niedziela, 17 marca 2013

5

-------------------------------------------------------------
A co gdyby przeszłość powróciła ze zdwojoną siłą? Czy wtedy dalibyśmy sobie radę? Czy poradzilibyśmy sobie z wszystkim przez co raz przebrnęliśmy?

Harry.

Otworzyłem zmęczone oczy i zobaczyłem to co widzę od dwóch dni. Harriet leżała do mnie plecami i chyba spała lub znów wpatrywała się w ścianę. Od dwóch dni to samo. Gdy zrobili jej wszystkie badania w szpitalu, przedstawili diagnozę to wypisali ją do domu. Czy pomogło jej coś z tego co nam przepisali lub kazali robić? Nic, a nic. Wręcz przeciwnie. Można powiedzieć, że jest jeszcze gorzej. Nic nie mówi, nie chce jeść, a musi. Sam już nie wiem co mam robić. We wszystkim jej pomagam. Ona nic tylko by siedziała i wpatrywała się w jeden punkt. Raz udało jej się przejść przez depresję, ale czy drugi raz też da radę? Pewnie byłoby lepiej gdyby rozmawiała z psychologiem ale ona do nikogo się nie odzywa. Właściwie gdyby nie to, że w nocy zdarza jej się mówić przez sen to wcale bym nie słyszał jej głosu. Szkoda tylko, że powtarza Max. Denerwuję mnie to ale i zarazem ciekawi. Dlaczego on jej się śni? Pytałem się ale zgadnijcie jaka była jej reakcja. Nawet na mnie nie spojrzała. Ciekawe jak to będzie dzisiaj. Mam nadzieję, że się choć trochę rozpromieni. Mianowicie dziś mamy iść pograć w piłkę z resztą zespołu. Oczywiście Harriet idzie z nami. Szkoda tylko, że Suzie nie może iść. Polubiłem ją. Jest pełna energii optymistycznie nastawiona do świata. Zazdroszczę jej. Zazdroszczę jej tego, że nawet ze swoich problemów potrafi zrobić błahostkę.
Ni z tego ni z owego Harriet się podniosła i poszła do łazienki. Czyli dziś myję się sama. To chyba dobrze, prawda? Można powiedzieć, że jedynym plusem tej całej sytuacji jest to, że mogę ją bezkarnie dotykać i, że śpi ze mną. 
Sam też wstałem z łóżka i skierowałem się na dół. Czułem się okropnie i za pewne też tak wyglądałem. Ale wiem co mi pomoże.
- O boże stary dobrze, że zrobiłem więcej.- Zayn uniósł do góry kubek dając mi do zrozumienia o co mu chodzi. Mogłoby się wydawać, że powinienem być na niego wściekły za to co zrobił i byłem, tak trochę ale właściwie to on mnie uwolnił od małżeństwa z przymusu. A co do dziecka.... Cóż trzeba czekać.
- Dzięki.- Nalałem sobie pełen kubek czarnej cieczy i usiadłem na wolnym krześle przy blacie. Napiłem się zbawiennego płynu i zamknąłem oczy.
- Może dziś ja z nią będę spał, co? Musisz się wyspać.- Podskoczyłem na głos Lou obok siebie. Otworzyłem oczy i spojrzałem na przyjaciela z lekkim uśmiechem.
- I myślisz, że będąc dalej od niej zasnę? Marne szansę, ale dzięki.- Przetarłem zmęczone oczy i opróżniłem w połowie swój kubek.
- Witajcie dzieciątka, i żegnajcie dzieciątka.- I tyle widzieliśmy Suzie. Weszła i wyszła. Ja nie rozumiem skąd ona ma w sobie tyle energii.
- Harry co wczoraj powiedział ten psycholog u którego byliście?- Liam wydawał się nie całkiem pewny czy powinien pytać ale nie mogłem mieć mu tego za złe. Chciał wiedzieć co powiedział i pewnie nie tylko on.
- Powiedział, że Harriet popada w depresję. Może to byś spowodowane tym całym stresem i jeszcze ten wypadek, utrata dziecka. Jeszcze ja też jej dołożyłem swoje trzy grosze. Powiedział jeszcze, że jeżeli ona nie zacznie mówić, chociażby do nas to są marne szansę, że z tego wyjdzie. I jeszcze jedzenie...Nie stwierdził u niej anoreksji ale jest blisko krawędzi. Sami widzieliście jak ona wygląda.- Spuściłem wzrok i zacząłem obracać w dłoniach kubek.
- No, a te blizny....Rozmawiałeś z nią o tym?- Louis objął mnie ramieniem jak miał w zwyczaju robić aby mnie wesprzeć.
- A czy można nazwać rozmową mówienie jednej osoby? Jeżeli tak, to rozmawiałem.- Niall podniósł się z miejsca i ze łzami w oczach wyszedł z kuchni wbiegając po schodach. Wiem, że on również obwinia się tą całą sytuacją. Tylko, że on tutaj nie zawinił, a ja tak. Zayn mruknął pod nosem coś w stylu, że z nim pogada i również ulotnił się z kuchni.
- Ja już nie daję rady. Minęły dopiero dwa dni, a ja już nie mogę na nią patrzeć. Jest taka obojętna, bez uczuć. Jakby wcale jej nie było.-Byłem bliski płaczu ale musiałem się powstrzymać. Ona może tutaj wejść w każdej chwili i wtedy muszę być twardy aby jej pokazać, że tak łatwo nie odpuszczę.
- Harry nie jesteś z tym sam. Pomożemy ci. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby wróciła do nas ta wredna Harriet.- Liam uśmiechnął się do mnie pocieszająco i wyszedł zostawiając mnie samego z Lou.
- Ja nie będę ci pieprzył, że wszystko będzie dobrze bo tego nie wiem i właściwie to jest przereklamowane, ale będę dziś dobry i zrobię wam śniadanie.- Poklepał mnie po plecach i zabrał się za przygotowywanie jedynej potrawy jaką potrafi zrobić. Jeżeli kanapki można nazwać potrawą to on jest mistrzem.
Do kuchni weszła Harriet która bez słowa usiadła jak najdalej ode mnie. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się lekko.
- A więc.... Harriet wymyśliłaś jakiś doping dla mnie?- Louis próbował nawiązać z nią jakikolwiek kontakt ale jak zwykle ona tylko wpatrywała się w ścianę nic nie mówiąc. Nie raz to było wprost przerażające, a nie raz żałosne.
- Harriet zjedz śniadanie, a ja skoczę się ubrać.- Spojrzałem porozumiewawczo na Lou, a on skinął głową dając mi znać, że wie o co mi chodzi.

Louis.

Postawiłem talerzyk z kanapkami przed Harriet, a ona obrzuciła je tylko jednym spojrzeniem i znów wróciła do obserwowania ściany. Usiadłem na przeciwko niej, tak, że teraz wpatrywała się w moją twarz.
- Nie myśl sobie, że stąd wyjdziesz dopóki czegoś nie zjesz..- Podstawiłem jej talerzyk dosłownie pod nos, a ona po chwili wahania wzięła do ręki najmniejszą kanapkę. Wpatrywałem się w nią dopóki nie wzięła pierwszego kęsa. Poczułem się dumny, z niej i z samego siebie.
- Wiesz, chłopaki bardzo się cieszą, że cię dziś poznają. Dużo im o tobie mówiliśmy i tak sobie myślę, doceń fakt, iż myślę, że się polubicie.- To było jak gadanie do samego siebie ale miałem nadzieję, że wreszcie się zdenerwuję i powie mi chociaż, że mam się zamknąć.- Ale musisz uważać na Josha. On jest tak trochę no dobra bardzo zboczony. A no i pamiętaj, że dopingujesz tej drużynie w której będę ja. Tak wiesz tylko ci przypominam.- Uśmiechnąłem się do niej słodko, a ona po prostu wstała i wyszła z kuchni zostawiając mnie samego. Chociaż coś zjadła. Stwierdziłem patrząc na talerz z którego zniknęły dwie kanapki.

Harriet.

Wysiadłam jako ostatnia z samochodu i od razu zaczęłam się rozglądać za jakąś ławką na której będę mogła usiąść. 
- Harriet chodź poznasz chłopaków.- Harry uśmiechnął się do mnie miło, a ja ignorując go udałam się w stronę pustej ławki. Znajdowaliśmy się na jakimś boisku które było otoczone drzewami i krzewami które wyglądały trochę przerażająco bez liści. Usiadłam na ławce z której widziałam całe boisko i mogłam spokojnie obserwować jego ruchy. Spojrzał na mnie ze smutkiem i podszedł do swoich przyjaciół witając się z nimi. Znów ogarnęło mnie to dziwne uczucie samotności. Chciałam do nich podejść, przytulić się do niego i przerosić za wszystko ale nie mogłam. Coś mi nie pozwalało tego zrobić. Strach? Obawa? Nienawiść? Miłość? Może to wszystko. 
Zachowywałam się egoistycznie. Nie myślałam i nie zważałam na to co oni mogą czuć. Nie obchodziło mnie, że mogę ich ranić. Przecież ja też cierpiałam. Przecież mnie też skrzywdziło wiele osób i musiałam sobie z tym poradzić. Musiałam przezwyciężyć wszystko abym mogłam żyć. I wiecie co? Wygrałam. Ale teraz przegrywasz. Tak, teraz przegrywam. Nie mam już siły walczyć drugi raz. Nie mam siły znów udawać, że jest ok. Bo tym razem nie jest. Tym razem jest gorzej. Za pierwszym razem tą całą zakichaną depresję wywołało odejście Nicka i gwałt. A teraz? Teraz strata dziecka, ucieczka Niall'a, Taylor która jest w ciąży, zaręczyny Harry'ego, jego kłamstwa co do uczuć którymi mnie darzy, ignorancja ze strony Jacka. Nie wiem o co temu chłopakowi chodzi ale nie będę się narzucać. Może robię źle dając mu wolną rękę ale nie chce go do niczego zmuszać. Wolę stracić go na zawsze niż mieć na niby.
Spojrzałam na rozświetlone uśmiechem twarze moich PRZYJACIÓŁ. Taaa. Ciekawe ile jeszcze będę mogła tak mówić. Wiem, że chłopcy zaczynają niedługo trasę kiedy nie wiem dokładnie bo nie dosłyszałam nic więcej z ich rozmowy. Oni wyjadą. A ja? Znów zostanę sama. Jakoś nie przeraża mnie ten fakt. Byłam już sama. Nie raz. Tylko, że teraz muszę zrobić wszystko co w mojej mocy, aby oni mnie znienawidzili i aby nie martwili się o mnie gdy będę w trasie. I przede wszystkim to ja muszę ich nienawidzić, abym nie tęskniła każdego dnia.
**
Ile już tak siedzę? Nie mam kurwa zielonego pojęcia ale pizga jak w Kieleckim, a oni dalej biegają jak małpy za tą cholerną piłką. Chciałabym już wrócić do domu i zamknąć się w pokoju. Spojrzałam na chłopaków  i aż się we mnie zagotowało. Przerwę sobie debile zrobili. Nie, no zaraz padnę. Harry zerwał się nagle krzyknął coś do Niall'a i odszedł wściekły. Louis oczywiście popędził za nim ale przyjaciel odesłał go z powrotem. Podeszłam nie pewnie do chłopców chcąc wyłapać o co chodzi.
- No świetnie. I gdzie on teraz pójdzie? Zadowolony jesteś z siebie? Przecież ja nie mam pojęcia gdzie on teraz jest.- Louis wyżywał się na Niall'u który siedział cicho ale dało się zauważyć, że chce coś powiedzieć.
- Lou uspokój się. Niall tutaj nie zawinił. Harry powinien się opanować. Znajdziemy go, spokojnie.- Liam wstał i rozejrzał się dookoła mając nadzieję, że zaraz Harry wyskoczy z krzaków.
- Jedzcie do domu. Wrócę z nim.- Odezwałam się pierwszy raz od dwóch dni przez co mój głos był trochę zachrypnięty. Wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie.
- Ona mówi!- Jakiś brunet wzniósł ręce ku niebu i zaczął składać pokłony.
- Wiesz gdzie on może być?- Louis stanął na przeciwko mnie, a ja zignorowała jego słowa i skierowała się w tą samą stronę co Harry. Kiedyś wspomniał mi o tym boisku i, że jest tutaj pewne miejsce do którego uwielbia powracać. Obiecał mi kiedyś, że mnie tam zabierze. Nie miałam pojęcia gdzie to jest dokładnie ale coś tam wiedziałam. Za drzewami ciągnie się drogą którą można dojechać do zjazdu do mego rodzinnego domu. To właśnie na tej drodze poznałam Harry'ego. To właśnie na niej wszystko się zaczęło. Przedzierałam się przez ''łyse'' gałęzie drzew, aż wreszcie go ujrzałam. Siedział na gałęzi jednego z wyższych drzew i wpatrywał się przed siebie.Bardzo ostrożnie wspięłam się na drzewo i usiadłam obok niego. Spojrzał na mnie i posłał czuły uśmiech.
- Nie sądziłem, że ty tutaj przyjdziesz.- Spuściłam głowę na dół chowając się za zasłoną moich włosów. Nie wiem dlaczego akurat te słowa wywołały na mojej twarzy rumieniec. Przecież mówił wiele bardziej hmm, słodszych lub zboczonych słów i nie rumieniłam się.- Hej, nie zasłaniaj się. Rumieńce na twojej twarzy to bardzo rzadki widok.- Odgarnął mi włosy z twarzy, a ja odsunęłam się od niego.- Harriet proszę cię....Nawet nie wiesz jak bardzo mnie ranisz swoim zachowaniem.- Spojrzałam w jego oczy czego momentalnie pożałowałam. Były takie....smutne. Co ja mam zrobić? Powiedzieć wszystko co mi leży na sercu, czy może nadal unikać jakiegokolwiek kontaktu z nimi.
- Chłopcy pojechali do domu.- Wyszeptałam cicho prawie pewna, że on nie dosłyszał moich słów, ale po jego kiwnięciu głową zorientowałam się, że raczej usłyszał.- Też chcę już wracać.- Przełknęłam głośno ślinę bojąc się tego co zaraz może się stać. Harry pokiwał głową i bez problemu zeskoczył na ziemię po czym wyciągnął w moją stronę rękę. Przez chwilę wahałam się czy skorzystać z jego pomocy czy nie aż wreszcie ujęłam lekko jego dłoń, a on ściągnął mnie na dół. Mimo iż stałam już o własnych siłach, on nadal mnie trzymał i nie zanosiło się na to aby mnie puścił.
- Przepraszam Harriet. Za wszystko.- Dotknął dłonią mojego policzka. Puścił mnie i razem ruszyliśmy w drogę powrotną. Wyszliśmy na drogę na której się pierwszy raz spotkaliśmy i ruszyliśmy w stronę terenu zamieszkanego przez chłopaków. Czułam lekki niedosyt. Myślałam, że mnie pocałuję czy coś takiego, a tu nic. Może sobie odpuścił? Nie mogłabym go o to winić przecież sama tego chciałam ale jednak myślałam, że teraz gdy nie jest już z Taylor będzie o mnie walczył.
- Pamiętasz ten dzień kiedy się pierwszy raz spotkaliśmy?- Nie odpowiedziałam więc mówił dalej.- Szłaś wtedy tą drogą, a gdy się zatrzymałem byłaś dla mnie wredna, ale cóż zasłużyłem sobie. Pewnie gdyby nie to, że zaczynało padać to nigdy byś nie wsiadła do samochodu. Nic się nie zmieniłaś od tego czasu.- Spojrzałam na niego, i dostrzegłam na jego twarzy uśmiech który zdradzał to, że dobrze wspomina nasze pierwsze spotkanie. Nie jesteś lepsza. 
Gdy tylko otworzyliśmy drzwi od domu chłopcy otoczyli nas i zasypali pytaniami na które wcale nie odpowiadałam. Po prostu wyminęłam ich i poszłam na górę do pokoju który znów dzielę z Harrym. Wzięłam swój rozciągnięty dres po czym zamknęłam się w łazience. Weszłam do kabiny prysznicowej aby rozgrzać swoje ciało strumieniami ciepłej wody. Dość porządnie zmarzłam na tym można powiedzieć spacerku. 
Nie chciało mi się suszyć włosów więc tylko porządnie wytarłam je ręcznikiem i ubrałam na siebie dres. Wyszłam z pokoju i zastałam Harry'ego który smacznie sobie spał na łóżku. Pewnie chciał się przebrać. Cóż są jeszcze inne łazienki w tym domu.
Położyłam się obok niego i mogłam spokojnie obserwować jego spokojną twarz.
- Tak, pamiętam.- Odpowiedziałam szeptem na jego wcześniejsze pytanie. Zamknęłam oczy i przywołałam w głowie wspomnienie naszego pierwszego spotkania.

