piątek, 18 stycznia 2013

14





---------------------------------------------------------------

Co czuję? Pustkę. Jestem taka jakby nie kompletna. Czuję, że czegoś mi brakuję, tylko czego? Wszystko co potrzebuję do życia mam. Ale to nie o to chodzi. Brak mi miłości ale takiej innej. A właściwie to zastanawialiście się co to właściwie znaczy miłość?
Miłość to uczucie którym możemy darzyć drugiego człowieka. Wiążemy z nim perspektywy na przyszłość, chcemy mieć z nim potomstwo. 
A ja mam krótszą definicję.
Miłość to uzależnienie od drugiej osoby. 
Tak to właśnie jest. Ja nie kocham. Ja nie potrafię tego robić. Nie tęsknię za innym człowiekiem. Nie mogę tęsknić ponieważ moje uczucia jakiekolwiek znów zostały pogrzebane. Ale teraz może się nasunąć pytanie dlaczego uciekam? Bo właśnie to robię. Właśnie chcę to zrobić. Chcę uciec od Harry'ego i być samotną gdzie indziej. Ale dlaczego? Może to strach? Strach przed tym, że będę widziała jego uśmiechniętą twarz w czasie mojej wewnętrznej męki? Bo przecież inaczej nie można tego nazwać. Walczę sama ze sobą aby nadal być tą oschłą suką która nie liczy się z innymi. Jakoś nie szczególnie mi to wychodzi. Moja wina? Jasne, że tak! Gdybym tylko była na tyle silna i olała tego chłopaka to teraz prawdopodobnie byłabym nadal zamknięta w swojej klatce ze szkła i nie pozwoliła się nikomu nowemu do mnie zbliżyć. Tylko, że teraz jest za późno. Harry mnie zaintrygował. Jego zachowanie, postawa co do mnie, dobór słów. Był inny niż wszyscy. Nie zależało mu tylko na tym aby mnie przelecieć. Zależało mu na mojej przyjaźni którą stracił razem ze słowami które mi powiedział. Zrobił błąd. Ale ja nie jestem lepsza. Zrobiłam ich kilka set w stosunku do niego. Ale czasu nie cofnę. Muszę z tym żyć. I dam radę. Muszę. Jestem tylko głupią dziewczynką która żyję bo nie ma innego wyjścia. Albo nie, jest. Śmierć. Przynosi ukojenie, spokój. Tylko, że ja nie jestem aż tak odważna aby odebrać sobie coś co dali mi rodzice. Nie mam tyle odwagi aby zakończyć to wszytko jednym czynem. W tej sprawie jestem tchórzem, i to raczej się nie zmieni.
Spojrzałam na zegarek i chcąc nie chcąc musiałam się ruszyć aby zdążyć do szkoły. Jak zwykle wzięłam prysznic, ubrałam się pomalowałam i uporządkowałam swoją szopę zwaną potocznie włosami.
Dziś nie czułam się najlepiej. Było mi niedobrze i bolała mnie głowa ale postanowiłam udawać, że jest w porządku, jak zawsze.Nie lubiłam gdy ktoś się nade mną użala, a tym bardziej jeżeli ma to być matka.
A właśnie. Muszę z nimi pogadać o moim wyjeździe. Chciałam to zrobić wczoraj ale nie byłam tego pewna i musiałam wszystko jeszcze raz przemyśleć. Przemyślałam, i wyjazd to jedyne dobre wyjście z tej sytuacji.
Usiadłam przy stole i spojrzałam na mamę i Josha. Wpatrywali się we mnie jak co rano.
- Chcę wyjechać.- Spuściłam wzrok na talerz i zaczęłam rozgrzebywać jajecznicę. Chyba ich zdziwiłam nie tyle tym co powiedziałam ale tym, że cokolwiek do nich powiedziałam.
- To przez tego chłopca prawda?- Spojrzałam na mamę która chyba nie przyjmowała tego co do niej powiedziałam.
- Co za różnica przez kogo?- Spojrzałam na Josha i miałam nadzieję, że on się za mną wstawi ale po jego minie raczej nie mogłam mieć na to nadziei.
- Harriet czy on coś ci zrobił? Wiesz, że możesz nam wszystko powiedzieć my ci pomożemy.- Tym razem to Josh chyba za wszelką cenę chciał się dowiedzieć o co chodzi z Harrym. Ja tam nie wiem co oni pisali w tych wszystkich gazetach bo tego nie czytałam, ale po ich zachowaniu wnioskuję, że musi być to dość ciekawe.
- Nic mi nie zrobił. Chcę wyjechać i tyle. Jestem pełnoletnia i tylko was o tym informuję. Do końca tygodnia załatwię sprawy z przeniesieniem do innej szkoły. A teraz muszę już iść.- Odłożyłam widelec i chyba trochę zbyt mocno odsunęłam krzesło,bo prawie wywróciło się na ziemię.
- Harriet nie zjadłaś śniadania.- Matka również wstała i chciała pokazać, że mam ją szanować i słuchać. Szkoda, że ona już na szacunek nie zasługuję.
- Nie jestem głodna.- Wyszłam zostawiając ich oszołomionych. Moje zachowanie zmienia się z dnia na dzień. Staję się coraz bardziej oschła i nie miła dla innych. I dobrze. Osiągam swój cel. Znów będę znana jako laska której się nie podskakuję bo to się źle skończy.
Przez parę miesięcy budowałam mozolnie osłonę przed wszystkimi ludźmi i przed wszystkim przed tym co mi nie wyszło. Pochłania to wiele energii i pracy aby konstrukcja była trwała i mocna, ale prawda jest taka, że runęła w jeden wieczór. W wieczór w którym on wyznał mi swoje uczucia, a ja bałam się przyznać i jemu jak i samej sobie, że również mogę poczuć coś niesamowitego.
Drogę do szkoły pokonałam z Jackiem ale nie powiedzieliśmy ani słowa. Mi było trochę głupio po tym wszystkim co mu powiedziałam i jak przyznałam, że kocham Harry'ego, a on nie wiedział jak zacząć rozmowę która mogłaby się utrzymać i która nie przeszłaby na temat Harry'ego. Stałam z Jackiem przy naszych szafkach i starałam się coś wymyślić z sensem ale nic nie przychodziło mi do głowy.
- Cześć Harriet.- Podniosłam głowę razem z Jackiem i spojrzałam na osobę która się do mnie odezwała i miała pogodny jak i miły wyraz twarzy.
- Spierdalaj Nick.- Uśmiechnęłam się krzywo i spojrzałam na mojego przyjaciela, który chciał się śmiać z wyrazu twarzy Nicka ale chyba stwierdził, że to nie wypada więc zaczął się dusić.
- Możemy porozmawiać w cztery oczy?- Wskazał dwuznacznie na Jacka, a ja westchnęłam i na chwilę udawałam zamyśloną. Tak wiecie aby dodać trochę dramaturgi.
- Możemy porozmawiać w sześć oczy. Nie mam przednim żadnych tajemnic więc i tak mu wszystko powiem. Także zaoszczędź mi fatygi i wyduś co tam masz do wyduszenia abym mogła ci pojechać i odejść spełniona.- Uśmiechnęłam się szeroko i czekałam na jego odpowiedź. Widocznie się zawahał i nie wiedział czy ma mówić przy Jacku czy nie.
- Dobra. Chodzi o to, że słyszałem o tym twoim romansie z tym Stylesem i wtedy zrozumiałem coś ważnego. Nadal cię kocham Harriet. Wiem, że to co zrobiłem było złe ale żałuję. Naprawdę.- Wyglądał na poważnego, a we mnie się gotowało. Czyli piszą, że mamy romans. Jak milutko.
- Ja NIE MAM z nim żadnego romansu to kretyn i tyle. A co do twojego marnego monologu to powiem ci prawdę. NIGDY ci na mnie nie zależało i nie będzie zależeć, a ja byłam głupia, że z tobą byłam, ale wiesz miałam wtedy szesnaście lat i moje emocję nie były ustabilizowane więc robiłam głupie rzeczy, a teraz pozwól, że się oddalę i zostawię cię z twoimi dziwnymi myślami.- Razem z Jackiem odeszliśmy, i zaczęliśmy się śmiać. Serio. Chociaż to raczej nie był śmiech, tylko ryk. Weszliśmy do klasy nadal się chichrając, ale gdy zobaczyłam, że przy NASZEJ ławce jest zbiorowisko to aż mi serce podskoczyło. Podeszłam tam i zobaczyłam jaką plastik is fantastik na MOIM miejscu.
- Ja pierdolę, czy nasza klasa to schronisko dla biednych i pokrzywdzonych przez los dzieci?- Wszyscy na mnie spojrzeli wraz z blondynką. Kilka osób się do mnie uśmiechnęło miło jak zawsze gdy miałam komuś pojechać. Dopingowali mnie tak.
- Harriet!.- Odwróciłam się i zobaczyłam naszą nauczycielkę od angielskiego. Normalnie mnie przyłapała. Och zaraz się przestraszę!
- Obecna!.- Podniosłam rękę do góry, a klasa się zaśmiała. Odwróciłam się do blondynki i miło na nią spojrzałam.- A ty kochana znikasz stąd chyba, że mam przynieść szpachelkę i zetrzeć ci tapetę z twarzy.- Dziewczyna złapała się za policzki i odeszła od naszej ławki. Cóż wypadam z wprawy ale to się da naprawić.

Harry.

Czekaliśmy w domu na Jacka który spóźnia się już piętnaście minut! Mnie tu nerwy zżerają bo nie wiem czy wszystko jutro wypali, a ten się spóźnia! Co za cymbał. On sobie chyba myśli, że ja to wszystko olewam, a to nie prawda. Postanowiłem walczyć o Harriet i jeżeli jutro znów mi da kosza to wymyślę coś jeszcze i będę tak myślał i myślał dopóki ona nie będzie moja. 
- Sorki za spóźnienie.- Obok mnie usiadł Jack, a ja się lekko przestraszyłem. Nawet nie słyszałem jak przyszedł albo jak ktoś szedł otworzyć drzwi.
- Dobra, dobra zgodziła się?- Spojrzałem na niego zdenerwowany. Nawet jeżeli się nie zgodzi to i tak coś zrobię byle by z nią pogadać. Ale ten plan jest dobry i chciałbym aby doczekał realizacji. 
- A więc tak. Spóźniłem się bo byłem z nią na zakupach. Zgodził się iść na ten bal. Tylko, że ona coś podejrzewa. Zapewniałem ją, że nic nie kombinuję, a ona mi powiedziała, że lepiej aby tak było bo inaczej pożałuję i raczej nie żartowała.- Jack przeczesał palcami włosy, a ja spojrzałem przestraszony na Louisa który się nad czymś zastanawiał.
- Posłuchasz jej?- Mój paskowy przyjaciel ubiegł mnie w zadaniu tego pytania. Jack popatrzył na naszą piątkę i zaczął się śmiać.
- Pogięło was? Od kiedy ja się jej słucham? A po za tym chcę zobaczyć minę Nicka gdy cię jutro zobaczy.- Dotknął mnie palcem, a ja spojrzałem na niego jak na debila czyli jak zawsze.
- Co? Jakiego Nicka? Czego żeś się naćpał? Ja się tu denerwuję jak przed sprawdzianem, a ty masz ze mnie ubaw wielkie dzięki.- Oparłem się i zamknąłem oczy.
- Nick to jej były. Ona mniej więcej jest taka przez niego. No, a dzisiaj osioł wyznał jej miłość, ale ona go wyśmiała. Na pewno Nick jutro będzie, a jak cię zobaczy to mu ciśnienie tak podskoczy, że hoho. Już myśli, że ty i Harriet macie jakiś potajemny romans jak to w gazetach piszą.- Otwarłem oczy i uśmiechnąłem się lekko.
- Ooo, mam konkurencję. Rozgniotę go na starcie.- Przybiłem piątkę z Louisem i poszedłem do siebie z uśmiechem na twarzy.
Położyłem się na łóżku i uruchomiłem laptopa kładąc go sobie na brzuchu. Włączyłem sobie zdjęcie w które wpatruję się już od dwóch dni. Skopiowałem sobie je z jej Twittera i nie mogę przestać na nie patrzeć.
Ona jest taka piękna. Piękne oczy, pełne usta, włosy które zostawia sobie w artystycznym nieładzie co dodaje jej tylko urody. Kocham ją. Mogę to powiedzieć bez żadnego zastanowienia. Ta dziewczyna ma w sobie... coś co przyciąga do niej ludzi.
 Pamiętam jak mama kiedyś mi powiedziała: ''Miłość od pierwszego wejrzenia kończy się małżeństwem do ostatniego tchnienia.'' Czy z nami też tak będzie? A może po prostu będzie wypierała się swoich uczuć? Jeżeli tak to wiem, że będzie mi trudno. Trudno jest ignorować osobę którą się kocha. Mam nadzieję, że ja nie będę musiał nauczyć się tej trudnej sztuki. Mam nadzieję, że mi się poszczęści i będę mógł się nią cieszyć. Że właśnie ta arogancka dziewczyna stanie się moim własnym tlenem bez którego nie będę umiał żyć.

Narrator.

Ona patrząca na sukienkę którą dziś kupiła z myślą o nim.
On wpatrujący się w sufit i myślący o niej.
Głupia dziewczyna która ulokowała uczucia w nieodpowiedniej osobie.
Chłopak żyjący nadzieją.
Obaj niespełnieni, obaj pełni miłości, obaj tracący nadzieję, obaj myślący o tej właściwej osobie. 

