wtorek, 8 stycznia 2013

7


-------------------------------------------------------------------------------------

22 wrzesień
  miałam dzisiaj wprowadzić swój zacny plan powrotu Harriet ale nie mam na to ochoty. Nie mam żadnej ochoty w dopierdalaniu innym. Jestem jakaś bez życia. Źle się czuję, chcę spać ale nie mogę zasnąć. Cały czas mam w głowie obraz smutnego Harry'ego. Nie mogę go wyrzucić z głowy. Dlaczego? Dlaczego on kurwa tam zamieszkał? Przecież nie podpisałam żadnego dokumentu upoważniając go do wynajmu moich myśli. 

Moje pisanie przerwał mi mój dzwoniący telefon. Podniosłam się z westchnieniem z łóżka i podeszłam do biurka. Wyświetlił się jakiś nieznany numer. Już byłam skłonna do odrzucenia połączenia ale szczerze nie wiem kto to jest i może chce coś ważnego.
- Halo?- Starałam się być w miarę miła, co jednak mi nie wyszło. Ale to nie jest moja wina po prostu mnie tak wychowali na co ja wpływu niestety nie miałam. A może stety?
- Harriet! Cześć! Wreszcie!- Odsunęłam telefon od ucha i lekko się skrzywiłam. Krzyk kogoś po drugiej stronie nieprzyjemnie pieścił moje wrażliwe bębenki.
- Tak, cześć. A kim ty jesteś?- Upadłam zmęczona na moje rozkopane łóżko i zaczęłam przyglądać się swoim długim pomalowanym na czarno paznokciom.
- Tu Zayn. Słuchaj jest taka sprawa, że stoimy pod biurem twojej mamy, ale jej nie ma i jest zamknięte. Możesz jej powiedzieć, że czekamy?- Puknęłam się w czoło z ich głupoty.
- Debile z was. Ona jest do poniedziałku w Paryżu. Więc sobie postoicie. Cześć. - Już chciałam się rozłączyć ale przerwał mi jego krzyk.
- Czekaj.! A możesz tutaj przyjść? Mieliśmy dzisiaj popracować nad strojami. Więc może nam pomożesz?- W tle było słychać jakieś szept. Później czyjś krzyk, jakieś piski, śmiechy i krzyki dziewczyn.- Proszę cię pośpiesz się! Jesteśmy za budynkiem!- Oprócz jego krzyków i pisków jakiś dziewczyn nic nie słyszałam. Później tylko pikanie zawiadamiające mnie o przerwanym połączeniu. Westchnęłam i nie mając wyboru wstałam i poszłam na poszukiwanie jakiegoś ubranka na dziś dzień.
W łazience wykonałam poranną toaletę ogarnęłam stan mojej twarzy i gotowa wyszłam z łazienki zmierzając na dół gdzie zastałam ZNÓW wesołego Josha.
- Gdzie są klucze od biura? Przygłupy na mnie czekają.- Wzięłam jabłko i podrzuciłam je do góry.
- Na wieszaku w holu. Jak minęła ci wczorajsza randka?- Uśmiechnął się zadziornie i poruszał brwiami.
- Ni jak. Nie przyszedł.- Wgryzłam się w jabłko sprawdzając czy aby wszystko zabrałam z góry. Jakoś nie miałam ochoty się tam wracać.
- Zjebałaś go?- Otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam na niego zdziwiona. Nigdy ale to przenigdy przy mnie nie używał tak bardzo brzydkich słów.
- Tak trochę. Spadam. Cześć.- Zabrałam jeszcze po drodze klucze od biura i zaczęłam zmierzać w stronę biura.
Tak na prawdę to dopiero teraz uświadomiłam sobie dwie rzeczy. Jeżeli oni tam są to na pewno jest z nimi Harry, a jeżeli napadły ich fanki co mogę wywnioskować z pisków dziewczyn i krzyków chłopaków to napadły również Harry'ego. Jakoś mi ten tok myślenia poprawił nastrój. Oczywiście zwolniłam swojego kroku i szłam teraz w tak zwanym ślimaczym tempie. A niech się pomęczą. Ooo, może sobie jeszcze kawusię kupię? Podeszłam do budki z kawą i zamówiłam sobie jedno cappuccino z racji tego, że mój organizm nie przyjmuję innego stanu kofeiny. Jednym słowem później rzygam dalej niż widzę. Tak, że ten mam przejebane jak mam kaca. Ale tak szczerze to nawet nie lubię kawy. A więc żadna różnica.
Szłam spokojnie popijając swoje śmietankowe cappuccino aż tu nagle co widzę? Zadowolone dziewczyny z jakąś męską bluzą w rękach. Zaśmiałam się na myśl, że to może być bluza któregoś z pajaców. Po chwili jednak spoważniałam. A jeśli coś im się stało? Te dziewczyny są tak trochę jebnięte na umyśle więc nigdy nie wiadomo. Przyśpieszyłam trochę ale tak prawie nie znacznie żeby nie było.
Weszłam za budynek i nigdzie ich nie widziałam. Poczułam dziwne ukłucie w środku które szybko zniknęło i przyszło poczucie ulgi. Wreszcie koniec z nimi! Tak! Wszystko dzięki nijakiej pięknej, zajebistej Harriet Marie Lane! Dziękujcie mi człowieki.
- Juhu! Kretyni? Do nogi!- Jednak tak dla własnego bezpieczeństwa wolałam się upewnić czy aby na pewno ich tutaj nie ma. Później jak będę składać zeznania i wezmą mnie na wykrywacz kłamstwa to powiem prawdę. Wołałam ich.
- Harriet? Jezu boskie szybciej się nie dało?- Za śmietnika wynurzył się Liam a za nim reszta hołoty. Jak się okazało to była chyba bluza Louis'a ponieważ tylko on był na krótki rękawek.
- Louis zgubiłeś bluzę?- Uśmiechnęłam się wrednie w jego stronę. On tylko wykrzywił twarz w jakimś dziwnym i nieznanym dale mnie znaczeniu.
- Zrobię z twojego życia koszmar z ulicy więzów.- Mruknął do mnie i przeszedł obok otrzepując się z jakiś śmieci.
- Uważaj żebym ja ci paranormal nie zrobiła.- Poklepałam go po ramieniu i zaczęłam się kierować w stronę wejścia.
- Harriet możemy pogadać?- Jak mniemam Harry chciał wejść ze mną na ścieżki pokojowe.- Juhu! Harriet mówię do ciebie.- Nadal go ignorowałam i zaczęłam się męczyć z tylnymi drzwiami.- Harriet odezwij się!- Jego krzyk sprowokował mnie do rzucenia w niego kluczami ale powstrzymałam się i rzuciłam w niego moim pustym kubkiem po cappuccino. Niestety się uchylił.
- Słyszę cię debilu.- Otworzyłam te pieprzone drzwi.
- To dlaczego udajesz jeszcze głupszą niż jesteś?- Odwróciłam się do niego i pokazałam mu dwa środkowe palce i uśmiechnęłam na koniec. Weszłam jako pierwsza, wyłączyłam alarm i szłam dalej zawzięcie. Zaczęłam mamrotać jakieś nie do końca zrozumiałe słowa.
- Jebnę mu takiego hejta, że krowy powiedzą hej.- Usłyszałam obok mnie śmiech więc spojrzałam na bok. Obok mnie szedł zadowolony Zayn.
- Ostra jesteś.- Szturchnął mnie w ramie na co wywróciłam oczami.- Jestem Zayn.- Wyciągnął do mnie dłoń, ale ja tylko spojrzałam na niego dziwnie.
- Mam ci napluć?- Szybko zabrał rękę a ja otworzyłam drzwi do biura. Usiadłam sobie na krzesełku i zaczęłam ich ignorować. A co mi tam. Jak coś zgonię na nich.
Czułam na sobie jakieś przenikliwy wzrok. Ale gdy tylko patrzyłam na chłopaków to nie zauważyłam aby któryś z nich mi się przyglądał. Dziwne. Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu które znałam na pamięć i wyglądało niby tak jak wcześniej ale coś tutaj mi nie pasowało. Wiem! Kwiatek stoi krzywo. Wstałam i podeszłam do dużej szafy. Stanęłam na krzesełko i aż otwarłam oczy ze zdziwienia. Wyciągnęłam schowaną za doniczką małą kamerkę która migała czerwonym światełkiem.
- Jebana założyła kamerę.- Zeszłam z krzesła i zaczęłam obracać urządzenie w palcach. Po chuja jej kamera w jej własnym biurze? Jebło odo końca?
- Jest włączona.- Chwyciłam się za serce. Przestraszyłam się głosu obok mojego ucha. Jak się okazało to ten blondyn co wczoraj tłumaczył Harry'ego przysporzył mnie o palpitację serca.
- Skąd wiesz?- Zapytałam trochę zdziwiona jego wiedzą. Niby skąd mam pewność, że on mnie nie okłamuję?
- Bo miga to światełko. Wszystko co teraz mówisz lub robisz jest nagrywane i albo zapisywane albo wyświetlane.- Wzruszył ramionami i wrócił do swoich przyjaciół. Hmm ciekawe. Uśmiechnęłam się lekko i schowałam kamerkę do biurka.
- Ej! Debile który z was jest wolny?- Spojrzeli najpierw na mnie, a później na siebie. Wszyscy zgodnie pokazali na Stylesa który się zarumienił.
- Przeznaczeni?- Louis poruszał zabawnie brwiami. Harry zrobił się jeszcze bardziej czerwony niż wcześniej przez co chciało mi się śmiać.
- Ok. A nikt nie ma ochoty zdradzić swojej dziewczyny?- Jakoś nikt się nie zgłosił.- Ale na pewno? Jeszcze nie za późno.- Nadal nic.- Dobra kopio batmana chodź tu.- Harry podszedł do mnie nie pewnie. Wyciągnęłam kamerkę z biurka i podłączyłam ją do komputera. Zobaczyłam siebie i znalazłam wreszcie zapis z kamery. Usunęłam wszystko od momentu jak ją znalazłam, wyłączyłam, ustawiłam z powrotem i znów włączyłam. Powiedziałam gdzie ma stanąć Batman i wszystko mu po cichu wytłumaczyłam. Chłopaki prawie nie mogli ze śmiechu ale Styles był zdeterminowany i gotowy do pracy. Niestety chłopaki mnie rozpraszali więc grzecznie ich wyprosiłam słowami 'Spierdalać albo dzieci nie będziecie mieć'. Podeszłam do niego jakby nigdy nic i stanęłam na przeciwko. Biedaczek chyba nie był pewny co do mojego pomysłu ale ja byłam do niego przekonana w 100%.
- Jesteś pewna?- Szepnął ledwo słyszalnie tak aby mikrofon kamery tego nie dosięgnął. Czy byłam pewna? Kurwa ja tego pragnęłam! Pokiwałam lekko głową na znak zgody, a on dotknął jedną ręką mojego policzka, a drugą chwycił mnie w talii i przyciągnął jeszcze bliżej siebie. Wspięłam się na palcach aby było nam łatwiej, a on się pochylił i złączył nasze usta pocałunkiem. Na początku delikatnie ale później o wiele odważniej. On się w to wczuł to co ja mam być inna? Owinęłam swoje ręce wokół jego szyi i wspięłam się wyżej na palcach. Rozszerzyłam szerzej usta i do gry weszły nasze języki które toczyły z sobą zażartą walkę o terytorium. Po moim ciele zaczęły przechodzić dreszcze, a od środka czułam takie łaskotanie w brzuszku i ciepełko które rozchodziło się po mnie.
- Harriet ja....- Oderwałam się niechętnie od Harry'ego z powodu wejścia do środka Josh'a. Chłopaki którzy stali za nim zatykali sobie rękami usta byleby się nie zaśmiać. A Josh? Wyglądał dziwnie. Raz czerwony na twarzy, później biały jak ściana i jakoś unormowany koloryt.
- Cześć.- Pomachałam do niego nieśmiało i oblizałam mokre usta. Spojrzała ukradkiem na Harry'ego. Piorunował wzrokiem chłopaków, a w szczególności Louis'a.
- Tak. Cześć. Właśnie aby uniknąć takich sytuacji zainstalowałem tą kamerkę. Cóż chyba dobrze zrobiłem co nie?- Josh ściągnął kamerkę i schował ją do torby przewieszonej przez jego ramię. Normalnie kopara mi opadła. On to zainstalował nie mama!.
- Bo... Ale... Ja... Czemu?- Jakoś nie mogłam złożyć żadnego w miarę sensownego zdania. No bo co miałam powiedzieć?
- Bo wiedziałem, że coś ściemniasz z tym całym zjebaniem go i, że nie przyszedł na tą randkę na którą szykowałaś się tyle czasu.- Uśmiechnęła się i gdy zobaczył, że sięgam po pudełko z zszywkami ulotnił się i zamknął drzwi przez co pudełko uderzyło o drzwi. Drugi raz w tym dniu chybiłam.
- To prawda co powiedział?- Harry spojrzał na mnie z nadzieją. W jego oczach było można odczytać tyle uczuć które przyprawiały mnie o łaskotanie w brzuchu. Pewnie bym mu powiedziała prawdę gdyby nie wtargnięcie chłopaków do środka.
- Jaja sobie robisz? Ugh, teraz muszę wydezynfekować usta.- Zostawiłam go zdziwionego z chłopakami i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam się szczerzyć jak głupia. Dotknęłam palcami jeszcze gorących warg od pocałunku i zjechałam na dół po szafce nie mogąc ustać z przypływu emocji.