- Hej, może cię gdzieś podwieźć laska?- Obróciłam się zdezorientowana. Przez swoje ważne myśli nie usłyszałam samochodu który jechał za mną. Znaczy teraz stał, ale wtedy musiał...Eh nie ważne. Bynajmniej teraz stał, a przez okno od strony kierowcy wystawała głowa jakiegoś chłopaka. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że on ma psa na głowie.
- Hej, spadaj.- Odwróciłam się do niego tyłem i dalej kontynuowałam swoją podróż. Ten frajer z psem na głowie jechał za mną. Na początku chciałam go zignorować czy coś ale jakoś mi się to nie udało. Ale to nie moja wina, przecież... Zauważyliście, że dużo się tłumaczę?
- Wiesz może jednak cię podwieźć? Zbiera się na deszcz.- Spojrzałam na niebo. Cóż z racji tego, że jest noc co wiążę się z tym, że jest ciemno to jednym słowem... Gówno zobaczyłam. Chociaż to jest więcej niż jedno słowo. Zatrzymałam się i spojrzałam na tego pajaca zrezygnowana. Wsiadłam do tego jego głupiego samochodu, a ten walną chyba swój słodki uśmiech numer fajf. Położył rękę na moim kolanie, a ja spojrzałam na niego z jeszcze większą pogardą niż wcześniej.
- I nie było trzeba tak od razu?- Znów ten jebnięty uśmieszek, jakby to miało jakoś na mnie zadziałać. No cóż działa. Wywołuje u mnie chęć na wymioty.
- Bierz tą łapę, bo dzieci nie będziesz miał.- Chyba wziął moją groźbę na serio. Ale to dla niego dobrze. Wszyscy co mnie znają wiedzą, że ja zawsze mówię prawdę i lepiej mi nie podpadać. Pajac w końcu się opamiętał i ruszył. Spoglądałam tylko na drzewa i szukałam znaku informującego o zjeździe.
- Stój!!- Chłopak podskoczył na mój krzyk ale posłusznie się zatrzymał. Spoglądał raz na drogę raz na mnie, przerażony i całkiem zdezorientowany.
- Co? Przejechałem coś?
- Tak, zjazd po mózg.- Odpięłam pasy i spojrzałam na zdziwionego kretyna.- A więc to no... Żyj w szczęściu, rozmnażaj się i w ogóle. To ten... Strzałka!


Narrator.

Czy każde nasze czyny są przewidziane przez ''Tego z Góry''?
Czy wszystko co się z nami dzieję, to przypadek czy plan jakiejś gry?
A  co gdyby ktoś chciał zmienić swój pionek?
Co gdyby ktoś po prostu chciałby wypaść z gry?
---------------------------------------------------------
Witajcie marcheweczki! Mam nadzieję, że tym razem nie zawaliłam :D
Ja ogólnie jestem dość zadowolona z tego rozdziału co jest dziwne.... o.O
Wiecie co, tak myślałam nad zakończeniem tego opowiadania i zaczęciem innego ale chciałabym wiedzieć czy ktoś by czytał te wypociny, także ten. Dajcie znać, no nie :P

czwartek, 14 marca 2013

4



----------------------------------------------------------------------
Czy bycie człowiekiem bez uczuć może nam w jakiś sposób pomóc? czy zadziałać w odwrotną stronę? Właściwie to każdy z nas ma uczucia bez wyjątku ale to od nas samych zależy czy pokażemy je światu. Czy pozwolimy sobie czuć.

Harriet.

Możecie mi powiedzieć od kiedy NORMALNI ludzie leżą na dachu w styczniu w Londynie bez koszulki i z okularami przeciwsłonecznymi na oczach? Taa też bym chciała to wiedzieć. Przedarłam się wreszcie przez napalone fanki i otworzyłam sobie kluczem furtkę. Przecisnęłam się na podwórko i od razu zadarłam głowę do góry. 
- Co ty kretynie odwalasz?!- Krzyknęłam, a biedny Lou prawie zrypał się na dół. Usiadł wygodnie i pomachał do mnie z dachu.
- Opalam się!- Na dźwięk jego głosu dziewczyny czatujące przed furtką zaczęły piszczeć i krzyczeć jak bardzo go kochają. Wywróciłam oczami i znów zwróciłam uwagę na pół nagiego Tomlinsona na dachu.
- Jak ci się uda to daj znać!- Bez zbędnych ceregieli otworzyłam sobie drzwi od domu i zostawiając Lou samego z dachem i fankami skierowałam się na górę do swojego pokoju. Chciało mi się spać i od razu się położę. Otworzyłam drzwi od pokoju i stanęłam zdziwiona. 
- No wy sobie kurwa chyba żartujecie.- Wszyscy na mój głos się wyprostowali i spojrzeli na mnie z przerażeniem w oczach. Może wam opiszę to co zastałam. Harry- siedział z głową w moich szafkach. Zayn- przeglądał stosy kartek. Liam- stał obok Malika i trząsł się ze strachu. Niall-.... Ej chwila stop. Niall? Co on tutaj robi? Przecież go nie było.
- Cześć, koniczynko.- Horan chciał mnie przytulić ale ja zrobiłam krok do tyłu czym zatrzymałam go.
- Wynocha. Wszyscy.- Odsunęłam się od drzwi aby mieli jak wyjść. Jakaś laska z włosami jak tęcza patrzyła współczująco na Horana. Chwila....
- Harriet....- Liam ucichł jakby zapomniał co chciał powiedzieć.
- Ty tam byłaś.- Spojrzałam na twarz dziewczyny. Wydawała się miła.- Co równa się z tym, że ty też tam byłeś. Patrzyłeś na mnie i nawet nie podszedłeś.- Na twarzy blondyna pojawił się smutek i rozczarowanie. Ale kurwa to ja jestem rozczarowana jego zachowaniem, więc o co chodzi.- Wyjdźcie. Narysować wam to!- Wystarczyło krzyknąć, a wszyscy ruszyli do wyjścia. No prawie wszyscy. Harry stał i patrzył na mnie z zaciętą miną co równało się z tym, że coś sobie postanowił.
Drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem i zostałam sam na sam z Harrym który wpatrywał się we mnie.
- Wiem, że przespałaś się z Max'em.- Powiedział ledwie słyszalnie jakby mówił to sam do siebie.
- No i co z tego? Nie jesteśmy razem więc nie możesz mi prawić morałów. A po za tym jestem dorosła.- Ominęłam go i zebrałam wszystkie porozrzucane kartki.(Ewentualnie sobie to włącz :P)
- Już zapomniałaś co on ci zrobił?- Poczułam jego oddech na karku, i zadrżałam. Odwróciłam się i stanęłam z nim twarzą w twarz. Jego zielone oczy wywiercały we mnie dziurę jakby chciał dotrzeć do moich myśli i bezkarnie je odczytać.
- Uwierz mi, że skrzywdził mnie mniej niż ty.- Cała pewność opuściła mnie wraz ze spojrzeniem w jego oczy. Zatonęłam w nich. Dałam się ponieść byle by tylko uciec od przerażającej teraźniejszości która mnie otaczała.
- Nie chciałem tego.- Dotknął mojego policzka, a ja mimowolnie zamknęłam oczy. W mojej głowie panował chaos, a w sercu burza uczuć która dopiero się zaczynała.
- Ja też nie chciałam wielu rzeczy.- Chwyciłam jego rękę w celu odsunięcia jej od mojego policzka. Może i już go nie dotykał ale teraz trzymał mnie za rękę i nie zamierzał puścić.
- Co się z nami stało?- Zaczęłam się cofać chcąc uwolnić się z jego spojrzenia ale on szedł przede mną oddzielając mnie od świata w którym mogłam myśleć.
- Raczej powinieneś zapytać co takiego zrobiliśmy źle.- Poczułam na swoich plechach zimno bijące od ściany i po chwili byłam do niej przyciśnięta. Harry stał na tyle blisko mnie iż doskonale czułam jego niespokojny oddech na mojej twarzy.
- A więc co takiego zrobiliśmy źle.?- Jego twarz była co raz bliżej mojej, a szept był co raz bardziej seksowniejszy jeżeli to w ogóle jest jeszcze możliwe.
- Nie wiem Harry. Może tak miało być.- Mój wzrok zatrzymał się na jego ustach które były lekko rozchylone. Same wręcz prosiły się o pocałunek.
- Dlaczego tak trudno kogoś kochać?- Jego usta muskały moje przy wypowiadaniu każdego słowa. Wreszcie nie wytrzymałam i sama wpiłam się w jego usta z zachłannością o jaką bym siebie nie posądzała. W środku mnie wręcz zawrzało i gorąco rozlało się po moim ciele jakby ktoś wlewał we mnie wodę chcąc rozgrzać moje ciało. Już dawno się tak przy nim nie czułam i teraz wszystko wydawało mi się takie inne, nowe, nieodkryte. Co z jednej strony było wspaniałe i wręcz podniecające ale z drugiej strony smutne i przerażające.
Jego ciepłe i duże dłonie spoczęły na moich biodrach po czym zacisnęły się lekko na nich. Jęknęłam i poczułam, jak Harry uśmiecha się przez pocałunek. Wszystko było wspaniale i wprost idealnie gdyby nie fakt, że ona ma narzeczoną która jest na dodatek w ciąży. Chciałam się odsunąć ale on mi nie pozwolił. Czerpał z tego pocałunku wielką satysfakcję i nie chciał aby to się skończyło. Zresztą nie tylko on bo ja też chciałam tak trwać z nim przy ścianie wieczność co było nie możliwe i każdy dobrze o tym wiedział.
Gdy poczułam jego jedną rękę na moim brzuchu w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka i tym razem popchnęłam go z całej siły czym uwolniłam się od jego ust.
- Wyjdź.- Oddychałam głęboko i nie równo. Nie mogłam spojrzeć w jego oczy bo znów mogłoby się wydarzyć coś niestosownego. (jak jeszcze muzyka sobie gra to ją wyłącz. Proszę:)
Harry bez słowa sprzeciwu wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Osunęłam się po ścianie i wczepiłam palce w swoje włosy. Byłam przerażona swoim lekkomyślnym zachowaniem. Jak ja mogłam do tego dopuścić. Obiecywałam sobie, że już nigdy mu nie ulegnę i nie pozwolę sobie poczuć czegokolwiek do kogokolwiek. Więc jak? Dlaczego? Jakim cudem? Przecież to nie możliwe. Nie można przestać kogoś kochać aby potem znów zacząć do niego coś czuć prawda? No właśnie. Więc co ty było? To zawsze ci pomoże tylko nie bierz za dużo. Słowa Max'a rozległy się w mojej głowie. Podniosłam się i podniosłam materac od łóżka. Wyciągnęłam małą paczuszkę z białym proszkiem w środku. Doskonale wiem, że właśnie tego szukali.
Zakluczyłam drzwi i zgarnęłam wszystkie śmieci ze stolika. Rozsypałam biały proszek i uformowałam z niego pasek. Zwinęłam jedną kartkę i spojrzałam na białe zbawienne czegoś. Robiłam to już nie raz ale dopiero teraz, pierwszy raz poczułam coś takiego jak niepewność. Czy aby na pewno tego chcę? A chcesz zapomnieć? Odpowiedź jest oczywista. Zatkałam jedną dziurkę od nosa, a w drugą włożyłam trochę zwiniętej w rulonik kartki. Zaciągnęłam się mocno wciągając wszystko co rozsypałam. Usiadłam prosto i zatkałam nos aby nie kichnąć.
 Po chwili poczułam jak moje całe ciało się rozluźnia i jakby wszystkie problemy mnie opuszczały. Uwielbiałam to. Taka błogość, stan prawie nie możliwy do opisania. Taki nie powtarzalny. Zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się sama do siebie bez powodu. Po prostu poczułam, że w tej chwili uśmiech jest idealnie pasujący do mojego stanu duchowego.
Otworzyłam oczy i wszystko zaczęło wirować. Jakimś cudem udało mi się wstać i chwiejnym krokiem weszłam do łazienki. Chwyciłam się umywalki i spojrzałam w lustro. Moje źrenice były niewyobrażalnie duże co był dobrym znakiem.
Podwinęłam rękawy mojej bluzy i spojrzałam na wyblakłe już kreski które kiedyś przyniosły mi ukojenie. Już tego nie zrobię. Nawet teraz gdy jestem na haju mogę obiecać, że już nigdy nie będę się cięła. Ten cały szajs zwany życiem nie jest tego warty. Może trochę późno sobie to uświadomiłam ale zawsze lepiej później niż wcale. Czy jakoś tak to było.
Zrobiła mi się strasznie duszno więc postanowiłam wyjść na balkon. Niestety musiałam wyjść z pokoju aby do niego dotrzeć. Niczym ninja wyskoczyłam z pokoju na korytarz i ignorując kolorowe miśki jeżdżące na hulajnogach wokół mnie otworzyłam drzwi i poczułam zimne powietrze na swoim ciele. Podeszłam do barierki i spojrzałam w dół. A gdyby tak skoczyć....Ciekawe czy to boli. Wiecie taki skok z kilku metrów na beton. Może bym nie zginęła? Wiecie w filmach zawsze ludzie którzy byli najarani albo pijani przeżywają i wychodzą bez szwanku więc może ze mną też tak będzie.

Zayn.

