę mu się znudzić, może znaleźć sobie kogoś tutaj na miejscu. Cokolwiek bym zrobiła to tak źle i tak nie dobrze.
Z wymalowanym smutkiem na twarzy wysiedliśmy z taksówki i skierowaliśmy się ku wyjściu. Przebrnęłam przez trzydziestu minutową przeprawę i mogłam spędzić ostatnią godzinę w towarzystwie Harry'ego. Usiedliśmy na krzesełkach trzymając się za ręce. Ja patrzyłam gdzieś w dal, a on spoglądał na mnie. Chciałam zrobić cokolwiek aby tylko nie siedzieć bez czynnie i zaprzątać sobie głowę jakimiś głupotami.
- Harriet ja wiem, że to trochę nie odpowiedni moment ale czy Jack coś ci o nas powiedział?- Spojrzałam na jego twarz. Był lekko zdenerwowany ale również mocno smutny.
- Nie właściwie to dużo nie rozmawialiśmy.- Czułam wielkie wyrzuty sumienia, że nic mu nie powiedziałam o moim pocałunku z Jackiem. Powinnam była to zrobić ale boję się, że on mnie wtedy odtrąci.
- Jak ja sobie dam radę bez ciebie?- Objął mnie ramieniem, a ja korzystając z okazji wtuliłam się w niego. Na mojej twarz pojawi się maluteńki uśmieszek.
- Jakoś sobie poradzimy zobaczysz. Szybko zlecą te miesiące. A po za tym są telefony możemy pisać, rozmawiać ze sobą. Damy radę.- Pocałowałam go w policzek. Jakaś grupka dziewczyn zmierzała w naszym kierunku z wielkimi uśmiechami na twarzach.
- Przepraszamy, że przeszkadzamy ale chciałyśmy życzyć ci Harry żebyś szybko wrócił do zdrowia. A no i żebyście długo byli razem, i mocno się kochali. I w ogóle ślicznie razem wyglądacie.- Chyba tylko jedna z nich była w stanie coś powiedzieć. Reszta stała i szczerzyła się jakby im czymś zęby posmarowali.
- To bardzo miłe z waszej strony. I dziękujemy. Obydwoje.- Harry spojrzał na mnie i chyba wiedział, że nie zbyt wiem jak się mam zachować. Przecież nie codziennie podchodzą do ciebie fanki twojego chłopaka i mówią, że ślicznie razem wyglądacie. Dziewczyny coś jeszcze powiedziały ale szczerze nie zwracałam już na nie uwagi.
- Harry mam do ciebie pytanie tylko się nie obraź czy coś. Nie zostawisz mnie dla żadnej cycatej blondynki prawda?- Styles zaśmiał się radośnie po czym wstał i podał mi rękę abym uczyniła to samo co on. Chwycił mnie za dłonie i spojrzał głęboko w oczy.
- Harriet przyrzekam ci, że nie znajdę sobie innej cycatej blondynki. Byłaś, jesteś i będziesz tylko ty. Zrozum to wreszcie.- Uśmiechnęłam się lekko i przytuliłam go do siebie.
- To dobrze bo jak znajdziesz to będzie z wami źle.- Razem się zaśmialiśmy. Spojrzałam w jego zielone oczy i po prostu zaczęliśmy się całować. Każdy osobny pocałunek stawał się co raz bardziej osobisty, tak jakby właśnie on miałby być ostatni. I wreszcie tak będzie ale jeszcze nie teraz. Nie w tej chwili.
- Bardzo cię kocham Harriet.- jego twarz była bardzo blisko mojej. W jego cichym szepcie można było dosłyszeć tyle miłości, że aż rzygać się chce. (muzyka)
- Ja też cię kocham Harry.- Przytuliłam się do niego chcąc zapamiętać jego zapach, dotyk.
- Osoby lecące do Los Angeles są proszone o udanie się do wyjścia numer trzy.- Że co?! Nie, nie jeszcze nie! Wredna kobieta powtórzyła to jeszcze trzy razy, a ja nie mogłam się do niego odsunąć.
- Musisz iść.- Jego głos zadrżał, a ja już nie miałam siły powstrzymywać swoich łez. Znów się rozpłakałam ale tym razem miałam już poważny powód.
- Wiem.- Odsunęłam się aby móc ujrzeć jego twarz. Jego oczy były zaszklone, ale nie płakał. Nie uśmiechał się. Stał tam ze smutkiem wymalowanym na twarzy.
- Będę dzwonił co dziennie. Obiecuję.- Pokiwałam głową i dotknęłam jego twarzy. Zbliżyłam swoją twarz do jego i ten ostatni raz dotknęłam swoimi wargami jego. Wzięłam swoją torebkę i uśmiechnęłam się do niego. Starałam się powstrzymywać łzy ale nie szło. No kurwa po prostu nie szło.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też Harriet.- Odwróciłam się i ruszyłam do przodu. Chciałam się odwrócić ale coś mnie powstrzymało. Nie zrobiłam tego. Dopiero gdy drzwi się za mną zamknęły wyjrzałam przez małą szybkę. Akurat się odwracał i odchodził. Czyli to już.

Harry.

Gdy widziałem jej łzy na policzkach samemu chciało mi się płakać. Jej ostatni delikatny pocałunek, ostatnie dotknięcie mojej ręki sprawiało mi wielki ból. Nie odwróciła się. To może dobrze? Ona nie chciała bym widział jej łzy, a ja nie chciałem aby ona widziała moje. Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi odwróciłem się i ocierając moje mokre policzki ruszyłem ku wyjściu wyjmując z kieszeni telefon w celu napisania SMS-a do Lou aby po mnie przyjechał. Może i powinienem wrócić do szpitala ale tam będę czuł się jeszcze bardziej osamotniony, a ja jak będę na siebie uważał to nic mi się nie stanie. 
Usiadłem na ławce przed lotniskiem i szczelniej okryłem się kurtką. Dotknę ją dopiero za siedem tygodni. Prawie dwa miesiące. To będzie męka. Tak długo czekałem, aż będziemy razem, a teraz znów jesteśmy osobno. Tylko, że teraz jest lepiej bo wiem, że ona jest moja i nikt mi jej nie zabierze. Chociaż ten cały Kevin.... Nie! Ona mi ufa, a ja ufam jej. Przecież ona mnie nie skrzywdzi. 
Trąbienie wyrwało mnie z rozmyśleń. Po drugiej stronie ulicy stał samochód Lou, a jego głowa wystawała z okna. Podniosłem się z westchnieniem i lekkim ociągnięciem. Z rękami w kieszeniach i ze spuszczoną głową przeszedłem przez ulicę i dołączyłem do moje przyjaciela.
- Kazanie będzie prawić ci Liam za to, że nie jesteś w szpitalu także ja sobie oszczędzę.- Louis odpalił silnik i po woli wyjechał na ulicę. 
- Musiałem z nią tutaj być. Jak najdłużej.- Spojrzałem za okno. Ciekawe czy już odleciała. A może jeszcze nie? 
- Rozumiem cię Harry ale wiesz jaki możesz sobie bałagan narobić? Człowieku jakby coś ci się stało to wiesz jakby ona się poczuła? Nie możesz robić takich rzeczy. Wieczorem mamy przeprowadzić się do nowego domu i przysięgam ci, że zamknę cię tam w pokoju.- Uśmiechnąłem się lekko do niego i pokiwałem głową na znak zgody.

Harriet.

No gdzie te klucze?! No dalej.! Kluczyki? Kulczyki? Są! Z wielkim uśmiechem wyciągnęłam z mojej czarnej dziury klucze od domu. I właśnie dlatego nie lubię torebek. Wszytko się w nich gubi. Mniejsza z tym. Otworzyłam drzwi i od razu wlazłam do środka.
- Mat! Wróciłam! Normalnie pizga jak w Kieleckim. Weź zrób mi może....- Wypuściłam torbę jak i torebkę z rąk. W salonie na kanapie na której JA leżę, jem, śpię zastałam Matta z jakąś brunetką. Cóż nie zbyt ładny widok.
- ..... herbatki.- Dokończyłam swoją wypowiedź, a dziewczyna spaliła jeszcze większego buraka gdy zorientowała się iż nie ma na sobie koszulki. Ale nie tylko ona. Matt też świecił mi swoją golizną przed oczyma.
- Harriet?! Kurwa miałaś być po dwudziestej pierwszej!- Matta podał dziewczynie koszulkę, a ona w pośpiechu ją na siebie założyła.
- Tak mam na imię. I gdybyś nie zauważył cwelu jest po jedenastej, a ty nawet się nie martwiłeś. Świetnie po prostu. A tak po za tym weź się ubierz ludzi straszysz.- Skrzywiłam się i podniosłam swoje torby po czym wrzuciłam je do swojego pokoju. Znów przerwałam naszym zakochanym ale tym razem na MOJE szczęście tylko rozmowę.
- Hej jestem Katie i już się zmywam. Miło było poznać.- Dziewczyna pozbierała swoje rzeczy i wyleciała z domu jak wystrzelona z procy. Wzruszyłam ramionami i chciałam usiąść na kanapie ale w ostatniej chwili doszło do mnie co na niej mogło się dziać pod moją nie obecność. Ostatecznie usiadłam na podłodze mając nadzieję, że ograniczyli się ewentualnie tylko do kanapy. 
- Miła ta Katie.- Matt parsknął śmiechem i położył się na kanapie. Ugh! To nie fair! Uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło i wyciągnęłam swój telefon. 
Do: Harry.
Kotek jestem już w domu. Przepraszam jeśli obudziłam :** Kocham cię xo. 
- Ooo czyżby mnie coś pominęło? Ostatni raz jak go widziałaś to chciałaś go za drzwi wywalić jeśli mnie pamięć nie myli. Nie nie myli.
- Spieprzaj wyrobku genetyczny.- Gdy tylko telefon zaczął wibrować na stoliku razem z Mattem rzuciliśmy się na niego. Mimo iż ja miałam bliżej to i tak on go zgarnął.
- Nic się nie stało skarbie, cieszę się, że dotarłaś cała. Jak się obudzisz daj znać.- Wyrwałam telefon z ręki kuzyna i jeszcze raz przeczytałam odpowiedź. Dał tyle gwiazdeczek i średników, że masakra. Wprost rzygam tęczą.
- Spieprzaj Albercik. Idę spać.- Weszłam do pokoju i tylko zdjęłam buty po czym rzuciłam się padnięta na łóżko momentalnie zasypiając.