22 wrzesień
  cóż mój plan powiódł się w połowie. Trochę było starej mnie i trochę nowej ukrytej mnie. Cały czas czuję pocałunki Harry'ego na swoich ustach chociaż od naszego pocałunku minęło kilka dobrych godzin. Ten chłopak zaczyna mnie zaskakiwać. Ale serio kto by się spodziewał, że on tak całuję? Znaczy całowałam się z nim wcześniej ale wtedy byłam wstawiona i nie zwracałam na to większej uwagi ale teraz.... Och! To było coś!
--------------------------------
Jak tam? 
Relację Harriet-Harry nadal będą napięte czy dziewczyna mu odpuści?

poniedziałek, 7 stycznia 2013

6


----------------------------------------------------------------
21 wrzesień
  boję się. Tak przyznaję boję się. Czego? Dwóch rzeczy. Po pierwsze wczoraj byłam zdecydowana o moim powrocie do szkoły, ale teraz z minuty na minutę jestem to tego co raz mniej przekonana.  Nie wiem czy uczniowie naszego liceum zmienili o mnie zdanie w ciągu tego tygodnia czy nie. Mam nadzieję, że nie ale nigdy nic nie wiadomo. 
Druga rzecz to moje wyjście z Harrym. Wiesz, że mi się śnił? Dziwne co nie? Ale najgorsze było to, że w tym śnie byłam z nim...szczęśliwa? No chyba tak bo się uśmiechałam. 

Zamknęłam zeszyt pod napływem emocji. Nie lubię mówić o sobie i najwyraźniej pisać też nie lubię. Świetnie jestem wybrykiem natury. Nie ma co. Mój budzik zadzwonił ustawiony jak zawsze na 6:40. Nikt nie przyszedł się pytać czy może dziś powracam do cywilizacji. Cóż bywa.  Zabrałam przygotowane wczoraj rzeczy i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy, pomalowałam rzęsy i oczy grubą kredką, usta pomalowałam czerwoną szminką którą swoją drogą często używam. Ubrałam się i nałożyłam na głowę czapkę. Uśmiechnęłam się lekko do lustra. Zabrałam swoją torbę i zeszłam na dół.
W kuchni zastałam samego Josha o.O który jadł śniadanie. Na mój widok zakrztusił się i zaczął kaszleć. Poklepałam go po plechach, tak, że przestał się dusić ale czerwony na twarzy został.
- Idziesz do szkoły?- Odłożył resztę kanapki na talerzyk i wytarł ręce. Wpatrywał się we mnie z uśmiechem i tak jakby lekkim zadowoleniem? Sama nie wiem co to było.
- Nie chcę być tak tępa jak Jack.- Usiadłam po drugiej stronie stołu i zaczęłam jeść swoje śniadanko które składało się z jabłka i szklanki soku. Może to nie dużo ale przez tydzień prawie nic nie jadłam więc chcę najpierw przyzwyczaić mój pusty żołądek do pracy.
- Ale przecież on chodzi do szkoły.- Josh chyba się trochę zastanawiał nad tym co powiedział. Jakoś nie specjalnie był pewny swojej wypowiedzi co mnie nie dziwi bo po moim przyjacielu można się wszystkiego spodziewać.
- O ironio!- Wzniosłam ręce do góry w teatralnym geście. Josh się zaśmiał, a ja z przerażeniem zorientowałam się, że pewnie mój inaczej inteligenty przyjaciel na mnie czeka. Zabrałam swoją torbę i wybiegłam z domu. Na chodniku czekał na mnie Jack z zniecierpliwioną miną.
- Sorry, zagadałam się z Joshem.- Przytuliłam się do niego i ruszyłam w znanym mi kierunku. Nawet się nie zorientowałam, że on za mną nie idzie. Odwróciłam się.- Na dolej rusz się.- Ponagliłam go ręką aby w końcu ruszył.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z moją Harriet?- Potrząsnął mną lekko. Zaśmiałam się i razem ramię w ramię ruszyliśmy do szkoły.
- Nadal tu jestem. Tylko chciałam być miła i tyle.- Chyba nie zbyt mi uwierzył. Znaczy ja sama nie wiem dlaczego z nim rozmawiałam ale dobrze jest.
- Tak, tak wciskaj sobie. Zmieniłaś się Marie i mama nadzieję, że już taka zostaniesz.- Spojrzałam na niego spod byka.
- Co ci mówiłam o używaniu mojego drugiego imienia dziadzie?- Uśmiechnął się i przewrócił oczami. Nadal nie lubię gdy ktoś mówi do mnie Marie. Może lepiej do mnie pasuję ale brzmi tak jakoś łagodnie. A Harriet brzmi inaczej. Tak wredniej co mi bardzo, ale to bardzo odpowiada.
- Coś mi się wydaję, że ludzie poznają nową Harriet. A tak po za tym to gdzie wybierasz się ze Stylesem?- Przez jego pytanie wlazłam w bramę szkolną. Otrząsnęłam się i poprawiłam czapkę. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Skąd ty to kurwa wiesz?- Raczej wysyczałam do niego niż powiedziałam. No bo niby skąd ten debil to wie? A po za tym jeżeli jeden kretyn na tym walniętym świecie to wie to na pewno jest tak ciutkę więcej tych kretynów.
- A to jest zabawna historia wiesz?- Włożył do swojej szafki kurtkę i oparł się o nią cierpliwie na mnie patrząc.- Opowiadałem ci?
- Nie.- Zaczynałam tracić tą jakże świętą cierpliwość. Chociaż do niego to jej chyba nigdy nie miałam. Albo miałam ale tylko tak troszkę.
- To może kiedyś ci powiem.- Uśmiechnął się wrednie i poszedł w stronę klasy. Zaczęłam walić głową o szafkę.- Pospiesz się mamy historię!.- Usłyszałam jego krzyk. Wypuściłam głośno powietrze i ze wściekłą miną ruszyłam za nim.
- Ale z ciebie debil wiesz?- Powiedziałam do niego i szybko go wyminęłam. Nasza zasada 'kto pierwszy ten lepszy' obowiązuję również w szkole. Ja jak i on chcemy zawsze siedzieć przy oknie. W lato jak jest ciepło to można je otworzyć, a w zimę ma się obok siebie grzejniczek. No po prostu luksus!
Po wejściu do klasy zwróciłam na siebie uwagę wszystkich uczniów w klasie. Niektóry się do mnie uśmiechnęli. Miłe z ich strony. Wszystko by było dobrze gdyby nie to, że MOJE miejsce było zajęte przez jakąś laskę. Najwyraźniej mnie nie zauważyła, ale klasa już wiedziała, że będą kłopoty. Coś tam do siebie mruczeli ale ja nie zwracałam na nich uwagi. Położyłam torbę przed dziewczyną, a ta lekko podskoczyła przestraszona.
- Nie wiem czy wiesz ale to moje miejsce więc sio!- Machnęłam ręką jakbym odganiała muchę, a ona patrzyła się na mnie jak na kosmitę.
- Po pierwsze to miejscy nie jest podpisane, a po drugie jak tu przyszłam to cię nie było od poniedziałku.- Co? No co za bezczelna ta dzisiejsza młodzież. Rozejrzałam się po klasie. Wszyscy się  na nas gapili. I dobrze, będę miała okazję im pokazać, że wróciła Harriet i nie będzie już sielanki.
- Po pierwsze jest podpisane.- Wskazałam palcem na napis 'chuj ci w dupę Harriet' wykonany przez Jacka.- pod ławką znajdziesz również pełno gum z moim DNA. Po drugie już jestem, więc jeżeli nie chcesz abym zamieniła twoje życie w piekło to się grzecznie przesiądziesz i będziesz mnie unikać. Zrozumiano?- Przestraszona dziewczyna pokiwała głową i szybko zniknęła z moich oczu przesiadając się na sam przód. Uśmiechnęłam się zadowolona i usiadłam na swoim miejscu.
- Oj, Jack nie było mnie zaledwie tydzień a ty już sobie nie radzisz.- Poklepałam przyjaciela po ramieniu i pokręciłam głową z uśmiechem.
***
Stałam przed lustrem i zastanawiałam się czy aby po pierwsze: dobrze wyglądam, i po drugie: czy aby dobrze robię? On myśli, że to randka, a co to jest dla mnie? Spotkanie przyjacielskie? A może również randka? Albo tylko normalne spotkanie? A co jeżeli później będę chciała więcej? Jezu pieprzyłaś się z nim dwa razy to trzeci też możesz.~ Zaśmiałam się cicho z własnych myśli. Ale to prawda. Wątpię czy by mi się oparł. Raczej nie.
Poprawiłam jeszcze raz swoje włosy i wyszłam z pokoju. Mieliśmy się spotkać w parku, niedaleko ich domu. Nie chciałam jechać samochodem, wolałam się przejść i jeszcze pomyśleć.
- Wychodzisz gdzieś?- Na dole złapał mnie Josh który miał dziś wyjątkowo dobry humor który tak troszkę udzielił się mi.
- No.- Szybko, precyzyjna i treściwa odpowiedź chyba go nie do końca zaspokoiła bo szedł za mną dopóki się nie odwróciłam do niego przodem.
- A z kim jeśli można wiedzieć?- Wziął łyżeczkę lodów do ust. Co on w ciąży?
- Z Harrym. Nie wiem gdzie. Nie wiem o której wrócę, mam kluczę. Muszę iść bo się spóźnię część.- Uśmiechnęłam się do niego krzywo i zniknęłam za drzwiami domu. Znałam drogę ponieważ nie raz tam byłam.
Szłam chodnikiem mijając różne sklepy i kawiarenki. W jednym z lokali przy szybie siedział uśmiechnięty Harry, a na przeciwko niego jakaś blondynka której na początku nie rozpoznałam, ale później zobaczyłam w nie Taylor. Przecież mogą się spotykać. Na pewno przyjdzie.~ Skąd u mnie takie optymistyczne myśli? Dalej szłam do celu. Aż w końcu usiadłam na ławce na której mieliśmy się spotkać. Jedna część mnie cieszyła się jak głupia, że zaraz go ujrzy, a druga chciała stąd spieprzać i wcisnąć mu kit, że byłam wtedy naćpana i dlatego się zgodziłam. Cóż niestety zwyciężyła ta pierwsza.
Było już coś po 20, a jego nadal nie było widać. Z sekundy na sekundę robiło się co raz zimniej i moje złudne nadzieję wygasały. Postanowiłam pójść do niego i mu wygarnąć. A może chciałam go zobaczyć i wysłuchać jego wytłumaczenia? Cóż kórz to wie... Ja! Nie żart.
Zacisnęłam dzwonek do drzwi i czekałam aż ktoś mi otworzy. Jak się okazało tym dobrym człowiekiem był Liam(?)
- Hej, ty jesteś Liam?- Zapytałam dla pewności. Wolałam się upewnić niż powiedzieć coś co będzie od czapy i jakieś takie nijakie.
- Tak. Cześć Harriet. Wejdź.- Zaprosił mnie gestem ręki do środka. Stanęłam w holu i odwróciłam się do niego.
- Zastałam może Harry'ego?- W mojej głowie małe ludki skakały z podekscytowania i chciały go zobaczyć, ale ja miałam nadzieję, że jednak go nie ma.
- Tak. Jest w salonie chodź.- Liam ruszył przodem, a ja poszłam za nim. Wydawał się bardzo miły. I chyba najbardziej rozgarnięty. Ale cóż rozmawiałam jak na razie tylko z dwójką (nie licząc Liam'a) z całej piątki.
- Harry masz gościa.- Weszłam nie pewnym krokiem do środka. Harry zrobił smutną minę, a Louis zagwizdał. Ale to był raczej taki gwizd współczucia(?)
- To my was może zostawimy.- Louis machnął na chłopaków ręką i cała czwórka wyszła z pomieszczenia zostawiając mnie sam na sam z loczkiem.
- Harriet ja...- Wstał i zaczął swój monolog ale ja mu przerwałam podsieniem ręki do góry. Zatrzymał się i zamknął.
- Nie przyszłam słuchać twoich wytłumaczeń- Właśnie, że przyszłaś.- Chciałam ci tylko powiedzieć, że dobrze się stało. Dobrze zrobiłeś nie przychodząc.
- Co? Dlaczego?- Podszedł do mnie na tyle blisko, że mogłam bez problemu poczuć zapach jego perfum. Za blisko, jak dla mnie stoi za blisko.
- Sama miałam co do tego spotkania wątpliwości, a ty je rozwiałeś.- Spuściłam wzrok nie mogąc wytrzymać jego natarczywego spojrzenia.
- To nie tak, że ja nie chciałem przyjść. Po prostu przeciągnęło mi się spotkanie, a potem....
- Widziałam cię.- Znów mu przerwałam ale tym razem słowami. Odważyłam się na niego spojrzeć. Wydawał się nie na tyle zdziwiony co zawstydzony.
- Ale Harriet...
- Zamknij się. Widziałam cię z Taylor i nie mam ci tego za złe chyba. Ale mniejsza o to. Ja po prostu nie chcę z twojej strony takie zachowania. Jeżeli jesteś z nią umówiony to po cholerę umawiasz się ze mną? Żeby mnie wystawić? Żeby mieć nade mną tą jebaną przewagę? Ja za takie coś dziękuję.- Spuściłam na dół głowę, a on uchwycił mój podbródek i zmusił mnie tym do spojrzenia sobie w oczy.
- Chciałem się z tobą spotkać. Na prawdę zafascynowałaś mnie.
- Ty też mnie zafascynowałeś ale najwyraźniej ta fascynacja minęła ponad godzinę temu gdy siedziałam w tym jebanym parku i marzłam z jakąś głupią nadzieją, że może przyjdziesz.- Przełknęłam ślinę.- Może lepiej będzie jeżeli skończymy naszą znajomość już teraz. Oszczędzimy sobie tym wiele cierpień. - Ściągnęłam jego ręką z mojej twarzy i wyszłam z pomieszczenia w którym się znajdowaliśmy. Przy ścianie zastałam czwórkę chłopaków którzy urządzili sobie seans z nami w roli głównej.
- Koniec teatru.- Chyba się zmieszali na mój widok i słowa skierowane do nich. Pewnie wdałabym się z nim w jaką konwersację gdyby nie Harry który również wyszedł z salonu. Nie patrząc na niego wyszłam z ich domu. Jednak na chodniku zatrzymał mnie głos wołający moje imię.
- Matko jak ty szybko chodzisz.- Blondyn który stał również przy ścianie zatrzymał się przede mną i zgiął się w pół próbując złapać oddech.
- Co chcesz, śpieszy mi się.- Chciałam stąd uciec abym czasem nie natknęła się na Harry'ego który postanowi się przejść czy coś.
- Harriet nie rób mu tego. On bardzo chciał się z tobą spotkać ale Taylor miała jakiś problem, a oni się przyjaźnią i chciał jej pomóc. Dlatego się spóźnił.- Najwyraźniej jego przyjaciel chciał go jeszcze uratować.
- Mógł wysłać mi chociaż SMS-a, że się spóźni. Mógł przyjść po czasie. Ja tam siedziałam i czekałam! Jak skończona idiotka! Nie pozwolę aby znów jakiś samiec mnie zranił!- Zaczęłam krzyczeć, a blondyn chyba się mnie trochę przestraszył. Nie czekałam na jego odpowiedź. Po prostu odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę domu z wielką chęcią rzucenia się na łóżko napisania czegoś w zeszycie i pójścia spać.