Zobaczyłem stojącą przy barierce Harriet która spoglądała na dół. Poczułem jakieś nie przyjemne uczucie i chciałem do niej podejść ale coś mi mówiło abym jeszcze poczekał. Napiąłem wszystkie mięśnie i byłem gotowy do szybkiego biegu w jej stronę. Gdy zachwiała się lekko nie wytrzymałem i po woli zacząłem zbliżać się w jej stronę. Dziewczyna ukucnęła ale wciąż trzymała się barierki. Jej długie blond włosy lekko podnosiły się z powiewami wiatru. Wreszcie ręce Harriet również opadły, a ona upadła bezwładna na zimne kafelki. 
- Harriet?- Odwróciłem ją w swoją stronę i zobaczyłem łzy na jej zmarzniętych policzkach. Spojrzałem w jej oczy, i aż wciągnąłem głęboko powietrze widząc jej rozszerzone źrenice. Wsunąłem rękę pod jej głowę i zgiąłem nogi w kolanach podnosząc ją bez trudu. Była zdecydowanie za lekka jak na swoje osiemnaście no prawie dziewiętnaście lat. Kopnięciem zamknąłem drzwi balkonowe i skierowałem się do jej pokoju. Na szczęście na zamknęła za sobą drzwi. Nawet jeżeli ona jest lekka jak piórko miałbym pewne problemy z otwarciem drzwi. 
Położyłem ją na łóżku i spojrzałem na jej zapłakaną twarz. Oczy miała zamknięte, a oddech spokojnych więc doszedłem do wniosku iż zasnęła. Stwierdziłem, że bez bluz będzie jej wygodniej więc wziąłem się za jej ściąganie. To nie tak, że chciałem ją zobaczyć w staniku. Na prawdę nie. Ona jest dla mnie jak siostra i nie mógłbym.... No po prostu bym nie mógł. Gdy udało mi się wyciągnąć jej chude ręce z rękawów to poszło mi z górki. Bluzę położyłem na podłodze i przykryłem Harriet kocem który leżał na fotelu. Gdy chowałem jej rękę pod koc zauważyłem różowe kreski na nadgarstku. Z przerażeniem sprawdziłem też drugą rękę. Też tam były. Poczułem jak wzrasta we mnie złość. To na pewno przez niego.  Zostawiłem ją samą śpiącą w pokoju i szybko zbiegłem na dół. Gdy dotarłem na miejsce do salonu weszła Taylor, a za nią Harry. Wiem, że nie był zadowolony z zaistniałej sytuacji ale nie miał wyboru. Musiał się jej oświadczyć. Gdybym nie zauważył tych blizn u Harriet to na pewno bym się nie odważył na tak wielki krok w swoim życiu.
- Spałem z Taylor.- Wypaliłem ni z tego ni z owego powodując iż wszystkie oczy wpatrywały się we mnie ze zdziwieniem.
- Co? Chyba się przesłyszałem.- Harry stanął pomiędzy mną, a swoją narzeczoną która miała przerażenie wymalowane na twarzy.
- Nie przesłyszałeś się Harry. W sylwestra gdy zamknęliśmy ci drzwi od domu. Poprosiła mnie abym pomógł jej dostać się na górę bo źle się czuła. Gdy chciałem wyjść rzuciła się na mnie. I nie myśl sobie, że ja się teraz tłumaczę bo tak nie jest. Wiem, że źle zrobiłem i czasu nie cofnę ale powinieneś o tym wiedzieć.- Cały czas patrzyłem się w jego oczy czekając aż żuci się na mnie z pięściami czy coś ale on tylko stał i patrzył się na mnie z radością(?) w oczach.
- Harry to nie tak. Ja ci to wszystko wytłumaczę.- Styles spojrzał na szanowną przyszłą panią Styles i zrobił się czerwony na twarzy. 
- Tu nie ma nic do tłumaczenia. A teraz wynocha. Nie chcę cię więcej widzieć.- Wskazał ręką na drzwi. W oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
- Harry.- Louis szepnął i wskazał głową w stronę schodów. Spojrzeliśmy tam razem, a moje oczy zrobiły się dwa razy większe. Na schodach stała blada Harriet w samych spodniach i staniku. Wyglądała okropnie. Z odległości która nas dzieliła mogłem bez problemu policzyć jej żebra.
- Harriet wszystko w porządku?- Liam jako pierwszy otrząsnął się i zrobił w jej stronę kilka kroków. Dziewczyna zgięła się w pół i jęknęła.
- Jakoś...nie czuję się najlepiej.- Zachwiała się niebezpiecznie i zrobiła się jeszcze bledsza. To był tylko ułamek sekundy. Jej słabe i zmasakrowane ciało znów się zachwiało i poleciało do przodu spadając ze schodów. Krzyk rozdarł powietrze. Harry rzucił się w stronę dziewczyny ale nie zdążył jej złapać. Uklęknął obok niej i spojrzała na nas rozszerzonymi i załzawionymi oczyma.

Narrator.

Każdy z nas ma coś drogiego. Coś co boi się oddać.
I nie, nie chodzi mi o jakąś biżuterię.
Chodzi mi o życie. 
To jest największy skarb człowieka i chyba każdy boi się, że kiedy je straci.
A co jeżeli niektóre osoby już to zrobiły? 
Jeżeli nie zdążyły się nawet zacząć bać?
--------------------------------------------------------------
Przepraszam! Wiem, że zawaliłam. Z samym rozdziałem jak i z z czasem dodania go ale... jakoś ciężko mi się pisało i wg braku czasu. Nie będę się rozpisywała bo nie ma o czym ale mam nadzieję, że wybaczycie mi tą wpadkę i będziecie dalej czytać to badziewie.

poniedziałek, 11 marca 2013

3

----------------------------------------------------------------
Dlaczego warto wierzyć w przyjaźń? Dlaczego warto o nią walczyć? Mogłoby się wydawać, że te pytania są banalne i dla nie których zapewne tak jest ale warto się nad nimi chociażby chwilkę zastanowić. 
A właściwie co to jest przyjaźń? Przyjaźń to taki twór w którym każda mała kłótnia lub wypowiedziane bez zastanowienia słowo jest dla nas lekcją. Lekcją życia.

Harriet.

Otworzyłam oczy i przeciągnęłam się leniwie w swoim łóżku. Spojrzałam mściwie na okno którego wczoraj nie zasłoniłam i szybko zamknęłam oczy ponieważ promienie słońca zaczęły razić moje oczy. Od kiedy w Londynie w styczniu słońce?  Swoją drogą mogłam zasłonić okno przecież powinnam była być już przyzwyczajona do takich niespodzianek. Ale chwila.... Zasłaniałam. No tak. Przecież miałam w nocy gościa. Dobrze, że chociaż mam drzewo obok okna bo inaczej byłoby z nim cienko gdyby chłopaki go zobaczyli. 
Pokręciłam głową z lekkim uśmiechem i postanowiłam wstać i zejść na dół. Dziś czułam się inaczej. Tak jakby prawie normalnie. Chciało mi się wstać, śmiać, rozmawiać. Coś mnie chyba zmienia. Albo ktoś. Stefek, ryj! Chociaż to może być prawda. Ale on.... Nie. Otworzyłam cicho drzwi i najciszej jak tylko potrafiłam zaczęłam się kierować na dół. Jeżeli jeszcze spali to niech śpią. Dla mnie to lepiej. 
W salonie na kanapie siedział Louis i grał sobie jak gdyby nigdy nic na padzie, rozwalając jakieś zombie na telewizorze.
- Ten chłopak co był u ciebie w nocy to twój nowy lowelas?- Zapytał nie odwracając wzroku od telewizora. Na chwilę przestałam oddychać z przerażeniem, że on może wiedzieć kto u mnie był ale powiedział ten chłopak, a więc chyba nie wie kto to.
 - Nie. To tylko kolega który mi....w pewnym sensie pomógł.- Wzruszyłam ramionami, a Louis włączył pauzę i spojrzał na mnie z lekko przymrużonymi oczyma.
- Ha! Przeleciał cię. Brawo Harriet.- Poklepał mnie po plechach, a ja się skrzywiłam. Gdy Max docisnął mnie do lustra które pękło myślałam, że będę miała tylko malutkie zadrapania ale okazały się one troszkę większe niż malutkie.
 Louis zaciekawiony moją reakcją poniósł moją koszulkę do góry. Dobrze, że mam chociaż spodenki. 
- To nic takiego.- Odsunęłam się od niego kawałek i oparłam się delikatnie i kanapę. Lou wpatrywał się we mnie z dziwnym uśmieszkiem na twarzy.
- Aha, nic takiego. Wiesz nie wygląda mi to na nic takiego. Byłaś z tym u lekarza?- Znów włączył grę, a ja zaczęłam oglądać jego zmagania.
- Po co? Przecież to tylko zadrapania.- Wzruszyłam ramionami, a Lou nie wytrzymał i zaczął się śmiać. Nawet gdy mu zombie mózg wyżarło ten dalej się rechotał.
- Chociaż mi powiedz na co wpadłaś? Albo raczej na co cię ktoś popchnął?- Leżał na kanapie i starał się uspokoić oddech. Jego twarz była cała czerwona, a z kącików oczu leciały łzy.
- Na lustro. I skończmy ten temat bo jeszcze ktoś usłyszy. A z moim szczęściem to będzie Harry i wtedy to już będzie po mnie.- Spuściłam głowę i zaczęłam się bawić swoimi palcami. Lou usiadł prosto i otarł twarz z łez.
- Dlaczego z nim nie porozmawiasz? Powiedz mu prawdę Harriet. Jeżeli go kochasz to powiedz mu to, a jeżeli już on nic dla ciebie nie znaczy to daj mu odejść.- Spojrzałam na niego i zagryzłam dolną wargę aby się nie rozpłakać. Louis otoczył mnie ramieniem i przygarnął do siebie.
- Tyle, że ja już dałam mu odejść Lulu.- Chłopak westchnął i pocałował mnie w głowę. Czułam się przy nim jakbym była w ramionach starszego brata.
- A żałujesz, że mu na to pozwoliłaś?- Podniosłam głowę i spojrzałam w jego niebieskie oczy które teraz wpatrywały się we mnie z troską.
- Nie wiem ale....chyba tak. Ale co z tego?- Odsunęłam się od niego i starałam się przybrać swój codzienny obojętny wyraz twarzy.- On teraz jest z Taylor i nic tego nie zmieni. Tata mi kiedyś powiedział, że jeżeli jesteś z kimś i pokochasz inną osobę to znaczy, że tej pierwszej nigdy nie kochałeś. Bo jeżeli tak by było to nigdy byś nie pokochał tej drugiej osoby.
- Harriet ale ty byłaś druga. Przecież najpierw poznał Taylor.
- Louis to, że ja pojawiłam się druga w jego życiu nie oznacza, że w sercu również.- Uśmiechnęłam się do niego smutno i postanowiłam wrócić do siebie. Szłam ze spuszczoną głową, ale gdy zobaczyłam czyjś cień przed schodami podniosłam głowę do góry. Otworzyłam usta jakbym chciała coś powiedzieć. Westchnęłam smutno i wyminęłam stojącego mi na drodze Harry'ego kierując się do swojego pokoju w którym będę mogła być sobą.
Zamknęłam drzwi i wypuściłam powietrze z płuc. Ile on słyszał? Od kiedy tam stał? Oj nie obędzie się dziś bez kłótni.Mój telefon zaczął brzęczeć co oznaczało iż ktoś do mnie napisał.
Od: Max.
Nasze spotkanie nadal aktualne?
Do: Max.
Przepraszam ale jakoś nie mam ochoty. 
Wysłałam mu odpowiedź po czym wyłączyłam telefon i odłożyłam go na szafkę. Postanowiłam się ubrać więc wyciągnęłam z szafy rzeczy i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy, zrobiłam sobie lekki makijaż i ubrałam się w wybrane rzeczy. Uśmiechnęłam się lekko do swojego odbicia. z dani na dzień wyglądałam tak jakby inaczej. Ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Opuściłam łazienkę z lekkim uśmiechem na ustach. Nawet fakt, że mam spotkać Harry'ego nie mógł zepsuć mi dość dobrego dziś humoru.
- Ooo, Harriet list do ciebie.- Liam podał mi białą kopertę z moim imieniem. Bez żadnego znaczka. Jack.... Mój przyjaciel bardzo dobrze mnie  ignorował więc nawet głupi list będzie dla mnie czymś wspaniałym. Usiadłam na wolnym fotelu i rozerwałam kopertę. Zajrzałam do środka i wyciągnęłam z niej złożoną na pół kartkę, i pieniądze. Spojrzałam szybko na chłopaków którzy wpatrywali się we mnie. Odłożyłam na stolik pieniądze i rozłożyłam kartkę.

 Oddaję, to co twoje. Przecież nic nie wzięłaś. 
Lustro prawie naprawione. Dziękuję za noc. xo.
                                               M.
Parsknęłam śmiechem i pokręciłam głową z niedowierzaniem. Za którą noc mi dziękuję? Chyba będę musiała się do zapytać. 
- Ooo Harriet lustro prawie naprawione będziesz mogła znów wpaść w odwiedziny.- Podskoczyłam na głos Lou który dobiegał zza mnie. Odwróciłam się i uderzyłam go w ramię. Co mu odwaliło żeby człowieka tak straszyć?
- Dlaczego ci dziwni ludzie ścinają nam drzewo?- Zayn stał przy oknie. Szybko zmaterializowałam się obok niego i ze złości zacisnęłam pięści. Odwróciłam się i z prędkością światła wybiegłam na dwór kierując się w stronę Harry'ego i kilku innych mężczyzn którzy dobierali się do drzewa po którym wczoraj wspinał się Max.
- Co ty do cholery robisz!- Krzyknęłam do niego zwracając tym uwagę nie tylko jego ale i też tych ludków których wynajął.
- A co ślepa jesteś?- Patrzył na mnie z tak wielką nienawiścią w oczach, że aż cofnęłam się o krok.
- Wszystko słyszałeś..- Pokręciłam głową ze śmiechem.- Myślisz, że jeżeli zetniesz głupie drzewo to więcej się z nim nie spotkam?- Zrobiłam w jego stronę kilka kroków.
- Cóż przynajmniej nie tutaj. Ale chwila ty myślisz, że ja to robię ze względu na ciebie?- Tym razem on zaczął do mnie podchodzić.- Nie wszystko kręci się tylko wokół ciebie.- Wysyczał mi prosto w twarz, a moje serce zaczęło szybciej bić. Nie dlatego, że on stał tak blisko mnie. Tylko dlatego, że zaczynałam się bać.
- Jesteś żałosny Harry.- Spojrzałam na niego ostatni raz i odwróciłam się do niego tyłem chcąc odejść ale on mi nie pozwolił. Jednym sprawnym ruchem odwrócił mnie w swoją stronę i mocno ścisnął mój nadgarstek.
- Uważaj na to co mówisz.- Czułam na twarz jego niespokojny oddech. Spojrzałam na jego zaciskającą się rękę i znów przeniosłam wzrok na jego wściekłe oczy.
- Puść mnie. Nie masz żadnego prawa mnie dotykać.- Mówiłam spokojnie i nawet głos mi nie zadrżał. Co w tej chwili było bardzo przydatne.
- Wiesz właściwie to zastanawiam się jak ja w ogóle mogłem być z kimś takim.- Poluzował uścisk ale mnie nie puścił. (*.*)
- Wysłów się Styles. Kimś takim? Czyli jakim?- Wiem, że źle robiłam prowokując go ale nie mogłam się powstrzymać. A po za tym nie mogłam wyjść z tego starcia przegrana.
- Z kimś kto się puszcza przy pierwszej lepszej okazji.! Najpierw Jack, potem Kevin! Zdziwiona?! Tak, wiem o Jacku! Myślisz, że dlaczego się do ciebie nie odzywa?! Ej, a może to dziecko nie było moje!- Z racji tego iż stał blisko mnie jego krzyk brzmiał dla mnie jak wrzask bardzo wściekłej osoby. Zresztą pewnie taki był. W moich oczach pojawiły się łzy i wiele nie myśląc podniosłam rękę i uderzyłam go w policzek. Chłopcy którzy stali za nami podbiegli do nas i rozdzieli nas. Louis trzymał Harry'ego za ramiona i coś mu tłumaczy ale jakoś nie mogłam się skupić na tym co mówił.
- Kocham cię kretynie! Rozumiesz?! Kocham jak cholera, a ty masz mnie w dupie! Dla ciebie znów zaczęłam dostrzegać plusy w życiu! Dla ciebie znów pozwoliłam sobie czuć! A ty co?! Nic tylko byś się znęcał nad bidną dziewczyną która i tak ci prędzej czy później wybaczy!- Gardło bolało mnie od krzyku ale nie mogłam się powstrzymać.- Ale nie tym razem Harry. Już więcej nie popełnię tego błędu co w Los Angeles.- Patrzyłam jeszcze chwilę na jego zdziwioną twarz, po czym po woli zaczęłam się kierować w stronę domu. Chciałam biec. Zamknąć się w pokoju ale nie mogłam tego robić. Dałabym mu tym satysfakcję której teraz tak bardzo pragnie.
- Harriet!- Nie reagowałam na jego krzyk. Zamknęłam cicho drzwi wejściowe i skierowałam się w stronę schodów. Gdy byłam już w połowie poczułam lekkie szarpnięcie i znalazłam się w silnych ramionach. Zaczęłam się wyrywać ale on mocno mnie trzymał i nie puszczał. Spojrzał mi w oczy i złączył nasze usta w pocałunku przepełnionym goryczą i żalem. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy ale mimo wszystko nie odsunęłam się od niego. Pozwoliłam mu się całować jakby od tego zależało nasze życie.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam.- Zaczął powtarzać jak mantrę szepcząc mi do ucha.
- Nie mogę Harry. Taylor...- Nie pozwolił mi dokończyć ponieważ znów mnie pocałował.
- Wrócę za godzinę. Nigdzie nie wychodź.- Skradł mi jeszcze szybkiego całusa i zniknął za drzwiami zostawiając mnie samą na schodach.
**
Harry'ego nie ma już z dwie godziny. Co o tym myślę? Właściwie to nic. Przyzwyczaiłam się do rozczarowań i wcale się nie zdziwię jeżeli on w ogóle na noc do domu nie wróci. Tylko wiecie co? Jednak gdzieś tam w środku mnie pali się mała świeczka z nadzieją, że on zaraz przyjedzie i zacznie mnie przepraszać za wszystko co zrobił. Cóż świeczka gaśnie z minuty na minutę, a nadzieja razem z nią.
Otwieranie drzwi wszystkich wprawiło w pewne zakłopotanie, a pojawienie się Harry'ego z panną Swift wcale nie pomagało. Moją uwagę zwrócił fakt iż oni trzymali się za ręce. Na twarzy Taylor widniał wielki uśmiech, a na Harry'ego.... nic. Jedna wielka pustak.
- Chcielibyśmy wam coś ogłosić, prawda kochanie?- Zaszczebiotała blondynka i spojrzała na swoje ''kochanie''. Poczułam na sobie wzrok chłopaków ale starałam się to zignorować.
- Dobra widzę, że się krępujesz więc ja powiem.- Znów na nas spojrzała z wielkim bananem na ryju.- A więc jestem w ciąży, a Harry będzie tatusiem.- Wciągnęłam głęboko powietrze i patrzyłam na Harry'ego. Spuścił głowę chcąc ukryć łzy które wzbierały się w jego oczach.- Ale to jeszcze nie wszytko. Ale jestem podekscytowana! Harruś mi się oświadczył!- Na dowód swoich słów wyciągnęła do nas rękę. Na jednym z palców błyszczał srebrny pierścionek.
- O kurwa.- Louis zakrył twarz w dłoniach i ukucnął. Wpatrywałam się w Harry'ego z obojętną miną. Wreszcie odważył się podnieść głowę. W jego pięknych zielonych oczach błyszczały łzy.
- Gratuluję.- Szepnęłam i skierowałam się na górę. Gdy tylko zamknęłam drzwi po moich policzkach spłynęły łzy. Krzyknęłam sfrustrowana i ukucnęłam zakrywając twarz dłońmi.   ...jestem w ciąży...oświadczył mi się... Tylko to miałam w głowie. Byłam wściekła, roztrzęsiona, zła, przerażona i zraniona. Znów. Znów w jakimś małym stopniu mu zaufałam, a on to wykorzystał przeciwko mnie. Ile jeszcze? Ile jeszcze dam radę? Przecież nawet ja mam uczucia. Nawet ja potrafię pokochać.
Rzuciłam się po swój telefon i ledwie co widząc na oczy zaczęłam pisać SMS-a.
Do: Max.
Proszę przyjedź po mnie. Potrzebuję cie.
Od:Max.
Zaraz będę.
Brzmiało to żałośnie ale właściwie to tak się teraz czułam. Żałośnie. Tak to bardzo dobre określenie mojego chwilowego stanu. Podniosłam się z podłogi i poszłam do łazienki aby obmyć twarz. Zmyłam resztki makijażu i nawet nie starałam się malować na nowo. Gdy zobaczyłam przez okno, że pod dom podjechał samochód chwyciłam swój telefon i wyszłam z pokoju zbiegając po schodach.
- Harriet! Zaczekaj! Gdzie idziesz?- Louis przytrzymał mi ręką drzwi abym nie mogła ich otworzyć. Podniosłam na niego wzrok i o mało znów bym się nie poryczała.
- Nie mogę Lou. Po prostu nie mogę.- Chłopak ze zrezygnowaniem opuścił rękę pozwalając mi wyjść.