Narrator.

Być z kimś to wielkie wyzwanie. 
Dbać o kogoś to ogromny wysiłek.
Być wiernym to prawdziwa męka.
------------------------------------------------
No hejoooo! :P
Miałam dodać wczoraj ale byłam zmęczona i tak jakoś mi się usnęło.....
A więc jest 8 ! Mam nadzieję, że was nie zanudziłam :D

środa, 6 lutego 2013

7


--------------------------------------------------------
Moje spojrzenie spoczęło na oknie za którym świeciło słońce. Nowość jak na tą porę roku i na Londyn. Wreszcie czułam przepełniające mnie szczęście. Zamknęłam oczy i zobaczyłam piękny uśmiech, zielone tęczówki wpatrujące się we mnie i niesforne loki opadające na wysokie czoło. Harry. Wczorajsze decyzję które musiałam podejmować na szybko wyszły mi jak na razie na dobre. Co by było gdybym wyjechała? Czy już by mnie nienawidził? Nie chcę się o tym przekonać. Cieszę się, że jednak weszłam do środka, że powiedziałam mu to co czuję, że się nie bałam. Podobno związek opiera się na zaufaniu. Z mojej strony nie ma jeszcze pełnego zaufania. To nie tak, że ja mu wcale nie ufam, ja tylko boję się tak do końca zaangażować bo pomimo jego zapewnień ja nadal czuję małe obawy. Chociaż teraz gdy wiem, że jest mój, a ja jego to nie obchodzi mnie nic więcej.
- Harriet masz piętnaście minut i jesteś na dole! Nie będziemy czekać!- Niall zapukał dwa razy w drzwi i odszedł coś tam sobie śpiewając. Wszyscy mieli lepsze humory gdy Harry... No wiecie gdy można z nim pogadać.
Z głośnym westchnieniem wygramoliłam się z łóżka i podeszłam do swojej torby. Wybrałam sobie rzeczy i udałam się do łazienki. Wykonałam poranną toaletę i związałam włosy w wysokiego kucyka po czym ubrałam się w przygotowane rzeczy. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i chciałam jeszcze szukać swojego telefonu ale przypomniałam sobie, że wczoraj miał bliskie spotkanie ze ścianą i muszę kupić nowy. A więc bez telefonu zeszłam na dół gdzie wszyscy oczywiście na mnie czekali. Znaczy prawie wszyscy. Mama i ojczym Harry'ego pojechali do niego wcześniej aby się pożegnać. Harry kazał im wracać do domu więc dziś ich już nie zobaczę. Właściwie to nie rozmawiałam z jego mamą.  Dziwne. Natomiast moja mama i Josh znów gdzieś zniknęli ale obiecali, że wrócą w przyzwoitej godzinie i przywiozą mi dryń-dryń znaczy telefon.
- Jej ja tam z tych butów bym nie chciał dostać.- Niall przyciągnął uwagę trójki chłopaków stojących do mnie tyłem. Gdy Lou zobaczył jak wyglądają moje cudne buciki schował się za Zayn'em.
- Ja się nie będę dzisiaj do niej odzywał.- Zaśmiałam się i zabrawszy jabłko z koszyka skierowałam się do wyjścia. Między mną, a Lou nie jest już tak źle. Znaczy on nadal jest na mnie trochę cięty ale nie aż tak bardzo jak wcześniej. Powiedział, że dopóki Harry jest szczęśliwy to on też. Świetny z niego przyjaciel. Właśnie! Jack. Nawet się z nim nie widziałam. Trzeba to dziś nadrobić.
Przed domem czekało sporo dziennikarzy. Gdy dowiedzieli się, że wróciłam i siedziałam przy Harrym obrali mnie za główny cel. Starałam się ich ignorować i ich głupie pytania w stylu: Chcesz go wykorzystać? Jesteś z nim w ciąży? Jak wasz romans?  Boże, co ich to obchodzi? Rozumiem to ich praca ale mogliby chociaż pod domem nie stać.
- Ej, ej mam dla was pytanie.- Niall siedział obok mnie i wyglądał jak małe pod jarane dziecko które zobaczyło wielkiego dinozaura.
- No dawaj królu sucharów. Wykaż się.- Zayn który zasiadł po mojej lewej stronie oparł się leniwie o szybę i czekał na wypowiedź blondyna. Tak, siedzę na środku między dwoma przygłupami. Cudnie *.*
- Jaki ser jedzą ludzie na łodzi podwodnej?- Nikt się nie odezwał.- Topiony!- Parsknęłam śmiechem i pokręciłam głową z niedowierzaniem. Skąd on to bierze?
- Niall jak dobrze, że umiesz śpiewać, bo rozumem nie grzeszysz.- Poklepałam go po ramieniu, a Zayn zaczął się śmiać.
- Uwielbiam cię dziewczyno!- Spojrzałam na niego jak na kretyna (żadna nowość) i czekałam aż się uspokoi.
- Jak na ciebie patrzę to jednak dochodzę do wniosku, że jestem przyszłością tego świata.- Wszyscy zaczęli się śmiać. No prawie. Zayn udał obrażonego i odwrócił się w stronę okna.
- Harriet ja prowadzę, opanuj się.- Louis spojrzał na mnie w lusterku rozbawiony.
- To się na mnie nie patrz tylko na drogę głąbie.- Lekko speszony odwrócił wzrok, a ja  uśmiechnęłam się pod nosem. Świadomość, że zaraz zobaczę uśmiechniętą mordkę Harry'ego przyprawia moje serce o szybsze bicie, a w brzuszku czuję milusińskie łaskotanie. Czy to są oznaki miłości? A może to tylko zauroczenie? To nic. Ważne, że teraz jesteśmy szczęśliwi. Zobaczymy co przyniesie przyszłość.
- Harriet idziesz?- Zamrugałam kilka razy i rozejrzałam się. W samochodzie zostałam tylko ja i Li. reszta stała na dworze i ignorowała natarczywych reporterów. Podeszło do nich jakiś dwóch napakowanych gości, a ja wtedy wyszłam z samochodu i jak gdyby nigdy nic zaczęłam zmierzać ku wejściu. Znów zostałam zasypana pytaniami które zignorowałam. W korytarzu poczekałam na chłopaków którzy mieli trochę większe problemy z dotarciem do wejścia ale wreszcie im się to udało. Razem skierowaliśmy się w miejsce w którym znajdował się mój ukochany. Szłam z uśmiechem na twarzy. Wczoraj tak ciężko mi było go zostawić, ale musiałam przecież wrócić do domu. Dziś mogę siedzieć i rozmawiać z nim dłużej.
Zapukałam do drzwi, a Louis bez uzyskanej zgody wlazł do środka jak gdyby nigdy nic. Wzruszyłam ramionami i weszłam za nim. Harry od razu się uśmiechnął i podciągnął się do góry w czym pomógł mu Lou.
- No witaj.- Uśmiechnęłam się do niego zadziornie i pocałowałam w policzek. On miał inne plany. Uchwycił moją twarz w dłonie i złączył nasze usta w niegrzecznym pocałunku. Podobał mi się taki Harry. Był stanowczy ale nieśmiały, namiętny ale ostrożny.
- Ej no ludzie bo się porzygam.- Zayn jęknął, a ja odsunęłam się z niechęcią od Harry'ego. Mrugnęłam do niego i otworzyłam okno aby trochę tutaj przewietrzyć.
- A jak zmarznę?- Harry spojrzał na mnie z wyrzutem. Zaśmiałam się i pokręciłam głową. Usiadłam na kolana Naill'a przez co cicho jęknął.
- A co mnie to skarbie? To, że jesteśmy razem nie oznacza, że nie będę dla ciebie wredna. Było trzeba myśleć co robisz gdy się na to decydowałeś.- Niall parsknął śmiechem. Dźgnęłam go w żebra łokciem.
- Ałć. Nie dość, że siedzisz na mnie to jeszcze mnie bijesz. A tak na marginesie mogłabyś zrzucić kilka kilogramów.- Wstałam i spojrzałam na niego oburzona. Podniosłam bluzę do góry.
- Powiedz mi z czego ja mam zrzucić te kilogramy?- Niall zrobił wielki oczy. Spojrzałam na swój płaski brzuch i nie miałam pojęcia na co on się tak patrzy. Brzuch jak brzuch. Opuściłam bluzę i znów zajęłam miejsce na jego kolanach.
- Horan się zakochał!- Louis zaczął gwizdać pod nosem i oglądać jakże piękny szpitalny sufit. Spojrzałam na niego z przymrużonymi oczyma.
- Chcesz sprawdzić czy boli z tych butów?- Podniosłam jedną nogę do góry. Oczy Louisa zrobiły się wielkie i pokręciła sztywno głową. Harry zagwizdał i spojrzał na mnie z podziwem.
- Jej ale mam ostrą laskę.- Uśmiechnęłam się do niego słodko i poprawiłam się na kolanach Horana. Jakieś krzywe, twarde, niewygodne. Do dupy z tym. Wstałam i oparłam się o parapet.
- Gdzie są moje ciastka?- Louis zaczął rozglądać się wokół siebie. Spojrzał na wszystkich po kolei. Na mnie zatrzymał swój wzrok najdłużej.
- W dupie.- Odpowiedziałam mu i zaczęłam oglądać swoje paznokcie. Jakby wbić je w twarz Zayn'a ciekawe czy by krzyczał....
- Ale ja pytam serio. Gdzie są moje ciastka?- Tym razem nie spojrzał na resztę zgromadzonych w sali. Cały czas wlepiał we mnie te swoje patrzały.
- No mówię w dupie.- Zaczynał mnie irytować.
- Harriet gdzie moje ciastka!- Jego zawsze wysoki głos podniósł się o kilka tonów do góry. Zabrzmiał jak mała dziewczynka. No serio.
- No kurwa mówię, że w dupie! Usiadłeś na nich kretynie!- Louis wstał jak oparzony i zobaczył, że zmiażdżył swoje ciasteczka. Chłopaki zaczęli się śmiać, a ja razem z nimi. Harry po chwili skrzywił się i umilkł. Spojrzałam na niego, a on lekko odchylił kołdrę. Na jego koszulce ukazała się czerwona plama która ku mojemu przerażeniu powiększała się.
- Liam idź po lekarza!- Zdezorientowany chłopak wyleciał z sali, a reszta stanęła obok Harry'ego. Odwróciłam się do niego plecami i starałam się głęboko oddychać.
- Harriet wszystko w porządku?- Niall dotknął mojego ramienia. Pokiwałam głową, ale nadal stałam odwrócona tyłem.
- Kochanie wszystko ok? Przecież nic mi nie jest. Spokojnie.- Harry był zmartwiony. Ma czym się martwić idiota.
- Nic mi nie jest. Po prostu nie lubię widoku krwi. To wszystko.- Do sali wszedł lekarz i wygonił nas z sali. Po chwili doszły do niego pielęgniarki z jakimiś tackami i bandażami. Chłopaki posadzili mnie na krześle i ukucnęli przy mnie. Zawsze znosiłam źle widok krwi ale teraz to masakra. Chwila i przechodziło, a teraz? Czuję się jakbym miała zaraz zwymiotować.
- Harriet jesteś cała blada. Może pójdę po jakąś pielęgniarkę?- Spojrzałam na Niall i uśmiechnęłam się lekko. To słodkie, że się martwi, że wszyscy się martwią ale nie ma czym.
- Nie nie trzeba. Zaraz mi przejdzie. Zawsze kiepsko radziłam sobie z widokiem krwi.- Oparłam się o ścianę i zamknęłam oczy. Może to nie chodzi o krew? Może po prostu świadomość, że znów coś MU się stało tak na mnie działa? Przecież nie chcę aby coś mu się stało. A dlaczego? Bo chyba go kocham. Kurdę chyba. Nie wiem jak mam to określić. Jasne mogę mu powiedzieć kocham cię i nie będę czuła przy tym żadnych obaw czy coś, ale czy miłość istnieje? Co to jest? Czy każdy odczuwa to inaczej? Skąd mamy wiedzieć, że kogoś kochamy? Ja na przykład nie wiem jak mam określić to co do niego czuję, nie wiem czy to tylko jakieś przywiązanie czy jakaś głębsza więź.
- Mmmm ale mam przyjaciółkę. Nawet nie napisze SMS-a, że wróciła.- Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że kawałek od nas stoi Jack. Uśmiechnął się zadziornie. Wstałam i od razu się do niego przytuliłam. Czułam się podobnie jak przy Kevinie.
- Przepraszam ale nie miałam do tego głowy.- Wyszeptałam wtulona w jego tors. Jego uścisk dodawał mi siły i otuchy. Czułam się jakbym miała prawdziwego brata. Jakbyśmy byli jednością.
- No wybaczam, wybaczam. Ale wiesz co?- Odsunęłam się od niego i spojrzałam w jego oczy.- Będziesz mi płacić do końca życia.- Wymusiłam uśmiech na twarzy i znów się w niego wtuliłam. Kiedyś bym się z nim kłóciła, i w ogóle ale teraz poczułam, że te nasze zawody są nie fair. Chyba nikt by nie chciał aby ktoś się z tobą przespał, a potem dostałby za to pieniądze.
- Mogą państwo do niego wejść tylko proszę niech się nie śmieje.- Lekarz posłała nam ostrzegawcze spojrzenie ale nie krył uśmiechu. Odsunęłam się od Jacka.
- Idziesz z nami?- Wskazałam ręką na salę do której wchodzili chłopcy. Jack spojrzał lekko zmieszany na drzwi ale ostatecznie pokręcił głową.
- Nie wiesz nie przepadam za nimi. Kiedy wyjeżdżasz?- Westchnęłam i spuściłam wzrok. Było mi głupio, że do niego nie wpadłam.
- Jutro o dwunastej mam samolot.- Spojrzałam na niego. Nie wydawał się zły ale u niego ciężko było się zorientować kiedy tak na prawdę jest zły, a kiedy nie.
- Dobra daj znać o której będziesz chciała wyjechać wpadnę do ciebie.- Nachylił się i pocałował mnie w policzek po czym odszedł jakbyśmy mieli spędzić jeszcze dużo czasu razem.