21 wrzesień
  cóż moje wątpliwości nie było bezpodstawne. Harry nie przyszedł. Spotkał się ze swoją przyjaciółką- Taylor i zapomniał o mnie. Poszłam do niego aby powiedzieć mu, że nie chcę mieć z nim żadnego kontaktu. Ciężko mi było to powiedzieć bo mimo tego, że prawie go nie znam to tak trochę go lubię.
W szkole znów pokazałam, że jestem sobą. No tylko dla nich bo Jack stwierdził, że się zmieniłam na lepsze. Jeszcze się zdziwi.
Od jutra przystępuję do mojego planu ''Powrót Harriet''. Nie będzie im ze mną tak lekko.
-------------------------------------------------
Jest! Napisałam! Za wszystkie błędy przepraszam. 
Cóż nie będzie jeszcze sielanki :D

niedziela, 6 stycznia 2013

5


-------------------------------------------------------------------

20 wrzesień
   dlaczego to robię? Dlaczego od dnia jego pogrzebu piję? Dziś mija tydzień jak go pożegnałam. Czy czas pomaga mi w tym wszystkim? Nie. A może to trzeba dłużej czekać? Tylko ile? Miesiąc, rok, dwa lata? Ja chcę już teraz poczuć ulgę. Chcę aby już teraz zniknęło ze mnie to dziwne uczucie pustki i samotności. I może właśnie teraz odpowiedziałam sobie na pytanie. Dlaczego piję? Bo chcę zapomnieć i poczuć się wolna. Tylko cholera jakoś mi to nie pomaga. Nie chodzę do szkoły, nie rozmawiam z nikim. Żyję tylko w swoim pokoju. Czy to dobrze? Takie izolowanie się od świata chyba nie pomaga ale czuję się wtedy jakoś... lepiej? Nie wiem.