------------------------------------------------
Przede wszystkim chciałam podziękować ANJI za polecenie bloga!
Dziewczyno jesteś niesamowita :D!
Przepraszam za błędy jeżeli się takowe pojawiły.
Pozdrawiamy: Jęstę Mistrzę i Marek :D

czwartek, 17 stycznia 2013

13


-------------------------------------------------------------
Cierpię. Bardzo. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Od dzisiaj zaczynam znów szkołę, zwolnienie się skończyło. Boję się. Boję się tam iść. Media huczą od plotek na mój temat. Kim jestem? Dlaczego uciekłam od Stylesa z płaczem? Co mnie z nim łączy? To nie pomaga. Dziś zaczyna się październik i wszystko jest jakieś szare, monotonne. Ale ja nie jestem lepsza. Nic nie robię tylko siedzę w pokoju i próbuję odpędzić od siebie wszystkie myśli związane z Harrym. Zapewne napisałabym o tym w zeszycie ale nie. Wolę znów zamknąć się w sobie i tłumić wszystkie emocję. Chcę znów zbudować swój zamek z piasku i zamknąć w nim wszystkie uczucia. Albo nie! Zbuduję fortecę, tak to jest dobry pomysł. 
Stanęłam przed lustrem w łazience i wpatrywałam się w swoje odbycie które wyglądało lepiej. Przytyłam trochę i więcej śpię co mi służy. Ubrałam się i związałam włosy w koka. Pomalowałam się i wyszłam z łazienki zabierając po drodze swoją torbę z książkami zeszłam na dół. Usiadłam do stołu bez żadnego słowa przywitania się. Zaczęłam jeść normalne śniadania, ale tylko dlatego, że grozili mi wysłaniem mnie do kliniki dla anorektyczek, chociaż nią nie byłam. 
- O której dziś wracasz?- Mama starała się odbudować nasze stare relację ale ja na to nie pozwalałam. Nie odzywałam się do nich ani słowem. Wiem, że i mamę i Josha zżerała ciekawość o co chodzi z Harrym ale nie pytali i dobrze i tak bym im nic nie powiedziała. 
Dokończyłam swoje tosty i wyszłam z domu bez słowa. Miałam nadzieję, że przed domem będzie na mnie czekał Jack ale go nie nie było. Jest na mnie zły. Nie odbierałam od niego telefonu, nie odpisywałam na SMS, nie wpuszczałam go do pokoju. Jednym słowem ignorowałam go, a teraz on zaczął ignorować mnie. 
Dziwnie mi było iść tak samej w stronę szkoły. Pewnie gdyby on był ze mną nie zwróciłabym żadnej uwagi na wścibskie spojrzenia w moją stronę, ale go nie było. Zauważałam wszystko. Słyszałam wszystko. Źle się z tym czułam. Jestem pewna, że cała szkoła wie o moim małym wypadku, co pewnie ich zdziwiło, że komuś się coś takiego udało i na pewno też wiedzą o całej sprawie ze sławnym Harrym Stylesem. 
Starałam się zachowywać normalnie i kroczyłam po korytarzu jak zawsze dumnie, ale w środku czułam się nie pewnie. Jak nie ja. Koło mojej szafki zobaczyłam mojego przyjaciela. Opierał się nonszalancko o moją szafkę i wpatrywał się w swoje buty. Na jego twarzy nie było uśmiechu jak zawsze. Był smutny, i to nie było okej bo to moja wina. Podeszłam do niego niepewnie i spojrzałam na niego. Gdy mnie ujrzał wyprostował się i lekko uśmiechnął. Zagryzłam dolną wargę aby się nie rozpłakać, ale jakoś to nie pomogło. Kilka łez spłynęło mi po policzkach, a Jack od razu mocno mnie przytulił. Potrzebowałam tego. Wszytko co zbudowałam do tej pory ucieka mi przez palce i nie mogę tego uratować. Zawsze sobie powtarzałam, że świata już nic nie ocali, ale tym światem jestem ja. Mnie już nic nie ocali od samotności. Targa mną zbyt wiele uczuć abym mogła być szczęśliwa. Z jednej strony chcę być sama, ale z drugiej potrzebuję kogoś kto mnie przytuli, pocieszy. Tylko ja odpycham od siebie ludzi gdy zobaczę, że zaczyna mi na nich zależeć, lub gdy oni zaczynają czuć do mnie coś co może zniszczyć ich wyimaginowany świat. 
- Nie płacz mała. On nie jest wart.- Jack głaskał moje plecy i lekko mną kołysał chcąc mnie uspokoić. Zamknęłam mocno oczy i powstrzymywałam łzy które chciały wyjść na zewnątrz. Odsunęłam się od niego i otarłam mokre policzki. 
- Właśnie, że jest ale ja to zniszczyłam.- Rozejrzałam się lekko po korytarzu. Niby wszyscy szli w swoim kierunku ale spoglądali na nas zaciekawieni co się za raz stanie. 
- Harriet co się stało. Chciałem z tobą pogadać ale nie chciałaś mnie widzieć. Bałem się o ciebie.- Złapał mnie za rękę i uśmiechnął jak to miał w zwyczaju robić. Uśmiech miał piękny. Całkiem inny niż Harry ale równie piękny. Nie! Stop! Nie myśl o Harrym.
- Nie chcę o tym rozmawiać. Było minęło teraz czas na odbudowanie fortecy.- Otworzyłam szafkę i włożyłam do niej swoją chustkę i niepotrzebne książki. 
- Co?- Mina Jacka wyglądała jakbym mu powiedziała, że jestem w ciąży. Czyli już nie jest na mnie zły. I dobrze jeszcze nie raz dziś będę musiała się do niego przytulić. 
- Nie ważne. Chodź na lekcję. Muszę się pokazać.- Zamknęłam szafkę i z uśmiech na twarzy niezbyt prawdziwym ale z uśmiechem. Teraz gdy miałam obok siebie Jacka czułam się o wiele odważniejsza. Wiedziałam, że nie jestem sama, a to się liczyło.
- A tak w ogóle to w środę mamy bal.- Jack wzruszył ramionami jakby to olewał po całość co za pewne robił.
Na końcu korytarz zobaczyłam uśmiechającego się w moją stronę Nicka. Jego chyba najbardziej cieszyło to w jakim teraz jestem stanie. Prawda jest taka, że to jest mniej więcej jego wina. Moje zachowanie, moje życie. To wszystko jego wina. A ja? Pomogłam mu w zniszczeniu mnie. Jestem przecież tylko człowiekiem z wadami i zaletami które staram się ukryć gdzieś głęboko w sobie. Zaufałam mu i jak skończyłam? Skończyłam jako dziewczyna z zrytą psychiką i bojąca się zaufać innym. To był błąd, błąd którego już nigdy nie popełnię bo już nikomu nie zaufam. Moje życie to jeden wielki paradoks. Nic nie było dobrze, nie jest i nie będzie. Czas się z tym pogodzić i czekać na śmierć. Czekać na jedyne zbawienie które odciąży mnie od cierpienia.

Siedziałam na ławce w jakimś opustoszałym parku wpatrując się bezmyślnie w jeden punkt. Chciałabym choć raz kontrolować swoje marne życie. Choć raz chciałabym podjąć decyzję która sprawi, że wszystko będzie dobrze. Tylko dlaczego jest tak ciężko to zrobić? Dlaczego jest tak ciężko poświęcić wszystko aby być szczęśliwym? Co by było  gdybym nie uciekła Harry'emu? Gdybym została i powiedziała, że chcę z nim być. Że chcę być z nim szczęśliwa? Siedzielibyśmy teraz razem? Przytulalibyśmy się? A może bylibyśmy po pierwszej kłótni? Tyle pytań o to co nigdy się nie zdarzy....
- Jeżeli kocha to wybaczy.- Podniosłam głowę i zobaczyłam starszą panią.- Można?- Wskazała głową na ławkę, a ja pokiwałam głową. Nawet nie zauważyłam, że płaczę. Starłam ręką łzy i wypuściłam ciężko powietrze.
- A co jeżeli nie kocha?- Nie wiem dlaczego ją zapytałam. A może wiem? Po prostu wydawała się mądrą kobietą która nie będzie mi truć, że wszystko będzie dobrze.
- On czy ty?-Uśmiechnęłam się lekko i utkwiłam wzrok w samotnym drzewie które przypominało mi.... mnie. Oddalone od wszystkich innych, samotne wydające się mocne ale w środku spróchniałe.
- Oboje.- oparłam się o wyblakłe deski od ławki i spojrzałam na kobietę.- Zagięłam panią co?
- Nie, po prostu zastanawia mnie fakt jaka ta młodzież jest tępa. Widać po tobie, że coś do niego czujesz, i wiem też, że on też coś do ciebie czuję.- Zdziwiła mnie odpowiedź staruszki. Ale przynajmniej jest szczera.
- A skąd pani może to wiedzieć? Nawet pani go nie zna.- Kobieta uśmiechnęła się lekko pokazując lekkie dołeczki w policzkach takie jak ma Harry....
- Bo widzę jak na ciebie patrzy i jak jego przyjaciel na niego krzyczy.- Wskazała głową do przodu, a ja zdezorientowana spojrzałam w tą samą stronę co ona. ( włącz sobie w odtwarzaczu Give me Love).
Stał po drugiej stornie z Louisem który coś do niego krzyczał, ale on go ignorował. Patrzył na mnie. W moich oczach pojawiły się łzy które wyleciały i zostawiły mokre ścieżki na moich policzkach.
- Dzień dobry babciu Harry'ego!- Louis zaczął machać do nas, a raczej do starszej kobiety która zaśmiała się i odmachała szczęśliwemu Louis'owi. No tak. Dołeczki, kręcone włosy.
- On cię kocha. Uwierz mi.- Kobieta uśmiechnęła się do mnie i zostawił mnie samą. Wstałam z ławki i sama nie wiedziałam co chcę zrobić. Ale gdy już zdecydowałam i zrobiłam krok do przodu do Harry'ego przytuliła się blondynka i pocałowała go w usta.
Taylor.
Zaśmiałam się cicho i otarłam łzy. Wzięłam swoją torbę i ruszyłam przed siebie. Musiałam przejść obok nich. Nie dam mu satysfakcji, że wygrał. Przecież ja miałam rację. Mówiłam mu, że to tylko zauroczenie i wszystko minie.
- Harriet....- Louis chyba chciał jakoś ratować sytuację ale na szczęście się zamknął i chyba zrozumiał, że tutaj to już nie ma nic co można by było uratować.
- Cześć.- Przytuliłam go lekko do siebie i spojrzałam na Harry'ego. Podniósł głowę i zobaczyłam, że płakał. Ale dlaczego? Że miałam rację? Bezsensu. Uśmiechnęłam się lekko i ominęłam ich czując, że znów będę ryczeć.
Nie szłam do siebie do domu. Szłam do osoby która może mi pomóc nie pomagając. Wiem, wiem trochę pogmatwane ale prawdziwe. Weszłam bez pukania jak zawsze i od razu skierowałam się na koniec korytarza i weszłam do granatowego pokoju mojego przyjaciela. Spojrzał na mnie zdziwiony ale po chwili trwaliśmy w mocnym uścisku. Znów płakałam.... Za często to robię.
- Kochanie co się stało?- Jack posadził mnie na łóżku, a sam kucnął przede mną i położył swoje ręce na moich kolanach. Spojrzałam na niego i uznałam, że na niego nie zasługuję. Jest dla mnie zbyt dobry.
- W piątek gdy wyszłam ze szpitala Harry zawiózł mnie do nich do domu. Sam gdzieś zniknął, a mi dali sukienkę i miałam się przygotować. No to przygotowałam. Louis zawiózł mnie pod ten wieżowiec wiesz co go widać ode mnie z pokoju. Na dachu czekał na mnie Harry. Powiedział, że on nie chce się ze mną przyjaźnić, że chce czegoś więcej. Powiedziałam mu, że on tylko tak myśli i szybko zmieni zdanie, a ja będę później cierpieć. Miałam rację. Widziałam go przed chwilą z jego...dziewczyną.- Pokręciłam głową z śmiechem. Śmiałam się z własnej głupoty.
- Harriet... On nie jest ciebie wart. Jesteś wyjątkowa.- Na jego twarzy można było dostrzec troskę i współczucie. Znów mi pomagał przez moje problemy z chłopakami.
- Ja go kocham Jack.- Nie sądziłam, że powiem to z myślą o Harrym. No bo jak? I w ogóle, że to powiem. Przecież ja nie powinnam była poznać tego uczucia.
- Powiedz mu to.- Podniosłam brwi do góry i spojrzałam na niego jak na dziecko specjalnej troski.
- Pogięło cię? Nie mogę nie teraz, gdy on.... W ogóle gdzie ja zrobiłam błąd w swoim zachowaniu, że pozwoliłam sobie na poczucie czegokolwiek do tego chłopaka.- Zaczęłam się zastanawiać na głos bo to było bardzo ciekawe.
- Harriet twoje zachowanie przyciąga ludzi. Nie ma dużo takich osób jak ty. Takich szczery i zmieniających szybko zdanie.
- I może to jest ten błąd? Bo gdyby na przykład była dobra, ale plastikowa to on by się mną nie zainteresował i nie byłoby problemu.
- Nie! Nie możesz się zmieniać dla innych. Musisz być sobą i nie udawać nikogo innego tylko aby kogoś zniechęcić do siebie.- Jack przytulił mnie, a ja w myślach przyznałam mu rację.

Harry.