Harry.

Brechtałem się jak głupi z tego co Harriet powiedziała Lou i pękły mi dwa szwy. Gdy tylko lekarz zrobił co miał do zrobienia chłopaki weszli i zaczęli się dopytywać jak się czuję i czy coś mnie boli. Praktycznie ich nie słuchałem. Czekałem tylko aż ujrzę w drzwiach uśmiechniętą blondynkę. 
- A gdzie Harriet?- Myślałem, że wejdzie zaraz po nich ale nic takiego się nie stało. Jutro już wyjeżdża i chcę spędzić z nią jak najwięcej czasu nawet jeżeli ja muszę leżeć. 
- Rozmawia z Jackiem.- Usłyszałem w głosie Zayn'a lekką kpinę. Nie dziwię mu się. Po tym co zrobił White też bym był zły.
- Zayn to jej przyjaciel to jasne, że będzie z nim rozmawiała.- Liam jak zawsze chciał wszystkich usprawiedliwiać chociaż on też nie przepadał za Jackiem za to co zrobił naszemu przyjacielowi.
- No i co kaleko?- Uśmiechnąłem się lekko gdy usłyszałem jej perlisty głosik. Usiadła obok mnie i pocałowała w policzek. 
- No i nic. Nie mogę się śmiać. Dobrze, że oddychać mi nie zabronili.- Zrobiłem oburzoną minę i założyłem ręce na piersi.
- Oj ty biedaczku mój. Normalnie prawie podkreślam prawie ci współczuję. Mogłeś uważać a nie na nóż się nadziewać. Teraz cierp ośle.- Harriet wzruszyła ramionami i wyszczerzyła się jak głupi do sera. Ooo słodko tak wygląda...
- No przecież specjalnie tego nie zrobiłem. A ty jesteś moją dziewczyną która swoją drogą jutro mnie opuszcza i mogłabyś mi współczuć.- Chłopcy wyczuli, że temat zaczyna się robić poważny więc ulotnili się pod pretekstem zwiedzania szpitala. Oryginalne.
- Harry ja nie chcę wyjeżdżać ale wiesz, że muszę. Gdybym mogła to bym została ale nie mogę i ty nie możesz mi tego wypominać.- Po jej głosie poznałem, że jest lekko zdenerwowana i smutna. No tak ma rację nie mogę jej tego wypominać.
- Wiem przepraszam ale nie wyobrażam sobie spędzić bez ciebie jednego dnia, a co dopiero kilku miesięcy. Chociaż czekaj! Wszystkich świętych nie długo.- Poczułem się lepiej gdy mogłem żyć i odliczać aż się spotkamy i to nie będzie aż tak długo.
- No tak ale ja nie obchodzę tego święta. Moim zdaniem święta powinny być radosne, a nie smutne.- Jej wyraz twarzy zmienił się diametralnie.
- Ale to nie oznacza, że nie będziesz mogła przyjechać.- Harriet westchnęła i chwyciła moją dłoń. Poczułem ciepło które zaczęło rozlewać się po moim ciele.
- Harry ja będę miała tylko jeden dzień wolnego przed tym całym świętem, a potem dwa weekend i znów do szkoły. To się nie opłaca. nie jest mi łatwo później się z wami żegnać.
- Wiesz co to może powiedz wprost, że nie chcesz przyjeżdżać a nie szukasz wymówek. Kevin jest ważniejszy niż ja?- Jej oczy powiększyły się, a wzrok zrobił smutny. Puściła moją rękę i wstała po czym wyjrzała przez okno. Sądząc po jej minie na pewno zobaczyła tam pełno reporterów. 
- Uważaj co mówisz.- Znów spojrzała na mnie, a ja zrozumiałem co powiedziałem. Tak jakby osądziłem ją o zdradę. Może nie powiedziałem tego dosłownie ale tak można to zinterpretować. 
- Przepraszam Harriet nie chciałem ale po prostu.... Dla mnie to za długo. Przylecisz dopiero na Boże Narodzenie i tak długo nie będziemy razem bo ja będę do domu jechał. Potem Sylwester i znów rozstanie.- Nie wiem dlaczego ale poczułem się jakbym dalej się wkopywał. 
- Ach czyli teraz masz mi to za złe? A co może mam rzucić szkołę i siedzieć w Londynie bo wielmożny Harry tego chce?- Ton jej głosu lekko mnie przeraził. Jeszcze nigdy nie słyszałem aby mówiła tak to kogoś. Nawet gdy dowiedziała się o moim zakładzie. 
- Nie Harriet. Może zakończmy tą rozmowę. Nie chcę się z tobą kłócić.- Gdybym mógł to bym wstał i ją przytulił ale niestety nie mogę. 
- Masz rację może lepiej już o tym nie rozmawiać. Tylko wiesz ja sobie myślę, że jeżeli kochamy się tak mocno jak myślimy to te kilka miesięcy rozłąki nic między nami nie zepsują tylko właśnie zbudują. Zobaczysz będzie jeszcze lepiej.- Podeszła do mnie i lekko przytuliła. Nie chciałem jej puszczać. Jeszcze nie. Uchwyciłem jej twarz w moje dłonie i złączyłem nasze usta w pocałunku. Uśmiechnęła się lekko i odsunęła aby spojrzeć mi głęboko w oczy.
- Kocham cię.- Szepnęła czym wywołała na mojej twarzy wielkiego banana. Powiedziała mi to pierwszy raz. Znaczy odpowiadała ''ja ciebie też'' ale to jest lepsze.
- To masz szczęście bo ja ciebie też.- Znów skradłem jej szybkiego buziaka w usta po czym przytuliłem ją do siebie ciesząc się jej bliskością i ciepłem. Jutro o tej porze ona będzie w samolocie, a ja będę umierał z tęsknoty za jej niebieskimi oczyma i uśmieszkiem błąkającym się na jej twarzy.

Harriet.