Zamknęłam zeszyt w którym zapisuję wszystkie swoje uczucia od równego tygodnia. W tym oto zeszycie zamieszczam wszystko co nie może ujrzeć światła dziennego.
Spojrzałam na zegarek. 12:00. Josh pewnie jest w pracy mama zresztą też. Może to moja okazja? Otworzyłam swoją dużą szafę i zaczęłam wyrzucać rzeczy na podłogę. Coś odpowiedniego, coś odpowiedniego... Uśmiechnęłam się na widok swojej zdobyczy w postacie wybranych rzeczy. Udałam się do swojej łazienki i od razu weszłam do kabiny prysznicowej. Ciepła woda przyjemnie gładziła moją skórę, jakby oczyszczała mnie ze smutku.
Wytarłam się i stanęłam przed dużym lustrem. Miałam na sobie tylko bieliznę. Widziałam dokładnie zarys swoich żeber, kości biodrowych. Schudłam. I to dużo. Ciekawe jak będę wyglądała w czarnych rzeczach. Czas sprawdzić. Ubrałam spodnie, później bluzkę. Bluzka była dość obszerna do dodało mi kilka kilogramów. Pomalowałam rzęsy i usta na czerwono. Nałożyłam na twarz trochę podkładu aby zatuszować swoje cienie pod oczami. Czapka na łeb, okulary i mogę iść.
Zabrałam swój telefon i postanowiłam go włączyć. Leżał na biurku od kilku dni wyłączony, teraz to będzie ciekawie. Zobaczymy kto i jak mocno się o mnie martwił.
Stałam z ręką na klamce i bałam się ją otworzyć. Dlaczego? Przecież nie spotkam tam nikogo kto mógłby mnie jeszcze bardziej dobić. A jednak. Jednak miałam jakąś cholerną obawę.
- Och, Harriet przestań pierdolić.- Mój własny głos rozniósł się echem po pustym holu. Nacisnęłam klamkę i wyszłam z domu. Byłam na dworze. Jakoś tak dziwnie.
Zmierzałam do miejsca którego się bałam? Może nie tyle co się bałam ale po prostu mnie przerażało. Gdyby nie to, że nie mam ochoty na towarzystwo innych poprosiłabym Jacka aby ze mną poszedł. Nie! Co ja robię?! Jestem Harriet przecież ja się nie boje. Przecież to mnie się boją.
- Cześć.- Podskoczyłam na głos jakiegoś człeka za mną. Odwróciłam się i napotkałam niebiesko-szare oczęta wpatrujące się we mnie. Ściągnęłam okulary abym lepiej mogła odróżniać kolory.
- Co chcesz?-Może zabrzmiałam trochę sucho i wrednie ale nie potrafiłam tego opanować. Co prawda on mi nic nie zrobił ale czułam do niego pewnego rodzaju niechęć? Sama nie wiem. Chociaż jednego byłam pewna. Nie chciałam z nim długo rozmawiać jeżeli w ogóle chciałam z nim rozmawiać.
- Jej miła jesteś. Dlaczego nie odbierasz telefonu?- Dopiero teraz przypomniałam sobie o telefonie który miałam w kieszeni.
- A skąd masz lub może macie mój numer?- Dalej, dalej obraź się i idź! Na co czekasz?! Nie chcę cię tu, sio!
- Tajemnica zawodowa. Gdzie stąpasz zacna pani? Z chęcią ci potowarzyszę.- Ukłonił się lekko, a na mojej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia.
- Do sex shopu.- Palnęłam pierwsze co mi przyszło do głowy. Jego twarz zrobiła się różowa, a na twarzy wystąpiło zmieszanie. Mimowolnie na mojej twarzy wystąpił uśmiech który próbowałam zamaskować ale mi to nie wychodziło. Co niestety wielmożny Louis zauważył.
- Wkręcasz mnie! Tak nie wolno.- Zrobił obrażoną minę, ale po chwili również się uśmiechnął.- Ładnie ci z uśmiechem.- Gdyby nie fakt, że to frajer z którym prawdopodobnie się pieprzyłam czego nie pamiętam to pewnie bym się lekko zarumieniła.
- Na mnie takie teksty nie działają.- Odeszłam kawałek i usiadłam na ławce skrytej w cieniu drzew. Słońce prawie nie świeciło ale nie chciałam siedzieć jakoś na widok. Wolałam trzymać się cienia.
- A skąd wiesz, że on miał działać? Powiedziałem prawdę.- Usiadł obok i cały czas mi się przypatrywał. Nie wiem co on widział tak bardzo interesującego. Ja widzę tą samą twarz od kilkunastu lat i nie widzę w niej nic szczególnego oprócz trochę dziwnego nosa.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz?- Mogłoby się wydawać, że powinien się jakoś dziwnie poczuć moją szczerością ale nie. Dla niego to wcale nie było krępujące.
- A tak się zastanawiam co ten mój Harry w tobie widzi.
- Jej dzięki za szczerość. Chwila co?- Normalnie to bym się wkurzyła ale z racji tego, że nie oszukujmy się nie jestem w normalnej sytuacji to mogę odpuścić. Ale cóż ta druga część, a raczej końcówka wypowiedzi mnie bardzo zdziwiła. A może mu się to tylko tak o powiedziało?
- Ups. Wiesz co? Może uznajmy, że tego nie powiedziałem dobra?- Uśmiechnął się do mnie miło, co nie często się zdarzało. Mało osób się do mnie uśmiechało. A nawet jeżeli to zrobili to zawsze wychodziło im to jakoś wrednie lub złośliwie.
- I tak się dowiem.- Oparłam się i wyciągnęłam przed siebie nogi.- Dlaczego ty ze mną rozmawiasz?- Jego twarz znów rozjaśniła się wielkim uśmiech który sięgał oczu.
- Bo cię lubię.- Usiadł tak samo jak ja.- Jesteś inna niż te wszystkie dziewczyny. Nie piszczysz na nas widok, nie uważasz na słowa, mówisz co ci ślina na język przyniesie. Jesteś po prostu prawdziwa.- Dobra. Teraz to mnie dziad zawstydził. Ale serio. Poczułam ciepło które zaczęło wspinać się po szyi aż do policzków.
- I wcale ci to nie przeszkadza? Moja wrodzona wredota, to że jestem arogancka, nie potrafię się zachować nawet na pogrzebie własnego ojca, że uwielbiam rządzić innymi. Nic, a nic?- Szczerze to byłam tym wszystkim zdziwiona. A dokładniej to moim zachowaniem. Dlaczego ja z nim w ogóle rozmawiam? Co się ze mną dzieje?
- To tylko dodaje ci uroku i trochę dołuję Zayn'a co poprawia mi jeszcze bardziej humor.- Znów szczery uśmiech. Jak on to robi? Dlaczego on potrafi się cały czas uśmiechać, a ja tak nie potrafię? To takie trochę nie fair i chyba jestem tak tyci-tyci zazdrosna.
- Dlaczego go dołuję?- Usiadłam po 'turecku' w jego stronę abym nie musiała wykrzywiać szyi. Nie będę później przez niego cierpieć. O nie.
- No bo on uwielbia dokuczać innym. Myślał, że będzie mógł z tobą się trochę podroczyć ale jak usłyszał jakimi tekstami walisz stwierdził, że on na taki survival się nie piszę. - Uśmiechnęłam się lekko. Tak jakby trochę zrobiło mi się miło gdy usłyszałam, że dorosły facet boi się ze mną kłócić bo wie, że przegra. No mówię wam cudowne uczucie.
- Pochlebia mi.- Spojrzałam na swoje palce, a potem znów na uśmiechniętego Louisa.- Lou jak ty to robisz?
- Ale co?- Usiadł prosto i spojrzał przenikliwie na mnie Czułam się jakby mógł odczytać wszystkie moje najskrytsze myśli jeśli by tylko tego chciał.
- No cały czas się uśmiechasz.
- Nie wiem. nigdy się na tym nie zastanawiałem. Po prostu już tak mam. Wszystko mnie cieszy. Ale ja to nic. Niall ten to ma dopiero narąbane. Śmieje się z byle czego, i na dodatek zaraża tym innych. Przy nim nie idzie się nie śmiać.- W jego oczach rozbłysły małe iskierki. Mówił o swoim przyjacielu z taką wielką pasją(?). Mówił o nim jak o bracie.
- Też bym tak chciała.- Zakryłam usta dłonią. Za późno. Już nie cofnę tego co powiedziałam. Oczy Louisa zrobiły się wielkie ze zdziwienia.
-  Powiedziałaś to wiesz?- W jego oczach rozbłysł dziwny płomień który tak trochę mnie przeraził. Nigdy nie wiadomo co mu strzeli do tej jakże inteligentnej głowy.
- Może znów udamy, że tego nie powiedziałam?- Musiałam się chwytać ostatniej deski ratunku. Byleby zapomniał. Chociaż jak znam swoje szczęście to na pewno tego nie zapomni.
- Nigdy! Ale mam pomysł.- Wstał i podał mi rękę której nie uchwyciłam.- No dalej rusz się!.- Pociągnął mnie za dłoń. Stanęłam raptownie i równie szybko usiadłam. Louis wydawał się zdziwiony jakby zobaczył tańczącego kurczaka bez głowy.
- Muszę trochę posiedzieć. Nogi mi zdrętwiały.- Powiedziałam to jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. No dla mnie była, a jak dla niego to mało mnie to obchodziło.
- Jezu. Z babami.- Znów usiadł ale widać było, że chciał już iść. Zaczął tupać nogą aż w końcu się wkurzył i wziął mnie na baran bez żadnej mojej pomocy. Zaczął iść przed siebie dumny z tego co uczynił, a mi się śmiać chciało.
- Wiesz jak to wygląda?- Zapytałam się go, a on na chwilę przerzucił na mnie swój wzrok.
- Jak?- Znów patrzył na chodnik aby nie wejść w jakiś słup czy coś takiego.
- Jakbym cię gwałciła od tyłu.- Louis się zaśmiał, a ja razem z nim.- Dobra mogę już iść. Puść mnie.- On nic dalej szedł.- Louis jestem ciężka postaw mnie.
- Zamknij się. Jesteś lekka, a po za tym jest mi teraz ciepło w plecy więc nie zejdziesz.- I tyle było z mojej konwersacji z nim. Nie odstawił mnie na dół.
Na początku nie załapał gdzie idziemy i ogólne drogi nie rozpoznałam, ale teraz już wiedziałam i byłam przerażona. Serio. Od mojego wybiegnięcia z ich domu nie miałam z nimi żadnego kontaktu. A teraz co? Miałam wejść z Lou i udawać, że nic się nie stało? No raczej nie.
- Lou nie. Puść mnie.- Mój głos był stanowczy więc mnie odstawił tylko szkoda, że pod ich domem. Jeżeli to był jego błyskotliwy pomysł to on jest jednym słowem jebnięty na umyśle.
- Chodź. Będzie fajnie zobaczysz. Harry na pewno się ucieszy.- Ciągnął mnie za rękę, ale ja nie chciałam się poddać. Co to, to nie.
- Louis nie.- Wyszarpnęłam swoją rękę pod ich drzwiami.
- Dlaczego?- Chyba nie chciał dać za wygraną. Ale ja nie byłam lepsza. Trafił swój na swego. Czy coś takiego.
- Bo nie.- Odwróciłam się i chciałam sobie po prostu odejść ale nie! Bo dlaczego chociaż raz wszystko miało się potoczyć po mojej myśli?
- Harry! Masz gościa!- Louis stał w otwartych drzwiach i darł się jak najgłośniej potrafił. Wciągnął mnie zszokowaną do środka i zamknął za mną drzwi. Usłyszeliśmy jakiś huk u góry i kogoś szybkie kroki. Po chwili na dół zleciał zszokowany moją osobą Harry. Louis poklepał przyjaciela po ramieniu i odszedł dumny z siebie wesoło pogwizdując.
- Harriet. Cześć.- Harry podszedł do mnie najwidoczniej uradowany moimi odwiedzinami. Cóż nie powiem sama się jakoś dziwnie przyjemnie poczułam na jego widok. A jeszcze ten jego zachrypnięty głos wcale mi nie pomagał się ogarnąć.
- Cześć. Harry ja chciałam cię przeprosić za moje zachowanie.- Jeżeli już tutaj jestem to chyba mogę to dobrze wykorzystać, prawda? Sama bym się nie odważyła tutaj przyjść, a czułam jakąś wielką potrzebę przeproszenia go. On mi pomógł, a ja byłam dla niego niemiła. Cóż mogłoby się wydawać, że to normalne z mojej strony ale wobec niego nie mogłam taka być. Coś mi na to nie pozwalało. Jeżeli tylko się dowiem co to szybko co zniszczę.
- Nie masz za co przepraszać. Całkiem cię rozumiem. I wiesz nie miałem okazji pogratulować ci wspaniałego przemówienia. Szybko uciekłaś, a jak wybiegłem za tobą to już odjeżdżałaś.- No tak. Chłopcy byli na pogrzebie. Nie znali taty ale przyszli co było bardzo miłe z ich strony. Co?! Co ja gadam?! Weź się Harriet opanuj dziewczyno.
- Taaa, dzięki. Nie wszyscy uważaj tak samo jak ty. Ale nie ważne co było to było. Ja już pójdę. Cześć.- Odwróciłam się, ale Harry chwycił mnie za rękę zmuszając mnie do zatrzymania się.
- Spotkamy się jutro?- Wydawał się zmieszany i lekko zawstydzony co dodawało mu uroku. A lekki rumieniec jeszcze bardziej podkreślał jego piękną twarz.
- Pewnie czemu nie. Ale wiesz dopiero wieczorem. Już idę do szkoły także ten. Daj znać.- Jego uścisk na mojej ręce poluźnił się. Ostatnie muśnięcie jego palców o moją skórę i byłam wolna, a Harry wyraźnie zadowolony z siebie.
- Ok. Napiszę wieczorem. Pa.- Przytulił mnie, a ja szybko wyszłam zostawiając go samego. Słyszałam jeszcze jego krzyk: Tak zgodziła się! Tak idę z nią na randkę!
Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w dalszą drogę. Ale nie szłam w stronę cmentarza. Szłam do domu. Czułam, że nie powinnam była się teraz tam znaleźć. Nie teraz gdy mam choć trochę lepszy humor niż rano.