Niall.

- Ej! Niall to nie jest Harriet?- Suzie wskazała ręką na dziewczynę stojącą z jakimś chłopakiem przy półce z alkoholem. Nie byłem pewny czy to ona, ale gdy się odwróciła i zobaczyłem jej twarz wszystko było już jasne. To ona. Ale kim jest ten chłopak? O rzesz kurwa! Spojrzałem lekko przerażony na Suzie która wpatrywała się we mnie, albo w Harriet. Spojrzałem na swoją blond-włosą przyjaciółkę szukając na jej twarz lub w jej zachowaniu jakiegoś zdenerwowania. Nic takiego nie odnalazłem.
- Suzie chcesz poznać moich przyjaciół?- Dziewczyna pisnęła i zostawiła koszyk z zakupami po czym ruszyła za mną. Wyszliśmy ze sklepu jak gdyby nigdy nic i szybkim krokiem ruszyliśmy w stronę domu w który kiedyś mieszkałem. Nie było aż tak daleko ale blisko też nie. Cóż mogliśmy zamówić taksówkę ale teraz musiałem ochłonąć. Co ona robiła z Max'em? Dlaczego miała podpuchnięte oczy? Właściwie to odpowiedzi same się nasuwają. 
Nacisnąłem klamkę od drzwi, a one ustąpiły z cichym kliknięciem. Jak zawsze nie zakluczone. Suzie szła niepewnie za mną i jakby czuwała nade mną. Z salonu dobiegały krzyki kłótni. Wszedłem do pomieszczenia szybkim krokiem i nie zważając na to, że nikt mnie nie zauważył podszedłem do Harry'ego i uderzyłem go z całej siły w twarz. Przyjaciel wywrócił się i złapał za szczękę.
- Niall opanuj się!- Suzie stanęła przede mnę i zmuszała mnie abym na nią spojrzał. Odsunąłem ją lekko od siebie i spojrzałem na zdziwionego i leżącego na podłodze Harry'ego.
- Jeżeli on jej coś zrobi zabiję cię. Rozumiesz?- Wymierzyłem w niego palce i dopiero teraz rozejrzałem się. Na twarzach chłopaków widniały te same uczucia. Przerażenie, ulga, złość, zdziwienie. 
- Gdzieś ty był kretynie!- Zayn rzucił się na mnie i zamknął w mocnym uścisku. Objąłem go również i poklepałem po plecach.
- Ej! A mnie nie chciałeś przytulać. Zapamiętam to sobie.- Suzie założyła ręce na piersi i chciała udawać obrażoną ale na jej twarz igrał uśmieszek który starała się ukryć.
- Dlaczego właściwie mi się zgarnęło? I kto komu ma coś zrobić?- Harry podniósł się z ziemi z pomocą Lou i podparł się o róg kanapy.
- Widziałem Harriet z podpuchniętymi oczami i z wódką w rękach. A któż to jej towarzyszył? Poczciwy Max.- Jego oczy zrobiły się dwa razy większe.
- A więc to jest ten M.- Louis klasnął w dłonie zadowolony, że odkrył jakąś tajemnicę.- Ale chwila. To by oznaczało, że on tutaj był w nocy, i że oni....- Wzdrygnął się i zrobił lekko zielony na twarzy.
- I oni co? Wysłów się debilu.- Zayn szturchnął lekko Lou w ramie, a ten pokręcił głową jakby z niedowierzaniem.
- Gadałem dzisiaj z Harriet  o jej nocnym gościu, tak jakby wygadała się, że ten jej ''kolega'' ją przeleciał. Wtedy poklepałem ją po plecach, a ona się skrzywiła. Podniosłem jej koszulkę. Spokojnie Harry nic nie widziałem. I ona miała tam takie świeże zadrapania. Zapytałem się kto jej to zrobił i wtedy powiedziała mi, że ten chłopak popchnął ją na lustro. No wiecie pełen namiętności gorący numerek. Ja myślałem, że to jakiś fajny koleś a....  Sami wiecie.- Usiadłem na kanapie i schowałem twarz w dłoniach. To moja wina. Gdybym nie uciekł...Poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Podniosłem głowę i zobaczyłem twarz Suzie z wyrazem ''ani mi się waż tak myśleć''.
- Ale dlaczego on jej oddał pieniądze? Za co? I co takiego nie wzięła?- Liam mówił o całkiem obcej dla mnie sprawie. Nie było mnie więc gówno wiem co mnie dobija.
- Narkotyki. Max ma pełno zioła. Pamiętacie jak wróciła wesoła w tamtym tygodniu? Na pewno już wtedy coś wzięła.- Harry opadł zmęczony na kanapę i zamknął oczy. Na jego policzku zaczął się robić siniak. Ktoś rzucił do niego lodem. Jak się okazało była to Suzie.
- Może nie będziesz wyglądał jakbyś wpadł na czyjąś pięść.- Wzruszyła ramionami i udawała, że nic ją nie obchodzi jak będzie wyglądał Harry ale mnie nie nabrała. Ona jest taka sama jak Harriet. Próbuję ukryć coś co widać.
- Chłopaki ja sobie tak myślę i dochodzę do wniosku, że trzeba coś zrobić.- Wszyscy spojrzeliśmy na Lou z błagalnymi minami.
- Lepiej nie myśl bo sobie krzywdę zrobisz.- Zayn opadł obok mnie i wszyscy zaczęliśmy obmyślać jak odseparować Harriet od Max'a.
---------------------------------------------
Cześć misiaki!  Jak tam leci? Na szczęście poniedziałek za nami. Uff. 
Co do rozdziału.... Mi tam się podoba rozmowa Harriet z Lou, kłótnia Harriet z Harrym i końcówka z perspektywy Niall'a. Cóż morał z tego taki iż ogólnie podoba mi się prawie cały rozdział. :D
Taaa jestem skromna. 
Dziś bez narratora bo chciałam wam oszczędzić zagadki. Wiecie poniedziałek, pierwszy dzień szkoły, i wg poniedziałek :P Może kac was jeszcze trzyma. Ja tam nie wiem.
Sajonara muczos amigos! 

sobota, 9 marca 2013

2


------------------------------------------------------------------
Wrócić? Zostać? Żyć? Kochać? Nienawidzić? Wybaczyć? Śmiać się? Być? Odpowie mi ktoś na te pytania? Nie. Ale dlaczego? Przecież mogę tego wymagać prawda? Mam takie prawo. Tylko niech znajdzie się jedna pieprzona osoba która odpowie mi na te pytania, a ja będę ją wielbić do końca życia. Albo niech odpowie mi tylko na jedno pytanie. 

Harry.

Nie wróciła na noc. Nie wiem gdzie jest. Nie odbiera telefonu. Boję się. Kurwa boję się, że zrobiła coś głupiego. Chociaż właściwie to ja robię teraz coś głupiego. A co? Mianowicie myszkuję w jej pokoju mając nadzieję, że znajdę coś co będzie pretekstem do rozmowy z nią. Byle coś. Nawet jeżeli znalazłbym narkotyki to bym się cieszył jak głupi bo musiałaby ze mną porozmawiać. 
Zdenerwowany wyłączyłem telefon mając dość odrzucania połączeń od Taylor. Może to głupie i wredne z mojej strony ale miałem jej dość i chciałem aby wreszcie zdała sobie sprawę, że się nią bawię. Powinna mnie zostawić i oczernić w telewizji. Dlaczego jeszcze tego nie zrobiła? Sam nie wiem. 
Prawie krzyknąłem z ulgi gdy zobaczyłem zgniecioną kartkę leżącą pod półką z bluzkami. Wyciągnąłem ją i rozprostowałem. To na pewno jej pismo.

Kiedy zamykam oczy, myślę tylko czy kroczysz,
ku mojej spragnionej postaci, głodnej twojej bliskości,
czułość serca twojego pragnę tylko jednego,
byś zabrał mnie z tego świata, byś spełnił rolę kata,
mordując moje smutki i bezsilności skutki, by moja dusza poczuła,
spokój wielki i siłę,
bym zapomniała, że prószy wciąż w sercu moim tęsknota,
za tym co już stracone, a nadal sercem mota,
niech już w samotności nie wraca ta myśl która codziennie mnie zatraca.

Ze zdenerwowaniem zacząłem szukać innych kartek które mogły być zapisane. Jeżeli ona to napisała.... Skąd ona w ogóle zna takie słowa? Nigdy nie posądziłbym Harriet o takie coś. 
- Górna półka niebieska teczka.- Na czyjś głos dobiegający do mnie podskoczyłem wystraszony i uderzyłem głową w półkę. Wyprostowałem się i zobaczyłem Harriet patrzącą na mnie obojętnym wzrokiem.
- Harriet ja.... Po prostu się martwiłem i....- Zaczęłam się tłumaczyć ale zdałem sobie sprawę, że to i tak nic mi nie da.
- I postanowiłeś pogrzebać w moich rzeczach? A zresztą co mnie to obchodzi. Bierz co chcesz tylko wynocha.- Zamknęła się w łazience, a ja stałem osłupiały. Po pierwsze: odezwała się do mnie. Po drugie: nie nawrzeszczała na mnie. CUD! Gdy usłyszałem jak odkręca wodę otrzeźwiałem i spojrzałem na górną półkę. Odszukałem niebieską teczkę którą od razu zabrałem i wyszedłem z jej pokoju nie chcąc się bardziej narażać. Może była pijana? Albo miała kaca i nie chciała krzyczeć żeby ją bardziej głowa nie bolała. Zresztą co mnie to obchodzi? Mam to czego chciałem więc powinienem się cieszyć i jak najszybciej oddać teczkę. 
Rozsiadłem się wygodnie na swoim łóżku i otworzyłem teczkę wyciągając z niej wszystkie rzeczy. Było tam kilka kopert których nie chciałem otwierać. Mam jej pozwolenie na przeczytanie tych jej kilku wierszyków ale nie na otwieranie kopert. Tym razem kartki były proste i zapisane starannym pismem bez żadnych skreśleń. Wszystko idealne jakby tylko to przepisywała a nie układała na świeżo. Zresztą może tak było. 

Zamknięta za wrotami swojej samotności, szukająca ucieczki przez bramy słabości.
Myślę, że śmierć może mnie wyzwoli, choć strach mówi mi, że zniewoli.
Pragnę by ktoś odpiął mi łańcuchy, bym mogła zaznać na chwilę otuchy.

Gdy życie staję się torturą. 
Gdy myśli błądzą bez ogłady.
Gdy serce cierpi w koronie z cierni.
Gdy pragniesz by już nastał koniec.
Nadchodzi chwila bez żalu, smutku.
Poprzedzająca fakt ciała buntu.

Odłożyłem kartki jak najdalej od siebie. Kiedy ona to napisała? O czym myślała dobierając słowa? Dobrze wiesz o czym kretynie. Może i wiem ale boję się do tego przyznać. Boję się przyznać, że to może być moja wina. Że te słowa przepełnione negatywnymi odczuciami są skierowane do mnie.

Harriet.