Cóż zrypałem. Ze wszystkim. Dziś gdy ją zobaczyłem, gdy zobaczyłem jak szybko ociera łzy abym tylko ich nie ujrzał coś we mnie pękło. Poczułem się jak skończony idiota. I jeszcze Taylor.... Ranię ją swoją głupotą. Kocham ją ale tylko jak siostrę, a nie jak dziewczynę z którą chciałbym iść przez życie, mieć rodzinę. No, a raczej raniłem. Dziś gdy zobaczyłem Harriet popłakałem się. Jak małe dziecko. Tay chciała wiedzieć o co chodzi i sama doszła do wniosku, że to nie ma sensu i mam walczyć o tą blondynkę która dała mi kosza. Nawet babcia mi to powiedziała. Chyba mają rację. Ale kiedy nie miały? Kobiety zawsze ale to zawsze mają rację, a ja jestem debilem, że tego nie rozumiałem. 
Tylko co zrobić żeby przekonać Harriet do swoich uczuć? Zobaczyła jak całuję się z Taylor i na pewno pomyślała, że miała rację co do moich uczuć. 
- Nic nie wymyśliłem.- Louis opadł zmęczony na kanapę obok mnie. Od jakiejś godziny siedzimy i myślimy jak przekonać Harriet, że mówię prawdę. Nawet Liam nic nie wymyślił. Sprawa nie wygląda za ciekawie.
- A nie możesz z nią po prostu porozmawiać?- Niall spojrzał na mnie, a ja westchnąłem ciężko. Może to nie jest głupie ale nic nie da.
- Horan ona nie chce ze mną rozmawiać. Dzisiaj zachowywała się jakby mnie nie było.- Schowałem twarz w dłoniach i poczułem ciepłą rękę Louisa na plechach. 
- Ale Harry cokolwiek nie zrobisz i tak musisz z nią pogadać. Więc może zrób to w jakimś publicznym miejscu może aż tak cię nie pobiję bo ktoś ją odciągnie.- Zayn wzruszył ramionami dumny ze swojego pomysłu. Ma rację, wtedy miałbym szansę aby zostać jeszcze ojcem. 
- Wiesz masz rację ale może ona będzie się krępować?- Liam chyba chciał jeszcze raz wszystko przemyśleć. I on też ma rację.
- No dobrze Li masz rację ale wiesz jak zostanę z nią sam to ona mnie ojcostwa pozbawi.- Tym razem to ja wypowiedziałem się na ten temat w swojej sprawie.
- Kupimy ci zbroję.- Louis uśmiechnął się do mnie pocieszająco. Chciałem mu odpowiedzieć ale ktoś zadzwonił do drzwi. Podniosłem się i poczłapałem aby zobaczyć kto nas nawiedza. Otworzyłem drzwi i szok. Normalnie zawał na miejscu.
- Jak chcesz ją odzyskać?- Jack chyba lubi przechodzić do konkretów. Normalnie bym go spławił ale zajarzyłem, że chodzi o Harriet, a on się z nią przyjaźni więc może mi pomóc. Wpuściłem go do środka i razem poszliśmy do salonu. Chłopaki zdziwili się na jego widok ale tego nie skomentowali. Skoro ja go wpuściłem to musi być coś ważnego. 
- Jeszcze nie wiem. Może masz jakiś pomysł?- Spojrzałem na niego pytająco, a on się cwano uśmiechnął. Pewnie Harriet go tego nauczyła. Ona też tak robi tylko, że jej to ładniej wychodzi. 
- W środę mamy w szkole bal. Ona nie chce iść bo jest w dołku mniej więcej dzięki tobie ale ja ją tam zaciągnę. Ty weź jej tam coś zaśpiewaj powiedz co do niej czujesz jeżeli czujesz i po sprawie.- Wzruszył ramionami i widać było, że jest z siebie dumny. Ale ja jakoś nie byłem do tego do końca przekonany.
- Ale to jest takie oklepane.- Westchnąłem i spojrzałem na resztę chłopaków. Im najwyraźniej się ten pomysł spodobał, albo nie chciało im się myśleć i poszli na łatwiznę.
- Harry ja się dziś dowiedziałem ciekawych rzeczy na twój temat i może ci powiem jeżeli ty odpowiesz mi na jedno pytanie. Co ty do niej czujesz?- Co ja do niej czuję?! Właśnie co... Coś silnego ale skomplikowanego, namiętnego ale spokojnego, uzależniającego ale dobrego. 
- Kocham ją.- Odpowiedziałem mu zgodnie z prawdą. Nie ma sensu go okłamywać. A po za tym ja tam lubię wygląd swojej twarzy więc wolę go nie drażnić. 
- To dobrze bo ona ciebie też.- Moje oczy zrobiły się jako pięciozłotówki.- Bo ci oczy z orbit wylecą. Dzisiaj przyszła do mnie zapłakana i opowiedziała w skrócie wszystko. Powiedziała również, że cię kocha. Więc radzę ci zrób coś i to szybko bo ona chce się stąd wyprowadzić.
-Co?!- Wykrzyknęliśmy całą piątką, ale ja to chyba najgłośniej. Nie, nie, nie! Nie teraz no! Czy ona zawsze musi pokrzyżować mi plany?
- Jajco. Powiedziała, że pogada o tym z rodzicami znaczy z mamą i przeniesie się do Los Angeles. A więc Styles radzę ci przyjąć mój pomysł z tym balem bo ci księżniczka Harriet Marie Lane spieprzy spod nosa.- Spojrzałam na niego i pokiwałem głową gotowy zrobić wszystko aby ona tylko tutaj została. Została i była ze mną. 

Narrator. 

Śniła o nim. 
Myślał o niej.
Pragnęła go, przy sobie w tej chwili.
Pragnął jej, przez resztę życia.
Chciała uciec od niego i od uczuć.
Chciał ją zatrzymać każdym możliwym sposobem. 
Chcieli różnych rzeczy ale wszystko wiązało się z jednym. Z ich szczęściem.

------------------------------------------------
Pechowa 13, za nami :D !!

wtorek, 15 stycznia 2013

12


----------------------------------------------------------------

28 wrzesień
  - Obiecasz mi coś?
  - Pewnie, co?
  - Nie zostawisz mnie?
  - Nigdy.
  - Obiecujesz?
  - Obiecuję.
 Tak wyglądała nasza ostatnia rozmowa wczoraj. Obiecał i nie zostawił. Właśnie leży bok mnie i lekko się uśmiecha przez sen. Cały czas trzymał mnie za rękę dopóki nie włączyli znów światła. Zmieniam co do niego zdanie i to diametralnie. 

- Co tam piszesz?- Harry chciał zobaczyć co napisałam ale nie pozwoliłam mu na to. Odłożyłam zeszyt i spojrzałam na mojego towarzysza. Dlaczego on się uśmiecha? Przecież nie ma powodu do śmiechu, prawda? 
- Dziękuję.- Rzadko można usłyszeć takie słowa z mojej strony, ale nie raz to się zdarza. Tak wiecie od święta. 
Ale to nie tak, że ja się jakoś wstydzę powiedzieć dziękuję lub proszę. Ja po prostu nie mam do tego szansy. 
- Za co?- Zgarnął kosmyk włosów który opadł mi na twarz. Był wobec mnie taki czuły i troskliwy. Zachowywał się jak mój brat albo bardzo dobry przyjaciel,a my przecież się nie znamy. Znaczy wiemy jak mamy na imię i te takie podstawy i nic więcej, a jednak jest dla mnie miły.
- Za uratowanie życia, i za to, że zostałeś. Wiesz nie dużo osób wytrzymuję ze mną chociażby pięć minut, a ty wytrzymałeś aż całą noc.- Uśmiechnął się lekko, co sama również odwzajemniłam.
- Chyba zasługuję na jakiś medal. Czy coś takiego.- Szturchnął mnie w ramie. Dlaczego on musi być taki... idealny? Przecież ten chłopak ma wszystko. Jest przystojny, ma nieziemskie oczy, zniewalający uśmiech, poczucie humoru i jeszcze jest po prostu sobą co jest świetne ale chyba tylko w jego przypadku.
Tutaj weźmy mnie na przykład. Niby jestem sobą i jest świetnie ale zawsze kogoś zranię swoim poglądem albo zdaniem wypowiedzianym na jego temat. Zawsze jest coś nie tak bo przecież jestem Harriet i to nie jest możliwe aby w życiu choć raz coś mi się udało.
- Jedź do domu. Spróbuję jeszcze zasnąć.- Dlaczego ja mówię jak do dziecka? Nie, nie, nie! Wszystko idzie źle...
- Wrócę za godzinę.- Zabrał swoją bluzę, wrócił jeszcze do mnie i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Uśmiechnął się i wyszedł zadowolony, że wywołał u mnie na twarzy czerwony kolor. Co za dziad!
Moja ręką powędrowała do policzka na którym przed chwilką spoczywały usta Harry'ego. Uśmiechnęłam się i spojrzałam za okno. Słońce świeciło i na niebie można było dojrzeć białe chmurki które wędrowały sobie spokojnie. No właściwie to my wędrowaliśmy ale to można pominąć.
Jakoś nie mogę zrozumieć dlaczego on tutaj ze mną jest? Zrozumiałabym jeszcze Jacka bo przecież się przyjaźnimy, ale Harry? Dlaczego on po prostu mnie nie zostawi? Przecież tak robią wszyscy więc on też może. Chociaż cieszę się, że tego nie zrobił. Czuję do niego coś co nie pozwala mi rozsądnie myśleć jeśli o niego chodzi. Był tutaj przed chwilą, a ja już za nim tęsknię, chcę aby wszedł do środka i powiedział coś co wywoła u mnie uśmiech i przyprawi mnie o przyjemne dreszcze. I właśnie teraz nasuwa się pytanie dlaczego tego chcę. Przecież nie powinnam tego czuć prawda? Tak byłoby lepiej i dla mnie i dla niego.
Może was zastanawiać fakt (albo i nie) dlaczego nie ma ze mną mamy, albo Josha. To może wyjaśnię. Mama dzwoniła wczoraj(!) i pytała się o moje zdrowie (O.O). Poświęciła się. Pytałam Harry'ego czy była tutaj gdy byłam nie przytomna powiedział, że nie. A więc zapewne wcale nie postawiła tutaj swojej nogi aby odwiedzić swoją jedyną córkę w szpitalu. A Josh? Nie winię go. Wiem, że go nie ma i może to nawet dobrze? Jeżeli on by tu przyszedł to na pewno bez mamy, a wtedy to trochę by mnie zabolało. No jak każdego tylko, że każda inna osoba powiedziałaby o tym komuś ale oczywiście nie ja.
Fajnie by było gdyby teraz zjawił się tutaj Jack i powiedział, że dla mnie zwiał ze szkoły. Ha! Marzenia... Ale serio ucieszyłabym się. Cóż znając go to nie muszę się spodziewać jego odwiedzin. Dopóki wie, że Styles jest ze mną, albo może się na niego natknąć to tutaj nie przyjdzie. Może zadzwoni ale na pewno nie przyjdzie. Na pewno nie sądzi, że NIE ma racji, więc dopóki nie powiem mu, że: Tak Jack masz rację. Nie odpuści. Ale nie mogę tego powiedzieć. Usłyszałam wczoraj ich rozmowę i wiem, że tym razem się myli. Tylko jak mu to powiedzieć? A może inaczej. Jak mu to przetłumaczyć? Nie idzie. Znam go od dziecka i wiem, że jest uparty i jeżeli już coś sobie wbiję do głowy to nie odpuści.
Nudziło mi się takie leżenie i myślenie dlatego postanowiłam wstać. Szok, ale dobra. Niby dostałam tą kulkę ale nie jest tak źle. Nie uszkodziła mi żadnych narządów także jest git. Jasne boli jak się zaśmieję, albo wykonam jakiś ruch tak wiecie szybko ale tak to jest w porządku. Odkryłam się i powoli podniosłam do pozycji siedzącej.
- Oo wiedzę, że już lepiej.- Do sali wszedł lekarz i rozwalił mój plan ucieczki z tego więzienia. Myślałam, że minie opieprzy jak to lekarze mają w zwyczaju ale nie on. Posłał mi tylko uśmiech i coś sprawdził na mojej karcie.
- Kiedy będę mogła wyjść do domu?- Ciekawe ile razy dziennie ten człowiek to słyszy. na pewno mu się nie nudzi.
- Dziś.- Spojrzałam na niego jak na kretyna ale nic nie powiedziałam tylko się sztucznie uśmiechnęłam i z powrotem położyłam do łóżka.
Lekarz opuścił mnie i poszedł dalej. Nie sądziłam, że wypuszczą mnie tak szybko. Ale nie będę się przecież wykłócać z lekarzami, prawda? Tylko... co ja ubiorę? Pff, to co miałam wtedy no chociaż spodnie bo bluzka to raczej poszła się jebać.Teraz tylko czekać na Harry'ego. Nawet nie musiałam czekać długo bo przyleciał jak na zawołanie. A najlepsze było to, że miał moje spodnie i dał mi swoją koszulkę. Czyli wiedział o moim szybkim wyjściu... Słodko, aż się zaraz porzygam. no ale nic. Chciałam sama się ubrać ale nie mogłam i byłam zmuszona zawołać naszego ukochanego Stylesa. Nie powiem ucieszył się na mój widok w samej bieliźnie.
- Jak byś od razu mnie posłuchała to już byśmy byli w drodze.- Zaczął mi ubierać spodnie co zapewne wyglądało dziwnie i śmiesznie zarazem. Cóż skoro przede mną klęka to trochę dziwne zważywszy na to, że jestem tylko w bieliźnie.
- To wyjdź sama sobie poradzę.- Spojrzał na mnie i znów jebną ten firmowy uśmiech. Eh! Co za popapraniec.
- Nie opuszczę cię kobieto w potrzebie.- Nie wiem czy specjalnie czy nie ale przejechał palcami po moim biodrze co wywołało u mnie dreszcz. Co za spryciarz! Stanął na przeciwko mnie i znów się uśmiechnął.
- Przestań to robić.- Powiedziałam do niego i spojrzałam na niego z byka.
- Ale co?- Och tak gramy? Ja ci dam! Co za nie wychowany, seksowny i tępy człowiek! Już chciałam mu powiedzieć co ale nie mogłam. Przecież to by wyszło na to, że jego uśmiech mnie rozprasza i byłoby na to, że na niego lecę co jest prawdą ale nie dla światła dziennego.
- Możesz się pospieszyć? Zimno mi trochę.- Spojrzałam na siebie. Teraz byłam chociaż ubrana do połowy a to już coś, nie?
- A przepraszam.- Mój biust chyba go dość rozpraszał, a mnie to pocieszyło. Już przynajmniej znam jego słaby punkt.