Z wielkim uśmiechem kroczyłam po chodniku zmierzając do swojego przyjaciela. Mam już nowy telefon (DZIĘKI BOGU!!!) i umówiłam się z Jackiem, że wpadnę do niego. Niby miał mi coś ważnego do powiedzenia ciekawe co to takiego. Weszłam jak zawsze bez pukania i skierowałam się do jego pokoju.
- Dobry wieczór panu.- Pomachałam tacie Jacka, a on uśmiechnął się do mnie miło. Zapukałam i nie czekając na odpowiedź otworzyłam drzwi od królestwa Jacka. Siedział na łóżku i wpatrywał się w jeden nieokreślony punkt.
- Ej! Ja tutaj jestem!- pomachałam mu ręką przed oczami, a on jakby wybudził się z jakiegoś transu. Spojrzał na mnie i od razu uśmiech wkradł mu się na twarz.
- Przepraszam nie słyszałem, jak weszłaś.- Usiadłam obok niego i zaczęłam machać nogami. Zawsze mnie zastanawiało po co mu takie wysokie łóżko.
- A więc o czym chciałeś porozmawiać?- Szturchnęłam go lekko w ramie. Spojrzał na mnie, a potem na podłogę.
- Nadal jesteś taka mała.- Zrobiłam oburzoną minę i zepchnęłam go z łóżka. Wylądował na podłodze z hukiem, a ja uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Mała to jest twoja pała. Ja jak już to jestem niska lub drobna.- Jack znów usiadł obok mnie i wzruszył ramionami.
- Dobra nie rozstrzygajmy tego. Jesteś z Harrym?- Otworzyłam szerzej oczy i nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Właściwie dlaczego się o to pyta.?
- No tak ale dlaczego pytasz?- Czułam się lekko zażenowana i właściwie to nie wiedziałam jak mam się zachować.
- Głupia jesteś wiesz? Jak możesz się na to nabierać? On znów cię skrzywdzi!- Ostatnie zdanie niemal wywrzeszczał. Wystraszyłam się lekko.
- Co ty gadasz? Brałeś coś? On kocha mnie, ja kocham go. Sam chciałeś abym z nim była, a teraz co? Zdanie zmieniłeś?- Wstałam lekko zdenerwowana.
- Tak zmieniłem. On nie jest dla ciebie. Zostaw go nim nie jest za późno.- Spojrzałam na niego oburzona. Teraz to już na prawdę nie wiedziałam o co mu chodzi.
- To niby kto twoim zdaniem jest dla mnie? Co? A może mam być do końca życia sama?- Jack wstał i stanął przede mną.
- Ja. Ja jestem dla ciebie. Nie widzisz tego? Kocham cię jak głupi, a ty mnie olewasz.- Otworzyłam usta ale po chwili je zamknęłam. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Odwróciłam się chcą wyjść ale  Jack chwycił mnie za rękę odwracając mnie do siebie i całując przy tym. W pierwszej chwili byłam zaskoczona, ale po chwili dotarło do mnie to co się dzieje. Właśnie całuję się z przyjacielem. Odsunęłam się od niego i zrobiłam duży krok do tyłu.
- To nie powinno się wydarzyć. Nie powinieneś tego robić.- Nie odważyłam się na niego spojrzeć. Wyszłam z jego pokoju, a potem po prostu wybiegłam z domu i zaczęłam biec w stronę szpitala. Musiałam tam być. Właśnie teraz.
Wychyliłam się za rogu i sprawdziłam czy korytarz jest pusty. Gdy pielęgniarka zniknęła za drzwiami najciszej jak potrafiłam zaczęłam się kierować do sali mojego chłopaka. Otworzyłam po cichu drzwi i szybko je za sobą zamknęłam. Harry który akurat coś grzebał w swoim telefonie spojrzał na mnie zdziwiony.
- Przyniosłam pączki i soczek?- Podniosłam do góry reklamówkę którą trzymałam w prawej ręce. Chłopak zaśmiał się cicho. Usiadłam obok niego na łóżku i wyciągnęłam pudełko z pączkami.
- Louis mówił, że poszłaś do Jacka, a nie, że chcesz się do mnie wkraść.- Słysząc imię swojego ''przyjaciela'' poczułam dziwny ucisk w środku.
- Byłam u niego ale postanowiłam spędzić tą ostatnią noc z tobą.- Uśmiechnęłam się słodko do niego i nachyliłam aby złożyć na jego ustach pocałunek który miał zapewnić go w moich uczuciach co do niego.

Narrator.

On wpatrzony w nią jak w obrazek słuchając jej słów.
Ona szczęśliwa mogąc powiedzieć mu wszystko.
Chłopak wpatrzony w okno i zastanawiający się czy ona kiedykolwiek będzie jego.
Brunet o niebieskich oczach siedzący sam w ławce umierający z tęsknoty za jedną dziewczyną która namieszała w jego życiu.
Ona jedna- ich trzech. 
-----------------------------
Wreszcie udało mi się skończyć! Serio mam ostatnio jakąś przycinkę czy coś....
Mi się tylko końcówka podoba ale co tam macie cieszcie się :P

niedziela, 3 lutego 2013

6 (część 2)