Siedząc w jego pokoju doszedł do mnie pewien fakt. A mianowicie, że żyję nadzieją. Ale dlaczego? Przecież zawsze powtarzałam, że nadzieja to tylko wymysł jakiegoś chorego człowieka który chciał zabłysnąć w świecie. A może ja zawsze żyłam nadzieją tylko dopiero teraz sobie to uświadomiłam? Albo po prostu tylko ona jeszcze mnie tutaj trzyma. Za każdym otwieraniem tych drzwi w środku czuję niepokój i zainteresowanie. Może akurat tym razem tutaj będzie? Może wszedł przez okno i chciał nas nastraszyć?
- Wiedziałem, że tu będziesz.- Podniosłam wzrok i zobaczyłam smutną twarz Zayn'a. On też to przeżywał. Chyba jeszcze bardziej niż my wszyscy. Nie potrafił żyć bez tego wiecznie roześmianego i głodnego blondyna. 
- To po co to mówisz?- Nie wiem dlaczego szeptałam ale wydawało się to stosowniejsze niż mówienie normalnym tonem głosu. Malik usiadł obok mnie na łóżku i od razu spojrzał na równo poustawiane zdjęcia na który był Niall z rodziną, przyjaciółmi, zespołem.
- On wróci Harriet. Zobaczysz. A jeżeli nie to sam będę go tak długo szukał aż wreszcie go znajdę i dobrze opieprzę za jego zachowanie.- Spojrzała na niego i doszłam do wniosku, że on wcale nie żartuję. 
- Pomogę ci. A w szczególności z tą częścią o opieprzaniu go.- Na jego twarzy pojawił się malutki uśmiech który zniknął równie szybko jak się pojawił.
- Wszystko się psuję. Harry wyszedł gdzieś zdenerwowany nic nikomu nie mówiąc. Louis wrócił i powiedział tylko, że chyba zerwał z Eleanor. Liam siedzi na dole i wpatruję się w ścianę. Ty znikasz gdzieś na całą noc, a jak wracasz to zamykasz się albo tutaj albo u siebie. Co się z nami stało?- Mówił niby do mnie ale wyglądało to tak jakby po prostu głośno myślał i sam nie był do końca pewny tego, że mówi wszystko na głos.
- Sama nie wierzę, że to mówię ale myślę, że Niall wreszcie wróci i wszystko wróci do normy.- Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja poczułam jak rumieniec wspina się po mojej szyi. Właściwie to sama nie wierzyłam w te słowa ale widać było po jego wyrazie twarzy, że lekko mu ulżyło.
- Harriet wiesz dlaczego on wyjechał?- Spuściłam wzrok na swoje stopy. 
- Przeze mnie.- Wyszeptałam, a Zayn podniósł moją głowę aby mógł spojrzeć w moje oczy.
- Co?- Przetarłam czoło i wstałam podchodząc do komody. Wzięłam do ręki zdjęcia małego Niall'a który szczerzy się jak głupi do aparatu.
- On myśli, że ten wypadek to jego wina. Nie mógł znieść myśli, że będzie patrzył jak dowiaduję się, że straciłam dziecko. Pewnie pomyślał sobie, że będę go o to obwiniać i doszedł do wniosku, że tak będzie lepiej.- Odwróciłam się do niego twarzą i oparłam się o komodę.
- Skąd ty to wiesz?- Uśmiechnęłam się smutno ale mu nie odpowiedziałam. I tak powiedziałam za dużo więc lepiej będzie dla na obojga jeżeli się już zamknę.- Dobra łapię. Za dużo pytań.- Podniósł ręce w geście obronnym.
- Zbyt przerażająca przeszłość.- Znów zajęłam miejsce obok niego ale teraz ja jak i on nie byliśmy aż tacy spięci.
- Kochasz Harry'ego?
- Nie wiem.- Szybkie pytanie szybka odpowiedź. Ale co miałam się zastanawiać nad czymś nad czym zastanawiałam się z dobry tydzień? Nie dziękuję oszczędzę sobie swojego drogocennego czasu. Spojrzałam na Zayn'a który wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami.
- Żałujesz, że go zostawiłaś?- Pytał powoli jakby chciał zobaczyć jak zareaguję.
- Nie raz tak. I szczerze to myślałam, że to tylko nasza kolejna kłótnia tylko, że....mimo iż obiecał mi, że poczeka nie zrobił tego. Nie obwiniam go za to bo nie mam do tego prawa ale jednak zabolało. Chociaż z drugiej strony może tak jest lepiej. Może to właśnie Taylor jest mu pisana.- Uśmiechnęłam się lekko i naciągnęłam na dłonie rozciągnięte rękawy od bluzy.
- Chcę powiedzieć Perrie i Harry'emu o tym co się stało w sylwestra.- No tak! Całkowicie zapomniałam, że Malik miał dogłębne spotkanie z panną Taylor.
- Jesteś pewny?
- Nie. Ale kocham Perrie i nie mogę jej okłamywać. Muszę to zrobić. Pewnie mnie zostawi ale.... To moja wina. Dlaczego ja byłem taki głupi? Dlaczego jej wtedy nie odepchnąłem?- Schował twarz w dłoniach, a ręce oparł o kolana. Wyglądał jednym słowem, żałośnie.
- Zayn jesteś tylko człowiekiem, a każdy człowiek popełnia błędy. Większe lub mniejsze.-  Nie poznawałam się. Dlaczego ja go pocieszam? Przecież to co zrobił wykazuję poziom jego głupoty.
- Głupim człowiekiem. Harry mnie znienawidzi. Obiję mi mordę. Zobaczysz.- Nigdy bym nie przypuszczała, że Malik może się bać... Harry'ego. Ale cóż pozory mylą.
- Jeżeli chcesz to mogę być wtedy z tobą.
- Na prawdę?
- Nie na niby.- Pokręciłam głową i wyszłam zostawiając go samego. Za dużo się nagadałam.
**
Postawiłam półmisek z sosem i zajęłam swoje miejsce które znajdowało się na przeciwko Harry'ego który dziwnie się na mnie patrzył. Wrócił przed chwilą i cały czas siedzi jakiś zły albo pogrążony w swoich myślach.
- Nie wiedziałem, że potrafisz gotować Harriet.- Liam uśmiechnął się do mnie lekko starając się zachowywać jak zawsze.
- Ja też o tym nie wiedziałam więc nie jadłabym tego na waszym miejscu.- Louis uśmiechnął się lekko na moje słowa, a Zayn mimo moich ostrzeżeń zabrał się za jedzenie. Właściwie to wszyscy zaczęliśmy jeść.

Niall.

Nie wierzę, że dałem jej się namówić na powrót do Londynu. Jaki ja byłem głupi. Przecież tutaj to już na pewno mnie ktoś rozpozna. Coś czuję, że nie rozstanę się ze czapką i okularami.

Harriet.

Wpatrywałam się w swoją teczkę którą Harry mi oddał. Ciekawe jak dużo przeczytał. Wszystko? A koperty? Drżącymi rękoma otwarłam teczkę i wysypałam wszystko na łóżko. Zamknięte. Westchnęłam z ulgą i przetarłam czoło. Zaczęłam zbierać wszystkie kartki które już dawno powinnam wyrzucić. Po co ja to w gołe trzymam? Chyba tylko żeby więcej śmieci mieć.
Usłyszałam ciche pukanie, a drzwi do pokoju lekko się otwarły, a w powstałej dziurze między drzwiami, a futryną ukazała się głowa Zayn'a.
- Idziesz ze mną do sklepu?- Pokiwałam głową i zostawiłam wielki burdel na moim łóżku.
- Harry jest w domu, a ty nie masz odwagi z nim pogadać więc chcesz zniknąć.- Przedstawiłam mu swoją teorię po zamknięciu drzwi wejściowych. Mulat tylko westchnął ciężko i szedł w ciszy więc ja też postanowiłam pomilczeć.
**
Czekałam na tego głąba już z dobre dwie minuty, a jego dalej nie ma. No ile można kupować fajki? Ze zrezygnowaniem rozejrzałam się dookoła. Moją uwagę przykuła dziewczyna z kolorowymi włosami która ciągnęła za rękę chłopaka który swoją drogą chyba nie chciał nigdzie iść. Zdenerwowana dziewczyna rzuciła się na niego i ściągnęła mu z głowy kaptur i czapkę po czym zaczęła uciekać ze śmiechem. Ta blond czupryna przypomniała mi o Horanie który wziął dupę w kroki i zwiał. Niech ja go tylko dorwę.
- Kretynie!- Krzyk dziewczyny wyrwał mnie z planowania zemsty na Niall'u. Jak się okazało chłopak który chciał odzyskać swoją czapkę wrzucił dziewczynę do fontanny która swoją drogą powinna być bez wody ale nie była więc dziewczyna miała mokre spodnie. Uśmiechnęłam się pod nosem i napotkałam spojrzenie chłopaka. Na jego twarzy zagościł mały uśmiech.
- Możemy iść.- Zayn chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę domu. Co chwilę odwracałam się do tyłu aby zobaczyć czy chłopak nadal na mnie patrzy. Jak się okazało dziewczyna stanęła obok niego i coś do niego mówiła, a gdy ten jej odpowiedział chyba chciała coś do nas krzyknąć ale chłopak zakrył jej usta dłonią i odciągnął w przeciwną stronę.

Niall.

Widziałem ją. Uśmiechała się. Myślałem, że będzie przybita i nie będzie wychodzić z pokoju, a tu taka niespodzianka. Mogłem do niej podjeść i nawet chciałem to zrobić ale gdy ze sklepu wyszedł zdenerwowany Zayn i chwycił ją za rękę straciłem cały swój zapał. I może dobrze się stało? Zobaczyłem, że sobie radzi, a to najważniejsze więc nie muszę już się teraz zamartwiać. Taaa i co jeszcze? Może Suzie okaże się mądrą dziewczyną? Zaśmiałem się cicho i szybko odwróciłem głowę w stronę łóżka Suzie. Spała. To dobrze. Nie miałem ochoty na jej kazanie. Następne zresztą. Dobrze, że zakryłem jej usta dłonią bo by krzyknęła do nich i wtedy to dopiero by było. Pogadam z nią jutro o tym teraz niech śpi. Zresztą mi też przyda się sen.

Narrator.

Sekrety są częścią naszego życia.
Jedne ciągnął za sobą wspaniałą przeszłość, a inne przerażające fakty.
Nie ważne jak bardzo byśmy starali się ukryć wszystko czego się wstydzimy i tak ktoś się o tym dowie i wykorzysta to przeciwko nam.
Wróg? Przyjaciel? A może ukochana i najbliższa nam osoba?
----------------------------------------------------------------------------------
I jak tam u was? Przyznam się bez bicia, że miałam pewne problemy ze skończeniem tego rozdziału. Po pierwsze mój chłopak ma problemy z uszami i cały czas się o coś czepia.
Po drugie moja przyjaciółka miała w czwartek operację więc wiecie stres, i martwię się o nią.
Ech.... Masakra. A! Wczoraj złapała mnie policja! O.O Ale na szczęście powiedzieli mi tylko, że mam nowe światła do roweru zainstalować i mnie puścili o.O A wiecie czemu? Bo ten policjant zna mojego tatę! Ugh ale się rozpisałam. :D
Ale tak ogólnie to głupi ma szczęście :P
P.S. Mam nadzieję, że rozdział przypadnie wam do gustu.

czwartek, 7 marca 2013

Część III: 1


------------------------------------------------------------------
Muzyka
Przepraszam. Przepraszam, że przeze mnie nie będzie z wami małego człowieczka na którego wszyscy czekali. Przyznaję się. To moja wina. Nie chcę odchodzić ale czy mam wybór? Nie. Nie tym razem. Jeszcze raz przepraszam. Wszystkich was. Nie zapomnę o was. Nigdy.  
Niall.

Harriet- kobieta bardzo energiczna, odważna i zdecydowana. Posiada umiejętność kierowania ludźmi, swoim postępowaniem zachęca ich do wspólnego działania. Niezależna lubi kierować się własnym rozumem i nie cierpi gdy ktoś narzuca jej swoją wolę. Bardzo ceni sobie przyjaciół uwielbia być otoczona mężczyznami, z kolei dom i rodzina są dla niej obowiązkiem dlatego schodzą na drugi plan. Harriet  to kobieta z charakterem.

 Czy taka byłam? Czy znaczenie mojego imienia opisuję moją osobę? Czy właśnie ten krótki opis to ja? Ta prawdziwa? Czy można być dwoma osobami na raz? Czy można żyć w dwóch różnych światach z dwoma innymi osobami? Na wszystkie pytania jest taka sama odpowiedź. Nie. Niby proste prawda? Chociaż jeżeli każdy z nas miałby zrobić taki swój osobisty rachunek sumienia dowiedzielibyśmy się wielu rzeczy o sobie. Dowiedzielibyśmy się o rzeczach które nas przerażają jak na przykład strata kogoś, ale dowiedzielibyśmy się też o rzeczach które nas cieszą jak nowy dom, albo nowy przyjaciel. A ja? Czy ja dowiedziałem się jakiś nowych rzeczy o sobie po takim rachunku sumienia?. Nowych raczej nie ale te wszystkie wydarzenia sprzed dwóch tygodni pozwoliły mi uświadomić sobie jedno. Jeżeli raz spotkałeś na swojej drodze nieszczęście to możesz być pewny, że teraz to twój nowy przyjaciel chyba, że masz w sobie tyle siły aby odpędzić wszystkie smutki i być. Po prostu być i nie dać się skrzywdzić. Ja nie dałam rady. Byłam, jestem i będę za słaba na otaczający mnie świat. Tego już nie zmienię. Za późno. Za późno na wszystko. 
Rozejrzałam się po pokoju w którym się znajdowałam. Wszystko jest takie same. Nikt nic tutaj nie ruszał. Zdjęcia stojące na komodzie uśmiechały się do mnie wesoło ukazując szczęście i roześmiane niebieskie tęczówki. Gdzie jesteś? Te samo pytanie. Ten sam brak odpowiedzi. Ta sama cisza.

Niall.

Ile jeszcze? Ile czasu jeszcze będę się ukrywał? Aż dadzą sobie spokój, albo wrócisz. Pokręciłem głową i wyjrzałem za okno. Kanada. Dlaczego tutaj? Doszedłem do wniosku, że tutaj raczej nie będą mnie szukać. Jeszcze nie. Długo i tak tutaj nie zabawię. Ile jeszcze? Z dwa, trzy dni? I znów ucieczka z myślą, że tym razem ktoś mnie rozpozna. 
- Ej Niall przypomnij mi jak ma na imię ta laska? No wiesz ta taka super co cię szuka.- Suzie zaczęła pstrykać palcami chcąc sobie przypomnieć imię dziewczyny która śniła mi się co noc.
- Harriet. Ma na imię Harriet. I proszę Suz nie dręcz mnie już, dobrze?- Usiadłem zmęczony na łózko i spojrzałem smutno na dziewczynę która towarzyszy mi w podróży od tygodnia. Niby chciałem być sam ale ta niebieskooka dziewczyna z kolorowymi włosami mnie zaintrygowała. Pomogła, pocieszyła. I wiecie co? To dobrze, że ona ze mną jest.
- Wiem, że znamy się od tygodnia ale myślałam, że choć trochę mnie poznałeś i wiesz, że ja nie odpuszczam. A po za tym mam dla nas bilety. Zbieraj się.- Pomachała mi kopertą przed nosem i uśmiechnęła się do mnie szeroko.
- Myślałem, że jeszcze tutaj trochę zostaniemy. Ale jak chcesz. Gdzie tym razem.?- Wstałem i poprawiłem swoją niebieską koszulkę. Na twarzy dziewczyny pojawił się diaboliczny uśmieszek. 
- Do Londynu kochanieńki.

Harry.

Następna bezsenna noc. Która to? Sam już nie wiem. Chcę spać ale nie mogę. Dlaczego? Bo się martwię. Martwię się o Harriet, i Niall'a który zniknął i nie daję znaku życia. Nic nie jest już takie same. Nikt nie jest już taki sam. Liam stara się zmusić nas do normalnego funkcjonowania, ale on sam nie wie jak ma sobie poradzić. Louis nie tryska energią, nie żartuję jak zawsze. Zayn chodzi cały czas przygnębiony i prawie wcale się nie odzywa. Harriet albo siedzi w swoim pokoju albo u Niall'a. A ja? Ja siedzę w pokoju i wpatruję się w wydruk USG na którym widać mojego syna. Którego już nie ma. Jak sobie radzę? Właściwie to nie radzę. Świadomość, że mnie z nią nie było, że nie mogłem usłyszeć bicia jego serduszka chociaż raz zabija mnie od środka. Za każdym razem gdy zamykam oczy w głowie odtwarza mi się scena ze szpitala która wyryła mi się w głowie.