Myślałam, że Styles zabierze mnie do domu, ale do mojego, a nie swojego. Ale nie.... Jakby ten chłopak chociaż raz miał jakiś pomysł który mógłby się spodobać mi to byłoby święto. Przecież ja go nie znam, a już wiem, że ma dość dobrze zrytą psychikę.
- Harry ja chciałam jechać do SWOJEGO domu.- Spojrzałam na niego, a on znów się uśmiechnął. No ile można? Szczęka go nie boli?
- Nie marudź tylko chodź czekają na ciebie.- Otworzył mi drzwi i podał rękę. Trochę ciężko było mi się wygramolić z samochodu ale dałam sobie radę. Następne drzwi(czyt. od domu) również mi otworzył i przepuścił przodem ale wydaję mi się, że chciał popatrzeć na mój tyłek, ponieważ w tych spodniach wygląda on nieziemsko.
- Zajmijcie się nią! Macie godzinę!- Wydarł się i zniknął zostawiając mnie z czwórką chłopaków patrzących na mnie.
- Na górę z nią.- Louis machnął ręką na Zayn'a, a on sprawnie mnie podniósł i zaczął iść na górę. Dobra, ciężka nie jestem ale lekka też nie więc chyba musiał się trochę pomęczyć. Ale jak chciał to co będę mu mówiła, że ma mnie postawić, co nie?
Chłopcy kazali mi się umyć (były osoby chętne do pomocy), dali mi MOJĄ kosmetyczkę i jakieś pudełko. Nic nie mówiąc wykonywałam ich wszystkie polecenia. Wzięłam prysznic, ale nastąpiły komplikację. Opatrunek na moim brzuchu odkleił się ukazując brzydkie granatowe szwy. Zamknęłam mocno oczy.
- Liam? Możesz na chwilkę?- Wydawało mi się, że on chyba nie podnieci się na mój widok w czystej bieliźnie którą znalazłam w pudełku. Drzwi od łazienki lekko się otworzyły, a w szparze pojawiła się głowa Liam'a. Gdy zauważył mój brzuch pokazał mi abym poczekała i zniknął na chwilę.
Gdy się pojawił miał ze sobą jakieś opatrunki i nożyczki.
- Usiądź.- Wskazał głową na szafkę, a ja posłusznie sobie usiadłam. - Może trochę zaboleć.- Powiedział i odkleił resztę gazy. Skrzywiłam się lekko, ale nie spojrzałam na dół. Jakoś nie chciałam tego oglądać. Chyba nie mam aż tak mocnych nerwów.
Chłopak był bardzo delikatny więc prawie nie czułam aby coś mi tam robił. Znów mnie opuścił, a ja postanowiłam się już ubrać.  Nie wiem który z tych geniuszy wpadł na kieckę ale jestem mu wdzięczna, bo w spodniach to nie byłoby mi wygodnie z tym opatrunkiem. Pasek zapięłam luźno aby mnie nie ściskał, a włosy zostawiłam naturalnie lekko pokręcone i rozpuszczone swobodnie na ramionach, pomalowałam oczy i spojrzałam na buty. Skrzywiłam się lekko ale nie miałam wyboru. Ubrałam je i nawet nie było tak źle. Wyszłam z łazienki, a na twarzach chłopaków pojawił się wielki uśmiech.
- Zapraszam panią.- Louis podał mi ramię, a ja je uchwyciłam po czym razem wyszliśmy z pokoju, i z domu też. Jak się okazało Lou ma być moim kierowcą. Otworzył mi drzwi i poczekał aż usiądę, aby dołączyć do mnie. Byłam ciekawa co to wszystko ma znaczyć, ale chyba się bałam odpowiedzi.
Lou cieszył się z czegoś, a ja cała się w środku trzęsłam.
- Jedź windą na samą górę.- Louis zatrzymał się przed jakimś wieżowcem i poinstruował mnie co mam dalej robić. kiwnęłam głową, ze zrozumieniem i wysiadłam z samochodu.
Zaraz drzwi windy miały się otworzyć, a mi serce biło co raz szybciej. Denerwowałam się. Wiedziałam, że to ma coś w związku z Harrym i właśnie to mnie przerażało. Przerażał mnie fakt, że on zrobi coś co kompletnie zbiję mnie z tropu, że nie będę potrafiła się zachować. popopo <======= włącz
Drzwi się otworzyły, a ja zrobiłam krok do przodu. Wokół mnie zapalił się światła. Stał tam na środku i uśmiechał się lekko. Zatkało mnie. Wszystko było takie... romantyczne. Zaczęłam iść w jego kierunku, a on zaczął kroczyć ku mnie. Wyglądał na nie pewnego ale zdecydowanego.
- Pięknie wyglądasz.- Nasze ciała stykały się ale nasze ręce były od siebie daleko. Lekki wiatr rozwiał moje włosy, a Harry zgarnął je z czoła, i pocałował mnie w policzek tak jak rano. A może nie tak samo? Teraz włożył w to więcej uczuć. Niby taki mały gest, a tak cieszy głupiego człowieka który potrzebuję po prostu bliskości drugiej osoby.
- Dziękuję. Harry...- Pokręcił głową, więc się po prostu zamknęłam. Nie wiem co on planował, ale chciałam aby coś zrobił... Cokolwiek.
- Wiem, że mieliśmy być tylko przyjaciółmi ale nie potrafię. Twój wygląd, uśmiech, głos, zachowanie wszystko mnie do ciebie ciągnie.- Odwróciłam wzrok od jego oczu, ale on uchwycił moją twarz w swoje dłonie i nie mogłam już nie patrzeć w jego zielone oczy.
- Harry nie...
- Nie chcę być tylko przyjacielem chcę być kimś więcej. Chcę być kimś ważniejszym.
- Nie!- Nie wiem dlaczego do niego krzyknęłam ale już zaczęłam więc skończę.- nie możesz. Tobie się tylko to wydaję, a za kilka dni gdy poznasz nową dziewczynę będzie się z tego śmiał, a ja będę cierpieć przez twoje urojenia. Nie chcę tak. Jesteś wspaniałym chłopakiem ale nie dla mnie. Dla mnie nie ma nikogo na tym pierdolonym świecie. I już się chyba z tym pogodziłam, ale ty musiałeś się zjawić w moim życiu i wszystko rozwaliłeś. Zburzyłeś mój zamek z piasku w którym były ukryte moje uczucia i teraz muszę cierpieć.- Ściągnęłam jego dłonie z moich policzków,  i otarłam jedną samotną łzę z jego policzka. Przez niego w moich oczach również pojawiły się łzy, ale ja nie mogłam płakać, nie mogłam.
- Harriet proszę nie rób tego. Obiecałaś, że mnie nie opuścisz.- Zamknął oczy i mówił szeptem co jeszcze bardziej rozrywało moje serce.
- Nie Harry. To ty obiecałeś nie ja. Jestem ci bardzo wdzięczna za wszystko ale teraz chyba będzie lepiej jeżeli zerwiemy ze sobą kontakt.- Już nie panowałam nad łzami które swobodnie spływały po moich policzkach. Nawet ich nie ścierałam, bo po co? Nie było sensu.
- Nie. Nie rób mi tego Harriet. Wiem, że czujesz to samo co ja. Czytałem to co o mnie pisałaś. Wiem, że nie jestem ci obojętny.- Nie! Nie tak to miało być. Pewnie bym się wściekła na to, że czytał mój zeszyt ale po co? To nic nie da, a może pogorszyć sytuację która i tak jest już trudna dla nas obojga.
- Jeżeli czytałeś wszystko to wiesz też, że to nie ma sensu.- Pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się lekko.- Żegnaj Harry.- Puściłam jego rękę i szybkim krokiem kierowałam się do windy. Spojrzałam na niego nim drzwi się zamknęły. Stał tam lekko zgarbiony, z mokrymi policzkami. Zraniłam go i to bardzo ale w końcu zrozumie, że tak lepiej. Nie chcę aby on cierpiał. Może to dziwne bo właśnie to robi przeze mnie ale mu przejdzie. Jestem tego pewna.
Wychodząc z windy ostatni raz przetarłam swoje policzki. W holu na kanapie zastałam znudzonych chłopaków. Cóż byli znudzeni dopóki mnie nie zobaczyli.
- Harriet, co się stało?- Stanęli obok mnie, a ja znów płakałam. Jestem za słaba. Zdecydowanie za słaba, a to nie jest dobre.
- Powiedzcie mu, że przepraszam.- Ominęłam ich i wyszłam z budynku zatrzymując taksówkę. Gdy odjeżdżała z budynku wybiegł Lou ale za późno. Za późno na wszytko.

Narrator.

Siedzi sam na dachu wieżowca na którym wszystko miało się zacząć, a potoczyło się inaczej.
Siedzi na parapecie z podciągniętymi nogami pod brodę i patrzy na ten sam budynek z którego uciekła, ignorując ból który sobie sama robi.
On chciał zacząć z nią nowe życie.
Ona chciała go uratować od błędnych decyzji, ale teraz nie jest już pewna, czy dobrze zrobiła.
Chłopak nie rozumiejący słów dziewczyny i jej zachowania.
Dziewczyna nie mogąca pojąć jak on mógł coś do niej poczuć.
Obaj pewni swoich uczuć, ale bojący się nowego dnia. Dnia bez siebie.

-------------------------------------------------
Moim zdaniem nudny, ale....
 No w mojej głowie to wyglądało inaczej.
Mam czas piszę, mam pomysły piszę, ale.... Kurdę! Zawsze jest jakieś ale.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