----------------------------------------------------------------
Dlaczego oni mi nie chcą nic powiedzieć? Lekarz wszedł do sali Harry'ego dobre piętnaście minut temu ale nie pozwolili mi tam zostać. A wiecie na kogo prośbę? Louis'a. Powiedział, że jestem całkiem obcą osobą dla Harry'ego więc lekarz kazał mi wyjść. Jasne mogłam się kłócić ale czy to by coś dało? Wątpię. Chcę go zobaczyć, chcę być przy nim ale nie mogę. Nie wiem dlaczego Lou mnie tak traktuję. Przecież był dla mnie miły, a teraz? Zmienił się nie do poznania. 
- Harriet?- Przede mną stanęła mama z Joshem. Zadzwoniłam do nich. Mimo wszystko nie chciałam być teraz sama. Wolałam aby ktoś tutaj ze mną posiedział, a coś mi się wydaję, że chłopaki nie chcą mnie widzieć więc wolę im się nie narażać. Wstałam z tego głupiego krzesełka i po prostu się do nich przytuliłam cicho płacząc. Właściwie to ryczę cały czas. Jak się trochę uspokoję to zaraz w głowie pojawia mi się obraz Harry'ego i znów powtórka z rozrywki. 
- Mamo mam prośbę. Bo oni będę musieli teraz zamieszkać w hotelu i tak sobie pomyślałam, że może mogliby zamieszkać u nas.- Mama uśmiechnęła się pod nosem i odgarnęła mi z czoła włosy.
- Oczywiście, że będą mogli. Nie musiałaś się pytać.- Drzwi od sali się otworzyły i wyszedł z nich lekarz w towarzystwie dwóch pielęgniarek. Uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco i poszedł dalej. Nie pewnie weszłam znów do sali, a za mną mama i Josh. Nic się nie zmieniło. Nadal leżał taki bezbronny. 
- Liam zamieszkacie u nas. Mamy dużo wolnych pokoi.- Mama poklepała Li po ramieniu i uśmiechnęła się do niego. 
- Dziękujemy ale nie chcielibyśmy sprawiać problemu.- Jak zwykle Liam musiał być tym dobrym. Mama Harry'ego pokiwała głową, że zgadza się z Li.
- Przestań pieprzyć. Nikt nie pyta się was o zgodę.- Liam zaśmiał się cicho na moje słowa i pokiwał głową. Louis nie wyglądał na zadowolonego, że będzie mieszkał pod jednym dachem razem ze mną ale jakoś się tym nie przejęłam. 
Mama zabrała wszystkich do domu, ale nie mnie. Znaczy chciała ale ja powiedziałam, że na razie się stąd nie ruszam. Jeżeli mama szansę posiedzieć z nim chwilę sama to na pewno z tego nie zrezygnuję. Usiadłam na krześle i chwyciłam jego zimną rękę. Dziwnie było siedzieć obok niego gdy nic nie mówił ani się nie śmiał. 
- Przepraszam Harry. Przepraszam za wszystko. Nie chciałam aby to tak się potoczyło. Wiem, że masz do mnie żal o śmierć Toma i masz rację. Nie jestem już na ciebie zła o ten zakład. Chciałeś się zemścić i rozumiem to. Zasłużyłam sobie. I wiesz co? Normalnie czuję się jak w jakimś kiepskim filmie. Wszystko się rypie, moja jakże zacna przeszłość do mnie wraca, miłość mojego życia leży w szpitalu, a ja jak kretynka siedzę obok ryczę i gadam właściwie sama do siebie.- Pociągnęłam nosem i odgarnęłam z jego czoła niesforne kosmyki. gdyby teraz się obudził, nie stchórzyłabym. Powiedziałabym mu całą prawdę, powiedziałabym mu, że go kocham, że nie umiem bez niego żyć, że nie chcę go opuszczać.
Wiem, że to głupie ale mam wrażenie jakby to była moja wina. Czuję się jakbym to ja wbiła mu ten cholerny nóż w brzuch, jakbym to ja podpaliła ich dom. Nie zrobiłam tego ale mam takie wrażenie.
Do środka wszedł Louis z jakąś szczupłą brunetką u boku. Odwróciłam się do nich tyłem i znów zaczęłam wypatrywać na twarzy Harry'ego jakiejkolwiek zmiany, coś co by oznaczało, że się budzi.
- Cześć jestem Eleanor.- Dziewczyna lekko się do mnie uśmiechnęła i zajęła miejsce obok Lou. Wydawała się miła i na pewno taka była.
- Hej.- Nic więcej nie powiedziałam, ani nie obdarzyłam ich spojrzeniem. Widziałam, że trzymają się za ręce co oznaczało, że są parą. Pasują do siebie... Patrząc na spokojną i bladą twarz Harry'ego coś do mnie dotarło. To jest moja wina. Przecież gdybym go nie odrzuciła tutaj w Londynie albo w Los Angeles nie było by nas tutaj. A może bylibyśmy? Chyba to co robiłam, nie wypłynęło na to co się wydarzyło u nich w domu, prawda? A może tak? Sama już się w tym wszystkim gubię.
Mój telefon zaczął wydawać z siebie dźwięki które oznaczały, że ktoś chce się ze mną skontaktować. Myślałam, że to mama ale wyświetlił się nie znany numer. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Nie ważne kim jesteś to nie odpowiedni moment. Jeżeli nie umierasz to się rozłącz.- Może nie za miłe powitanie ale nie chciałam z nikim rozmawiać.
- Jej, ale miłe powitanie dla swojego nowego najlepszego przyjaciela który nie śpi w nocy i czeka aż u ciebie będzie po jedenastej aby cię nie obudzić.- W moich oczach pojawiły się łzy.
- Kevin skąd ty masz mój numer?- Głos mi się załamał w połowie zdania, a kilka łez spłonęło po policzku. Dlaczego płakałam? Nie wiem. Ryczę praktycznie co chwilę także można to pominąć.
- Od Matta. Harriet ty płaczesz? Aż tak bardzo cię wzruszyłem? Kurdę nie wiedziałem, że mam taki talent.- Za pewne bym mu się odcięła i zaczęlibyśmy się śmiać ale w tej sytuacji, raczej nie było mi do śmiechu.
- Kevin przepraszam ale nie mam siły na żadne rozmowy. Mogę zadzwonić do ciebie później?- Później czyli nigdy. 
- No spoko. A i pamiętaj co ci mówiłem. On na pewno mocno cię kocha i wybaczy nie ważne co zrobiłaś. Mogłaś nawet no nie wiem zabić jego przyjaciela, ale on za bardzo cię lofffcia. Trzymaj się młoda.- Rozłączyłam się nie odpowiadając mu. Spojrzałam przelotnie na Louisa i Eleanor którzy mi się przyglądali. Zapewne słyszeli jego słowa. Bosko.
- Ten Kevin to kolejna twoja statuetka? Z Harrym nie wyszło to za innego się bierzesz?- Louis'owi chyba nie przeszła złość na mnie. Zamknęłam oczy i wypuściłam powietrze z płuc aby się trochę uspokoić.
- Może przestań mnie wreszcie osądzać i wymyślać swoje teorię, dobrze? Sama wiem co zrobiłam źle, a ty ani mnie nie znałeś, nie znasz i za pewne nigdy nie poznasz więc skończ zanim obaj powiemy coś czego będziemy żałować.- Jak na razie byłam w miarę spokojna ale nie wiem ile jeszcze dam radę. Rozumiem go, wiem co czuję ale to nie znaczy, że musi się na mnie wyżywać.
- Ciekawa przemowa. Reszcie też to powiesz czy dla każdego masz coś innego?- Wstałam i podeszłam do okna abym choć na chwilę mogła spokojnie pooddychać.
- Louis. Dość.- Tym razem Eleanor wkroczyła w akcję. Chyba nie spodobało jej się to jak jej chłopak się do mnie odnosi. Szkoda tylko, że on ma rację, a ona nie potrzebnie się udzielała. Może to dobrze, że on mi mówi takie rzeczy?Może są mi potrzebne słowa prawdy.
Mój telefon zapikał. Spojrzałam na wyświetlacz, ukazała się moim oczom migająca koperta.
Od: Nieznany.
Jak twój kochaś? Żyje jeszcze?  Pozdrów go jak się obudzi. Wasz wspólny znajomy xxM..
Otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia. M? Kto to jest ten M? No bez jaj ale wszyscy mają mój numer, a ja potem nie wiem kto to pisze lub dzwoni.
Do: Nieznany.
Kim jesteś?!
Nie doczekałam się odpowiedzi. Dlaczego napisał nasz wspólny znajomy? Chyba, że... Nie nie był by na tyle głupie, prawda? Chociaż to nigdy nie wiadomo.
- O kurwa.- Nim się zorientowałam wypowiedziałam te słowa na głos. Poczułam na sobie wzrok dwójki osób siedzących na przeciwko mnie. Spojrzałam z przerażeniem na telefon.
Do: Nieznany.
Max?
Zamknęłam oczy i modliłam się aby to nie był on. Policja go nie złapała i nawet nie wiem czy dalej go szukali czy sobie po prostu odpuścili. Mój telefon zaczął dzwonić, ale numer się nie wyświetlił. Drżącą ręką nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha. Nie odezwałam się, a osoba po drugiej stronie też nic nie mówiła. Słychać było tylko spokojny oddech.
- To ty?- Mój głos drżał. Jeszcze chwila, a zacznę się drzeć, normalnie. Wszystko doprowadza mnie do szału. Harry, Louis, śmierć Toma, i jeszcze teraz ten psychopata.
- No witaj.- Nie myliłam się. To był Max. Zaczął się śmiać, a ja się rozłączyłam. Rzuciłam telefonem o ścianę i wybiegłam z sali. Byłam cała zdenerwowana. Jeżeli on ma mój numer to na pewno wie, że jestem w Londynie.
Zaczęłam biec do domu. Chciałam się zamknąć u siebie i nie wychodzić stamtąd. Na szczęście miałam blisko ze szpitala. Po nie całych dziesięciu minutach biegu byłam w domu. Oparłam się o drzwi i zaczęłam kaszleć. Nie wolno mi szybko biegać. Ale co miałam poradzić, że miałam wrażenie iż on jest za mną, że się na mnie patrzy, śmieje się ze mnie.
- Harriet? Matko Boska co ci jest?- Mama dobiegła do mnie i pomogła wstać, po czym zaprowadziła mnie do salonu. Wszyscy się na mnie patrzyli, a ja nie mogłam przestać kaszleć. Głowa mnie rozbolała, a płuca domagały powietrza którego nie mogłam im dać. Liam postawił mnie na równe nogi i zgiął w pół. Trochę lepiej mi się tak oddychało.
- Biegałaś. Harriet wiesz, że nie możesz. Obiecałaś, że nie będziesz.- Mama podała mi szklankę wody którą szybko wypiłam.
- Nic mi nie jest. Idę się przebrać.- Oddałam jej szklankę i poszłam na górę. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam podłogę w moim pokoju. Mama najwidoczniej wpuściła tutaj sprzątaczkę. Torba stała na łóżku. Wyciągnęłam z niej rzeczy na przebranie i poszłam do swojej łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny odkręcając ciepłą wodę. Czułam się jakbym była za jakąś mgłą i nie chodzi  mi w tej chwili o wodę. Chodzi o to, że wiem co robię, co mówię, co się wokół mnie dzieje ale nie mogę tego zmienić. Chciałabym powiedzieć im nie martwcie się wszystko będzie dobrze ale nie mogę. Chciałabym przytulić się do Lou i powiedzieć, że nie jestem na niego zła o to co mówił. Chciałabym zmienić bieg wydarzeń ale nie mogę. Nikt nie może. Właściwie to nie wiem co się dzieję z Harrym. Nikt mi nic nie powiedział. Czuję się odrzucona. Może źle zrobiłam wracając tutaj? Może gdy wyjadę będzie lepiej? Nie będą musieli się martwić o to co zrobię lub co oni mówią. Wszystkim wyjdzie na to na dobre. Tylko tchórze uciekają... Ale ja cholera jestem tchórzem. Już raz uciekłam to mogę to powtórzyć prawda? Ale jaki w tym wszystkim jest sens? Po co? Przecież to nic nie da, a może pogorszyć sytuację między mną, a Lou czego mimo wszystko nie chcę. Jestem beznadziejna. Wszystko czego się dotknę psuję. Cokolwiek zrobię jest złe.