Trzymałem ją za ręką siedząc ze spuszczoną głową i płacząc. Co chwilę przez jej drobne ciało przechodziły dreszcze. Z ust wydobywał się tylko żałosny szloch który rozrywał mi serce na kawałki.
- Znajdziemy go Harriet. Zobaczysz. Wszystko się ułoży.-Spojrzałem na dziewczynę która wpatrywała się w Zayn'a z nieobecnym wzrokiem.
- Sam w to nie wierzysz to po jaką cholerę wciskasz mi taki kit.

Harriet.

Kolejne przesłuchanie. Znów pełno pytań, zdjęć. Dziś znów mamy wystąpić w telewizji z apelacją do ludzi aby dali nam znać gdy zauważą Niall'a. Właściwie to jest gorsze niż przesłuchanie. Musimy powiedzieć wszystko. Ja muszę powiedzieć wszystko. Czy dam radę? Nie mam pojęcia. Chociaż dla niego mogłabym opowiadać o tym co się stało przypadkowo spotkanym ludziom na drodze byleby wrócił i znów zarażał nas swoim śmiechem. 
- Harriet za godzinę wychodzimy.- Liam uśmiechnął się do mnie słabo czego nie odwzajemniłam co zresztą stało się moją codziennością. Po prostu wstałam z łóżka blondyna i poszłam do już swojego pokoju i zabrałam rzeczy które ktoś mi naszykował po czym udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i dokładnie się wytarłam. Nie przejmowałam się zbytnio makijażem po prostu wysuszyłam włosy, rozczesałam je i nałożyłam na twarz trochę podkładu. Ubrałam się i nie patrząc więcej na siebie wyszłam z pokoju. Wiedziałam, że wszyscy czekają na dole i zapewne będą chcieli wcisnąć we mnie jedzenie co i tak przyniesie taki sam skutek jak wczoraj czy przedwczoraj. 
Wyszłam od razu z domu nie przejmując się osobami stojącymi przed bramą ruszyłam w stronę studia w którym miało odbyć się nagranie. Wolałam być sama i robiłam wszystko aby tak było. Nie chciałam wysłuchiwać tych pustych i nic nie znaczących słów, że wszystko będzie dobrze. Prawda jest taka, że nie będzie. W ciągu jednego dnia straciłam dwie ważne dla mnie osoby. I gdzie sprawiedliwość? Gdzie jest kurwa ta głupia sprawiedliwość? Dlaczego ja nie zginęłam? Dlaczego ja mogę żyć? Gdybym wtedy zginęła nie musiałabym cierpieć i walczyć o każdy oddech. Może to się wydawać dziwne ale moim zdaniem każdy z nas walczy. Codziennie nawet o tym nie wiedząc. Walczymy o każde mrugnięcie, o każde uderzenie serca, o każdy oddech, o każdy uśmiech. Ja już jestem tym zmęczona. Jestem zmęczona walką i najchętniej położyła się spać. Spać na wieczność i może wtedy bym miała spokój.
Stanęłam przed drzwiami studia i wiedziałam, że to nie będzie łatwe. Z westchnieniem nacisnęłam klamkę i przechodząc obok ochroniarzy którzy rozpoznali mnie bez problemu skierowałam się w stronę przyszykowanych dla nas miejsc. Zajęłam jedno z nich i rozpięłam kurtkę. Chłopcy pewnie są przygotowywani do wyjścia przed kamery. Właściwie to ja też powinnam teraz siedzieć u makijażystki ale nigdy się na to nie zgadzałam. Wolałam wyglądać strasznie niż idealnie. Wyciągnęłam telefon i znów wybrałam ten sam numer. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, czwarty potem następny i jeszcze jeden aż wreszcie jego wesoły głos informujący aby zostawić wiadomość, a on na pewno oddzwoni.
Wiele bezsensownych pytań kierowanych w naszą stronę. Nie odpowiadałam. Chłopaki tak ale ja nie. Czekałam tylko na to jedno które na pewno mi zadadzą. Na te na które odpowiem prawdę.
- Harriet, a ty co byś chciała powiedzieć Niall'owi? Żeby wrócił?- Podniosłam wzrok na kobietę wpatrującą się we mnie z uśmiechem. Chłopcy patrzyli z nadzieją w oczach. Bali się. Bali się, że powiem coś głupiego.
- On wie co ja teraz czuję. Powiedziałam już wcześniej wszystko co miałam do powiedzenia. Teraz tylko żyję z nadzieją, że któregoś dnia wejdę do jego pokoju i zobaczę go siedzącego na łóżku z paczką żelek w ręce i głupim uśmieszkiem na twarzy. Teraz tylko tego chcę.- Uśmiechnęłam się lekko i po prostu wstałam z miejsca i wyszłam z tego studia mając wszystkiego dość. Chciałam zapomnieć. Chciałam dać ponieść się chwili. Dłużej nie myśląc zaczęłam się kierować w stronę uliczki która nie kojarzyła się mi z niczym dobrym ale nie liczyło się to, że mi coś może grozić. A właściwie to może? Raczej nie. Nie z jego strony.
Rozejrzałam się dokładnie i zobaczyłam cień sylwetki człowieka zbliżającego się do mnie. Wciągnęłam głośno powietrze gdy zobaczyłam jego oczy w słabym świetle małej lampy wiszącej nad schodami.
- Proszę, proszę kogóż to moje piękne oczy widzą?- Zaśmiał się, a po moim ciele przeszedł dreszcze. Podeszłam bliżej i znów mogłam stanąć twarzą w twarz z osobą której życzyłam śmierci ale w tej chwili tylko on mógł mi pomóc.
- Przestań pieprzyć. Wiesz po co przyszłam.- Wyciągnęłam portfel i wyciągnęłam pieniądze oddając mu je. Tyle co zawsze.
- Nie mam przy sobie. Musisz iść ze mną.- Wzruszyłam ramionami i ruszyłam za nim nie odzywając się ani słowem. Właściwie to pierwszy raz zobaczę jak mieszka. Zawsze miał przy sobie wszystko co mogłoby mu przynieść jakiś zysk.
Nawet nie wiecie jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam dość duży dom który najwyraźniej należał tylko do niego. Szczerze to myślałam, że mieszka w jakimś małym mieszkanku, śpi w salonie, a w sypialni ma doniczki z marychą ale najwyraźniej dałam się ponieść wyobraźni.
Chyba chciał udawać gentlemana więc przepuścił mnie pierwszą ale ja i tak wiedziałam, że zrobił to tylko dlatego iż chciał popatrzeć się bez karnie na mój tyłek. Nie powiem podobało mi się to. Przy nim miałam wyższe ciśnienie, czułam strach wiszący w powietrzu. Podobało mi się to. A nawet podniecało co mogłoby się wydawać dziwne i trochę chore. Rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym aktualnie się znajdowałam. Granatowe ściany, ciemna podłoga jasny dywan i..... Lustro na całą ścianę. Na prawdę. Zajmowało całą ścianę wzdłuż i wszerz. Nie powiem zrobiło na mnie wrażenie.
Zobaczyłam za sobą Max'a wpatrującego się we mnie. Ściągnęłam kurtkę i rzuciłam ją gdzieś za siebie nie przejmując się tym gdzie wyląduję. Ja chciałam teraz czegoś innego i zgadując po wzroku badającym moje ciało on też tego chciał. (tytuł: rozwalający!)
 Podszedł do mnie i otoczył mnie rękami od tyłu składając delikatny pocałunek na mojej szyi. Oparłam głowę o jego ramię pozwalając mu robić co tylko chce. Odwrócił mnie do siebie przodem i przez chwilę wpatrywał w moje oczy po czym wbił się w moje usta z drapieżnością. Odruchem było odwzajemnienie pocałunku. Jego ręce znalazły się na moich pośladkach. Wreszcie uniósł mnie lekko, a ja sprawnie oplotłam nogi wokół jego bioder. Zaczął iść w nieznanym mi kierunku ale gdy poczułam zimne szkło doszło do mnie, że przycisnął mnie do lustra. Jęknęłam cicho gdy jego zimne ręce wsunęły się pod moją koszulkę. Stanęłam o własnych nogach i przerywając pocałunek ściągnęłam z niego bluzę którą miał ubraną. Moim oczom ukazał się idealnie wyrzeźbiony tors chłopaka. Przeniosłam wzrok na jego twarz. Uśmiechał się, co prawda wrednie ale to zawsze uśmiech prawda? Pokręcił głową i znów zaczął całować moje usta jakby chciał wydrzeć ze mnie ostatni oddech. Nie przypominam sobie aby ktoś mnie tak całował. Z taką pasją, podnieceniem. Tym razem to on przerwał pocałunek i szybko pozbył się mojej bluzki po czym zaczął całować szyję schodząc na obojczyk. Chciałam go odepchnąć abym choć na chwilę mogła złapać oddech ale on popchnął mnie na lustro które pod siłą uderzenia pękło drapiąc lekko moje plecy. Syknęłam, a on nic sobie z tego nie robiąc nadal znęcał się nad moją szyją. Wiedziałam, że nie wygram. Nie tym razem. Poddałam się mu. Zaczęłam dobierać się do jego spodni czekając aż czymś mnie uderzy i znów zamknie w jakiejś ruderze ale nic takiego się nie wydarzyło co bardzo mnie w tej chwili cieszyło. Odsunęłam się trochę od lustra i poczułam jak coś spływa mi po plecach. Krew. Chyba powinnam była poczuć się zagrożona albo przestraszona ale ja poczułam tylko i wyłącznie większe podniecenie i chęć zapoznania się bliżej z chłopakiem który w tej chwili dawał mi rozkosz. Wrócił do całowania moich usta jedną ręką odpinając mi spodnie. On najwyraźniej też nie mógł się doczekać tego co prędzej czy później nastąpi.
Położył mnie delikatnie na ciemnych panelach zdejmując moje spodnie. Zaczął całować mój brzuch przenosząc się co raz wyżej. Gdy doszedł do stanika najwyraźniej się zirytował. Wsunął rękę pod moje plecy i jednym sprawnym ruchem rozpiął zapinanie tak zbędnej rzeczy jak stanik. Zamknęłam oczy gdy zaczął składać delikatne pocałunki na jednej z moich piersi. Chciałam więcej. Cichy jęk wydobył się z moich ust gdy przygryzł brodawkę. Znów zaczął kierować się w kierunku moich ust zdejmując sobie spodnie a mi ostatnią część materiału jaka pozostała na moim ciele. Zatkał mi usta pocałunkiem aby odciągnąć moją uwagę od jego poczynań. Rozsunął mi ręką nogi i zaczął masować wewnętrzną stronę moich ud przyprawiając mnie o dreszcze. Wreszcie dotarł do punktu kumulacyjnego mojej kobiecości ale wtedy wycofał rękę i znów zaczął masować moje uda doprowadzając mnie na skraj wytrzymałości. Odsunął się ode mnie nieznacznie i jednym szybki ruchem wszedł we mnie wbijając się do końca. Powietrze rozerwał krzyk. Mój krzyk. Moje ciało pod napływem nagłej i silnej przyjemności wygięło się w łuk wywołując na twarzy Max'a uśmiech. Gdy wreszcie znów opadłam bezsilnie na podłogę wtedy wykonał pierwszy ruch. Był zdecydowanie delikatniejszy niż wcześniej ale widać było po nim, że to tylko chwilowe. Kilka wolnych, głębokich ruchów i znów szybkie i głębokie wbicie się. Tym razem nie krzyknęłam, ale i tak moje ciało znów wygięło się w delikatny łuk. Ale tym razem było inaczej. Doszło do tego coś jeszcze. Jakby uczucie, że od czegoś się odkleiłam. Dopiero po chwili dotarło do mnie to, że mam zranione plecy i to pewnie krew.
Jego szybkie i zdecydowane ruchy szybko doprowadziły mnie na szczyt ale on mimo to nie przestawał i wcale mi to nie przeszkadzało ponieważ nadal odczuwałam wielką przyjemność z tego co robi. Spojrzałam w bok i zobaczyłam w lustrze dwójkę ludzi. Bezwładna dziewczyna i górujący nad nią starszy chłopak. Wyglądali jak sadyści. Jej plecy i podłoga brudna od krwi, a na jego plechach widniały czerwone zadrapania które najwyraźniej musiałam zrobić ja ponieważ były świeże.
Jeszcze dwa szybkie i głębokie pchnięcia i Max opadł obok mnie zmęczony i starający się uspokoić swój oddech. Zresztą nie tylko on.
- To zostaje między nami.- Wysapałam i przekręciłam głowę aby na niego spojrzeć. Pokiwał głową i wyciągnął do mnie rękę którą uścisnęłam.
-----------------------------------------------------
Turutut! A więc jest pierwszy trzeciej cześć. Mam nadzieję, że was nie zawiodłam.
Hmmm pomysł zmieniony w ostatniej chwili. Muszę się wam przyznać, że na początku chciałam uśmiercić co nie których ale doszłam do wniosku iż jeszcze będę miała na to czas. 
No ogólnie mi się jakoś ten rozdział podoba zobaczymy jak go przyjmiecie. A zauważcie, że dziś bez narratora więc nie ma też zagadki. 
No i macie jeszcze Suzie która będzie gościć w opowiadani.
Suzie Ford.
Życie? Dla mnie to jedna długa impreza na której spotykasz wiele nic nie znaczących osób które i tak pozostawiają po sobie jakiś ślad.

wtorek, 5 marca 2013

17 (Koniec części II)