11


--------------------------------------------------------------

Jak nazwać stan kiedy jest się obecnym, ale nie możesz nic zrobić? Czuję się jakbym grała w jakimś filmie, była główną bohaterką. Akcja toczy się wokół mnie ale ja nie mogę wypowiedzieć swojej kwestii. To jest trochę... denerwujące(?)
Słyszę wszystkie głosy. Rozpoznaję osoby, czuję dotyk kogoś na mojej dłoni ale nie mogę poruszyć palcami. Nie mogę się odezwać. Nic nie mogę zrobić. Głos. Głos Jacka denerwuję mnie. Tylko dlaczego? Przecież zawsze lubiłam jego głos, ale nie teraz. Teraz chciałam tylko na niego krzyknąć żeby się zamknął bo chcę spać. Cóż chcąc nie chcąc musiałam się obudzić. Ciężko było, ale w końcu lekko otwarłam oczy. W sali było pełno osób ale nikt na mnie nie patrzył. Każdy był zajęty Harrym i Jackiem który stali na przeciwko siebie i mierzyli się wzrokiem. 
- Kurdę chyba pójdę dalej spać.- Powiedziałam to raczej sama do siebie ale było tak cicho, że usłyszeli. Spojrzeli na mnie zdziwieni, a po chwili rzucił się na mnie Louis.
- Luis to boli.- Wychrypiałam, a chłopak odsunął się ode mnie jak poparzony. Zabawnie wyglądał z przerażeniem malującym się na twarzy. 
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Nie chciałem. Wybacz mi.- Uklęknął przy łóżku i zaczął składać mi pokłony. Zaśmiałam się lekko ale szybko spoważniałam przez ból jaki sobie tym wyrządziłam. 
- Pójdę po lekarza.- Jack chyba chciał sobie pójść i nie wrócić ale nie ma tak łatwo. No przynajmniej nie ze mną.
- Nie. Harry pójdzie po lekarza, chłopaki pójdą na kawę, a ty zostaniesz.- Chłopak spuścił głowę na dół, ale usiadł posłusznie na krześle obok łóżka. Poczekałam aż chłopaki wyjdą i dopiero zdzieliłam go w ten pusty łeb. 
- Auć. Za co?- Zaczął rozmasowywać bolące miejsce, a ja już nie miałam do niego cierpliwości.
- Za co? Żarty sobie robisz?- Jaka szkoda, że nie mogę krzyczeć. Ale na serio. Przy każdym słowie czuję jak mnie coś tam dźga w brzuchu, a jak bym miała krzyczeć to o boziu.
- Słyszałaś?- Pytanie retoryczne? Serio? Cóż jego skruszona mina trochę wpłynęła na moje zachowanie ale nadal byłam na niego zła. Pewnie bym mu coś powiedziała ale do sali weszła pielęgniarka, a za nią lekarz. Cóż Jack musiał wyjść, bo oni chcieli sobie poświecić mi czymś w oczy, pozadawać jakieś bezsensu pytania i tyle.
Co za dziwni ludzie. Podciągnęłam się trochę do góry i rozejrzałam po pokoju. W rogu stał stolik z dwoma krzesłami, po mojej prawej stronie znajdowało się jeszcze jedno łóżko, a z lewej strony było dość duże okno. Ściany były koloru beżowego, z ładnymi białymi lampami nad każdym z łóżek. Nie jest aż tak źle. Nawet fajnie tak poleżeć w ciszy.
- No witaj. Możesz już mnie wielbić jak króla Juliana.- Do sali pierwszy wpadł Lou, a za nim Harry śmiejący się z czegoś. Cóż myślałam, że za nimi wejdzie jeszcze trójka, albo czwórka chłopaków ale nikt nie przyszedł.
- A gdzie reszta?- Podciągnęłam się jeszcze trochę bo tak jakoś mi się nie wygodnie zrobiło. Mam nadzieję, że długo tu nie będę bo serio sami mnie wyrzucą gdy zacznę marudzić.
- Zayn, Niall i Liam musieli pojechać do domu się przebrać, a Jack nie wiem gdzie jest i szczerze mnie to nie obchodzi.- Harry usiadł na krześle i wyglądał na trochę zdenerwowanego.
- Z wami jak z dziećmi. W ogóle to co on ci zrobił?- Nie wiem dlaczego ale czułam, że muszę bronić swojego przyjaciela. Przecież on jest bez winny prawda? Chyba słyszałam wszystko co mówił.
- Możemy o tym nie rozmawiać?- Ooo, chyba go zagięłam! Ale czym? Prostym pytaniem? Przecież ja nie wymagam od niego skrócenia wydarzeń z jakiegoś tam okresu czasowego tylko chcę usłyszeć jedno zdanie które pomoże mi zrozumieć co się takiego stało.
- Ej nudzi mi się, a wam?- Louis położył się na wolne łóżko ale chyba trochę za mocno bo ono kawałek odjechało. Najwidoczniej blokady na kółkach nie zostały włączone.
Na twarzy Louis'a pojawił się jakiś dziwny uśmiech który chyba tak trochę mnie przeraził. Wstał i wystawił głowę na korytarz.
- Harry? Chce pojeździć?- Loczek stanął na równe nogi szczęśliwy jak dziecko w sklepie z zabawkami. E, niech sobie robią co chcą. No nic by mnie to nie obchodziło gdyby nie to, że oni wyjechali na korytarz z łóżkiem na którym leżałam JA!
- Co wy robicie? Jak ktoś zobaczy to was więcej nie wpuszczą. Odstawcie mnie na miejsce debile.- Spojrzałam na nich groźnie, ale ci tylko się szczerzyli. Obaj zaczęli pchać łóżko na którym leżałam po długim korytarzu. Louis wyprzedził łóżko i stanął kawałek od ściany.
- Jestem Supermenem i cię uratuję niewiasto!- Rozłożył ręce i stanął gotowy do zatrzymania łóżka. Harry ostatni raz pchnął mnie do przodu z całej siły, a ja wiedziałam, że Lou ucierpi i to nawet mocno ale nie chciałam popsuć sobie zabawy. Louis niby taki przygotowany ale łóżko przygniotło go do ściany. Zajęczał cicho, a Harry leżał na podłodze i tarzał się ze śmiechu. Samej mi się chciało śmiać, ale po pierwsze nie mogłam, a po drugie chciałam być dojrzalsza od Harry'ego.
- Auć.- Stęknął i odepchnął łóżko. Opadł na podłogę i leżał jak jakiś menel, a ja? Ja nic. Musiałam czekać aż któryś z nich się opanuję i odwiezie mnie z powrotem.
- Co to ma być?- Obok mnie znalazł się przestraszony Liam. Nie czekając na ich odpowiedź sam postanowił o mnie zadbać i odwiózł mnie na salę. Uśmiechnęłam się do niego lekko w podziękowaniu. Jego obecność tak trochę mnie krępowała chociaż nie było do tego powodu. No bo niby jaki? Fakt nie znam go ale przecież nigdy nie przejmowałam się tym, że ktoś mnie nie znam. Po prostu byłam sobą ale przy nim? Przy nim się tego bałam. Chciałam aby myślał, że jestem inna niż mu się wydaję. Tylko po co? Cholera no, tyle pytań.... Żadnej odpowiedzi.
- Dobra my jedziemy. Aaa, Harriet twoja mam kazała ci to przekazać.- Liam podał mi mój zeszyt w którym wszystko zapisuję. Kurdę, a jak to czytała? Liam na pewno nie, ale mama.... Po niej to wszystkiego się spodziewać można.
- Ja zostaję.- Harry usiadł na łóżku obok. Żaden z chłopaków się nie wykłócał, a ja też siedziałam cicho bo wiedziałam, że to nic nie da.
Zrobiło mi się ciepło na serduszku gdy powiedział, że zostaję. Nie chciałam zostać tutaj sama, a on chyba nie chciał mnie zostawić. Gdy zostaliśmy sami zapanowała cisza która nam jakoś nie przeszkadzała. On patrzył na mnie, a ja na niego. Nikt się nie krępował, bo nie było czym.
- Przepraszam.- Harry jako pierwszy postanowił przerwać ciszę. Jego głos był lekko zachrypnięty i cichy ale pewny za razem.
- Za co?- Chciałam usiąść ale zapomniałam o opatrunku na moim brzuchu i lekko się skrzywiłam, po czym znów opadłam na poduszki. Harry wstał i podniósł dla mnie lekko oparcie łóżka. Podszedł do okna i wpatrywał się w niebo stojąc tyłem do mnie.
- Właśnie za to.- Przeczesał palcami włosy i wydawał się bardzo zmęczony i starszy niż jest na prawdę. Niby ma tam trochę swojej racji ale nie czułam jakby to on był winien. Przecież to też moja wina. Mogłam na samym początku spławić tego chłopaka, a nie się z nim całować. Przecież potrafię się obronić, ale tego nie zrobiłam bo potrzebowałam czyjejś bliskości a, że trafiłam akurat na niego to już nie jest wina żadnego z nas.
- To nie twoja wina. No dobra tak troszeczkę, ale ja też jestem winna. Nie wiesz co się stało więc nie możesz się obwiniać.- Odwrócił się do mnie i gdy zobaczyłam smutek rysujący się na jego twarzy sama posmutniałam. Tak jakby jego emocje i wszystkie uczucia przepłynęły na mnie. Nie fajnie.....
- Właśnie Harriet nie wiem.- To chyba miała być taka prośba abym mu wszystko powiedziała, ale ja nie mogłam. Nie teraz.
Odwróciłam głowę w drugą stronę bo nie mogłam wytrzymać jego spojrzenia.
- Zaraz wracam.- Wyszedł zrezygnowany z sali, a ja poczułam się samotna? Tak to chyba dobre określenie. Przetarłam czoło ręką i sięgnęłam po swój zeszyt. Długopis był przyczepiony do okładki. Otworzyłam na czystej stronie i zaczęłam spisywać swoje uczucia.

27 wrzesień
  dawno nie pisałam. Ale nie moja wina. Może tak w skrócie. Zostałam porwana, później przylecieli mi na pomoc Louis i Harry, zostałam postrzelona i teraz leżę sobie w szpitalu. Fajnie co nie? Niezbyt, ale do rzeczy. Dlaczego czuję smutek po wyjściu Harry'ego? Przecież ja sobie zabroniłam coś do niego poczuć, a tu proszę! Kurczę muszę chyba przyznać się sama przed sobą, że on NIE jest mi obojętny i trzeba coś z tym zrobić... 

Zamknęłam zeszyt w tym samym czasie co wrócił Harry z balonami w ręce. Uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił. Albo mu przeszło albo z niego jest super aktor bo nie było widać po nim aby był smutny.
- To tak na przeprosiny.- Wzruszył ramionami i przyczepił balony do poręczy łóżka. Znów zajął miejsce obok mnie i przyglądał się w zaciekawieniu sufitowi. Nie chciałam być gorsza więc poszłam w jego ślady. Nie wiem jak on ale ja nie widziałam w nim nic ciekawego. No ale o gustach się nie dyskutuję, prawda? Zamknęłam oczy i zobaczyłam twarz Max'a. Ponownie je otworzyłam lekko przestraszona. Co to kurwa miało być?
- Harry? Przysuniesz się bliżej?- Spojrzałam na niego lekko smutna, a chłopak szybko przysunął łóżko najbliżej jak mógł. Teraz to tak jakby leżeliśmy razem ale nie przeszkadzało mi to i jemu najwyraźniej też nie. Harry splótł swoje palce z moimi. Czułam się przy nim bezpiecznie i tak... swobodnie.  Wspaniałe uczucie ale nie ma co się przyzwyczajać bo długo to nie potrwa i taka jest prawda. Przecież nikt ze mną nie wytrzyma na dłuższą metę, więc nawet nie mam co marzyć o super szczęśliwym życiu u boku jakiegoś świetnego chłopaka.

Louis.

- Ja ci mówię to zły pomysł. Ona nas zabiję.- Szliśmy szpitalnym korytarzem kierując się do piwnicy. Liam marudzi i marudzi. Dlaczego on nie może zrozumieć, że ja chcę im pomóc?
- Liaś widziałeś jak oni słodko razem wyglądają? Mówię ci będę jeszcze mi dziękować za to.- Szedłem dumny przed siebie i szukałem głupiej skrzynki która była by teraz dla mnie wielkim zbawieniem. No nie tylko dla mnie bo dla Harry'ego też. Nie wiem dlaczego ten ćwok nie bierze się za tą laskę skoro mu się podoba! Jak dobrze, że ja mam już ten zakichany stres za sobą...
- Tam.- Niall wskazał palcem czerwoną skrzynkę przyczepioną do ściany. Podszedłem do niej i otworzyłem. Na widok tylu guziczków oczy zabłysły mi ekscytacją. Teraz tylko znaleźć odpowiedni i będzie dobrze. Na drzwiczkach odszukałem napisu który mnie interesował. Dobra czerwony przycisk. Kurdę! Przecież tu jest chyba z osiem czerwonych przycisków! A właściwie to co oni mają z tym czerwonym?! Aaa, co tam zrobię wyliczankę. Wcisnąłem guzik po środku modląc się aby to nie był jakiś alarm czy coś takiego. Na moje szczęście wszystkie światła zgasły. No przynajmniej tutaj ciekawe jak u góry. Liam i Niall mieli zapalone latarki tak abyśmy się o coś nie pozabijali czasem. Otworzyliśmy  drzwi na korytarz i nadal było ciemno.
- Głupi zawsze ma szczęście.- Zayn chyba nie chciał się przyznać, że coś co JA wymyślę może być nawet dobrym pomysłem i przed wszystkim może się udać.
- Czyli możesz grać w totka.- Poklepałem go po ramieniu, a blondyn parsknął śmiechem.- Teraz tylko czekać aż Harry powie, że będziemy wujkami.

Harriet.

Leżeliśmy sobie spokojnie aż tu nagle ciemność. Wszystkie światła zgasły, a ja ścisnęłam mocniej rękę Harry'ego. Tak trochę to się przestraszyłam tej ciemności.
- Spokojnie.- Harry przykrył nasze splecione dłonie kołdrą, i zaczął coś śpiewać pod nosem aby mnie trochę uspokoić. 
- Mogę wyjawić ci sekret?- Zapytałam szeptem. Jak by nie zrozumiał mogę powiedzieć, że chcę iść na sekretarkę czy coś. Ale chciałam aby usłyszał.
- Z chęcią posłucham. To może być ciekawe.- Nie widziałam jego twarzy przez ciemność wszędzie panującą ale mogłam przysiąść, że się uśmiecha. 
- Jak ten Max postrzelił mnie w ramię to wtedy ja.... Wtedy chyba pierwszy raz w życiu się bałam. Nigdy nie odczuwałam strachu. Znaczy odczuwałam tam przed sprawdzianem czy coś ale tamto... To było coś innego, silniejszego.- Prawda. To jest prawda. Strach towarzysz nam przez całe życie ale nie taki rodzaj tego okrucieństwa. Przecież nie codziennie ktoś do ciebie strzela prawda?
- Wiem o czym mówisz. Może kiedyś opowiem ci co mnie łączyło z Max'em ale to działa w dwie strony.- Szantaż?  Dobry jest....
- Może kiedyś.- Wzruszyłam lekko ramionami uważając aby nie uszkodzić opatrunku na ręce. Ciekawe czy będę miała jakąś bliznę...
- Wiesz, że rozmawiasz ze mną?- Znów pytanie retoryczne? Jezu on serio taki głupi? 
- Nie no co ty nie powiesz. Sama bym na to nie wpadła.- Siliłam się na rozbawienie w głosie i nawet nie wyszło to tak źle. Może muszę się poważnie zastanowić na humanistyką.
- Ale chodzi o to, że nie wyzywasz mnie, nie krzyczysz. Rozmawiasz jak z przyjacielem.- Uśmiechnęłam się lekko na słowo przyjaciel.
- Nie przyzwyczajaj się Styles.- Zaśmiał się z chrypką i poczochrał mi lekko włosy. 

Narrator.

Leżeli obok siebie, szczęśliwi z obecności właśnie tej osoby. 
Obaj mieli swoje skryte marzenia które zaczynały się spełniać.  
Ona chciała być wreszcie szczęśliwa, nie chciała uciekać od uczuć.
On chciał wreszcie ją mieć, chciał móc ją całować bez obawy.
Razem chcieli podobnych rzeczy ale do tego potrzeba odwagi. Coś co oboje tracą w swoim towarzystwie.
-------------------------------------------

Taki trochę badziewny ale jest!
:D Pozdrowienia dla: ANJII :D

niedziela, 13 stycznia 2013

10


-------------------------------------------------

Ile ja tu już siedzę? Nie wiem. Nawet nie wiem czy jest dzień czy może nadal noc? Nie ma tutaj żadnego okna, tylko nad moją głową świecie słaba żarówka. W głowie mi huczy i przy choćby najmniejszym ruchu pulsuję wielkim bólem. Po prostu świetnie. 
Usłyszałam szczęk kluczy i drzwi przede mną otworzyły się wpuszczając do środka świrze powietrze. Udało mi się zauważyć, że na dworze jest jasno czyli musi być już dzień.
- Ooo, jak słodko wyglądasz gdy jesteś zła.- Chłopak dotknął mojego policzka, a ja wykręciłam głowę odsuwając ją od jego ohydnej ręki. Starałam się zignorować ból głowy który się nasilił.
- Szkoda, że nie mogę powiedzieć tego samego o tobie.- Uśmiechnęłam się krzywo, a on uderzył mnie z pięści w twarz. Poczułam jak z wargi wypływa mi ciepła ciesz która po woli spływała po brodzie i po chwili na moich brudnych spodniach widniała mała czerwona kropeczka. 
- Nie pyskuj.- Chłopak postawił sobie krzesło na przeciwko mnie i wyciągnął z kieszeni telefon łudząco podobny do mojego. Ale chwila.... To mój telefon.!
- No i będę musiała go wyrzucić.- pokręciłam głową, ale zdałam sobie sprawę, że właśnie za takie odzywki oberwałam. 
- Powiedz mi kochanie, kim jest Harry?- Pokazał mi mój telefon, a na nim była włączona lista nieodebranych połączeń. Wszędzie było napisane: Harry <3. Co? Przecież ja nie zapisywałam jego numeru, a jeżeli bym zapisała to na pewno nie tak! Ktoś dojebał się do mojego telefonu, niech ja się tylko dowiem kto, a będzie umierać w męczarniach. 
- Prawdopodobnie człowiekiem.- No i znów oberwałam. Co za kutas! Matka go nie nauczyła, że kobiet się nie biję?
- Tak? Zaraz zobaczymy.- Kliknął coś i przystawił telefon do ucha.. 
- Nie!- Krzyknęłam za późno bo on już z uśmiechem na twarzy przysłuchiwał się niewyraźnym dla mnie krzykom Harry'ego. 