 20 wrzesień
  cóż jest już wieczór. Dzień minął mi szybko. To spotkanie z Lou, zaproszenie Harry;ego jakoś mnie podbudowało(?). Nie wiem, ale cieszę się jak głupia na nasze jutrzejsze spotkanie. Dostałam już od niego SMS-a, że będzie o 19. No i dobrze zdążę się jeszcze wyspać po szkole. 
Harry myśli, że to randka. Czy ja też tak myślę? Cholera nie wiem. Znaczy zaczynam go lubić, ale chyba tylko na tym zostaniemy. Jutro mu to powiem. Nie chcę aby się chłopak nastawił na nie wiadomo co.
Rozmawiałam z Jackiem i powiedziałam mu, że już od jutra wracam do szkoły. No bardzo się ucieszył bo sam nie mógł nic wymyślić aby obrazić Nicka. Ale czy ja będę potrafiła? Okaże się jutro. 
Tak w ogóle jutrzejszy dzień zadecyduję prawie o wszystkim. Czy ze wstaniem słońca powróci stara- nowa Harriet? Okaże się. 
----------------------------------------------------

sobota, 5 stycznia 2013

4


------------------------------------------------------------------------
Noc pamiętam jak przez mgłę. Telefon po północy, płacz matki, przyjście do mnie powiedzenie czegoś czego nie dopuszczam do swojej podświadomości. Leżę już tak trzy godziny i nadal nie mogę w to uwierzyć. Leżę i gapię się w sufit jakby to właśnie tam miały być odpowiedzi na moje pytania. Tylko ich cholera nie ma! Jak to się stało? Dlaczego? Kiedy? Kto? Tylko to miałam w głowie.
Ta cholerna cisz w okół mnie dobijała mnie całkowicie. Słyszałam swój własny oddech, słyszałam bicie swego serca. Miałam ochotę krzyczeć z frustracji, miałam ochotę rzucać wszystkim co mam pod ręką. Nie mogłam tego zrobić. Nie teraz. Wstałam po cichu i zaczęłam się ubierać w poszykowane rzeczy do szkoły. Zapewne i tak do niej nie pójdę. Związałam włosy w niedbałego kucyka.
Zabrałam swój telefon i po cichu wyszłam z pokoju. Wszędzie cisza i ciemność. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Szłam dzielnie patrząc pod nogi aby się nie wywrócić. Schody pokonałam bezszelestnie. Zauważyłam, że w salonie świeci się światło. Postanowiłam zajrzeć do środka. Na kanapie siedział Josh i głaskał głowę mamy która znajdowała się na jego kolanach. Pierwszy raz ujrzałam ich w takie sytuacji. Wyglądali jakby się kochali.
- Harriet? Gdzie idziesz?- Szept Josha był przepełniony troską której nigdy u niego nie słyszałam. No przynajmniej nie mówił tak do mnie. Nie wiem jak to jest z innymi ludźmi.
- Muszę się przejść.- Wyszłam nie czekając na jakieś słowa z jego strony. 
Noc była ciepła. Co jakoś mi nie poprawiło samopoczucia. Nie brałam ze sobą bluzy bo chciałam poczuć chłód, chciałam poczuć na swojej skórze zimne igły które wbijałyby się w moje odsłonięte ręce, które zmusiłyby mnie do poczucia czegokolwiek. Które zagłuszyłyby tą pustkę emocjonalną. W tej chwili nie czuję nic. Kompletnie nic. Jestem wyprana z uczuć. Nie wiem co mam zrobić, nie wiem gdzie mam pójść. Nie wiem co mam powiedzieć. To dobrze? Czy po takiej wiadomości jaką otrzymałam moje zachowanie jest odpowiednie? Nie wiem. Nie byłam nigdy w takiej sytuacji.
Usiadłam na ławce i patrzyłam gdzieś przed siebie. Nie widziałam nic ciekawego ale... Cholera sama nie wiem. Po moich policzkach spłynęły pierwsze łzy od trzech godzin. Dopiero teraz moja bariera samotności pękła, a wszystko co tłumiłam w sobie wypłynęło na wierzch. Nie mogłam złapać powietrza, dławiłam się własnymi łzami. Nie mogłam opanować własnego szlochu, przez moje ciało zaczęły przechodzić drgawki, a w klatce piersiowej poczułam ukłucie. Moje płuca domagały się powietrza którego nie mogłam im dać. 
- Harriet?- Widziałam jak przez jakąś zamazaną szybę ale głos rozpoznałabym wszędzie. Zerwałam się z ławki i zaczęłam biec. Chciałam uciec, chciałam uciec jak najdalej. Chciałam zostać sama, chciałam aby to wszystko się skończyło, aby to okazało się jednym wielkim koszmarem. Wiem, że biegł za mną. Słyszałam jego kroki, które były co raz głośniejsze i bliższe mojej osobie. Przyspieszyłam. Ból w klatce piersiowej nasilił się jeszcze bardziej przez mój maraton. Nie obchodziło mnie to. Ból jest lepszy niż pustka w środku. Wolę czuć to niż nic.
Poczułam mocny uścisk na moim nadgarstku, który spowodował moje zatrzymanie się. Zostałam odwrócona do osoby goniącej mnie. 
- Harriet dlaczego płaczesz?- Otarł dłonią mój mokry policzek pozbywając się przy tym mokrych kropelek które spływały po nim. Podniosłam na niego wzrok i zobaczyłam wielkie współczucie malujące się na jego twarzy. 
Miałam mu odpowiedzieć? Powiedzieć prawdę, czy może skłamać? Nie powiedziałam nic. Po prostu przytuliłam się do niego. Pozwoliłam sobie na słabość przy nim. Pozwoliłam aby osoba która nie miała widzieć, że mam uczucia zobaczyła, że można mnie skrzywdzić. Że ja Harriet Marie Lane mogę cierpieć. 
Ale przecież ja jestem tylko zwyczajnym człowiekiem. Jestem tylko kolejną marionetką. 
- Spokojnie.- Harry głaskał mnie po plechach i szeptał coś do ucha. W tej chwili czułam się potrzebna, czułam że ktoś mnie kocha i nie oczekuję niczego w zamian.
- Jego już nie ma.- Mój cichy szept został jeszcze stłumione przez jego bluzę. Chociaż wiedziałam, że usłyszał. 
- Kogo? Harriet, kogo już nie ma?- Spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami które nie były niczego pewne. Nie wiedział jak ma się zachować. Co ma powiedzieć, co przemilczeć. Ale nie mogę mu się dziwić. Sama tego nie wiedziałam.
- Odszedł. Na zawsze.- Upadłam na kolana z szeroko otwartymi oczami. Chyba dopiero teraz tak na prawdę to wszystko do mnie dotarło. Chyba dopiero teraz zrozumiałam co się stało dzisiejszej nocy. 
- Harriet! Kto?- Jego głos był co raz bardziej zmartwiony. Bał się. Bał się o mnie. 
- Ja już go nie mam.- Chyba zrozumiał, że nic ode mnie nie wyciągnie. Podniósł mnie do pionu i wziął na ręce. Oplotłam jego szyję swoimi rękami i położyłam głowę na jego ramieniu. Poczułam się bardzo zmęczona. Chciałam teraz tylko zasnąć i już nigdy więcej się nie obudzić. 
***Środa.
Usiadłam prosto na łóżku. Moje ciało było mokre od potu. Było mi gorąco. Chciałam otworzyć okno poczuć chłód ogarniający moje ciało. Przekręciłam głowę w bok i ujrzałam przestraszonego chłopaka w lokach z zielonymi oczami. 
- Harriet...- Dotknął mojej ręki, a ja szybko ją zabrałam. nie chciałam znów czuć jego dotyku na sobie. Wygrzebałam się z kołdry i założyłam na nogi swoje czarne trampki. Musiałam stąd uciec. 
Wybiegłam z pokoju i zleciałam szybko ze schodów. Na dole natknęłam się na zdziwionych przyjaciół Harry'ego. Wyglądali nie na tyle zdziwionych co smutnych. Na pewno już wiedzą... Na pewno im powiedziała. Poczułam w sobie wzrastającą złość i frustrację którą musiałam na czymś lub kimś wyładować. Nie, nie tutaj. Wybiegłam z ich domu trzaskając za sobą drzwiami. Rozejrzałam się po okolicy i już wiedziałam gdzie jestem. 
Zaczęłam biec w stronę domu ile tylko miałam sił w nogach. W głowie huczało mi od myśli, które starałam wycisz. Nie chciałam ich słyszeć. 
Otworzyłam drzwi i nie zamykając ich udałam się w stronę salonu z którego dochodziły głosy. Weszłam do pomieszczenia i stanęłam po środku starając się uspokoić oddech. Chyba muszę więcej ćwiczyć.~ To głupie, że właśnie teraz miałam takie myśli i ten wredny głosik w mojej głowie mnie wyśmiewał. 
- Matko Boska! Harriet gdzieś ty się podziewała?! Ja tu od zmysłów odchodzę.- Mama zrobiła w moją stronę kilka kroków ale zobaczywszy moją zaciętą i wściekłą minę stanęła w miejscu.
- Musiałaś?! Powiedz po jaką cholerę im to powiedziała?!- Teraz mogłam wyładować swoje złe emocję. Teraz miałam tą cholerną odwagę na powiedzenie wszystkiego. Wszystkiego co mi ciąży od tych powalonych dwóch lat.
- Harriet! Uważaj co mówisz to twoja matka. Wiemy, że bardzo cierpisz ale nie możesz....
- Gówno wiecie!- Wielmożny Josh chyba chciał zgrywać wielkiego bohatera.- Nie będziesz mi mówił co mam robić. A ty.- Wskazałam palcem w stronę zdziwionej matki.- Może weźmiesz megafon i przebiegniesz się po okolicy i będzie mówić, że mój ojciec nie żyję? Jesteś żałosna.- Spojrzałam na nich ostatni razi i pobiegłam do swojego cichego i ciemnego pokoju. Zakluczyłam drzwi i pierwsze o zrobiłam do uderzyłam pięścią w długie lustro wiszące na ścianie. Z moich kostek zaczęła wypływać ciemno czerwona ciesz która kapała na ciemne panele.
Wyciągnęłam z pod łóżka karton, a z niego jedną butelkę wódki. Tak. To jest właśnie to. Zaleję swoje smutki wódką i przez jedną, maluteńką chwilę znów będę szczęśliwa. Znów będę czuła się ważna. 
*** Czwartek.
Stałam przed lustrem w łazience i przypatrywałam się dziewczynie którą skądś kojarzyłam. Wyglądała jak ja, ale była inna. Czerwone i podpuchnięte oczy, bledsza niż zwykle cera, blond włosy upięte w koka, pełne malinowe usta. Wykonywała wszystkie czynności jakie wykonywałam ja. Ale czy wyglądała jak człowiek? Nie. Wyglądała jak wrak człowieka. Czarna sukienka do kolna, czarne buty. To nie dla mnie. To nie jestem ja. 
Spojrzałam na zegarek. Muszę już wyjść. Czeka mnie wielka męka. Przez godzinę będę stała na cmentarzu i wysłuchiwała słów ludzi którzy tak na prawdę nie znali mego ojca. Którzy chcą tylko i wyłącznie pokazać się  z jak najlepszej strony. Wyszłam z jasnego pomieszczenia i od razu skierowałam się do samochodu. Nie czekając na innych. Co mnie oni obchodzą? Nic. Może to egoistyczne bo nie zwracam uwagi na uczucia innych ale już taka jestem. Nawet Jack się o tym przekonał. Chciał ze mną porozmawiać wczoraj ale akurat trafił gdy byłam już mocno wstawiona. Wykrzyczałam mu w twarz, że go nienawidzę. Że chcę aby zniknął z mojego życia. Nie posłuchał. Został ze mną. Przytulił i płakał. Jak prawdziwy przyjaciel.
Stoję i patrzę. Patrzę na spokojną i bladą twarz ojca. Wygląda jakby spał. Tylko tak nie jest. Nie obudzi się zaraz i zacznie się śmiać, że czuję się jak na pogrzebie. Już nigdy nie usłyszę jego wesołego głosu, jego śmiechu. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mogę go już przeprosić. Nie mogę powiedzieć jak bardzo go kocham. Teraz żałuję swych słów. Teraz gdy jest już za późno gdy już go straciłam jest za późno.
- Harriet policjanci przekazali mi to dziś.- Mama wręczyła mi jakieś beżowe pudełeczko i odeszła. Teraz ona będzie mówiła o tym jakim wspaniałym człowiekiem był ojciec. Cała ta farsa mnie bawi ale nie wypada się roześmiać, prawda? Spoglądam na pudełeczko i otwieram wieczko. W środku znajduję się złota bransoletka z napisem 'Believe'  Uwierz. W co? W co mam uwierzyć? Że życie jest jednym wielkim pojebanym błędnym kołem? To już wiem. W okół mnie nastała cisza. Spoglądam na podest na którym powinna znajdować się matka. Nie ma jej. Moja kolej. Wchodzę, staję przed mikrofonem i widzę tylko i wyłącznie trumnę. Ciemną ciężką trumnę. 
- Nikt go tak na prawdę nie znał. Powiem krótko. Każdy przede mną powiedział coś co ktoś inny chciał usłyszeć. Ale nie ja. Ja wam powiem tylko: pierdolcie się wszyscy. Teraz już wszystko jest stracone.- Schodzę z podestu i kroczę dumnie przed siebie. Otarłam jedną ręką łzy z policzka. Zatrzymałam się przy trumnie. 
- Przepraszam tato.- Muszę stąd zniknąć. Jak on. Wychodzę szybkim krokiem i łapię pierwszą lepszą taksówkę i podaję adres. Czas zacząć nowe życie. Czas pokazać światu kim na prawdę jestem. 
-------------------------------------------------