---------------------------------------------------------------
Teraźniejszość. Przytłaczająca, wielka, smutna teraźniejszość. To jest to co własnie panuję w moim życiu. Dziś mamy pierwszy styczeń. Pierwszy dzień nowego roku powinno się dobrze rozpocząć aby cały rok był udany. Cóż niektórzy z nas na pewno dobrze go zaczęli. Chodzi tutaj o Harry'ego. Nadal mieszkam z chłopakami ale nie wróciłam do Harry'ego mimo wielu rozmów które przyniosły tylko płacz i bezsenne noce. W końcu sobie odpuścił. Znalazł sobie pocieszenie. A gdzie? U swojej byłej. I nie chodzi mi w tej chwili o Emmę. Chodzi o Taylor albo jak to on mówi Tay. Nie wiem czy są ze sobą czy nie ale blondynka spędza u nas ostatnio sporo czasu. A dziś rano słyszałam tak jakby.... hmmm bardzo ciekawą rozmowę która składała się tylko z wysokich dźwięków. Mam nadzieję, że każdy załapał. Cóż poczułam się zazdrosna, a nawet zraniona ale gdzieś tam głęboko w sobie wiedziałam, że to nastanie prędzej czy później. Przecież on nie może na mnie czekać nie wiadomo ile. A po za tym ja sama nie wiem czy nadal go kocham i czy w ogóle to była miłość. Może to tylko głupie zauroczenie? Nie wiem. Może właśnie straciłam na zawsze miłość swojego życia, albo zyskałam szansę na znalezienie jej. 
Może straciłam chłopaka ale zyskałam nowego przyjaciela. Chodzi o Nialla. Od kąt znalazł mnie zapłakaną w łazience zawsze stara się być przy mnie i pomagać. Jestem mu za to bardzo wdzięczna bo dzięki niemu się nie załamałam. Ktoś kto by nas nie znał mógłby sobie pomyśleć, że jesteśmy parą ale tak nie jest. Traktujemy się jak rodzeństwo i to nie możliwe abyśmy byli razem. 
- Harriet! Wstawaj bo się spóźnimy!- Niall był bardzo wesoły nie tylko dlatego, że wczoraj nie pił i głowa go nie boli ale też dlatego, że już dziś zobaczy maleństwo które noszę w sobie. Jestem już w trzecim miesiącu ciąży, brzuch mam już widoczny ale dopiero dzisiaj zobaczę swoje dziecko. Będę miała robione  USG i zobaczę jak wygląda skarb który noszę pod sercem. 
Po woli zaczęłam wstawać aby znów mi się w głowie nie zakręciło albo niedobrze zrobiło. Właśnie. To chyba tylko jedyny minus jaki na razie dostrzegłam w być w ciąży ale podobno nie długo ma to już minąć. Spojrzałam na przygotowane rzeczy. No dobra jest może jeszcze jeden minus. Muszę nosić spodnie o DWA rozmiary większe niż zawsze. Dlaczego? Bo się cholera nie mieszczę.! Ale dobra to może kiedy indziej.
Zabrałam wielkie ubrania i skierowałam się do łazienki. Jak na osobę która poszła spać o szóstej rano wyglądałam dość dobrze. Była dwunasta więc nie spałam za dużo, a jeszcze koncert za ściany wcale mi tego nie ułatwiał. 
Ogarnęłam swój wygląd, zrobiłam lekki makijaż i zadowolona z siebie wyszłam z łazienki. Za każdym razem miałam nadzieję, że jednak znajdę się w zielono brązowym pokoju gdzie na łóżku będzie leżał Harry z uśmiechem i powie mi jak bardzo mnie kocha. Jeszcze się to nie zdarzyło. Teraz ktoś inny będzie mógł na to liczyć. 
Dobra nie ma co się użalać. Zamknij się Stefek. Aaa no jeszcze jedno. Ten zasrany głosik który zawsze palnie coś co mnie zdenerwuję bo ma rację nazwałam Stefek i często z nim gadałam. I własnie w tej chwili możemy pominąć fakt, iż teoretycznie gadałam sama ze sobą. Rozejrzałam się po pokoju i odszukałam wzrokiem swój telefon. Zagarnęłam go i szczęśliwa wyszłam z pokoju kierując się na dół gdzie za pewne czekał na mnie Niall. 
Gdy tylko zobaczyłam burdel panujący w salonie poczułam się usatysfakcjonowana. Mówiłam tej bandzie idiotów, że robienie sylwestra u nas w domu skończy się wielkim burdelem ale nieeee oni przecież wiedzą lepiej. No i mają. Cały dzień sprzątania.
 Myślałam, że w kuchni zastanę tylko Niall'a a tam prawie cała banda. Brakowało tylko Harry'ego jego blondynki, Danielle i Eleanor. 
- Czemu wy nie śpicie?- Zajęłam miejsce obok blondyna i zabrałam mu jedną kanapkę z serem którą i tak po chwili odłożyłam ponieważ znów poczułam, że zbiera mi się na zwracanie. 
- A my w ogóle kładliśmy się spać?- Zayn chyba chciał zapalić ale przypomniał sobie, że nie może ponieważ jak oni to stwierdzili nie będą mnie zatruwać niezdrowym jedzenie, alkoholem, a Malik się poświęcił i ograniczył palenie.
- Czy was całkiem pojebało? Przecież jutro macie wywiad. Jak wy będziecie wyglądać?- Zdziwił mnie fakt, że nawet Liam siedział z nimi cały czas.
- Wiesz co? Ja chyba wolę jutro wyglądać jak zombie niż wysłuchiwać jęków Taylor.- Louis wymierzył we mnie marchewką ale chyba nie zastanowił się nad tym co mówi. Albo nie nie zastanowił się na tym do kogo to mówi.
- Matko przepraszam Harriet ja....- Przerwał gdy do kuchni wszedł ubrany i wesoły Harry. Zaszczycił mnie jednym spojrzeniem które wyrażało wszystko. Zawsze było tak samo. Potrafiliśmy porozmawiać, śmiać się ale na więcej nie mogliśmy się zdobyć. Jeszcze nie.
- Czemu wy już nie śpicie?- Zadał pytanie i nalał sobie kawy do swojego kubka. Oparł się nonszalancko o blat, a we mnie aż się zagotowało. Odwróciłam wzrok od jego szczęśliwej twarzy.
- Hmm no nie wiem. Może gdybyś nie hałasował tak z Taylor to byśmy spali?- Niall chyba chciał się na nim trochę odegrać ale nie było słychać w jego głosie złośliwości. Jak już to rozbawienie.
- Ale ja dopiero wróciłem. Jak rano zostawiliście mnie na dworze to spałem w samochodzie.- Harry odłożył kubek i spojrzał na nas podejrzliwie. No chyba sobie jaja robi. Ok, wywaliliśmy go na dwór, zamknęliśmy mu drzwi ale w takim razie kto... Chwila. Myśl. Szliśmy razem do pokoi. Wszyscy. Nie, nie wszyscy. Zayn poszedł wcześniej, a Harry robił sobie biwak. W takim razie.... Nie! Nie możliwe. Chociaż....
- O kurwa...- Spojrzałam szeroko otwartymi oczyma na Malika który siedział ze spuszczoną głową. Albo go tak kac męczy albo jest winny. Chociaż zapewne jedno i drugie jest prawdą.
- Harriet mówiłem ci abyś przestała prze.....
- Zayn masz fajny telefon mam nadzieję, że będziesz go odbierał gdy zadzwonię. Horanek jedziemy?- Przerwałam wypowiedź Liam'a i wstawałam cały czas patrząc na Malika który kiwnął lekko głową. Jeżeli moje domysły okażą się prawdą to powiem jedno. Malik jesteś kretynem. 
**
To moja trzecia wizyta u tego samego lekarza, ale dopiero pierwszy raz się tak denerwuję. Ale nie tylko ja. Niall też jest lekko zestresowany. Tylko, że on nie ma czym się denerwować, a ja tak.
Spojrzałam na telefon który obracałam w palcach. Zastanawiałam się czy napisać do Zayn'a czy nie. Może lepiej z nim porozmawiać ale... Chyba muszę się jakoś przygotować na tą ewentualną rozmowę.
Do: Zayn.
Czy to ty?
Mam nadzieję, że załapie o co chodzi. Nie chciałabym pisać więcej bo akurat który z chłopaków może zobaczyć tego SMS-a i wtedy dopiero będzie dym.
Od: Zayn.
Tak...
Zobaczywszy odpowiedź na moje pytanie schowałam twarz w dłoniach. Dlaczego on jest aż tak głupi? A jego dziewczyna? Nie poznałam jej osobiście ale podobno jest bardzo miła i widać, że go kocha.
- Hej, nie denerwuj się. Będę tam z tobą. Wszystko będzie dobrze.- Niall objął mnie ramieniem i uśmiechnął się czule. Odpowiedziałam mu tym samym starając się wyrzucić z głowy wszystkie myśli. Teraz muszę się skupić na tym co mnie czeka, a sprawę Zayn'a mogę załatwić później.
- Panna Lane? Zapraszam.- Młoda kobieta uśmiechnęła się do mnie wesoło i zaprosiła gestem ręki do środka. Zawsze jest ta sama pielęgniarka która chyba przyzwyczaiła się do tego, że przychodzę tutaj z Niall'em, a nie Harrym. Właściwie to Horan zawsze chodzi ze mną do lekarza i jestem mu za to bardzo wdzięczna.
Lekarz od razu kazał mi się położyć i podciągnąć do góry bluzkę. Uczyniłam to, a blondyn usiadł obok mnie łapiąc mnie za drżącą rękę. Bałam się. Na prawdę się bałam. A co jeżeli coś jest nie tak? A co jeżeli okaże się, że dziecko jest chore? Nie poradzę sobie z tym. Po prostu nie dam rady.
Przez krótką chwilę lekarz sprawdzał coś na monitorze jeżdżąc mi czymś po brzuchu. Denerwowałam się co raz bardziej. Ale gdy na jego twarzy pojawił się uśmiech... Wtedy wszystko odeszło.
- Proszę posłuchać.- Powiedział po czym wcisnął jakiś guziczek, a my mogliśmy usłyszeć bicie. Bicie serduszka. Spojrzał na Niall'a załzawionymi oczyma. Uśmiechał się i wpatrywał w monitor.
- Mogę powiedzieć już czy to będzie chłopczyk czy dziewczynka ale to nie będzie do końca pewne. Dopiero w piątym miesiącu ciąży będzie wiadomo na sto procent.- Wpatrywałam się jak zaczarowana w monitor na którym było widać mojego dzidziusia. Nie przypominał człowieka ale świadomość, że to moje dziecko była i tak niesamowita.
- Dobrze. Chcę wiedzieć.- Uśmiechnęłam się do niego lekko, a on puścił do mnie oczko i przez chwilę wpatrywał się w ekran po czym przeniósł wzrok na Niall'a i na mnie. Nie wiem co blondyn czuł w tej chwili, ale ja czułam przepełniające mnie szczęście.
- A więc... gratuluję będzie miała pani syna.- Niall zaśmiał się głośno i pocałował mnie w policzek szczęśliwy.
- Och Niall właśnie wygrałeś zakład.- Może wyjaśnię. Jakiś czas temu Louis i Niall założyli się czy urodzę dziewczynkę czy syna. Niall obstawiał na syna, a Lou na córkę.
- No widzisz? Ja zawsze mam rację i to jest następny dowód.- Zaśmiałam, się a lekarz razem z nami. Teraz gdy z dzieckiem wszystko dobrze to i ze mną będzie ok.
**
Korki jak cholera, a mi się jeść chce no. Masakra jakaś. Moim zdaniem dużo ludzi powinno mieć kaca i nie jechać nigdzie, a tu niespodzianka. Trafi mnie normalnie. A po za tym to mam już ułożoną mowę dla Malika i jak tak dalej pójdzie to zapomnę wszystko co ułożyłam i nici z moich wzruszających słów. W ogóle zastanawia mnie fakt dlaczego akurat Taylor? Nie mam nic do niej, i ładna też jest bo nie powiem, że nie ale cholera dlaczego ona? Nie mógł już znaleźć jakieś innej laski? No najlepiej jakby w ogóle nie szukał tylko kurczę teraz to jak Harry się dowie to.... Ja nie wiem co on zrobi. Serio. Będzie wściekły to jasne ale jakoś chyba bardziej się boję o Zayn'a bo jak udowodnił ładną buźką nadrabia brak mózgu.
- Zastanawiałaś się już na imieniem dla twojego synka?- Niall'owi chyba się nudziło, że zaczął jakiś temat do rozmowy. Zresztą to dobrze przynajmniej mogę się czymś zająć.
- Max Bob Lane.- Uśmiechnęłam się do niego szeroko. Wybrałam imiona z premedytacją. Jedno po dziadku, a drugie po tacie.
- Albo Max Bob Styles.- Z racji tego, że akurat staliśmy uderzyłam go w ramie, a on zaśmiał się wesoło zagłuszając radio.
- Chyba się za bardzo rozpędzasz kochanieńki. Gdybyś nie zauważył to on ma już dziewczynę i wcale się mną nie interesuję.- Odwróciłam twarz w stronę okna i uśmiechnęłam się smutno przywołując w głowie obraz uśmiechniętego Harry'ego.
- Czy wy na prawdę jesteście aż tacy głupi? Przecież to widać, że się kochacie. Ja nie rozumiem dlaczego wy nie porozmawiacie tak szczerze.- Ruszył kawałek ale i tak po chwili się zatrzymał aby nie wjechać w inny samochód.
- Niall tu nie chodzi tylko o naszą wrodzoną głupotę. Ja już nie jestem pewna swoich uczuć do niego, a on już sobie odpuścił i tak będzie chyba lepiej.- Spojrzałam na niego i wiedziałam, że tak łatwo się nie podda.
- Będziecie mieli razem dziecko, mieszkacie pod jednym dachem. Powiedz mi dlaczego nie odeszłaś? Dlaczego zostałaś gdy cię o to poprosił?- Przetarłam ręką czoło i westchnęłam głośno.
- Nie wiem Niall. Coś mi nie pozwoliło odejść.
- Właśnie. Coś ci nie pozwoliło odejść. A co? Miłość do niego, świadomość że nie widziałabyś go codziennie, że nie mogłabyś z nim rozmawiać kiedy będziesz miała ochotę.- Może miał rację? Patrząc na to teraz to wydawało mi się, że tak własnie było, ale....
- Nie Niall. To po prostu przyzwyczajenie do drugiej osoby. A teraz proszę skończmy ten temat bo ja nie mogę się denerwować. Przecież nie mogę zaszkodzić swojemu synkowi.- Dotknęłam brzucha z uśmiechem, a on spojrzał na mnie urażony.
- Och oczywiście. Sorry mały.- Zaśmialiśmy się razem i wreszcie wyjechaliśmy z korku. Aaa zaraz się najem! Taaa za szybko się cieszyłam. Teraz staliśmy na światłach. Westchnęłam, a blondyn zaśmiał się i zaczął śpiewać pod nosem piosenkę lecącą w radio. Odwróciłam głowę w stronę szyby i zobaczyłam samochód pędzący w naszą stronę.
- Niall?- Mój głos drżał, a ciało nie mogło wykonać żadnego ruchu. Nie mogłam oderwać oczu od samochodu który był co raz bliżej nas.
- Harriet!- Przerażający krzyk Niall'a, oślepiające światło samochodu i uczucie, że grawitacja zniknęła. To właśnie czułam. A potem? Potem ciemność i przerażająca cisza która otaczała mnie ze wszystkich stron.

Harry.

Co chwila zerkałem z przerażeniem na zegarek. Powinni już tu być. Pojechali z jakieś dwie godziny temu i nadal ich nie ma. Na telefony nie odpowiadają. To serio zaczyna mnie co raz bardziej przerażać. Może nie okazuję jej swoich uczuć ale nadal ją kocham mimo iż mam nową dziewczynę. Nigdy nie przestanę jej kochać ale nie będę się narzucać. Jeżeli ona nie chce być ze mną ja nie będę naciskać. 
Dźwięk mojego telefonu wszystkich wystraszył. Spojrzałem z przerażeniem na wyświetlający się numer. Prywatny. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i drżącą ręką przystawiłem telefon do ucha.
- Halo?- Mój głos był zachrypnięty bardziej niż zawsze jeszcze drżał i był przepełniony strachem. 
- Dzień dobry. Czy dodzwoniłam się do pana Harry'ego Styles'a?- Głos miłej pani po drugiej stronie chyba powinien mnie lekko uspokoić ale zadziałał wręcz przeciwnie.
- Tak to ja. Z kim mam przyjemność?
- Dzwonię ze szpitala. Podano mi ten numer abym mogła powiadomić iż pani Lane i pan Horan mieli wypadek....- Wciągnąłem głęboko powietrze i jak zahipnotyzowany wysłuchałem co ma do powiedzenia i gdy podała mi adres szybko się rozłączyłem i wstałem.
- Harriet i Niall mieli wypadek. Musimy jechać. Szybko.- Jak na komendę wszyscy zerwali się z miejsca i pobiegliśmy w stronę garażu.
**
Biegłem ze łzami w oczach w stronę gabinetu lekarza który przyjął moją ukochaną i mojego przyjaciela. Chłopaki byli tuż za mną ale nie mogli mnie dogonić. Bez pukania wszedłem do środka i zastałem tam zdziwionego lekarza który wstał na nasz widok.  
- Co z nimi? Co z Harriet i Niall'em?- Mój głos drżał. Patrzyłem na lekarza, a on spuścił głowę i ściągnął okulary.
- Pan Horan i pani Lane przyjechali do nas w bardzo ciężkim stanie....- Poczułem jak czyjaś ręką zaciska się na moim ramieniu. Wysłuchałem do końca słów lekarza i odebrałem kopertę którą zostawi dla nas Niall. Nie mogłem w to uwierzyć. Nie mogłem uwierzyć w to co się właśnie stało.

Narrator.