Harry.

Nie przyszła. Wystawiła mnie, ale należało mi się. Zemściła się na mnie i chyba nawet nie mam jej tego za złe. Po prostu chciała abym poczuł to samo co ona. Dzwoniłem do niej wczoraj kilka razy ale nie odbierała. W końcu zrezygnowałem. Może po prostu nie chce ze mną rozmawiać? Mój telefon zaczął wibrować, a gdy zobaczyłem kto dzwoni odebrałem go bez namysłu.
- Dlaczego nie odbierałaś? Martwiłem się o ciebie. Musisz wiedzieć, że nie jestem na ciebie zły za to, że nie przyszłaś. Rozumiem. Serio, ale... Mogłaś się odezwać! Albo chociaż napisać! Przecież ja tu nie spałem bo się o ciebie bałem! I jak jeszcze Malik powiedział, że wczoraj razem piliście to już całkiem...
- Zamknij się.- Uciszył mnie głos mężczyzny po drugiej stronie. To raczej nie Harriet.... 

Harriet.

Ten debil wziął na głośno mówiący tak, że słyszałam połowę monologu Harry'ego i nie powiem wywarł na mnie dobre wrażenie. Martwił się o mnie... O mnie! Rozumiecie?!
- Zamknij się.- Na głos chłopaka Harry ucichł i zapanowała niezręczna cisza. Nie chciałam się odzywać aby nie pogorszyć sytuacji. 
- Eee, Harriet chora jesteś?- Serio!? On jest aż tak głupi? Aż tak ciężko rozpoznać głos mężczyzny od chorej dziewczyny?
- Tu nie Harriet debilu.- Chłopak chyba tracił cierpliwość do lokowatego. Cóż nie powiem sprawiło mi to satysfakcję, a mały uśmiech pojawił się na mojej twarzy. 
- Jeżeli się z tobą przespała i ja mam teraz po nią przyjechać bo on jest naćpana czy coś to moja odpowiedź brzmi: nie. Przeleciałeś ją to teraz ją odstaw do domu.- Dobra to już miłe nie było.
- Ależ ten twój chłopak ma o tobie zdanie.- Byłam pewna, że Harry wszystko słysz dlatego nie chciałam się odezwać ani słowem.- Nie odezwiesz się? Dobrze.- Uśmiechnął się do mnie i jakimś czarodziejskim sposobem miał w ręce wiadro z wodą. Wylał mi na głowę jego zawartość. Nie byłoby tak źle gdyby nie to, że woda była lodowata! Zacisnęłam usta i nie wydałam z siebie żadnego dźwięku.
- Cóż masz mocną dziewczynę nie powiem. Podziwiam ją.- Pogłaskał mnie do mokrym policzku. Po drugiej stornie telefonu było słychać jak Harry mocno wciąga powietrze chcąc się chyba uspokoić.
- To nie moja dziewczyna. A teraz mi powiedz gdzie ona jest i kim do cholery jesteś.- Jego głos przybrał groźny ton. Nawet ja się trochę wystraszyłam.
- Ile jesteś wstanie dla niej poświęcić?- Bałam się odpowiedzi na to pytanie. Przecież może powiedzieć, że nic go nie obchodzę i może się rozłączyć zostawiając mnie na pastwę tego psychola.
- Dużo. Bardzo dużo.- Jego głos był pewny i spokojny. Odetchnęłam z ulgą i lekko się uśmiechnęłam. Poczułam ulgę, że jednak coś tam dla niego znaczę.
- Świetnie. To radzę ci szybko nas znaleźć bo jak nie to, to będzie ostatnie co od niej usłyszysz.- Wyciągnął pistolet i strzelił mi w ramie. Tym razem nie udało mi się powstrzymać krzyku.
- Harriet!- Krzyk Harry'ego i koniec. Chłopak rozłączył się i roztrzaskał mój telefon. Spojrzałam na swoje ramię. Z ranny po woli sączyła się krew spływając na dół.
- Postrzeliłeś mnie! Pojebało cię do końca?!- Krzyk mi nie pomagał w złagodzeniu chociażby bólu głowy który jeszcze bardziej mi doskwierał.
- Spostrzegawcza jesteś.- Zaczął się bawić bronią, a przez mnie przeszedł jakiś dziwny dreszcz strachu. Przecież ten kretyn ma broń!. A co jak mu wystrzeli i mnie zabiję?! No trup na miejscu...
- Dlaczego on? Przecież Jack zna mnie lepiej.- Musiałam go i przede wszystkim siebie czymś zająć. Może uda mi się coś wynegocjować i mnie wypuści? Nadzieja matką głupich Harriet...
- Ale ja nie znam go. A Harry i ja to... Mamy ze sobą coś do wyjaśnienia, a widziałem was w parku i pomyślałem czemu nie...- Dobra. On na serio ma coś nie tego z głową.
- Dlaczego wtedy tam powiedziałeś mi, że to nie tak miało wyglądać?- Starałam się przypomnieć sobie wszystko z tego czarującego wieczoru.
- Nie miałaś mi się oddać. Miałaś walczyć! Ale nie...- Wstał gwałtownie, a krzesło na którym siedział przewróciło się z hukiem na ziemię.
- Chciałeś mnie zgwałcić.- Raczej powiedziałam to do siebie niż do niego ale usłyszał, a na jego twarzy pojawił się jakiś obłąkany uśmieszek.
- Nie jesteś aż tak głupia jak opisywał cię twój były.- Wycelował we mnie broń ale się nie bałam. Wiedziałam, że jak będę dla niego miła to on mi nic nie zrobi. Tylko trzeba być miłym... Harriet czas pokazać swoje umiejętności aktorskie.
- Wiesz mogłeś powiedzieć czy coś. Z chęcią bym się oddała takiemu przystojniakowi jak ty.-Zagryzłam dolną wargę lekko się uśmiechając. Chłopak opuścił broń i przyglądał mi się z zaciekawieniem.
- Kręcisz.- Chyba nie chciał uwierzyć mojemu urokowi.  nie powiem zranił mnie tym. Przecież mój urok zawsze działa!
- To chyba nie wiesz o mnie wszystkiego. A tak po za tym to jak masz na imię? Bo ty znasz moje, a ja twojego nie.- Oparłam się o krzesło wypinając swój biust do przodu. Jego oczy zrobiły się o wiele większe.
- Max. Wiesz bardzo podoba mi się to zdjęcie.- Wyciągnął z kieszeni zdjęcie które było w moim telefonie. Musiał je wywołać. Zagotowało się we mnie. Nie dość, że ten kutas miał w łapach mój telefonik to jest zdjęcia oglądał! No skandal...
- Masz szansę zobaczyć mnie jeszcze bez tego stroju.- Rzygać mi się chciało gdy widziałam jak jego kolega podnosi się, a na jego twarzy pojawia się znów ten obłąkany uśmiech. Ale cóż chyba trochę przeboleję, a potem ucieknę i tyle. A może nie będzie aż tak źle? Nigdy nie wiadomo. Podchodząc do mnie ściągnął swoją bluzę ukazując swój kaloryfer. Cóż byłam pod wrażeniem. Nie powiem. Odwiązał mi ręce i nogi, a ja powstrzymywałam się od kopnięcia go. Zaczął całować moją szyję, a mi się cholera płakać zachciało. Jeszcze nigdy nie kochałam się z kimś wbrew swojej woli. Starałam się zatuszować to, że trzęsą mi się ręce dlatego ściągnęłam z siebie koszulkę i rzuciłam gdzieś za siebie. Gdy jego twarz znalazła się na wysokości mojej nie wytrzymałam i kopnęłam go w krocze. Zgiął się w pół, a ja wykorzystałam okazję i rzuciłam się w stronę drzwi. Szarpnęłam za klamkę i... nic. Zamknięte. Kurwa klucze! Odwróciłam się i oberwałam w twarz. Wpadłam na drzwi i osunęłam się po nich na ziemię. Przed oczyma miałam jakieś małe mgiełki? Co to kurwa zorza polarna?! Potrząsnęłam głową i mniej więcej znów widziałam normalnie nie licząc małych gumisi i muminków tańczących jakieś murzyńskie tańce.
- Wiedziałem, że gdy trzeba wybierać między mną, a Harrym zawsze wybierzecie jego.- Podniósł mnie i stanął na przeciwko.
- Nie będę z tobą dłużej prowadziła konwersacji, ponieważ blask mojego geniuszu mógłby cię oślepić. Masz inne paradygmaty kwantyfikowane, co nieco koliduję z moją wysublimowaną wiedzą na każdy temat. Proponuję ci poświęcić się gadaniu do lustra.- Uśmiechnęłam się słabo z mojego przypływu geniuszu ale znów oberwałam. Nie udało mi się utrzymam na nogach więc rypnęłam na ziemię jak długa. Nie miałam siły podnieść swojej dupy więc postanowiłam, że się prześpię.
- Harriet?!- Czyjś krzyk ledwo co dochodził do moich uszu. Chciało mi się spać, a oni tu krzyczą! Co za niedobre człowieki...
- Mamo jeszcze pięć minutek.- Ale chwila! To nie było głos mamy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak do środka wlatuję Włóczykij i Tata Muminka? Nie chwila, to Harry i Louis. Ooo, słodko razem wyglądają.
- O Boże. Zabiję cię.- Harry(?) podszedł do Max'a i dosyć mocno przywalił mu w zęby. Normalnie bym się roześmiała, ale z racji na mój dotychczasowy stan zdrowia jakoś nie dałam rady tego zrobić.
- Harry później. Trzeba jej pomóc.- Louis dał mi swoją bluzę i szybko podniósł z zimnej posadzki. Uśmiechnęłam się do niego lekko, a on to odwzajemnił. Chyba chciał mnie wziąć na ręce ale ja się odsunęłam.
- Umiem chodzić.- Skwitowałam tylko i po woli ruszyłam w stronę wyjścia. Chciałam udawać odważną i silną tylko cholera nie wychodziło mi to. Gdy tylko wyszliśmy z tego czegoś wszystko wzięło nade mną górę i po prostu upadłam na kolana walcząc ze strachem i płaczem. Pierwsze łzy spłynęły po moich policzkach, a po nich następne.
- Harriet, hej spójrz na mnie.- Przede mną klęczał Harry, a obok niego Louis wpatrujący się w jakąś kartkę.
- Harry.- Lou pokazał lokowatemu, kartkę, a on szybko się zerwał i zaczął gdzieś biec. Jego przyjaciel ruszył za nim, a ja musiałam się podnieść.
- Później będziesz ryczeć. Rusz te kościste dupsko.- Czy gadanie do samego siebie jest oznaką choroby psychicznej? Podniosłam się i odwróciłam. Przy wejściu do magazynu stał szamoczący się z Lou, Harry. Najwidoczniej ten starszy starał się coś wytłumaczyć temu młodszemu.
- Harry! Będziesz cierpiał tak samo jak ja!- Czyjś krzyk dochodził za moich pleców. Harry i Louis spojrzeli za mnie, a na ich twarzach pojawiło się przerażenie.
Odwróciłam się i zobaczyłam, że ten cały Max celuję do mnie z pistoletu.
- Nie!- Wrzask Harry'ego, a potem głośny huk. Poczułam palący ból w okolicach klatki piersiowej. Dotknęłam bolącego miejsca i zobaczyłam na swoich palcach krew.
Nie mogłam się utrzymać na nogach. Znów runęłam na ziemię. Z trudem oddychałam, i jeszcze kaszleć mi się zachciało. Przy mnie znalazły się dwie postacie które coś mówiły, ale ja ich nie słuchałam. Zobaczyłam go. Stał tam i się uśmiechał. nie czułam już bólu. Czułam się lekko(?). Tak chyba tak.
- Nie zasypiaj. Nie proszę.- Mokre kropelki na mojej twarzy przywróciły mnie do rzeczywistości. To Harry... On płacze. Chciałam się śmiać aby go pocieszyć ale nie mogłam. Ciemność znów mnie porywała, ale tym razem walczyłam. Walczyłam dla niego. Czułam się co raz słabiej i już nie mogłam utrzymać swoich oczu otwartych. Chciałam spać. No i zasnęłam.

Narrator.

On widząc ją zasypiającą na ziemi w kałuży krwi która się powiększała.
Ona widząca jego smutne i przerażone oczy.
Chciał aby została, aby walczyła i jeszcze nie raz go okrzyczała i wyzwała.
Chciała zostać, być, żyć z nim.
Obaj pragnęli czegoś co jest odległe i prawie niemożliwe.