Cóż jest! Trochę smutawy ale taki ma być !

Liebster Awards


1.Co motywuję cię do pisania?
1. Chyba piosenki 1D i moja siostra która uwielbia wymyślać co rusz nowe historie, no i oczywiście moja przyjaciółka :D



2.W jakich warunkach lubisz tworzyć? (cisza - harmider, porządek - bałagan)


2. Uwielbiam gdy mam włączoną muzykę i mam porządek na biurku. Jakoś wtedy nic mnie nie rozprasza :P




3.Co natchnęło cię do pierwszego sięgnięcia "po pióro" ?
3. Hmm, cóż trochę ciężko mi na to odpowiedzieć. Trochę przyjaciółka, brat mama, przyjaciel.


4.Co robisz jak dopada cię "chandra"?
4. Ojejku, emm przeważnie zamykam się w pokoju, włączam swoje ulubione piosenki, albo piszę smutne opowiadania żeby tylko nie dusić w sobie emocji. 


5.Jedno z twoich postanowień noworocznych.
5. Przejść na dietę. :D Szerze to nie miałam żadnego postanowienia, jest dobrze jak jest :P


6.Jeśli mogłabyś być zwierzęciem to jakim?
6. Króliczkiem... One są takie słodkie  :**


7.Co chciałabyś robić w przyszłości?
7. W przyszłości? Cóż chciałabym zostać fryzjerką. Może to trochę banalne ale mam takie swoje skryte marzenie. Jeżeli natomiast nie wyjdzie mi z fryzjerstwem zastanawiam się nad stomatologią :D


8.Co najbardziej cenisz u chłopców?
8. Trochę ciężko mi na to odpowiedzieć ponieważ nie jestem ich fanką.  Ale z tego co widziałam na YT to tak najbardziej to poczucie humoru i to, że nie pokazują jacy oni nie są tylko zachowują się normalnie.


9.Który z nich jest twoim ulubionym?
9. Z racji tego, że jak już wspomniałam nie jestem ich fanką to nie mam jakiegoś ulubionego. Wszyscy są przystojni (czego nie da się ukryć) i mają w sobie 'to coś'.


10.Która piosenka sprawia, że masz "gęsią skórkę"?
10. Tak najbardziej to chyba 'They Don't  Know  About Us.' 




11.Co sądzisz o dziewczynach chłopców? (Tay, Pezz, El i Dan)
11. Hmm, nie znam ich tak w realu :d Ale sądzę, że pasują do siebie  i nie próbują wykorzystać w jakiś sposób chłopców.  

----------------------------------------------

Bardzo się zdziwiłam gdy przeczytałam, że jestem nominowana. Była to dla mnie bardzo miła niespodzianka :D 

Co do następnego rozdziału to nie wiem czy dziś się takowy pojawi. Niestety muszę jechać do szpitala odwiedzić mamę więc nie wiem jak z czasem, ale postaram się dodać choćby wieczorem :P

czwartek, 3 stycznia 2013

3


--------------------------------------------------------------------------
Cóż powiem może tak. Ni chuja nie pamiętam co robiłam w niedzielę. Znaczy coś tam wiem... Wróciłam do domu coś około 6 nad ranem. Od razu położyłam się spać, i tak cały dzień z przerwami na piciu, tableteczkę, siusiu i znów nyny. Tak więc, ten... Dzień minął mi wielce ekscytująco.
Ale dzisiaj już poniedziałek i do szkoły trza zapieprzać. Przetarłam swoje zaspane oczy i ziewnęłam przeciągle. Nie znoszę wstawać wcześnie rano. Dla mnie godzina 6:40 to jest noc! Pewnie zastanawiacie się czemu tak wcześnie, a więc tłumaczę. W łazience zawsze zejdzie mi jakieś 20-25 minut, później jeszcze śniadanie, i tak o 7:30 muszę wyjść z domu żeby zdążyć. Znaczy już nie długo, bo wczoraj moja matka się postarała i sprawiła mi autko. Dostałam kluczyki ale nie zobaczyłam tego cudeńka. Dopóki nie zdam prawka nie ujrzę go na me piękne oczęta.
Wygrzebałam się z mojej kołderki w pikaczu i stanęłam na środku wielkiego syfu. Nie ma co chyba dziś wpuszczę tutaj sprzątaczkę. Podrapałam się po głowie i otworzyłam szafę. Wyciągnęłam z niej jedyne rzeczy jakie w niej pozostały i zadowolona, że nie muszę przekopywać podłogi poszłam do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic i zaczęłam suszyć włosy. Dziś nawet je rozczesałam. Pomalowałam swoje niebieskie oczy i uśmiechnęłam się sama do siebie. Często tak robiłam. Z uśmiechem mi ładnie, ale przy ludziach staram się nie uśmiechać. Wolę aby postrzegali mnie jako wredną jędze która ma wszystkich w dupie i uwielbia uprzykrzać innym życie. No, nie mija to się z prawdą, ale to i tak nie wszystko o mnie. Jestem całkiem inną osobą, ale życie nauczyło mnie żeby nie pokazywać, że ma się dobą stronę, bo ludzie to wykorzystają prędzej czy później.
- Jeśli życie kopie cię po dupie, kopnij je mocniej.- Czy mówienie samemu do siebie jest oznaką choroby psychicznej? Chyba tak... Takie zdanie zapamiętałam z wywodu mojej babci po tym jak Nick mnie zostawił. Właśnie! Nick, ehh znów zobaczę tą jego krzywą mordę, kiedyś bym się ucieszyła, a teraz? Teraz  mam ochotę przyjebać mu patelnią i nic więcej.
Zabrałam swoją torbę która leżała na biurku tak jak ją zostawiłam w piątek i zeszłam na dół. Wszędzie cicho, aż miło.
Zrobiłam sobie jedyne danie(?) które umiałam: płatki! Koks! Zjadłam je powoli delektując się smakiem tych przepysznych czarnych kuleczek. Zostawiłam talerz na blacie i wyszłam z domu porządnie trzaskając drzwiami. A niech się pobudzą.
Przed domem czekał na mnie wierny przyjaciel, czyli Jack nie jakiś pies. Takie małe sprostowanie.
- Cześć.- Przywitałam się jak kultura nakazuję, i przeszłam obok niego. Po chwili ćwok dorównał mi kroku.
- No hej.- Szczerzył się tak, że myślałam iż zaraz mu zęby wyschnął! o_o
- Cieszysz się jak dziwka z kolejnego klienta.- Obrażanie siebie na wzajem jest już u nas na porządku dziennym także nie mam co się martwić, że się na mnie obrazi czy coś.
- Nie chcę ci pracy zabierać, wiesz kryzys nadciąga.- Szturchnął mnie w ramie i udało mu się wywołać na mojej twarzy uśmiech.
- Aniołku bardzo bolało jak spadłeś z nieba? Bo po twojej twarzy wnioskuję, że musiałeś mocno przypierdolić.
- Oooo, Harriet ma dziś nowe teksty. Wesoło będzie.- Objął mnie ramieniem i pocałował w głowę. Razem przeszliśmy przez bramę szkolną i dumnie kroczyliśmy do szkoły. U nas jest coś takiego jak ta jebnięta 'elita szkolna'. Ja do niej nie należę. Moim zdaniem to jest głupota, aczkolwiek uczniowie wiedzą kim jest Harriet Marie Lane. Boją się mnie bardziej niż Muminki Buki. Ta cała elita może mnie tylko w dupę pocałować. Kiedyś gdy jeszcze byłam z Nickiem to należałam to tej grupy uczniów o niskim inteligencie społecznym ale teraz gdy już z nim nie jest m oni mnie 'wykluczyli'(?) Za co byłam im cholernie wdzięczna bo przez nich spadał mi poziom ego.
Wyciągnęłam z szafki potrzebne na dziś książki, a schowałam te co miałam w torbie. Zatrzasnęłam ją i spojrzałam na Jacka. Pokazał głową na coś za mną. A raczej na kogoś. Jak zwykle powtórka z rozrywki. Odwróciłam się zadowolona i napotkałam bandę pustych dzieci z wielkimi marzeniami.
Witaj Harriet. Jak impreza?- Nick uśmiechnął się cwano. Podeszłam o krok bliżej i stanęłam na palcach abym mogła spokojnie wyszeptać mu do ucha jedno zdanie:
- A chuj cię to obchodzi.- Uśmiechnęłam się i razem z Jackiem odeszliśmy aby nie zniżać swojej pozycji społecznej w szkole.
Z racji tego, że pierwsza była godzina wychowawcza musieliśmy iść do klasy historycznej. Nasz wychowawca pan Smith ( bardzo nie znane nazwisko) jest nauczycielem historii, on również uczy nas tego przedmiotu. Nie powiem spoko gościu ale wymagający. Chociaż czy ja wiem.... Jak zwykle klasa była otwarta więc spokojnie do niej weszliśmy. Było już kilka osób które powiedzmy toleruję.
Udaliśmy się na koniec klasy i zajęliśmy naszą ostatnią ławkę. Ja przy okienku. Nie pozwolę mu zając mojego miejsca.
- Jack?- Przysunęłam się do niego bliżej. Zrobiłam smutną minkę i oparłam głowę na jego ramieniu. Westchnął i spojrzał na mnie.
- Co znów chcesz?- Wiedział, że jak tak robię to mam w tym jakiś interes.
- Bo mi zimno. I tak sobie pomyślałam, że z ciebie gorący facet to może dasz mi bluzę?- Uśmiechnęłam się do niego szeroko, a on pokręcił głową i dał mi swoją zapinaną szarą bluzę. Ubrałam ją zadowolona z siebie i owinęłam się nią jeszcze.
- Tylko tą mi oddaj.- Wskazał na mnie palcem, a ja posłałam mu w powietrzu całusa.
- Dziękuję.- Znów uśmiech, który za dużo dziś występuję na mojej twarzy.
Gdyby nie to, że mój telefon zadzwonił to pewnie bym go znów nie wyciszyła. Wyciągnęłam go z kieszeni i odczytałam SMS-a od mamy.
Po szkole masz przyjść do mnie do biura. Zaczynasz odpracowywać godziny.
- Ja pierdolę.- Mruknęłam pod nosem i rzuciłam telefon na stolik przed nami. Jack wziął telefon i przeczytał wiadomość. Zaśmiał się złośliwie i usiadł zadowolony, że ja będę harować, a on konia walić.