Zimna woda sprowadziła mnie na ziemię. Umyłam się dokładnie i wyszłam z kabiny po czym wytarłam się dokładnie ręcznikiem. Ubrałam czystą bieliznę i stanęłam przed moim dużym lustrem. Tutaj wyglądam inaczej. Jestem smutna, nie ma ani krztyny uśmiechu na mojej twarzy, oczy nie błyszczą od radości. Obraz przede mną zaczął się rozmazywać, a gdy kilka kropelek spłynęło mi po policzkach znów zaczęłam normalnie widzieć. Jaki jest sens mojego istnienia? Nie wiem. Niby prosto można sobie odpowiedzieć. Nie pasuję to się zabij, ale jak wcześniej wspomniałam jestem tchórzem i nie potrafię tego zrobić. Nie potrafię odebrać sobie czegoś co dała m dwójka ludzi którzy darzyli się silnym uczuciem. Czy ja kiedyś też będę miała dziecko? Kogoś kogo będę mogła przytulać na dobranoc, śpiewać kołysanki, opowiadać bajki? Chciałabym, ale nie wiem czy to jest możliwe. Nie z moim zachowaniem, postępowaniem. Jasne trochę się zmieniłam ale nie dużo i raczej już więcej się nie da. Szkoda. Chciałabym wrócić do dawnej siebie ale raczej to mi się nie uda.
Wysuszyłam swoje włosy po czym ubrałam się w przygotowane rzeczy i zrobiłam sobie lekki makijaż aby choć trochę zakryć zmęczenie malujące się na mojej twarzy. Na zegarze wybiła dwunasta. Tyle wydarzyło się przez te kilka godzin. Aż niewiarygodne, że minęło zaledwie kilka godzin.
Zeszłam na dół, i zastałam tam tylko Liam'a.
- Gdzie wszyscy?- Rozejrzałam się mając nadzieję, że zaraz zobaczę innych.
- Twoja mama i Josh musieli coś załatwić, a reszta pojechała do szpitala. Czekam na ciebie i będę czekał dopóki czegoś nie zjesz, a radzę ci to szybko zrobić bo będę wybudzać Harry'ego.- Na jego jak i mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Szybko pobiegłam do kuchni i zrobiłam sobie dwie kanapki. Niby byłam głodna, ale jakoś ciężko było mi coś przełknąć. Liam siedział przy mnie i pilnował abym wszystko zjadła. Gdy wreszcie uporałam się z kanapkami mogliśmy jechać do szpitala. Ulżyło mi gdy Liam  powiedział o Harrym. Jeżeli chcą go wybudzać to znaczy, że wszystko z nim dobrze prawda?
Wybiegłam z samochodu i od razu zaczęłam biec do sali 158. Przed drzwiami się opanowałam i weszłam spokojnie. Jak na razie Harry nadal spał, ale nie czułam już tej przygnębiające atmosfery. Każdy miał lekki uśmiech na twarzy.
- Harriet musimy pogadać.- Louis wyciągnął mnie z sali. Po drodze minęliśmy zdezorientowanego Liam'a. Wzruszyłam ramionami i szłam dalej za Louisem. Wyszliśmy na jakieś szare schody które prowadziły na górę i trochę na dół. Nie wiem gdzie byliśmy ale szczerze teraz to mi zwisało.
- A więc....? Chciałeś rozmawiać to słucham. Czekaj. Jeżeli chcesz mi powiedzieć jaką to ja jestem wredną suką to sobie oszczędź. Już to wiem.- Twarz Louis'a nie zmieniła wyrazu. Stał przede mną całkiem opanowany i wpatrywał się w moje oczy. (piosenka)
- Musisz wybrać. Wieczorem będą go wybudzać, a ty musisz do tego czasu wybrać. Jeżeli go kochasz i chcesz z nim być to zostaniesz tutaj i mu to powiesz. Będziesz przy nim i nie pozwolisz mu więcej cierpieć. A jeżeli nic do niego nie czujesz odejdź. Wróć do Los Angeles zapomnij o nas jak i o nim. Powiem mu, że nie chciałaś przyjechać, że on cię nie obchodzi. Zrobię wszystko aby cię znienawidził.- To co mi powiedział uderzyło we mnie jak cholera.
- Louis każesz mi wybierać? Mam wybierać między jego, a swoim szczęściem? Jeżeli z nim będę media zrobią wszystko by dowiedzieć się o mojej przeszłości, a to go zniszczy. Nie rozumiesz tego?- Chłopak wzruszył ramionami jakby go to nie obchodziło.
- W takim razie odpowiedź sama się nasuwa prawda? Powiem mu, że zapomniałaś o nim.Możesz już wracać do Los Angeles. - Wyminął mnie i wyszedł cicho zamykając za sobą drzwi. Nie poznałam go. On właśnie kazał mi wyjechać. Dlaczego? Dlaczego on nie może zrozumieć, że Harry nie będzie miał ze mną łatwego życia? Ma rację, odpowiedź sama się nasuwa ale nie chcę aby Harry mnie znienawidził. Nie chcę aby myślał, że mam go gdzieś i nie obchodzi mnie jego los. To nie prawda. Ale co ja teraz mogę? Nic. Zostanę tutaj aż go wybudzą. Muszę wiedzieć, że wszystko z nim w porządku.
Usiadłam na zimnych schodach i zaczęłam analizować wszystkie za i przeciw. Jeżeli powiem, że go kocham to wtedy będzie raczej jasne, że będziemy razem. Ale to będzie się wiązać z tym, że nie zawsze będziemy razem. Ja muszę skończyć szkołę w Los Angeles, no mogłabym się przenieść ale teraz to nie mam pewności, że mnie przyjmą. On będzie jeździł w trasy. Nie będzie łatwo.
Jeżeli wyjadę będę cierpieć. Kocham go i nie zapomnę o nim, a świadomość, że on mnie nienawidzi i nie chce znać nie będzie mi pomagała w zapomnieniu o nim. Ale wtedy on znajdzie sobie kogoś z kim będzie szczęśliwy. Znajdzie sobie kogoś kto będzie mógł mu zaoferować więcej niż ja. Nie oszukujmy się. Wszyscy mogą zaoferować mu więcej niż. ja.
*
Nie wiem ile już tutaj siedzę. Za małym okienkiem w rogu już dawno zapanowała ciemność. Boję się wyjść. Zdecydowałam ale nie wiem czy dobrze. Swoim wyborem skazuję jego jak i prawdopodobnie siebie na cierpienie. Dość. Wstałam i otworzyłam drzwi. Kierowałam się w stronę sali 158. Chciałam go zobaczyć nawet jeżeli jeszcze go nie wybudzili. Muszę to zrobić. Ten ostatni raz. Drzwi były niedomknięte i mogłam usłyszeć wszystkie rozmowy dochodzące ze środka. Podeszłam po cichu do drzwi.
- Gdzie Harriet? Nie przyleciała? Wydawało mi się, że ją słyszę. Mówiła coś do mnie.- Ten głos należał do Harry'ego. Na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Wybudzili go i wszystko z nim w porządku.
- Bo wiesz Harry, ona....- Popchnęłam drzwi. Przerwałam tym wypowiedź Louis'a. Na twarzy Harry'ego pojawił się wielki uśmiech. A Louis? Wyglądał jakby poczuł ulgę. ( następna muzyczka :p)
- Musiałam coś załatwić ale już jestem.- Weszłam po woli wgłąb sali. Uśmiechnęłam się lekko do Harry'ego. W moich oczach pojawiły się łzy które po chwili spłynęły po policzkach. Zapewne się rozmazałam ale się tym nie przejmowałam.
- Myślałem, że mi się przyśniłaś. Że to wszystko co mi powiedziałaś to tylko sobie wymyśliłem.- Podeszłam do niego i chwyciłam jego rękę chcąc udowodnić mu, że tutaj jestem.
- To źle myślałeś Styles.- Zaśmialiśmy się obydwoje.
- To my was może zostawimy samych.- Cała banda ewakuowała się zostawiając nas samych. Usiadłam na krześle i zaczęłam wpatrywać się w jego oczy. Wydawał się inny niż zawsze. Wydawał się bardziej szczęśliwszy.
- Kiedy wyjeżdżasz?- Spuściłam wzrok na moje palce które wydawały się bardzo ciekawe. Nie powiem mu, że dzisiaj. Ale co wyjdę i po prostu nie wrócę? To będzie nie fair. Podniosłam wzrok i napotkałam jego wzrok. Jego oczy wprost mnie błagały abym nie wyjeżdżała, abym została tutaj z nim.
- W sobotę po południu.- Ciekawe czy moje szybkie decyzje będą dla nas dobre czy wręcz przeciwnie.
- A więc muszę się streszczać. Po pierwsze słyszałem wszystko co mówiłaś. Nie obwiniam cię o jego śmierć. No już nie. Wcześniej myślałem, że to twoja wina i chciałem abyś cierpiała ale gdy zacząłem cię poznawać to coś mi mówiło, że to nie prawda, że to co pisał Tom TO jest prawda. Nie jakieś moje chore spekulację.
- Harry ale to jest moja wina. Miałeś rację. Ja zamiast powiedzieć mu, że ma tego nie robić wyśmiałam go i powiedziałam, że nie ma tyle odwagi. To jest moja wina. To przeze mnie zaczął pić, palić, ćpać. To wszystko moja wina.- Harry wziął mnie za rękę i spojrzał głęboko w oczy.
- Harriet to NIE jest twoja wina.- Pokręciłam przecząco głową.
- Nie Harry mylisz się. A wiesz co jest gorsze? To, że nie miałam odwagi powiedzieć jego rodzicom dlaczego on się zabił. Patrzyłam jak jego mama płacze i zastanawia się dlaczego on to zrobił.- Harry podciągnął się lekko na rękach. Widać było, że go boli ale robił wszystko by mnie przytulić. Pomogłam mu w tym przysuwając się do niego bliżej.
- Harriet jesteś najodważniejszą osobą jaką znam. Miałaś odwagę przyjechać tutaj, miałaś odwagę odpowiadać Louis'owi na jego docinki, miałaś odwagę zostać tutaj przy mnie nie zważając na jego słowa. Miałaś odwagę powiedzieć mi co czujesz i, że znałaś Toma. - Odsunęłam się od niego i spojrzałam na jego zatroskaną twarz.
- Szkoda, że nie poznałeś mnie wcześniej. Polubiłbyś mnie.- Harry uśmiechnął się do mnie pokazując przy tym słodkie dołeczki.
- Lubię cię teraz. I jest coś jeszcze. Ja....- Przyłożyłam palce do jego ust. Chłopak powiększył swój uśmiech. Zaczęłam się do niego zbliżać jak i on do mnie. Złożył na moich ustach subtelny i krótki pocałunek. Przytuliłam go do siebie.
- Ja ciebie też Harry.- Zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się sama do siebie.
- To dobrze bo już się bałem.- Parsknęłam śmiechem i odsunęłam się od niego.
- Szukałam swojego bohatera i chyba już go znalazłam.- Harry uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.
- Czekaj. Chyba?- Zaśmiałam się i znów do niego przytuliłam. Jeszcze kilka minut temu chciałam wybrać drugą opcję Luisa, chciałam go zostawić. A teraz? Teraz przytulam się do niego. Dziwne.