Chcesz odejść?
Zniknąć?
Nie ma tak łatwo. Nawet na to trzeba zapracować.
------------------------------------------------
No heeeeej :D
Dziś się nie rozpisuję... Mam tylko nadzieję, że mnie nie zabijecie za  końcówkę. I od razu mówię nie wiem czy dam radę napisać pierwszy rozdział trzeciej części w dwa dni ale będę się o to starać. 
A i mała podpowiedź. Jeżeli załapiecie o co chodzi z narratorem to załapiecie perspektywę Harry'ego. Powodzenia! Buhahaha :**
Sorry za ewentualne błędy. 

niedziela, 3 marca 2013

16


----------------------------------------------------------------
- Proszę nie rozwalcie niczego i nie zabijcie dziecka, dobra?- Harry zatrąbił chcąc mnie pośpieszyć.
- Dobra dobra. Idź sobie.- Louis zamknął mi przed nosem drzwi, a ja jeszcze bardziej zaczęłam się martwić o małą Lux. Ale może od początku.Dziś stylistka chłopców przyszła do nas i poprosiła byśmy zaopiekowali się dziewczynką. Potem okazało się, że Harry ma dla mnie niespodziankę (nie rozmawiam z nim od naszej porannej kłótni) i musiałam zostawić ich samych. Ale podobno ma za chwilę przyjść Danielle i Eleanor które ich przypilnują. Cóż z wielkimi obawami zajęłam miejsce obok Harry'ego. Już miało mnie tu nie być.Mianowicie rano poszło o to, że chciałam się wyprowadzić ale on mi nie pozwolił i nawet w pokoju zamknął. Potem powiedział, że tylko mam gdzieś z nim jechać, i będę mogła zdecydować czy chcę zostać czy nie.Cóż jak dla mnie to jest oczywiste ale musiałam się zgodzić jeżeli chciałam wyjść z pokoju.
Gdy samochód zatrzymał się przed basenem spojrzałam na niego może nie tyle zdziwiona co zdenerwowana. Wysiadłam bez słowa, a on zrobił to samo. Poczekałam chwilę na niego po czym razem zaczęliśmy się kierować w stronę wejścia. A gdy już wyciągnął jakieś klucze i zaczął otwierać drzwi to już kompletnie nie łapałam co my tu robimy. Co utopić mnie chce?  Oj to się zdziwi. Niech tylko zrobi coś przez co poczuję się zagrożona to najpierw będę mu grozić swoim pasem w karate, a potem zastosuję styl pancernika. Dobra mniejsza z tym.
Szłam ostrożnie za Harrym w całkowitej ciszy. A przecież na basenach nie czegoś takiego jak cisza. O co z tym wszystkim chodzi? Zaraz się dowiemy.
- Dobra po jaką cholerę żeś mnie tu przyciągnął?- Stanęłam przy jednym z basenów i założyłam ręce na biodrach. Harry odwrócił się w moją stronę z lekko zażenowaną miną.
- Chciałbym abyś nauczyła mnie pływać.- Zrobiłam wielkie oczy i zastanawiałam się przez chwilę czy mam zacząć się śmiać czy może nie.
- Ty sobie kpisz? Tylko po to mnie tutaj zabrałeś? I dlaczego tutaj nikogo nie ma?- Mimo iż byłam na niego zła nadal stałam w tym samym miejscu czekając na odpowiedzi.
- Chcę coś sprawdzić. A pusto jest tutaj dlatego, że chciałem pobyć z tobą sam na sam, a myślisz, że udałoby nam się to gdyby było tutaj pełno ludzi?- Nie powiedział tego wprost ale wiedziałam, że nawiązuję do fanek które mogły się tutaj znaleźć.
- Dobra. Ale jest problem. Nie mam ze sobą stroju więc teraz odwieź mnie do domu.- Czułam jakiś wewnętrznym zawód, że jednak z nim tutaj nie zostanę.
- No i co z tego? Nikt tutaj nie wejdzie. Ja mam klucze.- Uśmiechnął się do mnie zadziornie i zaczął się rozbierać. Właściwie to ma racje. Nuczę go tego pływania i spadam do domu. Rozebrałam się tak jak on do bielizny i weszłam spokojnie do basenu w którym mogłam mieć głowę nad wodą. Cóż natura wzrostem mnie nie obdarzyła.
Ku mojemu zdziwieniu Harry po prostu mnie chwycił i wciągnął na głębszą wodę.
- Styles! Puść mnie! To, że umiem pływać nie znaczy, że długo utrzymam nas nad wodą kretynie.- Gdy Harry mnie puścił ani ja, ani on nie dotykaliśmy dna. Myślałam, że zacznie się topić ale on swobodnie utrzymywał się nad wodą.
- Harriet kotek tylko Zayn nie potrafi pływać.- Zrobiłam oburzoną minę i zaczęłam chlapać go wodą. Przez chwilę mi oddawał ale potem przyciągnął do siebie uniemożliwiając mi ochlapywanie go. Wiedziałam, że chciał mnie pocałować ale nie wiedział czy może. Spuściłam głowę na dół i zobaczyłam przez błękitną poświatę jego ręce oplatujące mnie w tali. Zawsze gdy mnie tak trzymał czułam się bezpieczna i kochana. A w tej chwili? Coś się zmieniło. Czułam się niepewnie, niezrozumiale. Nie bałam się ale nie byłam też aż tak spokojna jak zawsze.
- Dlaczego nie zrobisz tego teraz?- Szepnęłam i podniosłam głowę. Jego twarz była bardzo blisko mojej.
- Ale czego?- Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam w jego oczy. Zawsze wydawały się inne, nieodkryte. To dlaczego teraz czułam jakbym poznała już wszystkie skrywane w nich tajemnice?
- Chciałeś abym się zabiła. Teraz masz okazję to zrobić. Nikt nie będzie cię o to winił. Powiesz, że się utopiłam.- Chciał abym zginęła, a teraz ma okazję to zrobić i nie chce skorzystać?
- Masz rację. CHCIAŁEM co nie oznacza, że nadal chcę. Wtedy byłem....inny. I teraz też jestem inny. Lepszy dzięki tobie Harriet.- Nie pocałował mnie tylko przytulił do siebie chcąc pokazać, że jego słowa są prawdą. Położyłam głowę na jego ramieniu i chciałam, nie, nie pragnęłam znów poczuć się tak samo jak wczoraj rano, przedwczoraj wieczorem. Znów chciałam poczuć, że należymy tylko do siebie.
 Spojrzałam w jego oczy i zanurzyłam się pod wodę, a on za mną. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że on również się we mnie wpatruję. Jego włosy unosiły się do góry razem z wodą.

Podpłynął do mnie i położył swoje ręce na moich biodrach po czym złączył nasze usta pocałunkiem. Oplotłam jego szyję rękami i razem zaczęliśmy się wynurzać nie odsuwając się od siebie. Nie czułam tego ciepła co zawsze, nie czułam dreszczy przechodzących przez moje ciało.
Gdy tylko nasze głowy znalazły się nad powierzchnią wody odsunęliśmy się do siebie łapiąc powietrze. On był zadowolony, a ja? Przygnębiona. Będę musiała mu powiedzieć, że nie ma co liczyć. Ale jak?
- Możemy już wrócić?- Zapytałam go cicho i odważyłam się podnieść wzrok na jego twarz. Skinął głową i pomógł mi wyjść z basenu. Podał mi jakiś ręcznik (nie wiem skąd on go wytrzasnął), a ja zaczęłam się wycierać po czym ubrałam na siebie swoje rzeczy.
- Harriet co dalej? Co z nami?- Chwycił mnie za rękę, a ja spojrzałam na nasze splecione dłonie. Dlaczego teraz wszystko wydawało mi się inne? Nie mogłoby być takie same?
- Nie wiem Harry. Na prawdę nie wiem.- Wyminęłam go ze smutnym uśmiechem i skierowałam się do wyjścia.
**
Gdy tylko wróciliśmy do domu Harry poszedł na górę, a Louis pognał za nim. Wiem, że Styles mówi mu teraz wszystko. A ja? Ja nie miałam komu o tym powiedzieć. No dobra Danielle i Eleanor na pewno by mi pomogły ale nie znam je jeszcze na tyle by im zaufać. Chłopaki odpadają bo wszystko Harry'emu wygadają. Jack? Nie wiem czy to dobry pomysł. Przecież on mnie ''kocha'' więc na pewno będzie mówił tak aby Harry był najgorszy. To twój przyjaciel na pewno by tak nie zrobił.
- Serio?- Zapytałam na głos czym zwróciłam uwagę zgromadzonych w salonie. Nawet mała Lux spojrzała na mnie z uśmieszkiem na twarzy.- Ej no sorry ale ten goły królik powinien zrobić sobie chociaż spódniczkę z trawy czy coś.- Wskazałam ręką na telewizor gdzie skakał sobie brązowy królik który gadał sam do siebie, nie tolerował marchwi, jadł jagody i mieszkał z dziwną wiewiórką. Oto bajki dla dzieci dwudziestego pierwszego wieku.
- Co oni tam tak długo siedzą?- Zayn spojrzał na mnie wymownie. Wzruszyłam ramionami i znów zaczęłam oglądać królika transwestytę.
- A skąd ja to mogę wiedzieć? Idź i się zapytaj.- Mruknęłam pod nosem czując na sobie jego wzrok.
- O co poszło?- Niall uśmiechnął się do mnie pocieszająco ale w jego głosie było słychać tylko ciekawość. No ale uznanie dla niego, że miał odwagę się zapytać, a nie tak jak reszta tylko na mnie spoglądali.
- O nic. I w tym problem.-Oparłam ręce na kolanach i wzięłam ze stolika jedną z zabawek która tam leżała.
- Jakoś nie łapię. Jeżeli się nie pokłóciliście to dlaczego on siedzi u góry, a ty tutaj i gadasz sama do siebie?
- Oj Liam, kocham cię ale ty jednak też jesteś głupi.- Danielle skrytykowała swojego chłopaka, a ja się uśmiechnęłam pod nosem.
- Harriet nie było już tak jak wcześniej, prawda?- Spojrzałam na Eleanor i znów spuściłam głowę czując jak łzy napływają mi do oczu. Z wszystkich sił starałam się nie rozpłakać jednak nie udało mi się. Gdy dziewczyny zauważyły, że płaczę usiadły po moich bokach i przytuliły.
- Ja tak bardzo chciałam znów to poczuć ale.... Nie umiałam. Wszystko było takie inne. Obce. Tak jakby to nie był mój Harry.- Wyszeptałam i pociągnęłam nosem.
- Musisz mu powiedzieć. Mimo wszystko on zasługuję na prawdę.- Spojrzałam na nie i pokiwałam głową ze zrozumieniem.
Kroki na schodach wywołały u mnie strach. Bałam się, że on mnie zobaczy w takim stanie.
- Nie wiem jaki masz w tym cel ale przestań.- Louis stanął przede mną zdenerwowany i wymierzył we mnie palec. Otarłam policzki z łez i wstałam. Pamiętam gdy mówił do mnie takim tonem. Wtedy w szpitalu.
- Ja mam przestać? To nie ja chciałam jego śmierci tylko on mojej. I nie masz pojęcia o niczym. Nie wiem co ci powiedział ale nie wiesz jak ja się z tym czuję. On może być zraniony a ja? Ja też mam uczucia. Też potrafię pokochać, znienawidzić. Jasne święta nie jestem. Przeze mnie zginął jego przyjaciel ale ja nie chciałam nikogo zniszczyć. Tak bawiłam się innymi ale nie chciałam aby się zabili. I może wreszcie przestaniesz na mnie warczeć za każdym razem gdy Harry ci się wyżali.- Oddychałam głęboko. Wzrok Louis'a szukał na mojej twarzy, w moich oczach strachu którego nie było. Już nie.
Ominęłam go i powoli weszłam na górę kierując się na koniec korytarza. Teraz albo nigdy. Chyba czas powiedzieć wszystko i nie bawić się w nic. fhfhfhfhf
Nacisnęłam klamkę która ustąpiła z lekkim skrzypnięciem. Weszłam nie pewnie do pokoju zastając Harry'ego stojącego przy oknie i wpatrującego się w coś czego nie widziałam.
- Nie potrafię Harry.- Wyszeptałam, a on odwrócił się w moją stronę ze smutkiem wymalowanym na twarzy.- Nie potrafię znów ci zaufać. Nawet nie wiem czy wcześniej ufałam ci tak na prawdę. - Spuściłam wzrok, a gdy zobaczyłam jego nogi które zbliżały się do mnie poczułam niepewność. Czy aby na pewno tego chcę? Czy aby na pewno dobrze robię?
- Rozumiem. I wiem co chcesz przez to powiedzieć. Tylko proszę cię Harriet zostań. Nie wyprowadzaj się.- Dotknął mojej dłoni, a ja zamknęłam oczy i westchnęłam. Za dużo jak na jeden dzień.
- Myślisz, że to dobry pomysł? Nie chcę tego utrudniać, a właśnie to zrobię zostając.- Szepnęłam i otworzyłam oczy. To co zobaczyłam.... On płakał. Przeze mnie.
- Zostań Harriet. Proszę, zostań.- Oparł swoje czoło o moje i zamknął oczy.
- Zostanę.- Momentalnie otworzył oczy. Dotknęłam jego policzka i pocałowałam. Ostatni raz. Ostatni raz czułam jego malinowe usta przy swoich.- Przepraszam. Za wszystko.- Powiedziałam do niego i otarłam policzki.
- Ty nie masz za co przepraszać ale ja tak Harriet.- Uśmiechnęłam się do niego lekko przez smutek malujący się na mojej twarzy i wyszłam zamykając za sobą drzwi. Weszłam do łazienki i wybuchłam płaczem. Nie mogłam oddychać. Nie mogłam się uspokoić. Właśnie zakończyłam coś co było dla mnie najważniejsze. Właśnie. Było.
- Harriet? Wszystko dobrze?- Nawet nie słyszałam jak ktoś otworzył drzwi. No tak nie zakluczyłam ich. Zamrugałam kilka razy i ujrzałam przed sobą zatroskanego Niall'a.
- Nic nie jest dobrze i już nie będzie.- Chłopak od razu mocno mnie przytulił i zaczął mówić, że wszystko sobie wyjaśnimy i jeszcze będziemy się śmiać z dzisiejszego dnia.
- Jesteście sobie przeznaczeni, więc prędzej czy później będziecie razem.- Spojrzałam na jego uśmiechniętą twarz. Dlaczego on zawsze ma uśmiech na twarzy? Dlaczego mimo problemów które na pewno ma uśmiecha się i wszystkich pociesza?
- Niall dzisiaj przede mną nie stał Harry którego poznałam, który jest ojcem mojego dziecka. Dzisiaj stał przede mną obcy człowiek do którego nic nie czułam.- Wyszeptałam, i znów poczułam jak słone kropelki zalewają mi twarz.
- Ciii kochanie. Zobaczysz, że będzie dobrze.- Pocałował mnie w czubek głowy i jeszcze bardziej przytulił.

Narrator.

A co gdyby jedna osoba zobaczyła coś czego nie powinna?
Czy wyciągnie z tego wnioski pasujące do jego wyobraźni? 
Dlaczego niektórzy mają wspaniałe i beztroskie życie, a inni co dziennie muszą się zmagać z trudnościami na ich drodze?
Cóż tego chyba nikt nie wie, i raczej się nie dowie.
----------------------------------------------------
No hej :D
Jak tam u was? U mnie katastrofa....
Mam nowe przezwisko w klasie. Wiecie jakie? Pech. Kiepskie ale pasujące do mnie. Opowiem wam coś:
A więc moja wspaniała rączka już się prawie zagoiła (chwała ci Boże) i nawet  uczulenie mi prawie zeszło. No niby fajnie. Ale w piątek na w-f biegaliśmy tyłem i pan kazał się obrócić. No dobra obróciła się. Z jakim skutkiem? Z wizytą u pielęgniarki, potem w szpitalu na prześwietleniu, z diagnozą zwichnięcia stawu skokowego i zwolnieniem z w-f do końca miesiąca. No i może jeszcze gips mnie czeka także cieszmy się! (sarkazmek)
No ale mam nadzieję, że chociaż ten krótki rozdział przypadnie wam do gustu tak jak mi podłoga na sali gimnastycznej. :D