Szłam wściekła do biura matki. Nie dość, że w szkole dostałam jedynkę za brak zadania, i nawet moje wytłumaczenie o goniących królikach nic nie dało. No cóż, może Jack miał rację, że to trochę głupie. Ale tego tu mu nie powiem. Nie przyznam racji temu debilowi.
Otworzyłam z impetem drzwi i weszłam zadowolona do środka. W biurze oprócz matki była ta band kretynów, wśród nich mój przyjaciel, i jeszcze jakaś młoda laska która gdy tylko mnie ujrzała wszyła omijając mnie szerokim łukiem i nawet na mnie nie patrząc.
- Zrobiłam jej coś? Bo nie pamiętam.- Rzuciłam torbę w kąt i usiadłam na fotelu wyciągając nogi przed siebie.
- Już nie pamiętasz?- Matka spojrzała na mnie spod okularów. Pokręciłam głową i czekałam na wyjaśnienia.- Przespałaś się z jej bratem, zrobiłaś jej zdjęcia na których całuję się ze swoim nauczycielem i chciałaś wysłać je do dyrektora.
- Aaa, Becky.- Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. No teraz to mi świta, ale sama sobie zasłużyła. Gdyby nie robiła afery, że spałam z jej bratem to bym nie zrobiła tych zdjęć i nie było by krzyku.
- Boże Harriet zmień się w końcu.- Mama ściągnęła okulary i położyła je na biurku. Wyglądała na starszą, ale jakoś się tym nie przejęłam.
- Na cuda musisz do grudnia czekać, ale nawet wtedy nie masz na co liczyć. Teraz weź mi powiedz co mam zrobić odbębnię swoje i spadam do domu.- Wstałam i czekałam aż matka powie mi co mam tutaj zrobić. Jak znam życie to dopieprzy mi coś takiego że będę musiała tutaj zamieszkać.
- Tam masz ubrania, dobierz je kolorystycznie i tak aby pasowały do siebie i po uwieszaj je na wieszakach.- Wskazała ręką na kanapę zawaloną rzeczami. Westchnęłam i zabrałam się do brudnej roboty, bo inaczej tego nie da się nazwać.
Mama wyszła zamykając mnie z tą piątką niezainteresowanych moją osobą osób. Wykorzystałam to, że jej nie ma i włączyłam sobie All Time Low- I Feel Like Dancin (jest w odtwarzaczu u góry). Podśpiewywałam sobie pod nosem moim fałszem i lekko kołysałam się na boki. Dobierałam ubrania i wieszałam je na wieszaki i tak w kółko. Gdy prawie kończyłam zadzwonił mój telefon. Odebrałam i od razu włączyłam sobie głośnik aby było mi wygodniej rozmawiać.
- Czego dziecko specjalnej troski?- Poczułam na sobie wzrok całej piątki ale jakoś się tym nie przejęłam. Jak zawsze.
- Jest dzisiaj impreza wyrwiesz się?- Głos Jacka dobiegał łagodnie do moich uszu, co zawsze działało na mnie kojąco.
- Dzisiaj nie mam ochoty. Muszę skończyć robotę u matki, później pójdę do domu, zrobię te pieprzone zadanie i idę spać.
- Mówiłem ci, że wymówka o atakujących królikach nie jest wiarygodna.
- Dobra tam. Jedna bania w te czy w te. Ale wracając do tematu to nawet jakoś nie mam ochoty umierać trzeci dzień z rzędu. Więc ja stopuję i tobie też radzę.
- Matka Teresa się znalazła. A zauważyłaś, że dzisiaj obraziłaś mnie chyba tylko trzy razy?
- No widzisz? Mam dzień dobroci dla zwierząt. Cześć.
- Pa, koniczynko.- Uśmiechnęłam się do telefonu. Tylko on mówił do mnie 'koniczynko' co bardzo mi się podobało. Czułam się wtedy ważna i kochana przez kogoś.
- Och, koniczynko! Koniczynko moja!.- Louis(?) przytulał się do Harry'ego i zaczął całować go po policzkach. Wzięłam poduszkę i w nich rzuciłam.
- Ej! Za co?- Krzyknęli razem oburzeni.- Powiesiłam ostatni wieszaczek, a do biura wróciła mama. Wzięłam swoją torbę i byłam już przy drzwiach gdy się odwróciłam.
- Jak widzę wasze dwie mordy to jest za aborcją.- Oprócz naszej dwójki reszta się zaśmiała. Mama spojrzała na mnie wściekłym wzrokiem.
- Harriet!- Krzyknęła do mnie zdenerwowana co poprawiło mi znacznie humor.
- Tak mam na imię. Ooo, cześć Becky. Śliczna bluzka.- Dziewczyna spojrzała na mnie zdezorientowana i przestraszona jakby powiedziała jej, że kogoś zabiłam. Zamknęłam drzwi i wyszłam z biura kierując się do domu w wiele lepszym humorze niż wcześniej. 

wtorek, 1 stycznia 2013

2

--------------------------------------------------------------------------
Otworzyłam oczy i poczułam jak łeb mi napierdala. Zmusiłam się do rozejrzenia po pomieszczeniu w jakim się znajduję. Mój pokój. Odkryłam kołdrę i zobaczyłam, że jestem w samej bieliźnie. Dobraaaa. fajnie, że coś pamiętam. Wygramoliłam się z łóżka i ubrałam na siebie jakąś koszulkę podniesioną z ziemi. Teraz chciałam jak najszybciej dostać się do lodówki i wypić zimną wodę. Szłam po tych przeklętych schodach jak jakiś zombie. Zresztą tak wyglądałam, więc nie widzę problemu. Zawsze gdy mam kaca wyglądam tak samo, dobrze że się w domu przyzwyczaili. 
- Ooo, nasza mała solenizantka wstała.- Brunet siedział w kuchni przy wyspie kuchennej z kubkiem parującej kawy. Sam zapach przyprawiał mnie o chęć zwrócenia wszystkiego co mam w sobie. Nie rozumiem jak ludzie mogą pić to gówno. 
- Zamknij ryja, matole.- Otworzyłam lodówkę i wzięłam swoją zbawienną wodę. Wyciągnęłam jeszcze białą pigułeczkę która mi się w nocy śniła i mogłam zacząć się kurować. Usiadłam obok niego i wypiłam pół butelki wody duszkiem. 
- Ale musiałaś wczoraj zabalować. Chociaż nie widziałem cię na sali, a uwierz działo się, oj działo.- Pokręcił głową z uśmiechem.
- Poszłam się najebać z.... Zapomniałam, nie ważne.- Wzruszyłam ramionami. Pamiętałam ich twarze, ale nie pamiętałam imion co wcale mnie nie zdziwiło. 
- Ok. Ile mam ci płacić?- Wyciągnął portfel gotowy przyjąć porażkę. Tylko czy to nie ja powinnam była ją przyjąć? Tak jakby nie pamiętam co się wczoraj stało. Znaczy pamiętam, że lizałam się z tym co ma psa, tamten drugi nas kamerował telefonem i śmiał się jak głupi, z nie wiadomo czego. Ale jak poczułam czyjeś ręce na swoim tyłku to trochę odpłynęłam chociaż, chwila.... Ten co się śmiał mnie macał....
- 50$, podwójnie.- Wyciągnęłam rękę po moją gotóweczkę. Ha! Nic nie stracę, no chyba, że on sobie jeszcze wczoraj poużywał moich pokoi.
- A ty? Coś jeszcze wyrwałeś?
- Nie. Raczej mnie wyrwała. Laska była taka natrętna, że prawie mnie zgwałciła przy wszystkich na sali. Ochrona musiała ją wyprowadzić. 
- Jakby ci to przeszkadzało.- Znów wzruszył ramionami, ale tym razem posłał mi swój jakże śliczny uśmiech na który podrywa jakieś załamane psychicznie laski. Zostawiłam go samego, a sama pognałam z powrotem na górę, żeby się trochę ogarnąć. 
Wzięłam szybki prysznic, bo dziś jak woda mnie dziwnie denerwowała. Wysuszyłam włosy zostawiając je w artystycznym nieładzie, czyli nie chce mi się ich rozczesywać, niech będzie tak. Pomalowałam rzęsy jak zwykle i wyszłam z łazienki, przechodząc przez swój pokój który trzeba kiedyś odkopać i znów przebieżka po schodach na dół.
- Nie będzie co za ciepło? Jest wrzesień.- Jack przytrzymał dla mnie drzwi jak prawdziwy gentlemen. 
- Ale to jest Londyn.- Uśmiechnęłam się do niego i razem ruszyliśmy w stronę klubu w którym miała być moja zacna osiemnastka.
- Jak myśli twoja matka będzie z nami do końca?- Jack szturchnął mnie w ramię. Cóż nie tylko jego interesował ten fakt. Chyba każda osoba która jest na dziś zaproszona, albo do mnie dzwoniła i się o to pytała lub pisała.
- Mówiła, że będzie na początku później zmyje się z Joshem do teatru i przyjadą o północy na torcik. Ale za to będzie mój ojciec.
- Pff, on sam z nami zajara także nie widzę problemu.- Parsknęłam, ale cóż miał rację. Mam po prostu rozrywkowego ojca. Czasem to aż za bardzo ale nic na to nie poradzę.