------------------------------
Siemka, siemka!  Jest druga część. 
Nie jestem z niej zadowolona :/
Moim zdaniem jest jakaś nudna i wg.... :(
Sorki za będy ale nie chciało mi się drugi raz tego czytać także ten.... :P

piątek, 1 lutego 2013

5 (cześć 1)

-------------------------------------------------------------------
( muzyka )
Siedząc w ciemności na łóżku z podkurczonymi kolanami analizowałam wszystko co mi się przyśniło. Wszystko co do mnie wróciło.

- No dalej! Nie pękaj!- Razem z Jackiem namawiałam Toma aby zapalił sobie jednego jointa. Nadal kręcił głową z niezadowolenia.
- Kochanie proszę, zrób to dla mnie.- Usiadłam mu na kolanach i podałam jointa. Miałam na niego wielki wpływ. W końcu swojej dziewczynie nie odmówi. Tom wziął fajkę do ręki i zaciągnął się. Na początku się krztusił ale potem było już dobrze. 

Otarłam łzy spływające po moim policzku. wszystkie wspomnienia które schowałam gdzieś w zamętach mojej podświadomości wyrwały się na wierzch. Wszystko co chowałam gdzieś głęboko w sobie wróciło i raczej już nie odejdzie. Muszę coś z tym zrobić ale co? Wrócić? Przyznać się? Powiedzieć mu prawdę? Dowiedzieć się prawdy? Moja głowa pękała od pytań, ale nigdzie nie było odpowiedzi. 
Wzięłam telefon do ręki i sprawdziłam godzinę. Druga. Wybrałam numer do mamy i czekałam aż odbierze.
- Cześć kochanie co słychać? Nie powinnaś spać? U was noc przecież jest.- Jej głos był taki wesoły. Nie było słychać smutku i utęsknienia za czymś co kiedyś straciła.
- Mamo czy mogłabyś mi zabukować bilet do Londynu? Jak najszybciej się da.- Dlaczego to robię? Przecież mogę zostać tutaj i udawać, że nic nie wiem. mogę dalej żyć w kłamstwie i zastanawiać się co by było gdyby...
- Kochanie ale co się stało? Pokłóciłaś się z Mattem?- Chyba gdzieś wyszła, albo coś spuściła bo było słychać trzask.
- Nie, nie wszystko dobrze. Po prostu muszę coś załatwić i muszę wrócić. Do soboty, a potem wrócę tutaj. Jeżeli uda ci się załatwić bilet napisz mi SMS-a na kiedy. Dziękuję.- Rozłączyłam się i rzuciłam telefon na drugi koniec łóżka. Starałam się głęboko oddychać. Czułam, że zaraz znów będę płakać. Wszystko zwaliło się na mnie teraz. Teraz gdy zaczynam sobie życie układać. Ja to mam szczęście, nie ma co. 
Nie czekając na wiadomość od mamy, zapaliłam lampkę na biurku i wyciągnęłam z szafy torbę. Zaczęłam wrzucać do niej jakieś najpotrzebniejsze rzeczy. Jeżeli czegoś mi zabraknie mogę po prostu wyjąć to z mojej starej szafy przecież nie zabrałam ze sobą wszystkich ubrań. Telefon zabrzęczał mało co słyszalnie na pościeli, a ja się po niego rzuciłam aby zobaczyć czy mogę wracać.
Od: Mama
Samolot masz o 10 twojego czasu.
Uśmiechnęłam się lekko i dokończyłam pakowanie. Czułam się senna więc położyłam się na łóżku. Bałam się zamknąć oczy, bałam się zasnąć. Mimo tego moje powieki same zaczęły opadać i nie miałam siły aby je podnieść. 

- To koniec, rozumiesz? Masz dać mi spokój. Znudziłeś mi się.- W oczach Toma pokazały się łzy, a mi się chciało śmiać. Jak ja mogłam z nim być? Z takim mięczakiem? 
- Ale Harriet... Przecież...- Zaraz się normalnie rozryczy. Co za dzieciak. Spojrzałam na znudzonego Jacka który stał za Tomem i coś sprawdzał na telefonie.
- Boże Tom. Myślałeś, że co? Będziemy razem na dobre i złe? Proszę cię. Chyba nie jesteś aż tak naiwny.- Chłopak spojrzał w moje oczy, a po jego śniadym policzku spłynęła łza której nie starł. 
- Jeżeli odejdziesz zabiję się. Obiecuję ci, że to zrobię. Dobrze wiesz, że jestem do tego zdolny. Przez ciebie zacząłem ćpać, pić, palić. To wszystko to twoja wina.- Wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się wrednie.
- O nie kochanieńki. Ja ci nie kazałam ani ćpać, pić czy palić. Sam to robiłeś bo chciałeś mi zaimponować. Nie moja wina. A nie zabijesz się bo nie masz jaj. Więc może zakończmy ten teatrzyk i idźmy gdzie mamy iść, dobra? No, a więc miłego życia Tom. Cześć.- Poklepałam go po ramieniu i odeszłam ze śmiechem do Jacka.