--------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że nie zawaliłam :D

sobota, 12 stycznia 2013

9

-------------------------------------------

24 wrzesień
  dziś poniedziałek. Znów będę musiała zmierzyć się z szarą rzeczywistością mojego wspaniałego życia. Mam już trochę dość tego udawania jaka ja to nie jestem w szkole, ale cóż muszę przyznać, że władza sprawia mi wielką przyjemność którą mogę dzielić z moim przyjacielem Jackiem.

Harry.

Leżę już od kilku godzin i wpatruję się jak głupi w sufit czekając na jakieś zbawienie. Jak na razie to nie przyszło. Moje myśli zaprzątała pewna blondynka często używająca czerwonej szminki. Wiecie kogo ona mi przypomina? Taylor. Ale tylko z wyglądu bo z charakteru to one wcale, a wcale nie są podobne. Ale co ja robię? Porównuję moją przyjaciółkę do dziewczyny którą darzę niezidentyfikowanym uczuciem. Świetnie.
- Hazzuś wstałeś?- Do pokoju wszedł ubrany i uśmiechnięty Louis. Jak zwykle usiadł na brzegu łóżka i ściągnął ze mnie kołdrę.
- Nie.- Nie przerwałem swojego oglądania sufitu ponieważ on wydawał mi się na prawdę bardzo fascynujący. 
- To wstawaj. Przecież mamy jechać do szkoły. Zapomniałeś?- Lou zepchnął mnie z łóżka i wybiegł z pokoju śmiejąc się jak nie normalny. Co chyba kłamstwem nie jest. 

Harriet.

Schowałam swój zeszyt pod poduszkę i wraz z moim parszywym humorem podreptałam do łazienki po drodze zabierając moje rzeczy do szkoły.
Stałam przed lustrem w samej bieliźnie z mokrymi włosami i lekko podkrążonymi oczami. Cały czas wyglądam tak samo. Nic się we mnie nie zmienia. Cały czas ta sama monotonia która uzależniła mnie od siebie. Chciałabym w sobie coś zmienić, tylko co? Włosy, makijaż? Przytyć trochę? Schudnąć to raczej już nie mam z czego ale przydałoby mi się kilka kilogramów tu i tam. Może to dziwne, że tak mówię bo jaka normalna dziewczyna chciałaby przytyć? Tylko, że ja nie jestem normalna... Jestem walnięta na umyśle, niezrównoważona. I może to czas zmienić? Może gdyby zmieniła swoje zachowanie byłoby inaczej? Ale co by się zmieniło? Stosunek innych do mnie? To nie byłoby dobre dla mnie. Teraz przynajmniej ludzie wiedzą, że ze mną się nie zadziera bo to się dla nich źle kończy.  Wiem, że się mnie boją i nawet mi się to podoba, albo chociaż podobało do czasu... Teraz nie mam prawdziwych przyjaciół nie wliczając w to Jacka oczywiście ale.... Prawda jest taka, że chcą się ze mną zaprzyjaźnić tylko dla tego bo chcą się czuć bezpieczni.

Mała dziewczynka w wieku 6 lat stała obok chłopczyka w tym samym wieku. Obaj mieli dwa takie same kwiatki i takie same trampki. Dziewczynka spojrzała na chłopczyka swoimi dużymi niebieskimi oczyma. Chłopczyk nie został jej dłużny i również na nią spojrzał tylko, że on miał mniejsze oczy i brązowe jak kakao. 
 - Nie opuścisz mnie prawda?- Mała bała się odpowiedzi z jego strony. Od roku obawiała się, że kiedyś on nie przyjdzie pod drzewo pod którymi stali i już nie powie jej, że ją lubi i kiedyś będą małżeństwem. 
- Nigdy.- Złapał ją za dłoń i uśmiechnął się do niej wesoło. Tego samego dnia wyryli na drzewie starym cyrklem swoje inicjały. H+J

Potrząsnęłam głową chcąc wyrzucić z głowy wspomnienia i skupić się na świecie teraźniejszym. Co było to było i już nie wróci. trzeba iść do przodu z osobami które naprawdę coś dla nas znaczą i my znaczymy coś dla nich.
Ubrałam się i związałam włosy w kucyka. Pomalowałam rzęsy i podkreśliła oczy grubą kredką. Wpakowałam jeszcze do torby kilka zeszytów i jakieś książki i byłam gotowa do zmierzenia się ze światem który za każdym razem jest inny i zawsze przeraża mnie tak samo. Byłam w domu sama ponieważ Josh pojechał po mamę na lotnisko. Polubiłam go. Na prawdę. Jest on z mamą od roku, ale dopiero teraz tak na prawdę go poznałam i mogę śmiało powiedzieć, że nie jest on aż taki zły ale ojca mi nie zastąpi. Właśnie! Dawno nie byłam na cmentarzu. Może pójdę tam po szkole? Oo, może Jack pójdzie ze mną.
- Hej.- Przytuliłam się do przyjaciela który jak zwykle czekał na mnie przed furtką. Nie wiem dlaczego nie wchodzi do domu ale co mnie to obchodzi? Duży z niego chłopiec.
- No witaj. Jak tam twoje sprawy sercowe?- Spojrzałam na niego zdziwiona. Co mu się stało? W głowę się uderzył czy znów się naćpał.
- A od kiedy rozmawiamy o takich sprawach?- Włożyłam sobie zakupioną przed chwilą drożdżówkę do torby i nadal patrzyłam się na niego jak na kretyna.
- No wiesz, jesteś dziewczyną więc chyba musisz się komuś wygadać co nie?- Wzruszył ramionami ale ja nadal wiedziałam, że on coś kreci.
- Spostrzegawczy jesteś ale teraz tak na serio. Czemu pytasz o tak nie istotne rzeczy?- Znów wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko.
- Po prostu wydaję mi się, że między tobą, a nijakim Harrym Stylesem coś iskrzy.- Dźgnął mnie w żebro przez co się skrzywiłam i lekko wygięłam.
- To źle ci się wydaję. Miłość nie istniej tak samo jak kraina żelek i różowych jednorożców. - Tym razem to ja go dźgnęłam ale na niego to zbytnio nie podziałało co nie oznacza, że on to lubi.
- Zepsułaś moje marzenia. To, to co jest między nami to nie jest taka przyjacielska miłość?- Przytrzymał mi drzwi od szkoły i puścił przodem.
- Nie kochanie, to tylko przyzwyczajenie.- Zaśmiałam się i ruszyłam szybciej w stronę szafek. Po chwili Jack mnie dogonił i objął ramieniem jak to miał w zwyczaju często robić.
- Ja ci dam przyzwyczajenie.- Zaczął mnie łaskotać, a ja próbowałam się mu wyrwać ale nie zbyt dobrze mi to wychodziło. Już byłam bliska kopnięcia go w krocze gdy on oderwał ode mnie ręce i stanął wyprostowany z uśmiechem na twarzy. Podążyłam za jego wzrokiem i aż serce mi stanęło. W naszej szkole był cały zespół One Direction. Cieszmy się lub skaczmy z wieżowców.
- Nie wiem jak ale zrobiłeś to specjalnie.- Wycelowałam w rozśmieszonego Jacka palec. On podniósł ręce w obronnym geście i pokręcił głową.
- Dzisiaj pierwsza filharmonia, zapomniałaś? Pewnie będę grać. Tak skaczmy z radości.- Zaczął podskakiwać w miejscu i machać rękami jak te nawiedzone fanki które mają pająki w gaciach.
- To ja już wolę jak grają nam na wibrafonach.- Stwierdziłam i z hukiem zamknęłam szafkę. Jack zaśmiał się głośno i razem ruszyliśmy w stronę klasy. Nie wiem dlaczego ale czułam jakieś dziwne podekscytowanie i strach za razem. Cieszyłam się, że zobaczę Harry'ego ale bałam się jego reakcji i przede wszystkim mojej. Jakoś w stosunku do niego nie potrafię powstrzymać swoich słów i zachowania. Ciekawe co nie?
Zajęliśmy nasz miejsca na końcu klasy i spojrzeliśmy na nauczyciela który szukał czegoś na liście.
- Jest! Harriet tylko ty mi nie podałaś z czego będziesz pisać maturę.- W klasie zapanowała grobowa cisza. Wszyscy byli ciekawi mojej odpowiedzi i tego co będę dalej robić.
- Wybrałam profil humanistyczny.- Usłyszałam kilka szumów i zdziwionych głosów. Chyba nikt się nie spodziewał, że wybiorę własnie to. Spojrzałam niewzruszona na Jacka który się do mnie uśmiechał. Od zawsze namawiał mnie abym dalej rozwijała się w tym kierunku ale jakoś kiedyś nie podobała mi się przyszłość jaka wiązałaby się z profilem humanistycznym.
- Dobra ruszyć się i na aulę. Harriet i Jack siedzą z przodu.- Pan Smith pogroził nam palcem, a my przybiliśmy sobie piątki. Od naszej ostatniej filharmonii musimy siedzieć z przodu. ogólnie to nie problem ale dzisiaj... Cóż dzisiaj to już jest problem ale nie zaczynam się kłócić bo wiem, że mój wychowawca ma na mnie haki.
A więc tak zajęliśmy miejsca przy samej małej scenie na której były już porozstawiane instrumenty.  Co raz bliżej pojawienia się ich, a ja mam co raz bardziej mokre dłonie i moje serce biję co raz mocniej. Boję się, boję się, że jego widok wywoła jakieś niechciane przeze mnie uczucia których nie będę mogła się za cholerę pozbyć.
Jack szybciej wyszedł z auli i pozostawił mnie na pastwę losu. Postanowiłam poczekać aż wszyscy wyjdą, przecież nie będę się przeciskać. Cóż cała na filharmonia minęła dość dziwnie. Nie mogłam oderwać wzroku od Harry'ego, a ona natomiast wręcz przeciwnie. Wcale na mnie nie spojrzał, a ni razu.
- Cześć.- Odwróciłam głowę w lewo i zobaczyłam, że obiekt moich częstych myśli siedzi obok mnie i przygląda mi się z uśmiechem.
- Hejooo. Muszę iść.- Wstałam z miejsca ale on chwycił mnie za rękę i zmusił abym się zatrzymała. Dla własnego bezpieczeństwa wyszarpnęłam rękę z jego uścisku chcąc uniknąć sytuacji z wczoraj.
- Harriet spotkamy się dziś?- Walnął prosto z mostu, a mnie zamurowało. Co mam mu odpowiedzieć? Zgodzić się? Może powiedzieć mu żeby spadał? Kurwa!!
- Ok. W parku o 19. Tam gdzie wtedy. Cześć.- Wyszłam szybkim krokiem z auli zastanawiając się co ja własnie zrobiłam.

Stałam nad szarym pomnikiem który przyciska mi tatę. Właśnie tam pod tym szarym kawałkiem marmuru i pod ziemią jest on. Jest schowana osoba za którą tęsknię i będę tęsknić. Nigdy jej nie zapomnę i nigdy nie pozwolę powiedzieć na niego złego słowa.
Poczułam wielką ochotę na alkohol. Musiałam znów zatopić swoje smutki w kieliszku lub siedmiu kieliszkach. Ostatni raz spoglądam na nagrobek i szybkim krokiem wychodzę z tego ponurego i smutnego miejsca w którym leży pełno ludzi. Z miejsca w którym kiedyś i ja będę leżała.
W klubie blisko parku w którym mam się spotkać z Harrym spotkałam Zayn'a. Chociaż nie muszę pić sama. Cóż za pocieszenie.
- Wzruszenie, płacz? nie to nie dla mnie. Polej dalej.- Wskazał głową na kieliszek, a ja wykonałam jego polecenie.
- Dobra Malik to ostatni. Ty musisz wrócić do domu, a ja zmierzyć się ze swoją przyszłością.- Stuknęliśmy się kieliszkami i na raz wszystko wypiliśmy.
- Z przyszłością?- Zayn pomógł mi ubrać moją bluzę i razem wyszliśmy na świeże zimne powietrze.
- Z Harrym. Trzymaj się.- Poklepałam go po plecach i udałam się w przeciwnym kierunku do jego. Czułam jak w głowie mi szumi ale byłam całkiem świadoma swoich czynów i myśli. Weszłam w dróżkę między budynkami aby dojść szybciej na miejsce. Poczułam silne szarpnięcie i zostałam przygnieciona do ściany. Nie widziałam twarzy tego debila ale nie wydawał się dużo starszy ode mnie. Z nieba zaczęły po woli spadać zimne kropelki które po chwili lunęły na nas całą swoją siłą, a z dziurawej rynny zaczęła wylatywać woda. Mój oprawca zaczął mnie całować, a ja wcale się nie sprzeciwiałam. Ściągnął ze mnie bluzę i zaczął jeszcze natarczywiej gwałcić moje wargi swoimi. Czułam gdzieś tam głęboko w środku, że źle robię ale nie mogłam się powstrzymać. Moje pożądania były silniejsze ode mnie.
- To nie tak miało wyglądać.- Nie rozpoznał głosu chłopaka. Poczułam jak pcha mnie na ścianę, a moja głową z lekkim hukiem uderza o czerwone cegły, a świat przed moimi oczami wiruję tysiącami barw i ciemność która wydaję się być zbawienna pochłania mnie do końca. Poddaję się całkowicie.
Próbuję otworzyć zmęczona oczy i po którejś tam próbie mi się to udaje. Mrugam kilka razy aby wyostrzyć sobie pole widzenia. Znajduję się w jakimś starym magazynie i jestem przywiązana do krzesła. Nie mam pojęcia gdzie jestem, nie wiem która godzina, nie wiem ile czasu spałam, nie wiem czego chce ode mnie ten psychol który najpierw mnie podnieca, a później próbuję roztrzaskać moją głowę i mur. Tak się nie robi! Co za nie dobry pan....

Narrator.