Godzina 17:00

- Harriet spóźnisz się na własne urodziny!- Matka już od dobrej godziny stoi pod drzwiami i marudzi. Jak się spóźnię to się spóźnię mi wolno. 
- Ona tak zawsze?- Zimne palce Jacka musnęły moje plecy gdy zapinał mi zamek od sukienki. Tak, tak! znów ubieram sukienkę i buty na szpilce. Ale to ubiorę z przyjemnością ponieważ kupił mi to tata, a wiem, że on nienawidzi zakupów więc musiał się wysilić.
- No to się spóźnię!- Zajęłam się swoimi włosami i postanowiłam upiąć je w wysokiego kucyka. Pomalowałam rzęsy i usta czerwoną szminką. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i odwróciłam się do mojego znudzonego przyjaciela.
- I jak?- Wskazałam na siebie ręką. On tylko wstał i mocno mnie przytulił.
- Jak zawsze pięknie.- Pocałowałam go w policzek zostawiając po sobie czerwony ślad. Chciałam go zmazać ale Jack mi nie pozwolił.
Zeszliśmy na dół w wspaniałych nastrojach i razem z mamą i ojczymem ruszyliśmy ku wyjściu.
- Harriet zaprosiłam jeszcze tych chłopców z tego zespołu.... Nie ważne wiesz o kogo chodzi. Bądź miał.- Spojrzałam ze złością na matkę, a Jack widząc, że jestem na skraju wytrzymałości objął mnie ramieniem i skierował do samochodu aby jak najszybciej zniknąć z pola widzenia mamy.
Po wyjściu ze samochodu już można było usłyszeć głośną muzykę dudniącą w środku pomieszczenia.
- Harriet wszystkiego najlepszego kochanie.- Tata czekający przed wejściem uściskał mnie mocno i pokołysał trochę na boki.
- Dziękuję. Dlaczego nie jesteś w środku?- Popatrzyłam na niego z uśmiechem na twarzy. Jego wyraz twarzy nie wyrażał jakiegoś specjalnego entuzjazmu co mnie przeraziło. Nie lubiłam gdy tak wyglądał bo to nigdy nie wróżyło nic dobrego.
- Kochanie, ja....- Podniosłam rękę do góry, a on przerwał.
- Nie możesz zostać. Pewnie rozumiem. Cześć.- Wyminęłam go i weszłam do środka. Nie miałam ochoty wysłuchiwać jego tłumaczeń. Mało mnie obchodzi to, że ma jakieś interesy i musi gdzieś jechać. Kurwa, to moje urodziny! Ma tylko jedno dziecko które obchodzi dzisiaj swoje osiemnaste urodziny, a on nie może z nim być. No co to ma być do chuja jasnego?! No ja się pytam i żądam odpowiedzi.
- Harriet? Wszystko w porządku?- Jack szepnął mi do ucha bo inaczej to bym go wcale nie usłyszała. W jego oczach kryła się wielka troska.
- Muszę się napić.- Chyba zrozumiał o co chodzi bo poszedł sobie gdzieś zostawiając mnie samą. Zawsze tak robiliśmy. Jak któreś z nas chciało się schlać to drugie go opuszczało ale pilnowało z ukrycia. Taka mała transakcja która wszystkim odpowiadała.
Usiadłam przy barze i wskazałam głową na butelkę wódki. Barman zajarzył o co chodzi bo za chwilę miała przed sobą kieliszek. Wypiłam go jednym szybki ruchem.
- Dawaj mi tą flaszkę To moje urodziny.- Wyrwałam mu butelkę, a on pokręcił głową z uśmiechem. Wzięłam dużego łyka i lekko się skrzywiłam. Poszłam na parkiet z butelką w ręce. A co. Zaczęłam tańczyć i ocierać się o inne ciała. Nie wiem kiedy wypiłam całą butelkę, ale w głowie to mi się nieźle kręciło.

Harry.

Siedziałem z Louis'em przy stoliku i obserwowałem blondynkę. Od wczorajszego incydentu nie mogłem wyrzucić jej ze swojej głowy. Nie widziałem nikogo oprócz niej. Wlewała w siebie co raz większe ilości alkoholu i co raz bardziej powiększał jej się uśmiech na twarzy. Wyglądała tak słodko i niewinnie. 
- Ja pierdolę! Weź idź do niej i zaprowadź do pokoi na górze. Niech trochę wytrzeźwieje i pogadaj z nią.- Louis miał rację ale to nie było takie łatwe. Ona potrafiła zagiąć człowieka jednym słowem. 
- A jak co spieprzę?- W moim głosie można było dosłyszeć panikę i wielki strach przed tym co mam zamiar zrobić. 
- Możesz jedynie ją pieprzyć. Znowu.- Louis uśmiechnął się do mnie zachęcająco i wskazał ręką na blondynkę która opróżniła już całą butelkę wódki. Wstałem od stolika i podszedłem do niej.
- Tobie już chyba starczy.- Zabrałem od niej pustą butelkę i postawiłem na jakimś stoliku. Dziewczyna założyła mi ręce na szyję i uśmiechnęła się zachęcająco. 
- Oj, mój bohater na białym ośle.- Zaśmiała się na głos i bardziej się o mnie oparła. Najwidoczniej stanie sprawiało jej trudności. Podciąłem jej nogi w kolanach i mocno chwyciłem jej drobne ciało. 
- A to nie był koń?- Chciałem aby coś mówiła i nie zasnęła. Jeszcze nie. Zacząłem iść w stronę schodów. Na górze otworzyłem pierwsze lepsze drzwi i wszedłem do środka z dziewczyną.
- Chciałam aby było wyjątkowo. Chciałam żeby chociaż raz ze mną był.- Nie wiedziałem o co jej chodziło. Myślałem, że majaczy ale gdy ujrzałem na jej policzkach łzy przeraziłem się. 
- Kto? Harriet kto miał być z tobą?- Usiadłem na przeciwko niej na łóżku. Spojrzała na mnie swoimi załzawionymi oczami.
- Tata. Obiecał mi, że będzie ale nie. Znów. Wiesz co roku mam wyjebane w kosmos urodziny ale nigdy nie ma go ze mną. Zawsze jest coś ważniejszego. Nawet gdy był z mamą to go nie było. Wiesz jak byłam mała nie miałam mu tego za złe ale teraz....
- Harriet na pewno twój tata chciałby być tutaj z tobą.- Zrobiło mi się jej żal. Zrobiło mi się żal dziewczyny która jedzie po wszystkich dookoła, która cieszy się z każdej chwili życia. Pozory najwidoczniej mylą. 
- Pierdolisz. Gdyby chciał to by był. Ale go nie ma. Ale wiesz co? Chyba się już po woli przyzwyczajam. 
- Do tego nie można się przyzwyczaić.- Otarłem z jej policzka ostatnią samotną łzę.- Harriet pamiętasz coś z wczoraj?
- Trochę. Chociaż wiem co by mi pomogło odświeżyć pamięć.- Wpiła się w moje usta nie czekając na moją odpowiedź czy jakikolwiek gest z mojej strony.

Harriet.

Siedziałam na nim okrakiem i całowałam się z nim jakby od tego zależało moje i jego życie. Moja kurtka już odpoczywała na ziemi, a jego ręka gładziła i ściskała moje gorące udo. Zagryzłam lekko jego wargę. Przekręcił mnie sprawnie tak, że teraz to on był na górze. Pozwoliłam przejąć mu całkowicie inicjatywę. Pozwoliłam aby to on w tej chwili mną zawładną. 
Ściągnęłam mu jego koszulkę i zabrałam się za spodnie. Nie szło mi to zbyt dobrze przez to, że miałam krótkie rączki, a on był wysoki. Podniósł mnie i zaczął odpinać moją sukienkę. Zrzuciłam ją z siebie i teraz mogłam mu ściągnąć te przeklęte spodnie. On jak i ja zostaliśmy w samej bieliźnie. Jego wzrok błądzący po moim prawie nagim ciele podniecił mnie jeszcze bardziej. Pocałowałam go z wielką zachłannością. Czułam jego język błądzący po mojej jamie ustnej. Jego pocałunki przeniosły się na moją szyję. Ściągnął mój biustonosz i jechał co raz niżej zostawiając po sobie mokry ślad na moim płaskim brzuchu. Pozbył mnie również mojej dolnej partii bielizny i zaczął całować wnętrze moich ud. Specjalnie omijał miejsca w których chciałam najbardziej poczuć jego pocałunki. Spryciarz. Wydałam z siebie cichy jęk. Teraz znów chłopak był na równi ze mną, i wiedziałam do czego się szykuję. Wszedł we mnie delikatnie z wyczuciem. Zamknęłam oczy i wypuściłam głośno powietrze. Oblizałam swoje wargi i otworzyłam oczy. Napotkałam jego zielone tęczówki które wpatrywały się we mnie z pożądaniem. Przygryzłam dolną wargę i czekałam na jakikolwiek ruch chłopaka aby poczuć wielką przyjemność. Najpierw delikatnie i po woli zaczął się cofać do tyłu. Później znów do przodu. I tak co raz szybciej. Nie kontrolowałam swoich jęków i ogólnie swojego ciała. 
- Harry!- Jej chociaż sobie jego imię przypomniałam- Co my robimy?- Mój głos był przeplatany z moim jękami które były co raz głośniejsze.
- Głupie pytania zadajesz. Pieprzymy się.- Uśmiechnęłam się, a on zaczął przyspieszać co wiązało się z tym, że niedługo skończy zresztą tak samo jak ja. Razem szczytowaliśmy , ale Harry nie wyszedł ze mnie. Wręcz przeciwnie jego ruchy stały się jeszcze bardziej agresywne. Dwa pchnięcia i opadł obok zmęczony tak samo jak ja. 
- Przyjaciele.- Wyciągnęłam do niego rękę, a n ją uścisnął z uśmiechem. Najwidoczniej jemy też pasował taki układ. Leżeliśmy jeszcze chwilę po czym zaczęliśmy się ubierać i razem opuściliśmy pokój. Na dole rozeszliśmy się w swoje strony zadowoleni. Odszukałam Jacka i zażądałam zapłaty. Zaciągnęłam go na parkiet i zaczęłam się bawić tak jak trzeba. Rzuciłam jeszcze ostatnie spojrzenie Harry'emu który mi się przyglądał. Mam nadzieję, że tego nie zapomnę.
-----------------------------------------
No hej! Jak po sylwestrze?1 Boziu jutro szkoła ;(
Co sądzicie o układzie Harriet i Harry'ego? Czy Jack na tym ucierpi?