Otworzyłam oczy i zaczęłam płakać. Byłam bez duszną suką która bawiła się innymi. Dlaczego ja go wtedy podpuszczałam? Przecież on..... 
Potrząsnęłam głową chcąc wyrzucić te wspomnienia. Spojrzałam na zegarek. Było dziesięć po siódmej. Nie opłaca się już spać, a po za tym i tak nie zasnę. Wyczołgałam się i zabrawszy swoje rzeczy udałam się do łazienki. Nie brałam prysznica nie chciało mi się. Gdy tylko zobaczyłam swoje odbicie w lustrze wiedziałam, że będzie mi trudno zatuszować moje uczucia i to, że coś mnie trapi. Przemyłam twarz zimną wodą, umyłam zęby, pomalowałam oczy, nałożyłam podkład, rozczesałam swoje włosy zostawiając je rozpuszczone po czym ubrałam na siebie wybrane rzeczy. 
Zabrałam z pokoju wszystkie potrzebne dokumenty, torbę wzięłam w rękę i wyszłam zamykając za sobą drzwi. W kuchni zastałam Matta który szykował dla nas śniadanie.
- O Harriet. Słuchaj twoja mam do mnie dzwoniła. Powiesz mi o co chodzi?- Jak zwykle przeszedł do sedna sprawy. Usiadłam z westchnienie na krzesełku, a Matt postawił przede mną talerz z tostami i szklankę herbaty.
- Matt nie chce o tym rozmawiać. Muzę po prostu wszystko wyjaśnić i wrócę tutaj. Przecież nie mogę zostawić mojego niezdarnego kuzynka i tego przygłupa Kevina.- Uśmiechnęłam się lekko ale mimo tego, że starałam się z całych sił nie rozpłakać, kilka słonych kropelek spłynęło mi po policzkach.
- Harriet, nie płacz. Nie lubię tego. Odwiozę cię na lotnisko, dobrze? Tylko powiedz o której.- Pokiwałam głową, wtulając się w jego ciepłe ramiona. Matt ucałował mnie w głowę i zaczął szeptać do ucha miłe słówka które miały mi pomóc. No cóż trochę pomogły. Już nie płakałam ale nadal czułam się podle i miałam co raz większe wyrzuty sumienia.
Poczekaliśmy razem do ósmej, a potem po woli zaczęliśmy się zbierać. Wolałam być wcześniej niż się spóźnić. A do lotniska też był kawałek drogi. W samochodzie oprócz piosenek które leciały w radio nie było nic słychać. Ja wpatrywałam się tępo w krajobraz miasta za oknem, a Matt był skoncentrowany na drodze. A po za tym chyba żadne z nas nie wiedziało co ma powiedzieć.
Matt towarzyszył mi przy odprawie, a potem usiadł ze mną na tych niewygodnych krzesełkach i trzymając mnie za rękę czekał aż będę mogła iść. Ciekawe czy Kevin zastanawia się dlaczego mnie nie ma. A może wcale nie zauważył? Może jestem mu obojętna i nie obchodzi go mój los? Wcale bym się nie zdziwiła gdyby tak było.
- O jejuśku. Zdążyłem.- Przede mną zmaterializował się Kevin. Oparł ręce na kolanach i próbował  wyrównać swój oddech. Jednak go obchodzę, jednak zauważył.
- Co ty tutaj robisz?- Wstałam i spojrzałam w jego niebieskie oczy. Uśmiechnął się jak zawsze i wypiął dumnie pierś.
- Jestem twoim nowym najlepszym przyjacielem. Musiałem się pożegnać. No nie?- Przytuliłam się do niego bez żadnego namysłu. Nazwał się moim przyjacielem mimo iż znamy się dopiero dwa dnia.
- Dziękuję mój nowy najlepszy przyjacielu.- Wyszeptałam nadal przytulając się do niego. Czułam się przy nim bezpieczna i tak jakby trochę, tak tyci-tyci szczęśliwa.
- Ależ nie ma za co moja nowa najlepsza przyjaciółko.- Zaśmiałam się i odsunęłam od niego. Poprawiłam mu grzywkę która opadała na jego oczy.
- Musisz iść do fryzjera. Nie długo nie będziesz nic widział.- Chciałam rozmawiać o normalnych rzeczach. Albo po prostu chciałam uniknąć tematu mojego tymczasowego wyjazdu.
- Nie! Jak ją zetnę to nie będę mógł ściągać na sprawdzianach i patrzeć bezkarnie tam gdzie mi nie wolno.- Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Ty jesteś dziwny, zboczony i nieogarnięty. Powinieneś się leczyć.- Kevin zrobił zeza aby pokazać, że moje słowa to nie tylko mój wymysł.
- Przepraszam. No wiesz za wczoraj. Byłem wścibski. Nie powinienem był cię wypytywać o twoje życie.- Spuściłam wzrok na swoje buty.
- Nie masz za co przepraszać. Ja nie byłam lepsza. Też wypytywałam cię o twoją dziewczynę.- Uśmiechnęłam się do niego lekko ale nie spojrzałam w jego oczy. Za dużo by mnie to kosztowało. Uwielbiałam w nich tonąć, wypatrywać czegoś co mogłoby mi pokazać więcej o tym chłopaku.
Jakaś kobieta poinformowała wszystkich znajdujących na lotnisku, że samolot do Londynu jest już gotowy. Czułam się jak trzy tygodnie temu. Też żegnałam się z przyjacielem i rodziną. Ale teraz miałam pewność, że tutaj wrócę, że ktoś na mnie czeka. Co prawda tam czeka na mnie Jack ale... To było coś innego.
Przytuliłam się do Matta, a potem jeszcze raz do Kevina. Mocno ściskając w ręce swoją torbę szłam przed siebie. Nie odwróciłam się. Nie miałam tyle odwagi. Po prostu szłam chcąc już to wszystko zakończyć.
*
Do Londynu doleciałam o szóstej rano. Trochę trudno o tej godzinie znaleźć taksówkę, a do domu nie chciałam dzwonić bo pewnie jeszcze śpią. Na dworze było przeraźliwie zimno i jeszcze nie zbyt jasno. Nie mając wyboru zaczęłam swoją podróż. Przynajmniej mam czas na przemyślenia... Ha! Dobre. Tylko, że ja nie chcę mieć tego czasu. Zawsze wszystko robiłam spontanicznie, a teraz mam zacząć planować. Ale coś zrobić muszę, no nie?
1. Dojść do domu.
2. Spotkać się z Harrym.
3. Wyjaśnić z nim wszystko.
4. Schlać się i zapomnieć o całym otaczającym mnie świecie.
Dobra, jest. Plan gotowy. Czy aby idealny? Wątpię. Nie wiem czy odważę się z nim spotkać, a nawet jeżeli to czy dam radę mu powiedzieć: Tak Harry przeze mnie zginął twój przyjaciel. Idziemy na kawę? Nie wiem jak on zareaguję, nie wiem co powie, nie wiem co zrobi. Znów mam fazę na 'nie wiem'. A kiedy przyjdzie faza na' tak wiem'? Przecież w głowie mam tysiące pytań, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że na żadne z nich nie znam odpowiedzi i za pewne nigdy nie poznam. Może wszystkim się wydawać, że oo życie takie małe coś. Będę szczęśliwa i będzie dobrze. Nie. Ja też tak myślałam i co? I jajco. Nie jestem szczęśliwa i nie jest dobrze. Może nie którzy mają całkiem lekceważące podejście do życia ale nie ja. Oczywiście może się wydawać inaczej ale tak nie jest. Przecież życie to coś czego nie dostaniemy drugi raz i powinniśmy czerpać z tego korzyści. Nic nie zdarzy się dwa razy, nie będzie dwóch takich samych nocy, dwóch takich samych pocałunków. Nie ważne czy nam się to podoba czy nie.
Stanęłam jak wryta patrząc na swój dom. Szłam a nawet o tym nie wiedziałam. Tak taki talent to mam tylko ja. Dojście do domu zajęło mi godzinę. Wyjęłam swoje stare klucze z kieszeni i po cichu od kluczyłam drzwi. Położyłam torbę na szafce i szłam w kierunku rozmów. W jadalni siedział Josh i mama którzy jedli śniadanie.
- Cześć.- Przywitałam się cicho, a mama od razu się na mnie rzuciła. Uściskała mocno i zalała pytaniami na które jej nie odpowiedziałam.
- Witaj młoda.- Josh wstał i lekko mnie do siebie przytulił. Odwzajemniłam ten gest, po czym dosunęłam się i poprawiłam swoje włosy.
- Muszę gdzieś iść. Wrócę wieczorem. Cześć.- Ucałowałam mamę w policzek i ulotniłam się z jadalni. Musiałam jak najszybciej iść do Harry'ego. Mogę nawet go obudzić, co mnie to obchodzi.
Zapomniałam jak wygląda Londyn o tej porze. Ludzie biegnący na pociąg, krzyczący i machający do taksówkarzy, jakieś grupki młodszych osób zmierzających z plecakami lub torbami do szkoły. Niby wielkie miasto jak Los Angeles ale to wszystko wygląda inaczej. Ludzie są inni. Ale czy aby lepsi? Nie wiem. Przyzwyczaiłam się już do tego Londyńskiego gwaru i nie raz za tym tęskniłam.
Wolałam pójść do domu chłopaków niż jechać taksówką. Przez park dojdę szybko. Już chyba zapomniałam, że tutaj jest tak zimno, albo przyzwyczaiłam się o tamtejszego klimatu bo marzłam. Ale nie wiem czy było tak zimno czy po prostu aż tak się denerwowałam.
Ich dom wyglądał inaczej, albo mi się wydawało. Coś mi tutaj nie pasowało i jeszcze ta zryta trawa przed bramą, jakieś kałuże. Chyba aż tak nie padało co? Zadzwoniłam do drzwi i usłyszałam tylko jak ktoś krzyknął proszę. Tak bardzo inteligentne z ich strony. A jakby to były jakieś napalone fanki? Mieliby problem. Gdy otworzyłam drzwi doznałam szoku. Beżowe ściany były poprzypalane, białe schody prowadzące na górę miały czarne smugi od dymu. Podłoga cała mokra, i było czuć dym. Zaniepokoiłam się i to bardzo. Szłam ostrożnie nie wiedząc gdzie właściwie mam się kierować. Najpierw poszłam do salonu który oprócz przemokniętych foteli i kanapy nie wyglądał źle. Zobaczyłam, że drzwi na końcu pomieszczenia są uchylone więc postanowiłam tam iść. Pchnęłam lekko białe drzwi i ujrzałam pomieszczenie które było chyba kuchnią. Jakieś szafki leżały na ziemi, pełno szkła, czarne ściany, woda na podłodze. A na środku Liam z miotłą jako dopełnienie tego całego dramatycznego obrazka.
- Liam co tu się do kurwy nędzy stało?- Mój głos drżał, a oczy oglądały każdy najmniejszy szczegół  zdemolowanego pomieszczenia.
- Harriet co ty tutaj robisz? Tak szybko przyleciałaś? Zaraz do nich pojedziemy spokojnie.- Li odłożył miotłę, a ja patrzyłam na niego nie wiedząc co on do mnie mówi.
- Co ty gadasz? Do kogo pojedziemy?- Oczy Liam'a zrobiły się dwa razy większe i chyba nie wiedział co ma mi powiedzieć.
- Ty nie wiesz?- Pokręciła głową.- Wczoraj wybuchł u nas pożar. Właściwie nie wiem jak to się stało bo nie było mnie w domu ale widziałaś jak to wygląda. Jak przyjechałem do domu była tutaj straż i pogotowie. Chłopaki trochę się podtruli. Znaczy wszyscy oprócz Harry'ego.- Słysząc jego imię coś we mnie zrobiło fikołka, a ciśnienie podskoczyło do góry.- Byłem u nich w szpitalu i..... Harry musiał nadziać się na nóż. On i Lu siedzieli w kuchni a to właśnie tutaj zaczęło się palić. Stracił dużo krwi, a zatrucie dymem wcale nie pomaga. Chłopaki wracają do domu znaczy do hotelu ale on nie. Nic więcej nie wiem.- Stałam w osłupieniu i po woli analizowałam jego słowa.
- Chce tam jechać.- Liam pokiwał głową i ciągnąc mnie za rękę wyszliśmy z domu. Wsiadałam do samochodu i nadal nie mogłam uwierzyć w to co się dzieję. Jak on mógł nadziać się na nóż? Czemu zaczęło się palić? Dlaczego nikt mu nie pomógł? Dlaczego do mnie nie zadzwonili? Przecież... Eh...  ( następna pioseneczka :P)
Idąc za Liam'em czułam się jak cień. On doskonale wiedział gdzie ma iść, a ja? Szłam jego śladami i starałam się nie rozpłakać. Doszliśmy do recepcji i Liam się pytał gdzie mamy się pokierować. Gdy tylko usłyszałam numer sali zerwałam się biegiem. Sprawdzałam szybko numery sali i czekałam aż ujrzę ten upragniony numer 158. No dalej... 155, 156, 157 Jest! Otworzyłam z impetem drzwi i wleciałam do sali. Na łóżku leżał blady chłopak poprzyczepiany do jakiś maszyn, z zamkniętymi oczyma, jego brązowe włosy swobodnie opadały na poduszkę. Wokół łóżka siedziały jakieś postacie.  Nie zwracałam na nie uwagi. Mnie interesował tylko ten chłopak który leżał i wydawał się nie obecny. Poczułam jak moje oczy napełniają się łzami które po chwili spłynęły po moich zaróżowionych policzkach.
- Harriet usiądź.- Liam objął moje ramiona ale ja się wyrwałam i podeszłam chwiejnym krokiem do jego łóżka. Płakałam i nie wstydziłam się łez. Dotknęłam jego zimnej ręki i przeszedł przez mnie dreszcz. Nie miałam siły utrzymać się na własnych nogach. Upadłam na kolana i oparłam czoło o jego dłoń. Czułam się żałośnie i zapewne tak wyglądałam ale teraz ja się nie liczyłam. Teraz liczył się on. Co mnie obchodziło to, że mogą sobie pomyśleć o mnie, że jestem słaba. Niech tak myślą. Wcale się nie pomylą.
- Harriet. Chodź.- Pozwoliłam Liam'owi mnie podnieść i posadzić na jednym z krzeseł. Przede mną siedziała jakaś kobieta w brązowych włosach która miała podpuchnięte oczy. Domyśliłam się, że to jego mama. Jest do niej taki podobny...
- Co mu jest? Co mu kurwa jest!- Z przypływu emocji wstałam i zaczęłam chodzić w kółko co chwila zerkając na śpiącego chłopaka.
- Harriet uspokój się. Lekarze jeszcze nic nie wiedzą.- Louis podszedł do mnie i spojrzał na mnie wzrokiem pełnym bólu.
- To niech się cholera dowiedzą!- Odsunęłam się od niego.- Dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś? Tak trudno? Gdybym sama tutaj nie przyjechała to bym pewnie nawet nie wiedziała o tym wszystkim.- Może to dziwne ale właśnie to do niego miałam największy żal. On jest najstarszy z nich wszystkich, i to on jest jego najlepszym przyjacielem i to był jego jebany obowiązek powiadomić mnie o wszystkim.
- A był sens? Przecież ty masz nas wszystkich gdzieś, a w szczególności jego! On przez ciebie się stacza.! Piję rozumiesz?! Zostawiłaś go na pastwę losu! Z Tomem też tak było?!- Nie poznawałam go. Mówił prawdę która jeszcze bardziej zabolała niż widok Harry'ego.
- Nie wiesz jak było. Nie wiesz jaka byłam. I nie wiesz dlaczego zostawiłam Harry'ego i co do niego czuję więc proszę cię nie oceniaj mnie.- Mówiłam spokojnie ale wcale taka nie byłam. W środku wszystko krzyczało ze złości. Nie chciałam mu pokazać, że trafił w mój czuły punkt.
- Harriet nadal jesteś taka sama. Jesteś bezduszną suką która wszystkich wykorzystuję. Ty nic do niego nie czujesz. Po prostu chcesz mieć nową statuetkę w twoim głupim konkursie z Jackiem.- Liam chciał podejść ale ja podniosłam rękę aby stał gdzie stoi. Nie bałam się Lou. Bałam się jego słów.
- Nie znałeś mnie wcześniej. Nie znasz mojej przeszłości. Śmierć Toma.... Tak to był w połowie moja wina. Czy czuję się winna? Jasne, że tak. Czasu nie cofnę i szkoda. Harry nie jest statuetką. Harry jest osobą która zabrała jakąś cząstkę mnie bez której nie mogę żyć. Wcale mi się to nie podoba bo na przykład mogłabym być z Kevinem ale nie mogę. Nie mogę bo kocham tego kretyna który się o mnie założył, rozumiesz? Nie obchodzi mnie to co o mnie myślisz. Ważne dla mnie jest to co Harry o mnie myśli.- Wyszłam opanowana zostawiając ich samych. Cóż daleko nie zaszłam. Usiadłam na krześle pod salą i zaczęłam cicho płakać. I co zaplanowałaś sobie wydarzenia na dzisiejszy dzień i gówno z tego wyszło.

Narrator.

Słyszeć coś na co nie można odpowiedzieć.
Mówić z głębi serca.
Być, ale nie być.
Patrzeć ale nie mogąc mieć.
Jęstę Mistrzę


----------------------------------
I jest Piątuniooooo! :D
Wreszcie -.-
Cóż rozdział podzielony na dwa ponieważ za dużo by było.... Także ten :P