On siedzi i czeka na nią nie zwracając już uwagi na zimne krople które moczą jego ciało.
Ona nie może się poruszyć. Krzyczy ale nikt jej nie słyszy. Prze głowę przemknęła jej smutna twarz Harry'ego który myśli o tym, że go wystawiła. Że się zemściła. Obaj cierpią. Obaj potrzebują swojej bliskości, swego wyglądu ale żadne tego nie otrzyma. 
W dziewczynie płonie nadzieja, ma nadzieję, że on tutaj zaraz przyjdzie i ją uratuję. Może on to wszystko widział? A co jeżeli chciał jej pomóc, i sam został ranny? Nie przebaczyłaby sobie tego. 

----------------------------------------------
Trochę późno ale wiecie małe komplikację zdrowotne. 
Jakaś grypa mnie złapała i wiedzę kolorowe gumisie skaczące na suficie więc rozdział bez składu. 
Proszę o wybaczenie błędów ale rozumiecie... Nie łatwo jest napisać, poprawić gdy ma się gorączkę "D

środa, 9 stycznia 2013

8


----------------------------------------------------------------------
23 wrzesień
  jak się czuję? Czuję się pusta w środku. Nie wiem co się dzieję. Moje myśli są zajęte tylko i wyłącznie przez tego osobnika płci przeciwnej do mojej z pięknymi zielonymi, oczyma, lokami na głowie i zabójczym uśmiechu. Cały czas czuję jego wargi przy moich. Znów mi się śnił. Ale tym razem chciałam aby ten sen powrócił raz, potem jeszcze i jeszcze... Nie wrócił. Nie ma tego dobrego. Muszę wrócić, muszę mu pokazać, że nie można mnie łatwo zranić i, że nie jestem jakąś cholerną zabawką którą można zastąpić jakąś Taylor. 

Zamknęłam zadowolona zeszyt i odłożyłam go na biurko. Spojrzałam na zegarek i z niezadowoleniem stwierdziłam, że muszę się ruszyć. Dzisiaj przejeżdża do nas sistra Josha ze swoimi dziećmi. Nie poprawka dzieckiem. Martin ma 16 lat, a Susie 10. ten pierwszy nie lubi gdy mówi się o nim jak o dziecku. Taka artystyczna dusza. Czuję się przy nim jak zero. On ma pełno talentów. Gra na gitarze, śpiewa, maluję. Jeszcze na desce umie jeździć. Ale obiecał mi, że dziś mnie nauczy także nie długo będę wymiatać tyłkiem po asfalcie. 
Z wybranymi rzeczami udałam się do łazienki, i wykonałam poranną toaletę. Włosy związałam w koka na czubku głowy. Wciągnęłam jeszcze swoje czarne trampki na nogi i wyszłam z pokoju. Jutro wraca mama i razem z Joshem mają mi coś powiedzieć. Nie wiem o co chodzi ale tak szczerze? Dynda mi to i powiewa.
- Harriet. Ratujesz mi życie. Chodź tu.- Josh miał całe ręce w czymś pomarańczowym i wyglądał śmiesznie z pomarańczowymi paskami na twarzy. Ale z racji tego, że jestem kulturalna (hahaha!) to nie będę się z niego śmiać.
- Co zepsułeś?- Podeszłam do niego i przekręciłam głowę starając się wymyślić co mam przed sobą. Ogólnie to to coś na tacce wyglądało jakby zostało zjedzone, wyrzygane i wymieszane.
- Nie wiem jak to naprawić. Pomóż mi.- Wyglądał szczerze żałośnie. Brudna twarz,  ujebane ręce, głupota wypisana na twarzy. Pokręciłam głową i wzięłam 'to coś' po czym wyrzuciłam do kosza. Oddałam tackę zdziwionemu Joshowi.
- To coś tam nazywa się śmietnik.- Poklepałam go po ramieniu i poszłam pooglądać kreskówki jak co niedzielę. Uwielbiam te bajki gdzie ludki nic nie mówią, spadają z kilkuset metrów, walą się młotkiem po głowie, a i tak wstaną i są szczęśliwe. No tego po prostu nie idzie nie lubić. Może zachowuję się jak małe dziecko ale kurwa dobrze mi z tym!
- Cześć! Przybyłem cieszcie się i pokłony składajcie!- Wszędzie rozpoznam ten jebnięty głos którego mam już dość, ale mimo wszystko go kocham.
- Cześć palancie! Oglądam baje!- Zaraz zlecą się tutaj dwie hieny które będą na mnie żerować. Ale tym razem przyszła tylko jedna.
- Coś się wystroiła jak szczur na otwarcie kanałów?- Martin usiadł obok mnie i pogłośnił telewizor. Jak zawsze zaczynamy naszą miłą konwersację.
- Wjebał ci ktoś dzisiaj?- Spojrzałam na niego miło i uśmiechnęłam się do tego nie pełno sprytnego dziecka specjalnej podwójnej troski.
- Nie?- Nie odpowiada się pytaniem, na pytanie! Młotku!~ Dlaczego tego nie powiem? Bo to słabe i suche jak chleb dla kaczek.
- To ja będę pierwsza.- Cóż to nie jest lepsze ale z moich pięknych malinowych ust zabrzmiało tak jak dość poważna groźba którą nie wolno zlekceważyć.
- Coś słabo jedziesz kuzynka, zakochałaś się czy jak?- Spojrzałam na niego i nic nie powiedziałam.- No bez jaj! Zakochałaś się. Kim jest ten nieszczęśliwiec?- Walnęłam go w ramie, a on mnie przytulił. Uwielbiam się z nim droczyć ale przytulać to wprost uwielbiam.
- W nikim się nie zakochałam. Po prostu czekam aż powiesz, że idziemy się uczyć jeździć. Chcę cię zawstydzić moimi jakże wielkimi zdolnościami.- Szturchnęłam go w ramie, a on dźgnął mnie w żebra i szybko zniknął z mojego pola widzenia. Zerwałam się szybko za nim i wbiegłam do kuchni gdzie Josh rozmawiał z ciocią i Susie. Martin stał za wyspą kuchenną i chyba debil myślał, że go nie widzę. Cóż głupota tu u nas chyba z pokolenia na pokolenie przechodzi z dwojoną siłą.
- Idziemy pojeździć.- Martin zasalutował i chwycił małą Susie na ręce. Razem w trójkę ruszyliśmy na podbój Skate Parku. Szkoda tylko, że ja musiałam taszczyć jego deskę, bo on niósł Susie która swoją drogą umie już chodzić.

Harry.

Musiałem się wyrwać z domu ponieważ miałem już dość tych wszystkich kazań skierowanych w moją stronę. Fajnie by było jakbym wiedział dlaczego oni coś do mnie pierdolą i mają jakieś problemy. A według nich rozwiązaniem naszych znaczy ich problemów byłaby Harriet po którą ja oczywiście miałbym iść lub dzwonić. 
A co do Harriet... Ech, co ta wredna i arogancka dziewczyna w sobie ma? Dlaczego mnie tak do niej ciągnie, że nie mogę wyrzucić ją ze swoich myśli? Przed tym naszym pocałunkiem było ze mną źle, ale teraz... Teraz to już jakaś masakra. Albo mi się śni, albo widzę ją na drodze, albo mam ochotę ją po prostu przytulić. Denerwujące uczucie. Chociaż wiem, że to jest moja wina, że między nami panują takie niezbyt miłe stosunki to trochę jej nie rozumiem. 
Przychodzi do nas mówi, że nie chcę mnie znać i utrzymywać ze mną kontaktu, później sama umawia się z nami przed biurem jej matki ale trochę się spóźnia, ignoruję mnie, całuję, i jeszcze te słowa Josha, że nie uwierzył jej zbytnio o tym zjebaniu mnie i o tym, że nie przyszedłem na naszą randkę na którą się tak DŁUGO szykowała. 
Poczułem wibrację w kieszeni więc to oznaczało jedno. 
Dostałem MMS- a.
Od: Marcheweczka! :D
Poznajesz ją? Ja gdzieś ją widziałem ale nie wiem gdzie... Pomożesz mi moje Hazziątko? 
Zaśmiałem się cicho. On chyba zrobi wszystko abym tylko o niej nie zapomniał. No co za upierdliwy człowiek! Ile można? Ale nie mogę być na niego zły bo wiem, że robi to z troski o mnie i chce abym był w końcu szczęśliwy z Harriet u boku.
Do: Marcheweczka! :D
Serio Lou? Nie możesz sobie odpuścić? Ale muszę przyznać, że zdjęcie ładne :P
Wysłałem wiadomość do mojego potwora marchewkowego i spojrzałem na zdjęcie. Na prawdę ładne. Widać jej uśmiech i nie tylko... Harry! Dość!~ Upomniałem się sam w myślach.  Usiadłem na ławce w parku i zapatrzyłem się w jej piękny uśmiech. Ona jest idealna! Charakter którego nikt nie podrobi, osobowość bardzooo barwna, wygląd idealny. Dlaczego nie może mieć coś co by mnie zniechęciło do niej? 


Harriet.

Po skończonej nauce udaliśmy się wgłąb parku. Wszystko by było świetnie gdyby nie widok Harry'ego na ławce zapatrzonego w swój telefon. Susie gdy go tylko dojrzała chciał tam iść po autograf ponieważ to jej zakichany idol. Cóż byłam wprost zmuszona tam iść ponieważ ona sama nie pójdzie, a Martin poszedł jeszcze pojeździć. No świetnie, co nie?
- Ekhem Harry?- Chłopak podniósł na mnie wzrok i lekko się zarumienił. Szybko wyłączył coś na telefonie i schował do kieszeni.
- Hej.- Susie już siedziała obok niego i przyglądała mu się z zaciekawieniem. Chciało mi się śmiać z jej dziwnej miny która wyrażała jej zdziwienie i zaszokowanie.
- Pornole oglądałeś?- Usiadłam jak najdalej ale dość blisko abym mogła poczuć jego perfumy które kurwa były świetne!
- Co? Nie. Po prostu się zaczytałem. Ale co ci się stało, że do mnie podeszłaś i do mnie rozmawiasz?- Uniósł brwi do góry i czekał na moją odpowiedź. Kiwnęłam głową w stronę dziewczynki która straciła już zainteresowanie chłopakiem i szła sobie gdzieś do przodu.
- Chciała twój autograf ale najwidoczniej już nie chce.- Wstałam i chciałam sobie kulturalnie odejść ale on chwycił mnie za rękę i stanął na przeciwko mnie. Za blisko, oj za blisko.
- Możemy pogadać?- Jego ciepły oddech owinął moją twarz i jakoś zapragnęłam poczuć jego usta na swoich tak jak wczoraj. 
- Przecież gadamy.- Odwróciłam oczy i napotkałam zdziwionego Martina trzymającego za rączkę Susie która wskazywała na nas rączką.
- Wiesz o co mi chodzi. Harriet nie chcę się z tobą kłócić. Rozumiesz? Wiem, że zawaliłem ale chcę to naprawić.- Spojrzałam na jego piękne zielone oczy które były przepełnione nadzieją. 
- Harry!- Wyrwałam rękę z uścisku Harry'ego gdy podeszła do nas blondynka z pięknym uśmiechem. Taylor. Przytuliła się do Harry'ego i spojrzała dziwnie na mnie. Gdyby nie ona to pewnie bym powiedziała mu, że może zacząć wszystko naprawiać ale już drugi raz nam przerwano w momencie tak ważnym dla naszej głupiej przyszłości. Odwróciłam się i zaczęłam iść do mojego kuzynostwa.
- Harriet! Zaczekaj!- Styles zastąpił mi drogę i pocałował znienacka. Na początku byłam oszołomiona jego zachowaniem ale po chwili sama zaczęłam go całować. Nie tak jak wczoraj. Dzisiaj było o wiele wiele namiętnie i zachłanniej. On jak i ja wkładaliśmy w to całe swoje uczucia które do siebie żywiliśmy. Tak jakby od tego pocałunku zależało nasz całe życie. Oderwałam się od niego i spojrzałam na niego zdziwiona.
- Miej tą świadomość, że moja czarna lista zaczyna się kurwa od twojego nazwiska.- Powiedziałam to wbrew swojej woli ale dla dobra naszej dwójki. Odwróciłam się i spokojnie odeszłam do Martina i Susie. Ani ona, ani on nie wspomnieli nic o mojej małej wymianie sztucznej odporności z Harry do końca dnia.

23 wrzesień
  znów się z nim całowałam. Tym razem bez żadnego mojego nikczemnego planu. Sam to zrobił. Podobało mi się? Jasne i to jak!

Harry

Pocałowałem ją! Znów! I nawet mnie nie uderzyła! Cud czy co? Nie wiem już co czuję do tej dziewczyny, ale wiem, że to coś silnego. I ja też na pewno nie jestem jej obojętny. Skąd to wiem? Bo odwzajemniła pocałunek. Nawet więcej! Całowała mnie z wielką pasją której bym się u niej nie spodziewał. Mam nadzieję, że będę mógł ją doznać jeszcze nie raz.

Narrator.

Obaj odłożyli swoje małe zeszyty pod poduszkę. Jej oprawiony w turkusową skórę z wielkim krzyżem na środku, a jego pomarańczowy w marchewki. Również równo ułożyli się w swoich łóżkach i zapatrzyli się w sufit. ''Myśli o mnie?'' Ich myśli również były takie same. Czuli do siebie coś więcej ale bali się sami przed sobą do tego przyznać. 
Harriet- nie lubiła mówić o swoich uczuciach, nie lubiła przyznawać się, że w ogóle ma jakieś uczucia.
Harry- pogubiony we własnym życiu. Nie wiem co ma zrobić i jak się zachowywać do pewnej blondynki która wywróciła jego życie do góry nogami.
--------------------------------------------------------------
A więc jest!
Trochę inny niż zawsze ale tak ma być. 
Co raz więcej będzie takich nowości.
Chciałam podziękować za wszystkie wejścia i wg....